Uroda

Urządzenie do domowego peelingu kawitacyjnego. Czy warto to kupić?

14 stycznia 2018

 

Do zakupu tego urządzenia przymierzałam się dobre pół roku. Jakoś zawsze przed oczami miałam ten beznadziejny zestaw z Rossmana do manicure i pedicure, który tak naprawdę do niczego się nie nadawał (Teraz robi jako „spawarka i szlifierka“ do resoraków mojego dziecka i tam sprawdza się znakomicie) i obawiałam się, że to będzie powtórka z rozrywki. Ciężko było mi uwierzyć, że urządzeniem za 90 zł można wykonać peeling kawitacyjny i mieć porównywalne efekty do tego przeprowadzonego w gabinecie kosmetycznym, ale ostatecznie skusiłam się…

 

Czym jest peeling kawitacyjny?

 

„Kawitacja jest zjawiskiem fizycznym zachodzącym pod wpływem zmniejszenia ciśnienia. Polega na szybkiej przemianie z fazy ciekłej w fazę gazową. Właśnie dlatego skóra podczas zabiegu musi być wilgotna. Wtedy w zetknięciu z ultradźwiękami tworzą się mikropęcherzyki, które następnie ulegają rozpadowi. Wynikiem tego jest rozbicie starych komórek rogowej warstwy naskórka“. Wibracje powstałe podczas zabiegu usprawniają przepływ krwi i limfy, w efekcie czego skóra jest dotleniona i pobudzona do odbudowy.

Bardzo lubiłam ten rodzaj zabiegu, który idealnie sprawdza się szczególnie przy mojej cerze: mieszanej z tendencją do przetłuszczania. W czasach, kiedy wszystkie nowości kosmetyczne były moje, czyli przed pojawieniem się mojego dziecka na świecie, na kawitację regularnie chodziłam do kosmetyczki i za każdym razem byłam zachwycona efektami: rozjaśnioną, czystą, pozbawioną wągrów skórą. Teraz, kiedy największym deficytem jest czas, temat kawitacji jest tylko pięknym wspomnieniem. Same teraz rozumiecie, dlaczego tak bardzo chciałam mieć to cudeńko w domu. Na własność. Tym bardziej byłam zachęcona, kiedy zobaczyłam cenę tego urządzenia : od 80 zł do 220 zł, dodam jedynie, że za jednorazowy zabieg u kosmetyczki zapłacimy od 80 zł do 150 zł. Zatem możliwość kupna domowego peelingu kawitacyjnego do wielokrotnego użytku za cenę jednego zabiegu u profesjonalistki brzmi zachęcająco, prawda?

 

Jak wykonać zabieg?

 

Ogromnie prosto! Mając pojęcie, jak wygląda ten zabieg w salonie, nie miałam najmniejszych problemów z wykonaniem jego w domu. Jedynie bałam się, że urządzeniem kupionym na popularnej stronie z aukcjami za 108 zł! mogę wyrządzić sobie wiele złego, a poparzenie II stopnia jest tutaj opcją najbardziej optymistyczną 😉

Przed przystąpieniem do kawitacji zmyłam makijaż i zrobiłam peeling enzymatyczny, tak żeby efekty były jeszcze lepsze. Po peelingu przeszłam do sedna.

Czego potrzebujemy?

 

Zwilżacza. Można użyć soli fizjologicznej, gotowego toniku do ultradźwięków, wody termalnej, ulubionego toniku lub też wody. W moim przypadku była to miseczka z wodą – pół na pół wodą przegotowaną z wodą mineralną niegazowaną.

Mocno nasączonym wacikiem zwilżyłam twarz i odpowiednio nastawionym urządzeniem płynnym ruchem pod kątem 30-45 stopni przejeżdżałam po skórze począwszy od czoła, skroni, policzków, na brodzie kończąc. Wszystkie ruchy wykonuje się od wewnątrz do zewnątrz, omijając okolice oczu i ran. Zabieg powinien trwać od 10 – 15 minut.

 

Moje urządzenie ma funkcję Sonoforezy, którą zaleca się wykonać po kawitacji. Wystarczy obrócić urządzenie i szpatułką po wcześniej posmarowanej odpowiednią ampułką witaminową ( ja miałam nawilżającą, najzwyklejszą, z Rossmana) przejeżdżać po twarzy. Ten zabieg jest delikatniejszy i przyjemniejszy niż kawitacja, ale zadanie też zupełnie inne, bo Sonoforeza ma za pomocą ultradźwięków wprowadzić/ wtłoczyć w głąb skóry aktywne substancje zawarte w odpowiednich ampułkach. Ultradźwięki przekraczają barierę, jaką stanowi płaszcz hydrolipidowy oraz błony komórkowe i docierają tam, gdzie nie da rady przeniknąć tradycyjny krem (cząsteczki kremu są zbyt duże, dlatego pozostaje on na powierzchni skóry).

Sonoforeza to też mikromasaż, który poprawia przepływ krwi i limfy i wspiera regenerację uszkodzonych tkanek, pobudza produkcję kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. Jednym słowem – mobilizuje komórki do pracy. Mi jednak i tak bardziej zależało na kawitacji i efektach po niej, a Sonofrezę traktowałam jako dodatek na zakończenie zabiegu i ukojenie oczyszczonej cery.

 

Przeciwskazania do peelingu kawitacyjnego i Sonoforezy:

– ciąża

–  1. i 2. dzień miesiączki

– metalowe elementy w ciele – rozrusznik serca, aparat ortodontyczny;

– niewydolność krążenia

infekcja przebiegająca z gorączką

– nowotwory i stany po ich operacyjnym usunięciu;

epilepsja

stwardnienie rozsiane

 

I wreszcie na koniec – Czy warto kupić urządzenie do peelingu kawitacyjnego?

 

Nie spodziewałam się za wiele po tym urządzeniu, ale efekty przeszły moje najśmielsze wyobrażenie! Skóra już po pierwszym zabiegu była rozjaśniona, oczyszczona i ujednolicona. Kiedy przesuwałam szpatułką po skórze, ultradźwięki wytwarzały mgiełkę, która rozbijała martwe komórki. Moje dziecko mówiło, że „Kurzy mi się twarz“ 😉
Urządzenie działa nieco słabiej niż takie profesjonalne w gabinecie kosmetycznym, ale biorąc pod uwagę cenę ( w moim przypadku 108 zł) i to, że możemy pozwolić sobie na regularne zabiegi w serii ( najlepiej raz w tygodniu przez 5/6 tygodni) nie mam ABSOLUTNIE żadnych zastrzeżeń. Efekt jest widoczny już po pierwszym zabiegu. Ja jestem zachwycona i wiem, że to najlepsza moja inwestycja ostatniego czasu. Już nie mogę doczekać się przyszłego piątku, kiedy to zafunduję sobie kolejną serię 🙂 Na okres zimowy to idealny delikatny zabieg z genialnymi efektami. Mimo, że samo wykonanie urządzenia nie powala ( w moim przypadku to tani plastik) tak do działania nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Polecam Wam bardzo zakup!

Na mojej liście jest jeszcze jedno urządzenie, do którego też muszę się przekonać. Mam nadzieję, że zaprezentuję Wam je niedługo A czy Wy zamierzacie macie jakieś doświadczenia z profesjonalnymi urządzeniami domowego spa? Może coś polecicie:-)

Sprawdź inne wpisy

4 komentarze

  • Odpowiedz Kfiatushek 15 stycznia 2018 at 07:59

    Aniu ja też bardzo lubię peeling kawitacyjny. Masz rację to super sprawa. Z jednej strony fajnie jest mieć takie urządzenie w domu, a z drugiej zawsze jest pretekst wypadu do kosmetyczki, który wprost uwielbiam 😜 mam taką sama cerę jak Ty i póki co z zabiegów nici, bo przy wielu zabiegach ciąża jest przeciwwskazaniem, ale za kilka miesięcy nadrobie zaległości. I pomyśle nad kupnem domowego urządzenia 😉

    • Odpowiedz Anna Popis 15 stycznia 2018 at 08:13

      Olu to prawda, dobrze jest znaleźć dla siebie czas, ale w moim przypadku zostaje mi tylko sobota do południa, ok 2 godzinki – tak mam już wyliczony czas:) w tym wypadku to przede wszystkim względy finansowe, bo za cenę jednego zabiegu mamy to urządzenie, które działa naprawdę przyzwoicie, zaskakująco dobrze jak na tą cenę 🙂 ja jestem zachwycona, a Ty musisz jeszcze troszkę poczekać, jesteś „wyoutowana” z wielu spraw na pewien czas :)Chociaż przyznam Ci się, że właśnie mi się przypomniało,że robiłam raz kawitacje u kosmetyczki jak byłam w ciąży, namówiła mnie, że nie ma żadnych przeciwwskazań, co wydawało mi się od początku podejrzane, jednak zgodziłam się…Dopiero jak przyszłam do domu poczytałam trochę i byłam przerażona! Na szczęści nic się nie stało, ale strach był…No…, to tak w kwestii zdrowotności 🙂

      • Odpowiedz Kfiatushek 15 stycznia 2018 at 10:17

        Zachowanie pieniędzy w kieszeni to niewątpliwy plus bo w cenie jednego zabiegu masz więcej niż jedno urządzenie i to jest zdecydowana zajętą, która w przyszłości może mnie przekonać do zakupu. Z tego samego względu kupiłam kiedyś zestaw do hybryd i bardzo sobie chwalę.

  • Odpowiedz Monia 15 stycznia 2018 at 08:02

    ten zakup też chodzi za mną od dawna, ale bałam się, że to bubel no bo podejrzane, kiedy takie urządzenie kosztuje 100 zł! A jakiej firmy jest twoja kawitacja? przekonałaś mnie i też chcę sobie kupić 🙂

  • Zostaw odpowiedź