Parenting

Zaprogramuj swoje dziecko. Poradnikowo. Ale czy naprawdę tego chcesz?

7 lutego 2017

Wiecie co, to miał być wpis o cichym krzyku jaki wydaję z siebie codziennie, gdy widzę moje dziecko siedzące przy zabawkach i rozkładające ręce w bezradności. W takim momencie zwykle Młody szuka mojego wzroku i błagalnym tonem w końcu wydobywa z siebie głośne – „ Mama tutaj chodźźźź!” Akurat w czasie, gdy ogarniam kuchnię, trzecią ręką wyjmując pranie z pralki, przy okazji gdzieś tam z tyłu popychając nogą odkurzacz w stronę przedpokoju, bo przecież po tych okruchach nie można już dłużej chodzić.

I już szlag mnie trafia na samo wypowiadanie tego zdania, bo co to jest do cholery?! Tyle zabawek, tyle rzeczy. Kiedyś to człowiek 2 lalki miał i pół dnia zabawy z nimi było, a tu tylko „ Tutaj chodźźź” wypowiadane po stokroć, za każdym razem coraz głośniej. I żebym jeszcze z nim się nie bawiła… Zwykle pół dnia spędzam na podłodze w przerwach robiąc czwarte już podejście do obrania ziemniaka na obiad. I już zacierałam ręce na 4 nowe poradniki, które zamówiłam i które miały mi dać odpowiedź na pytanie: Jak sprawić, aby moje dziecko bawiło się samo? Już mówiłam w myślach „Ja Ci zaraz dam Ty męczycielu Ty, już licytowałam się ze sobą – wszystkie metody na raz, czy wprowadzać je po kolei – jedna po drugiej i odczekać kilka dni na efekt?, gdy do głowy przyszła mi pewna myśl, po której ręce mi opały, a dupsko samo osunęło się na sofę.

Houston, mamy problem

Od czasu początków ciąży, poprzez całą ciąże, okres noworodkowy, niemowlęcy, w końcu dziecięcy, czytałam poradniki. Odruch sięgania po tego typu literaturę wszedł mi w krew do tego stopnia, że uwierzyłam w to, iż to mój ulubiony rodzaj literatury. Wchodząc do księgarni automatycznie leciałam do działu PORADNIKI szukając tam pozycji, która uwolni mnie z różnego rodzaju opresji. Ostatnio podeszłam do mojego regału i przyjrzałam się bliżej jego zawartości. 5 poradników o fotografii, 2 o sprzątaniu ( Tak! sama w to nie wierzę, ale ktoś sprzedał mi bajkę, że ta pozycja jest mi niezbędna do życia – bez niej leż Pani i kwicz. I to łyknęłam)3 poradniki Jak zdrowo żyć i czego unikać w diecie, 2 książki Jak efektywnie wykorzystywać czas, kilka pozycji o samorealizacji i niezliczona ilość książek o wychowywaniu dzieci. Tak, mój regal w 80% wypełniony jest PORADNIKAMI.

Czy ja coś, przeprszam Cię bardzo Anka do jasnej cholery, przeoczyłam, czy coś mi się w głowie pomieszało? Ale weszłam na kilka powiązanych tematycznie blogów i co widzę? Same „JAKI” „ Jak sprawić(…)” „ 3 metody…) „ 10 sposobów (…)” itd itp. Wszyscy żyjemy w poradnikowym świecie i wszyscy szukamy swojego świętego Graala na uleczenie rzeczywistości, a najlepiej zaprogramowanie jej. A jak to się ma do mojego problemu z nieumiejącym bawić się samemu dzieckiem? Otóż ma się ogromnie!
Już od niemowlaka – dziecko płacze? – proszę Cię bardzo, strona 110 – Metody uspokajania dziecka. Dalej płacze? Kilka stron wstecz – strona 107 – 5 najczęstszych powodów płaczu u niemowlaka. A to ja się pytam jest pralka do zaprogramowania, a ty trzymasz w ręku właśnie jej instrukcję obsługi?

Moment, w którym moje dziecko stało się automatyczną pralką

Myślę, że ten moment nastał kiedy, kolokwialnie rzecz ujmując, Mały był jeszcze w brzuchu. Już wiedziałam, że muzyka dobrze na niego zadziała. Tak było napisane w jednej mądrej książce od mądrych ludzi. Chcę żeby był inteligentny, no to przechodzimy do programu INTELIGENCJA – Proszę bardzo, masz Mozarta – pyk Mozart w głośniku wpaja do mózgu mojego dziecka niezliczoną ilość szarych komórek w bonusie. Fajnie byłoby żeby miał już kontakt z tatusiem, babcią, dziadkiem. Ok, program SOCJALIZACJA. Zatem mówcie do mojego brzucha, opowiadajcie mu bajki. Na pewno po przyjściu na świat będzie znał całą skarbnicę baśni, a po głosie rozpozna członków połowy rodziny. Później jest już tylko gorzej, bo kolki i tysiące sposobów na rozwiązanie sprawy, raczkowanie, ząbkowanie, chodzenie, mówienie, problemy ze spaniem, zbyt ospały, nadpobudliwy, rozrabiaka, nie szanuje zabawek, niejadek, bije rodziców, kłamie, nie bawi się samo itd.. No, to jesteśmy w domu. Na każdy problem znajdziesz setki odpowiedzi, a może tak problem w rzeczywistości nie jest problemem, a ty na siłę szukasz sposobu na to, aby dziecko nie było dzieckiem?

Pójdźmy na kompromis

Żeby było jasne, jestem jak najbardziej za świadomym macierzyństwem. Czyli takim podpartym solidną wiedzą, ale również intuicją. Połączenie tych dwóch składowych da nam gwarancję sukcesu na wychowawczym polu. Przynajmniej mam taką nadzieję. Niestety, wierzę też w to, że problem braku samodzielności w zabawie nie rozwiąże się sam i prędzej mnie wykończy bez radykalnych zmian. Ostatecznie po te cholerne poradniki sięgnę, a jakże! Ale teraz siadam…

Odpuść to kobieto

Kiedy tak stałam przy nim i przy tych jego zabawkach już zrozumiałam swój błąd. Łzy napłynęły mi do oczu. Mały złapał się moich nóg i powiedział „ Ja ciebie CZEBUJE mama”. Usiadłam obok mojego chłopaka, wzięłam go na kolana i przytuliłam najmocniej jak tylko potrafiłam. Wzięłam ten traktor do ręki i zapytałam „ Na które teraz pole jedziemy sąsiedzie?”. Mały patrzył na mnie z wdzięcznością i od razu wszedł w rytm zabawy w rolnictwo. „ Czy ty chcesz ze MNOM bawić się Mama?”- zapytał z wielką radością i nadzieją w głosie.

Ten mały człowiek, to dziecko, które o świecie jeszcze nic nie wie, w tamtej chwili nauczył mnie, a może przypomniał, że niektóre rzeczy trzeba brać sercem, a nie rozumem. Tak po prostu jest. Bez poradnikowego rozwiązywania problemu. Może w kieracie codziennych obowiązków, ogarniania podłogowych okruszków i sterty prania zgubiliśmy to, co najważniejsze?Ja wiem, że tak właśnie jest – a oto i On – Mały człowiek, dla którego nie jest istotne posprzątane mieszkanie, wyprasowane i poukładane w kosteczkę ubrania, a Ja – Mama, której właśnie w tym momencie „ Czebuje” najbardziej.

Walnęłam tym odkurzaczem w najdalszy kąt spiżarki i resztę dnia spędziliśmy na podłodze, kosząc pole, karmiąc krowy w jego zabawkowej stajni i przytulając się najmocniej jak tylko się da. I tak oto poradnikowe metody wzięły w łeb, a ja odpuściłam, niechcąc przegapić najważniejszego – potrzeb mojego dziecka. Zupełnie nieporadnikowo.

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź