Parenting

Wymuszony konkurs talentów

20 września 2017

Czasami tak jest, że wpis sam „pisze się” w głowie. Nie inaczej było tym razem, kiedy dziubałam coś w mieszkaniu przy oknie w sypialni i słyszę pod domem głos mojego dziecka, dziadka i sąsiadów…Postałam, posłuchałam, przetworzyłam. Ochhho! Podsumowałam zirytowana, mam już gotowy temat na blogowy post, bo wprost nienawidzę tego zachowania, którego byłam przypadkowym świadkiem…

 

Lubimy się pochwalić, jakie to nasze dziecko jest mądre, jak pięknie rysuje kółeczka albo najcudowniej na świecie kopie materiałową piłeczkę. Nie należę (mam ogromną nadzieję) do matek męczycielek, które zasypują dawno niewidzianych twarzy tysiącem zdjęć i opowieści potwierdzających geniusz swojego dziecka. Jak tylko widzę, że sprawy przybrały niebezpieczny obrót i mamusia dopiero włącza drugi bieg, aby nabrać prędkości w historyjkach rodem z rodzinnego albumu zwijam żagle i omijam szerokim łukiem kobietę przez następne pół roku. Najgorsze jednak, kiedy widzę obok owo cudowne dziecko, pokaźnego już wieku i całkiem kumate, najczęściej mocno zażenowane sytuacją i swoimi „nadprzyrodzonymi” umiejętnościami, których rzekomo jest posiadaczem…
Nigdy nie czułam potrzeby pochwalenia się dzieckiem, bo dla mnie mój Rumcajsik jest wyjątkowy, w każdym tego słowa znaczeniu, a potwierdzenie w postaci potakiwania głową osób trzecich jest mi do szczęścia całkowicie zbędne i wręcz wprawiające w zakłopotanie. Nigdy też takie wychwalanie przez rodziców dziecka nie działało na mnie mobilizująco i porównawczo, bo jakoś nie trafiały na mój grunt argumenty, że mała Kasia mówi już pełnymi zdaniami, a moje, choć rówieśnik, milczy jak zaklęty. Sprawy jednak mają się zupełnie inaczej, kiedy z niewinnego, aczkolwiek ogromnie męczącego, chwalenia przechodzi się do czynów, i takie biedne dziecko zostaje przymuszone do wykazania się owymi umiejętnościami. Wszystko niby w dobrej mierze i ku chwale inteligencji i sprytu tego Malucha.

Wracając do pierwszego akapitu wpisu, bo to wokół niego buduję ten post z dużą dygresją wyżej, sprawy zaszły za daleko, na tyle daleko, że postanowiłam interweniować i raz jeszcze podkreślić, na jakie zachowania nie ma mojej zgody.

„Daj cześć”, „Podaj rączkę”, „Przybij piątkę”, „Pokaż, jak ładnie jeździsz autkiem”, „Powiedz jak masz na imię” „Uśmiechnij się” „Daj buzi cioci” itp., brzmi znajomo prawda? Niczym konkurs talentów. Może usłyszałam nie wszystko w tamtej chwili przy oknie, ale „pochwalenie się” całym wachlarzem opanowanych przez dziecko umiejętności działa na mnie jak czerwona płachta na byka. Od razu na myśl przywodzi mi się małpka kapucynka, która wykonując polecenia musi zaprezentować się jak najlepiej. A ja małpki nie chcę wychowywać i nie każdy musi, a wręcz nie powinien, lubić moje dziecko, bo on nie od lubienia jest!

 

Pokutuje stary model

 

Takie zachowania wymuszające pewien stopień spoufalenia przypisywane jest raczej starszym pokoleniom, no bo co złego może być w tym, że dziecko na powitanie uraczy kogoś z rodziny buziakiem w policzek, albo poda rączkę, mimo że nie koniecznie ma na to ochotę? Za to odmowa tych zachowań jest niezbyt dobrze widziana, bo przecież dziecko „powinno” być miłe i przyjaźnie nastawione do innych. Poza tym, szansa na pochwalenie się tak uczynnym i zdolnym dzieckiem (w przypadku prezentacji nabytych umiejętności) może się nie powtórzyć, gdyż to właśnie przypadkiem napotkani dawni znajomi stanowią idealną okazję do „przedstawienia, a wiadomo, są oni przy nas przelotem, zatem trzeba szybko działać. Jak mądre dziecko wyczuje intencje opiekuna i będzie miało głęboko gdzieś oczekiwania i nie pokaże w pełni swojej wyjątkowości, to zaraz leci usprawiedliwienie tej nieposłuszności „Och, ma gorszy dzień, jest uparty”! Mój Panie, czy może być coś bardziej denerwującego i uprzedmiotowującego tego Maluszka ? Pewnie niestety może, ale rozumiecie o co chodzi…
Zawsze odnoszę wrażenie, że dziecko powinno stanąć na rzęsach, aby komuś się spodobać. Tymczasem ja nie chcę, aby ktoś przełamywał niepisaną barierę i wchodził w zbyt bliskie relacje z moim synem. On jest wspaniały dla Nas, dla innych jest tylko kolejnym dzieckiem z sąsiedztwa jakich pełno w okolicy. Pomijając te bliższe relacje z najbliższymi sąsiadami, którzy w naszym życiu jakoś tam obecni są i chwalę to sobie, to ci dalsi są nam zupełnie obcy i ja też chcę, aby moje dziecko pozostało dla nich obce. Nasze dziecko, nasza sprawa!

Wierzę, że wszystko odbywa się w dobrej mierze, bo to fajnie pochwalić się wnukiem, bratankiem czy siostrzenicą, którzy w naszych oczach są wyjątkowi i chcemy, aby inni też dostrzegli tą wyjątkowość. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że dziecko, to też człowiek, mały bo mały, ale człowiek, zdolny do odczuwania, to sytuacja już tak fajnie nie wygląda. Bo czy wykonujące na komendę jakąś czynność dziecko czuje się komfortowo? Zastanawiałyście się, co może czuć Maluch, który „musi” obdarować buziakiem wujka Henia na pożegnanie? Mogę się jedynie domyślić, że jest totalne zdezorientowane i zawstydzone.
I teraz powróćmy na chwilę do mojej dygresji, która do tego momentu mogłaby się wydawać tekstową „zapchajdziurą”…Ja nie muszę chwalić się dzieckiem, nie chcę tego robić, bo to nie przedmiot. To istota żywa, z charakterem, ogromem emocji, odrębna i w wielu przypadkach samo stanowiąca. Ma swoje granice, których nawet najbliżsi przekraczać absolutnie nie powinni. A my powinniśmy panować nad swoją buzią, bo przecież nasze dziecko jest na tyle wyjątkowe, że nie musimy przekonywać o tym całego świata, najważniejsze, że my jesteśmy o tym święcie przekonani, resztę zachowajmy dla siebie.

Sprawdź inne wpisy

4 komentarze

  • Odpowiedz Iwona 20 września 2017 at 19:18

    Nigdy nie umiałam ubierać myśli w słowa, ale to, o czym napisałaś jest dokładnie tym, co chciałam zawsze powiedzieć mojej siostrze i rodzicom z mojej i mojego męża strony.Trafiłaś w sedno! Wymuszony konkurs talentów, że też wcześniej na to nie wpadłam! Jak ja nienawidzę takiego zachowania, jak siostra chwali się moim dzieckiem i chce, żeby mała wykazała się jakimiś umiejętnościami przed innymi! Albo jak ojciec męża mówi do mojej córeczki żeby podała rączkę jakimś Józkom, Władkom czy Staszkom – napotkani koledzy! Albo jak moja mama mówi – uśmiechnij się ładnie do pani Żanetki, pokaż jak Ci ząbek urósł! Nie mówiłam, dusiłam w sobie, ale jutro powiem! Bo już wiem jak. Dziękuję za ten tekst:-*

    • Odpowiedz Anna Popis 20 września 2017 at 19:40

      :-* Trzymam kciuki za asertywną Mamę 🙂

  • Odpowiedz MaSza 20 września 2017 at 19:28

    Myślę dokładnie tak samo jak Ty. Ja zawsze pytam mojego Syna czy np. chce dać babci buzi na do widzenia czy nie. Czasem chce i daje, a czasem mówi, że nie i mówi tylko „pa,pa”. Jego decyzja. Moi rodzice to rozumieją i też go pytają. Za to wnerwia mnie teściowa, bo kiedyś przyuważyłam, że trochę wymusza od mojego Małego dawanie buziaków. Mam zamiar to ukrócić 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 20 września 2017 at 19:38

      MaSza cieszę się, że się zgadzamy:)Ja wierzę, że dziadkowie robią to w dobrej mierze, natomiast nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że nie pochwalamy takiego zachowania i że naprawdę nie jest ono ok, takie już chyba przywary starszego pokolenia…większość z nas musiała dawać kiedyś buziaki w wystawiony policzek gościom u cioci na imieninach…i tak ten schemat jest powielany. Ja też ukracam wszystko co powoduje moje dylematy. Na bieżąco;) buźka:-*

    Zostaw odpowiedź