Parenting

Wyluzowani rodzice i ci z kijem w tyłku

27 kwietnia 2017

Ciężko znaleźć drugie takie powiedzenie, które w 100% odzwierciedla problem: „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” oj tak! A macierzyństwo dobitnie utwierdziło mnie w tej starej mądrości życiowej.

Pamiętam jak dziś, czwartek wieczorową porą dobry rok temu. Ja styrana po całym dniu „siedzenia w domu z dzieckiem”. Młody od 15 minut śpi, a druga połówka przed chwilą wróciła z pracy. Krótka wymiana zdań i żali, że te obowiązki nierówno podzielone, że cieżko tak samej od 6 rano do 19 wieczorem, że sąsiad niemiły, zakupy ciężkie, a nasz pies znów mimo zakazu nasrał przed domem…

No i wchodzę w celu wyluzowania się i pocieszenia na pewien blog parentingowy i czytam „Macierzyństwo. Miało być ciężko, a nie jest!”. Ooo, co to za bezczelność, stek kłamstw i bzdur – myślę, a lwia zmarszczka na czole robi się jeszcze głębsza. W pamięci przerzucam jeszcze kilka obrazków z dzisiaj – problemy przy jedzeniu, dwa spacery, zabawy w ciufcię, pogoń za psem, gotowanie na raty, tańce, po drodze foch, a może nawet i trzy i łapanie w biegu ubogiej kanapki, bo nie było czasu, żeby matka zjadła cały obiad. No tak „(…) Miało być ciężko, a nie jest …„ Klikam, wchodzę w Czytaj dalej. No to czytam!

A co czytam? Że każdy mówił, że dziecko w pierwszym miesiącu życia należy budzić w nocy na jedzenie jeśli samo się nie wybudzi, a pani Mama tego nie robi i jest git.. Ok, można i tak, nie znam się, mój Maluch budził się na cycka 3-4 razy i dopasowałam się do tego rytmu. Pewnie gdyby się nie budził gryzłabym pazury ze strachu, albo co pięć minut stałabym przy łóżeczku nasłuchując czy oby na pewno wszystko jest ok, ale… każde dziecko jest inne, podobno…Dalej robi się już tylko lepiej, bo pani Mama ma gdzieś stałe pory spania i przekonuje, że „Dziecko idzie spać, kiedy ma na to ochotę”, a czy jest to 22 czy 23 nie ma problemu! Zresztą nie przeszkadzają mu znajomi przesiadujący po nocy, hałasy imprezowe i w ogóle nic mu nie przeszkadza! Szybko weryfikowałam te „mądrości” z własnym podejściem do dziecka i powstał niemały zgrzyt.

Natomiast szczęka mi opadła przy kolejnym wynurzeniu „Wyluzowanej Mamy”, kiedy to autorka wpisu oznajmia wszem i wobec, że kąpie swoje dziecko dwa razy w tygodniu i usilnie przekonuje, że wcale nie śmierdzi i nie ma wysypki z tego powodu. Zresztą, właściwie jedyną stałą kąpielą dziecka jest ta wykonywana raz w tygodniu przez, i tu pojawi się tajemniczy pseudonim, „MZ”, bo właśnie ta persona specjalnie przybywa na to wydarzenie do domu młodych rodziców. OK, to mi wystarczyło.

Często zastanawiałam się nad tym, czy to moje dziecko jest takie wymagające, a ja totalnie niezorganizowana, bo pod koniec dnia opadałam na kanapę z pustym brzuchem, a jedyne na co miałam siłę i ochotę to gapienie się w pustą ścianę przede mną.

Ale zaraz z odpowiedzią przychodziły mi inne przykłady rodziców, którzy właśnie jak „Wyluzowana Mama” wspomniana wyżej nie widzi nic złego w kąpieli raz na tydzień, a trzymanie się jakichkolwiek stałych pór jest im zupełnie obce. Są też i tacy, których życie towarzyskie zupełnie nie zmieniło się po pojawieniu się dziecka (tym akurat zazdroszczę siły i chęci) i siedzenie z gośćmi z dzieckiem w kołysce obok do 3 rano jest zjawiskiem zupełnie normalnym. Ja należę do tych z kijem w tyłku, bo 19 godzina to najwyższy czas na sen dziecka, kąpiel obowiązkowo codziennie, domowe obiadki i deserki, spacer przynajmniej jeden, maksimum godzina telewizji, żadnych słodyczy, 5 porcji owoców, sporo zabawy, śmiechu i przynajmniej dwie książeczki każdego dnia.

Można i olać to wszystko i uprawiać telewizoring cały dzień zajadając przy tym gotowce ze słoiczka. Mieć głęboko w poważaniu codzienne kąpiele i zażywać je tylko wtedy jak „Dziecko się ubrudzi”. Wychowywać te 37% społeczeństwa, które nie przeczytało ani jednej książki w przeciągu roku i nie widzieć w tym nic złego. Puścić berbecia w samopas na placu zabaw, a jak płacze to „niech się wypłacze, to przecież dziecko” i twierdzić, że „Macierzyństwo miało być ciężkie, a nie jest…” No tak, zależy jak bardzo chcesz się zaangażować w tę rolę, a czy punkt widzenia nie zależy od punktu siedzenia…?

Sprawdź inne wpisy

1 komentarz

  • Odpowiedz kfiatushek 9 czerwca 2017 at 06:10

    Ja chyba jednak tez wole miec ten kij w tyłku:P

  • Zostaw odpowiedź