Parenting

Zbuduj solidny budynek, czyli podstawy właściwego porozumiewania się z dzieckiem.

3 marca 2017

 

My, rodzice, ciągle narzekamy na to, czym nas dzisiaj dziecko wyprowadziło z równowagi. A ja chcę pokazać Ci drugą stronę medalu – czym My możemy wkurzyć nasze dziecko! Co więcej – jak możemy zawalić sprawę i codziennie dokładać cegiełkę do muru, który później nie będziemy w stanie zburzyć…

Większość rodziców stawia na tzw Freestyle, czyli wychowanie, które jest mieszanką metod wyniesionych z własnego domu z garścią intuicji i odrobiną dopasowania się do sytuacji. To wszystko posypane jest machnięciem ręką, gdy sprawy jednak nie idą po naszej myśli i lenistwem, bo po prostu dochodzimy do wniosku, że nie chce nam się walczyć nad poprawą sytuacji, bo i tak to nic nie da. „To w końcu tylko dziecko i tak musi być”.

Czytacie mnie już od jakiegoś czasu i wiecie, że jestem fanką świadomego wychowania. Lubię poradniki i wybieram z nich perełki, którymi dzielę się później z Wami. Nie oznacza to jednak, że to, co działa u nas zadziała i u Was. Na równi z poradnikowymi propozycjami stawiam Intuicję. W końcu to ja znam najlepiej moje dziecko, a nie jacyś tam autorzy książek. Idąc tym tropem chciałabym Ci przedstawić najważniejszą moim zdaniem kwestię decydującą o tym, czy dogadasz się z Twoim dzieckiem i zbudujesz zaufanie i tę niewidzialną nić porozumienia, czy też wychowasz człowieka pozbawionego niezwykle ważnej cechy – Empatii. No to lecimy.

 

Nie zaprzeczaj uczuciom dziecka. Nigdy.

 

To pierwszy i najważniejszy punkt, który przesądzi o tym, czy dogadasz się ze swoim dzieckiem, czy też zbudujesz mur, który z czasem będzie prawie niemożliwy do zburzenia.
Sama złapałam się na idiotycznym gadaniu, właściwie łapię się na nim codziennie, ale teraz już zdaję sobie z tego sprawę i staram się nad tym panować. To zaprzeczanie uczuciom/ odczuciom dziecka.

Kiedy Mały mówił, że herbatka jest Sii, to co mamusia odpowiadała? „Wcale nie jest Sii. Jest dobra”. Efekt? Jeden drugiego próbuje na siłę przekonać kto tu ma rację. A rację musi mieć zawsze rodzic – w końcu staż życia do czegoś zobowiązuje! Finalnie płacz Małego i moje zdenerwowanie gwarantowane.

Kiedy Młody zdejmował skarpetki, bo mówił, że jest gorąco, co robiła mamusia? Biegała za dzieckiem ze skarpetkami i nalegała żeby ubrał, bo jest zimno. Jedzenie nie smakuje synkowi? Nie ma problemu, mama ma gotową odpowiedź „ Jest dobre, zawsze Ci smakowało, zjadaj” i już szuflowałam do buzi kolejną porcję papu na widelcu. Woda za gorąca? „ Woda jest dobra przecież, wskakuj!” Mały zmęczony? „ Nie jesteś zmęczony, przecież dopiero wstałeś” . Płacze, bo misiowi wypadło guzikowe oko? – „ Nic się nie stało, przestań płakać” i tak dalej i dalej. Obłęd! Biedny Mały, głupia matka. Ale skąd to znamy, my rodzice? No z własnego domu oczywiście! A to błędne kolo i im wcześniej się to zrozumie, tym lepiej dla nas i naszego otoczenia. Ja nie jestem zainteresowana toczeniem entej wojny domowej o przekonywanie dziecka, ze nie ma racji, dlatego w porę z tego pociągu wyskoczyłam i zrozumiałam swój ogromny błąd. Od czego to zacząć?

 

 

Zacznijmy od początku

Dziecko to odrębna jednostka, to mały człowiek zaopatrzony w osobowość, temperament, intelekt i zdolność odczuwania bodźców. Nigdy nie stanowił Twojej własności. To nie przedmiot. Ma prawo mieć zły humor, być smutny, wściekły i nienawidzić całego świata. A to, że będziesz zaprzeczać lub bagatelizować jego odczucia i wciskać swoje zdanie, jako te jedynie poprawne tylko pogorszy sprawę.

Dam prosty przykład, ostatnio wybraliśmy się całą naszą trójką na basen. Przy pierwszym wejściu do wody stwierdziłam, że woda jest bardzo zimna. Na co mąż odpowiedział mi, że nieprawda, woda jest ciepła. Sprobowałam raz jeszcze wytłumaczyć, ale odpowiedz „ Ciepła jest” spowodowała moją nagłą nienawiść do tego osobnika. MI jest zimno, nie zaprzeczaj MOIM odczuciom! Miałam ochotę palnąć go w ten łeb, bo wcale mnie nie słuchał, a wręcz zignorował moje odczucia względem tej cholernej wody. Zimnej. Czy nie tak czuje się nasze dziecko, kiedy coś komunikuje, a my temu zaprzeczamy? Panie, ile razy w ciągu dnia musi poczuć do mnie taką nienawiść!

 

 

Jak się do Tego zabrać?

 

Najprościej jest po prostu potraktować dziecko, jak dorosłego człowieka i najzwyczajniej w świecie uszanować i uwierzyć w to, co mówi.

Ja zawsze powtarzam po dziecku. Kiedy mówi, że nie lubi myć rączek, to nie ciągnę go na siłę do łazienki. Mówię „ Widzę, że naprawdę nie lubisz myć rąk. To musi być bardzo denerwujące, kiedy się czegoś nie lubi, a mimo to trzeba to wykonać. Problem w tym, że na rączkach są same bakterie i jak ich nie zmyjemy, to trafią prosto do brzuszka i będzie chory” .

W tej sytuacji pokazałam, że rozumiem Go i jego niechęć do mycia rączek. Nie mniej jednak te ręce trzeba umyć. Przemyciłam też powód, dla którego tę rączki muszą zostać umyte. To zrozumienie uspokaja dziecko i faktycznie zachęca mimo wszystko do wykonania znienawidzonej czynności.
Wracając do gorącej herbatki, sytuację rozwiązuję mniej więcej tak:

Mamusiu herbatka jest Si.
Zamiast wcześniejszego „ Nie jest Si, jest dobra” mówię:
Widzę, że musi być dla Ciebie naprawdę za gorąca. Myślisz, że jak podmuchamy to pomoże?
No i zwykle pomaga.

A jeśli chce kolejną lalkę( w przypadku dziewczynek) i żadne próby tłumaczenia nie pomagają, być może pomocne okaże się zwykłe zrozumienie: „ Widzę, że naprawdę ta lalka Ci się podoba i bardzo, ale to bardzo chciałabyś ją mieć. Problem w tym, że narazie nie możemy jej kupić, bo mamy inne wydatki”. Jakiekolwiek uzasadnienie będzie zastosowane, nie będzie ono tak ważne, bo najpierw pokazujemy, że widzimy i rozumiemy potrzebę dziecka, nie ignorujemy jej. Bo tutaj chodzi o usłyszenie tego, co dziecko mówi, a to jak się okazuje, wcale nie jest takie proste. Skoro dziecko tak mówi, to znaczy, że tak jest i nie próbuj nawet z tym polemizować. Koniec kropka.

 

Wypowiedz głośno to, co czujesz

 

Wkurza Cię, bo Twoja pociecha od pół godziny krzyczy, skacze i wchodzi tam gdzie nie powinna, albo znów coś wylała, a ty podejrzewasz działanie z premedytacją? Zamiast przekrzykiwania się, straszenia, żałosnego użalania się nad sobą tekstami „ Ja zaraz zwariuję”, tudzież „ przez Ciebie mama płacze”, powiedz po prostu to, co Cię naprawdę złości. Tak po prostu, bez obwiniania i grożenia. Zwykle „ Nie lubię, jak tak krzyczysz. To sprawia, że ja też zaczynam krzyczeć” albo „ Nie lubię, kiedy tak biegasz po sklepie, to bardzo utrudnia mi zakupy” jest zdecydowanie lepsze, niż zwiększająca się wartość decybeli w Twoim głosie.

U nas ta metoda nie zadziałała od razu. Może inaczej, efekty nie były widoczne od razu, ale Mały słyszał i rozumiał to, co wywołuje we mnie złość. Miał jasny komunikat, co mi nie pasuje i nie od razu, ale po kilku upomnieniach stosował się do niego. A ja nie musiałam krzyczeć, czego z resztą nienawidzę. Zawsze kiedy zastosował się do mojej prośby, dostał w zamian podziękowanie „ Dziękuję, że nie biegasz już po sklepie i jesteś przy mnie. Teraz jest mi zdecydowanie łatwiej robić zakupy i nie muszę się denerwować. Podoba mi się to”. Naczelną zasadą jest przejrzystość! Mówię wprost, co mnie denerwuję i jakiego zachowania oczekuję. Dzięki takim sytuacjom dziecko uczy się wyrażać swoje emocje, mówić, co jest dla niego denerwujące i co rozwiązałoby problem. Przykład idzie z góry, pamiętaj o tym. Naucz go tego i to Ty bądź dla niego przykładem. Takie zachowanie procentuje na przyszłość, w przeciwieństwie do krzyków i głupich słów pt Jesteś niegrzeczny.

 

Skup się na problemie i nigdy nie ubliżaj

 

No może wkurzyć, kiedy dopiero co wysprzątałaś, a widzisz wylany sok, albo mimo próśb o nie zbliżanie się do wazonu słyszysz jego trzask o podłogę. Może wkurzyć. ALE zamiast tego, co Ci się ciśnie na usta i mota po głowie, skup się na problemie. Dziecko i tak jest zdezorientowane tym, co się stało, a głupie gadki i ubliżanie nie budują jego pewności siebie. Krzyki i sformułowania typu : Ile razy Ci mówiłam?, Czy Ty zawsze musisz wszystko psuć?, jesteś niegrzeczny, niezdara z Ciebie i tym podobne wsadź sobie głęboko do kieszeni i NIGDY nie wyciągaj. Myślisz, że nic takiego się nie stanie, jak nazwiesz je „ złym, głupim, niegrzecznym czy niedobrym”? No, a pomyśl jak w takim wypadku czułabyś się, gdyby Twój partner uraczył Cię takimi epitetami…

 

 

Krzywdzisz tym dziecko i uczysz je tak myśleć o sobie samym. Zamiast tego opisz co widzisz. Skoro sok się wylał, to potrzebna jest szmatka. Działaj! Powiedz to na głos, dziecko samo podchwyci co ma zrobić. Skup się na problemie. Jeśli nie przyniesie to natychmiastowego efektu, nie zrażaj się i pod żadnym pozorem nie wracaj do starych przyzwyczajeń . To przyjdzie z czasem, jak już dziecko przyzwyczaji się, że na tego typu sytuacje reagujesz w sposób cywilizowany. Zawsze, kiedy mu powiesz, że jest niegrzeczne, niezdarne, nie daj Boże głupie, on w to uwierzy i będzie o sobie tak myślał. Przecież ufa Ci bezgranicznie, zapomniałaś?

 

A co z karami?

 

W obiegu jest głupi stereotyp, albo karzesz swoje dziecko (obojętnie jak) albo wychowujesz je „bezstresowo”, na co wywracają oczami starsze roczniki, i wejdzie Ci na głowę. A ja powiem tak, gówno prawda!

Kary to temat rzeka, ogólnie jestem ich ogromną przeciwniczką. Nie będę teraz rozwodziła się nad lekkimi konsekwencjami wynikającymi z niepożądanego zachowania dziecka, jedynie takie humanitarne rozwiązania jestem w stanie zaakceptować, ale to temat na inny post. Karne jeżyki, odseparowanie itp to Fatalne metody, poświęcę im czas w osobnym wpisie. Teraz skupię się na najgorszym.

Jakiekolwiek rękoczyny w ogóle odpadają. A dlaczego nie wypada dać klapsa dziecku? A no podam jeden przykład, po którym wszystko powinno być jasne – Czy kiedy jakiś obcy facet zdenerwuje Cię w sklepie, bo np zajął miejsce przed Tobą w kasie, albo zrobił coś wrednego, powiedział niegrzeczny komentarz pod nosem skierowany w Twoją stronę, to podchodzisz do niego i dajesz skurwielowi z liścia w tyłek albo w łeb? Nie? A dlaczego nie, przecież wyprowadził Cię z równowagi! Nie żałuj sobie! Nie wypada, odda, tak nie można? To jakim prawem w takim razie podnosisz rękę na bezbronne dziecko? Bo nie odda? bo jest „Twoje” i możesz robić z nim co chcesz? No właśnie…Tyle na temat bicia. Agresja to błędne koło, a już na pewno nie uczy szacunku mądra głowo, więc nie oczekuj go później w stosunku do Siebie.
To niby niewiele, ale wprowadzenie w życie tych nowych reguł, a może najpierw zrozumienie ich, może je naprawdę zrewolucjonizować, a na pewno uspokoić. Jest mnóstwo takich drobiazgów, które można stopniowo wprowadzać w codzienność. Myślę, że te zaproponowane są dobrym fundamentem pod budowę solidnego budynku jakim jesteście Wy – rodzice i Wasze dziecko. Postaraj się, aby każda cegiełka – słowo, była świadomie i dobrze dobrana.

 

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź