Parenting

Żegnaj dzidziusiu, witaj chłopczyku

9 grudnia 2016

 

No i stało się. Posłaliśmy naszego dwuipółlatka do przedszkola. To była trudna decyzja, ale zwyciężyło przekonanie, że nasz Rumcajsik musi mieć towarzystwo rówieśników. Tym bardziej, że mieszkamy na dosyć odludnionym terenie, gdzie prędzej można spotkać szopa grasującego w kubłach na śmieci niż małe dziecko. Oczywiście staraliśmy się inicjować spotkania z maluchami, ale ostatecznie nie było to to samo, co codzienne kilkugodzinne przebywanie z rówieśnikami. Mąż i otoczenie przekonywali mnie, że to będzie dobre dla niego, że teraz się rozwinie, że będzie bardziej samodzielny, że on tego potrzebuje, że ja też trochę odpocznę od Małego że, że, że.
Wiedziałam to wszystko, zgadzałam się z tym, ale mimo to ogarniało mnie uczucie smutku, jakby utraty czegoś. Długo męczyłam się z myślami, bo w końcu nie chcę być mamą, która uzależnia swoje dziecko od siebie, pozbawiając go tym samym możliwości stopniowego usamodzielniania się. Ale jak tak na niego patrzyłam, widziałam jeszcze małego chłopczyka. Takiego, który potrzebuje pomocy, stalej uwagi. Przecież dopiero co pojawił się na świecie, a już ma chodzić do przedszkola. Kiedy opowiedziałam o tym bliskim osobom, dostałam w odpowiedzi całkowity brak zrozumienia dla mojego smutku i obaw oraz zarzuty, że robie z niego na siłę małe dziecko . Dowiedziałam się, że już nim nie jest!
Sytuacja ta zadziałała na mnie jak kubeł zimnej wody. Przecież zawsze ufałam swojej intuicji i pozwalałam na wyrażanie własnych odczuć względem pewnej sprawy kompletnie nie kierując się opinią innych. Dlaczego więc tym razem zrozumienia dla własnych obaw szukałam u innych? Może dlatego, że uważałam za normalne to, że inni tez odczuwali smutek za tym co stare i obawę przed tym, co nowe? I tak po przepracowaniu tej zmiany, jaka pojawiła się w naszym życiu doszłam do wniosku, że nie będę szukała u nikogo akceptacji. To, co czuję jest ważne. I pozwalam sobie na to. Jestem mamą mojego Rumcajsika, to ja nosiłam go pod sercem, to ja włożyłam najwięcej wysiłku w jego dotychczasowe wychowanie. To mój mały chłopczyk. Myślę, że każdy kolejny etap związany z dorastaniem mojego malca będzie budził pewną nostalgię. Podejrzewam, że spory procent mam tak ma. Trudno jest nam się rozstać z wózkiem, z którego wyrasta nasze dziecko, z za małymi ubrankami, które budzą wspomnienia, z pierwszymi dłuższymi włoskami, które wypadałoby obciąć. Ot tak, po prostu trudno. I choć przy codziennym rozstaniu z moim Malutkim w progu przedszkola poleci nam niejedna łezka, to wiem, że jest to nieuchronna, czasami smutna, ale jednak zmiana. Na lepsze. Czas przecieka przez palce i dopiero dziecko uświadamia jego nieustanny pęd.
Na przekór innym, pozwalam sobie na smutek z powodu utraty mojego dzidziusia, ale też na radość z powitania mojego chłopczyka. Takiego, który chodzi już do przedszkola!

 

Sprawdź inne wpisy

3 komentarze

  • Odpowiedz MaSza 10 maja 2017 at 21:20

    Hej, czy mogłabyś tak w skrócie napisać jak wyglądały pierwsze dni w przedszkolu? Jak sobie Twój Syn radził, jak Ty? Czy jakoś się przygotowywaliście przed pierwszym dniem? Mój Trollek też będzie miał 2 i pół jak pójdzie i jestem pełna obaw. I jak najbardziej rozumiem Twoją nostalgię. Jeśli masz ochotę możesz odpisać w mailu.
    Spokojnej nocy.

    • Odpowiedz Anna Popis 11 maja 2017 at 17:38

      Masza odpowiedzi wysłałam w mailu, bo tu zajęłyby pół powierzchni strony;-)

  • Odpowiedz Lena 23 maja 2017 at 19:57

    Doskonale Cie rozumiem. Mam tak samo i ludzie tego nie rozumieją;/ mąż też nie rozumie uczuć matki. Mnie niedługo czego powrót do pracy i opiekunka bo nie mam innego wyjścia. Dziadki daleko i schorowane. Echhh serce boli.
    Pozdrawiam

  • Zostaw odpowiedź