Kobiecym Okiem

Dzień Mamy z perspektywy 4-tetniego macierzyństwa, czyli o moich 5 wychowawczych sukcesach wartych każdego trudu

25 maja 2018

 

 

 

Od czterech lat dane jest mi obchodzić Dzień Mamy i zawsze w okolicach tego święta robię małe podsumowanie nie tylko listy upominków, z których wyjątkowo bym się ucieszyła i które w ostatnim czasie gdzieś tam między wierszami wciskam najbliższym, ale przede wszystkim moich matczynych poczynań. Zacznę może od tego, o czym nigdy nie wspominałam na blogu, a co może z niektórych tekstów nie wydawać się takie oczywiste, otóż…….

Nigdy nie uważałam się za idealną mamę (Czy w ogóle takie istnieją?) i mam nadzieję, że nie dałam Wam powodu, dla którego mogłybyście pomyśleć, że mam takie zdanie o sobie. Są dni, kiedy jestem zadowolona ze swojej maminej działalności i takie, przez które nie mogę wieczorem spojrzeć na siebie w lustrze. Są wieczory kiedy spokojnie usypiam z przekonaniem, że dałam z siebie wszystko i takie, kiedy trawiona wyrzutami sumienia pół nocy przekręcam się z boku na bok nie mogąc doczekać się następnego dnia, aby naprawić błędy poprzedniego. Są poranki, kiedy ledwo słońce wstanie, ja stoję już przy łóżku mojego dziecka niecierpliwie wypatrując pierwszych oznak przebudzenia aby zmazać zaistniałe gafy i takie, kiedy wiem, że nie ma czego korygować i idziemy w dobrą stronę. Pomijając błędy, które, bądźmy ze sobą szczere, popełnia każda Mama, kilka rzeczy mi się udało i jestem z nich cholernie dumna! Dziś wiem, że były warte każdego trudu i niejednokrotnie nieprzyjaznego spojrzenia i nieprzychylnych komentarzy bliskich osób. Też masz takie ciężko wypracowane rzeczy, z których jesteś wyjątkowo dumną i które czynią Cię najlepszą na świecie mamę dla swojego dziecka? Oto moje małe wielkie TOP 5

 

1. Rozmowa

 

Przegadujemy z Rumcajsikiem całe wolne dnie, wieczory czy poranki. Rozmawiamy jak równy z równym, nigdy z pozycji wszechwładnego rodzica i małowiedzącego dziecka. Opowiadamy o wszystkim, zmartwieniach, śmiesznych rzeczach, ostatnich zdarzeniach. Wymyślamy, plotkujemy, filozofujemy o pierdołach. Totalna otwartość i szczerość. Niby proste i oczywiste, ale jednak w wielu domach rzadkie zjawisko. Uważam, że rodzic może od dziecka nauczyć się tak samo dużo, jeśli nie więcej, jak dziecko od rodzica. Tym samym daję poczucie Małemu, że jest słuchany i słyszany, że to co mówi jest dla mnie ogromnie ważne, że wszystkie zmartwienia może, a nawet musi zostawić na maminym ramieniu. To wyniosłam z domu i właśnie z tego może być dumna moja mama. Odwaliła kawał dobrej roboty, a to chyba najważniejsza cegła pod budowę dużego budynku jakim są relacje z dzieckiem. 

 

2. MY kontra INNI

 

Mam w głębokim poważaniu co myślą inni o moim sposobie wychowywania dziecka i o Jego zachowaniu. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której ktokolwiek mógłby dawać sobie prawo wpływania na moje decyzje i sposób w jaki ogarniam Małego. Nie ruszają mnie westchnienia, spojrzenia i głupie dogadywania krewnych czy znajomych, którym nie podobają się pewne zachowania mojego dziecka. Ten teren od początku odgrodziłam kolczastym drutem, a każde próby naruszenia naszej prywatności grożą mocnym zdystansowaniem i ochłodzeniem relacji.Nikt nie zna Małego tak dobrze jak ja i nikt nie ma z nim takiej relacji jak ja. I tak szczerze, nie mam pojęcia skąd we mnie tyle asertywności, może z tego, że zawsze ufałam swojej intuicji, która NIGDY mnie nie zawiodła? Po prostu znam siebie, ufam sobie jako mamie i to jest piękne uczucie, o które warto zawalczyć. Allelujah! 😉

 

3. Odpuszczenie grzechów

 

Nauczyłam się poluzowywać szelki w sytuacjach patowych, albo zupełnie małoważnych. Czy naprawdę warto iść na noże za nie w pełni zjedzony obiadek, albo porozrzucane zabawki? Jasne, trzeba wyznacza granice i zasady, ale nie za wszelką cenę. Kiedy widzę, że kłótnia nie prowadzi do niczego dobrego, a powód jest gówniany, zwyczajnie odpuszczam aby nie ponieść większej w przyszłej perspektywie porażki. Moje nerwy i Jego łzy nie są tego warte, nie zawsze moje musi być na wierzchu… 

 

4. Teraz z innej beczki – Stałe pory snu

 

To coś, co wywalczyłam własną krwią i upartością. Warto było, bo to coś, co ratuje mi tyłek każdego wieczoru. Dacie wiarę, że mój 4 – latek do tej pory po 19 ląduje już w łóżku i NIGDY ale to NIGDY nie było buntu. Po prostu wie, że po kolacji jest czytanie jednej bajki i czy zasypia od razu, czy jeszcze trochę się kręci, nie ma wychodzenia z pokoju. To dla niego zupełnie naturalna sprawa. Ja dzięki temu mogę tutaj czasami coś naskrobać, a w międzyczasie trzasnąć Chodakowską. To zdecydowanie najlepszy prezent jaki sama sobie ciężką pracą zafundowałam 🙂

 

5. Wsparcie i nie ograniczanie

 

Już na początku mojej macierzyńskiej drogi obiecałam sobie, że będę wspierała moje dziecko w rozwijaniu pasji i nie ograniczała Go nawet wtedy, jeśli nie do końca będę do niej przekonana… No i ostatnio moje postanowienie zostało wystawione na poważną próbę, bo oto Mały, od początku wykazujący wzmożone zainteresowanie motoryzacją i wszystkimi technicznymi sprawami, do których kobiety raczej nie mają głowy i w których nie znajdują zainteresowania, zapałał miłością ogromną do motorów. A że u niego szybko słowa zamieniają się w czyny, tak od kilku tygodni za sprawą dziadka, który podekscytowany pasjami wnuka sprawił mu pierwszy motocykl, jeździ na crossie! Dacie wiarę??! W momencie, kiedy rówieśnicy dopiero nieśmiało zaczynają przygodę z rowerkiem bez dodatkowych kół (Młody opanował tą sztukę dobre 1,5 roku temu) mój 4 – latek teraz śmiga na cross’ówie na polnych drogach! I przyszło mi to ogromnie ciężko, bo ze stresu za każdym razem kiedy wsiada na motor serce skacze mi do gardła, a na głowie przybywa siwych włosów, tak OBIECAŁAM, że umożliwię, że nie zabronię, kiedy On aż skacze na widok motoru, kiedy On ufa swoim umiejętnościom i sile, kiedy On czuje, że da radę i kiedy On chce…nie zabronię, nie ograniczę, nie mogę tego zrobić. A dziś, po kolejnym dniu kiedy patrzyłam na ten kurz, który ciągnął się za pędzącym motorem i na ten niesamowity uśmiech pełen dumy ze swoich stale polepszających się umiejętności utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że podjęłam dobrą decyzję. 

 

Miałam zrobić jeszcze małą wishlistę, z rzeczami, które sprawiłyby mi wyjątkową z okazji tego święta przyjemność, ale pomyślałam o czymś, co każda z nas może sobie już teraz sprawić. To wyrozumiałość wobec siebie, wobec swojego zmęczenia, braku chęci na „wzięcie się za siebie“, na wymyślanie zabaw i aktywne uczestniczenie w nich, na bycie na czasie z wychowawczymi trendami, na stawanie zawsze i wszędzie w pełni gotowości do matczynych odgórnie narzuconych obowiązków, takich jak perfekcyjne ogarnianie dziecka, domu, czasoprzestrzeni i swojej kariery zawodowej. Czasem trzeba dać sobie prawo do zobaczenia w sobie nie nadczłowieka jakim musi być Matka, a zwykłego człowieka, nieidealnego, takiego z krwi i kości. I tego życzę nam, drogie Mamy, Wszystkiego najlepszego!

 

Sprawdź inne wpisy

9 komentarzy

  • Odpowiedz MaSza 28 maja 2018 at 07:42

    Bardzo fajny wpis 👍 Myślę, że mamy podobne podejście do wychowywania, bo zgadzam się z Tobą we wszystkich punktach. Tak trzymać 😙

    • Odpowiedz Anna Popis 28 maja 2018 at 08:38

      Dziękuję :-**

  • Odpowiedz Marta 4 czerwca 2018 at 11:46

    Rewelacja! Niecg maly dalej rozwija swoja pasje 🙂

  • Odpowiedz swiat karinki 5 czerwca 2018 at 07:26

    Widzę to bardzo podobnie jak Ty, niestety co do godzin snu im dalej w las tym ciężej 😛 Moja 8 latka mimo że po 20 idzie do łóżka zasypia już o przeróżnych godzinach :/

    • Odpowiedz Anna Popis 5 czerwca 2018 at 11:19

      Od ośmiolatki raczej nie spodziewałabym się takiej suobordynacji w zasypianiu o w miarę wczesnych porach 😉 Mojemu dziecku też daję góra rok – póltora i godzinie 19 – stej smutnie pomachamy na pożegnanie 🙂 Pozdrawiam!!

  • Odpowiedz Magda M. blog 5 czerwca 2018 at 07:43

    Brawo! Czytając ten wpis miałam wrażenie że jesteś naprawdę fajną, mądrą i świadomą mamą. Tych stałych pór snu zazdroszczę! Mnie się nie udało tego wypracować.

    • Odpowiedz Anna Popis 5 czerwca 2018 at 11:21

      Magdo ale mi miło! Bardzo dziękuję za komentarz, za to jestem pewna, że masz coś wypracowanego z dzieckiem co mi się nie udało…np grzeczności ogólnie rzecz pojmując 😉 Pozdrawiam!

  • Odpowiedz Sara 5 czerwca 2018 at 15:08

    Aniu mam pytanie, co do godzin zasypiania Twojego dziecka, bo podkreslasz, ze Syn chodzi spac zawsze o 19. Mnie sie udalo jakims cudem wypracowac po 20, ale nie zawsze tak u nas jest. Stad moje pytanie, czy np jak jestescie na urodzinach, to specjalnie jakos wczesniej wychodzicie? Musialoby to byc w okolicach 18:30? Lub na jakims spotkaniu ze znajonymi? Teraz jak jest taka ladna pogoda i juz dluzej cieplo, to ciezko mi z moim dwulatkiem wracac z ogrodka po 18, jak wtedy najprzyjemniejsza pogoda do biegania po podworku- w naszym przypadku po ogrodku. Ty w takich sytuacjach tez pilnujesz tej 19? Pozdrawiam Cie serdecznie – wiesz , ze Cie uwielbiam:)

  • Odpowiedz Anna Popis 5 czerwca 2018 at 20:08

    Sara bardzo się cieszę, że napisałaś :-* Z tymi godzinami to jest tak 😀 Bardzo staram się trzymać tej godziny 19, ale nie oszukujmy się przy tej porze roku, a teraz przy tej pogodzie – gdzie właściwie w godzinach późno popołudniowych normalnie da się funkcjonować- nie biorę dziecka siłą z podwórka po 18 kiedy zabawa trwa w najlepsze. Dodatkowo mamy psiaka, którego trzeba wyprowadzić na „ostatnie sikanie” ok 19, a zawsze Mały idzie ze mną na taki krótki spacer, zatem ta godzina 19 na spanie nieco nam się przesuwa. Niemniej jednak staram się, aby o 19 zaczynało coś się dziać około łóżkowego tzn kąpanie albo kolacja. Cokolwiek, co przybliża nas już do tego zakończenia dnia. I tak Mały usnął dziś o 20…i myślę, że to jest ok, nie oszukujmy się, myślę, że ta pora wraz z wiekiem będzie się przesuwała na moją niekorzyść – taka kolej rzeczy. Jeśli natomiast chodzi o te wizyty znajomych czy specjalne okoliczności to owszem, w wyjątkowych sytuacjach nie spinam się z tą porą i daję Młodemu wolną rękę, jednak on i tak pada w okolicy 20 godziny i wiem, że trzeba go szybko położyć bo zaraz rozpęta się III wojna światowa- będzie marudny, płaczliwy i w końcu uśnie na siedząco bez kolacji i kąpieli. Najdłużej jak udało nam się Go przetrzymać to godzina 21 na weselu mojego kuzyna, na które szykowałam się i cieszyłam rok bo wreszcie mieliśmy okazję do wyjścia ! A o 21 było po ptakach bo tylko Mama i spanie we własnym łóżku…Jak widzisz, nie ma wyjścia idealnego i nawet stałe pory spania mają swoje minusy 😉 Najważniejsze to nie dać się zwariować w tych ramach, w które chcemy wsadzić dziecko 🙂

  • Zostaw odpowiedź