Kobiecym Okiem

UFO bardziej ludzkie niż Ci się wydaje!

17 stycznia 2017

Wiem, co myślicie patrząc na ten obrazek. Co to, pomysły Pani Blogerce się skończyły, jak to się ma do tematyki tego miejsca, co to za Shit?W to nie klikam. A ja mam dla Ciebie niespodziankę, bo jak skończysz czytać nie powiesz, że to wpis z nieba wzięty! Czytaj i przyznaj mi rację.

Tego wieczoru mój mąż musiał pilnie wyjechać i miał wrócić późno w nocy. Mały spał, a ja jak zwykle skrobałam coś na kompie, kiedy to ciszę przerwał dźwięk telefonu.

– Słuchaj, włącz szybko wiadomości i potwierdź mi to, co słyszę w Radio. Czy ty o Tym już wiesz? – zapytał rozemocjonowany.

– Ale o co chodzi bejbe? – zapytałam zaintrygowana.

Ufoludki do nas przyleciały, tzn nie zupełnie, podobno wysłali sonde z innej galaktyki, NASA zlokalizowała ją, nie mają pojęcia co to jest i kto tam jest, ale wisi i zbiera dane. ONZ zbiera się na posiedzenie, wytypowali Stephen´a Hawking´a jako naszego przedstawiciela, tzn przedstawiciela ludzkości. On ma się z nimi komunikować, jako najmądrzejszy człowiek świata. Nie wiadomo co ONI chcą od Nas. Ludzie dzwonią do Radia i boją się. Mówią, że skoro wysłali do nas „Coś” z innej galaktyki to znaczy, że są od nas inteligentniejsi, silniejsi, do przodu z technika i mogą nas zdominować. Rozumiesz co to znaczy?!! To chyba prawda, bo to poważna stacja radiowa, wszędzie o Tym mówią – tłumaczył mi bardzo chaotycznie.

Byłam zszokowana, niedowierzałam, no bo to, co słyszałam było całkowicie surrealistyczne. Zdołałam tylko wydusić z siebie niepewne pytanie (podobno głupie nie istnieją):

To straszne, a wiadomo już gdzie będą lądować?

Odłożyłam telefon i zaśmiałam się szyderczo do siebie ,no co za głupoty… Wyszłam na taras, rozejrzałam się wokoło. Gdzie Oni mieliby niby wylądować? Na tym polu? Nagle przyszła mi odkrywcza myśl do głowy.

Przecież Oni nie będą lądować w Europie, takie rzeczy to tylko w USA – Uspokojona tą myślą wróciłam do pracy na kompie, ale co chwilę wracała do mnie ta rozmowa. „ (…) Muszą być od Nas inteligentniejsi, silniejsi, mogą Nas zdominować (…)”. No coś takiego, faktycznie, ryzyko jest duże, a przez myśli przebiegały mi teraz scenki z dawno już widzianych filmów scince fiction. W natłoku tych myśli szybko powiązałam zupełnie inną historię, ale niosącą podobną obawę i niepewność.

Całkiem niedawno wybraliśmy się na kryty, dobrze znany nam basen. To jeden z tych, gdzie wszyscy znają się z widzenia z racji malej basenowej społeczności, ale nikt nikomu nie powie Dzień dobry. Niestety, rodzinną sielankę większości rodzin przerwał niespodziewany i niemile widziany przez męską cześć basenowiczów Pan Piękny. Osobnik ten prezentował pięknie wyrzeźbione, opalone ciało, gęste, dobrze ułożone włosy ( częsty kompleks panów po 30 – stce), ogólną pewność siebie i to „coś”, co przyciągało jak magnes wszystkie damskie spojrzenia, z resztą te męskie ,nienawistne też. Wywołał niepokój w szeregach basenowych samców. Pech chciał, że Pan Piękny był z córką i zalokował się przy brodziku, tuż przed moim nosem. No przecież oczy pod wodą nie schowam, a że z boku miałam mężulka, to była to wyjątkowo niezręczna sytuacja. Z jednej strony walczyłam z naturalnym kobiecym odruchem „łypania oczami”, z drugiej jednak nie chciałam żeby moje własne dziadostwo poczuło się źle. Rozumiecie mój dylemat drogie Panie prawda? Postanowiłam poobserwować, jak inni sobie z tym radzą i było to wyjątkowo ciekawe doświadczenie.

Zauważyłam, że niektórzy faceci przyjeli strategię głębszego zanurzenia w brodziku swojego, jak bardzo odbiegającego od Pana Pięknego, ciała. Niczym atakujący krokodyl w wodzie wystawiali tylko głowy, co by to obserwować reakcje na Intruza swoich partnerek. A panie? Niektóre zupełnie nieskrępowanie dawały znać wzrokiem, że „ To jest to”. Inne zaglądały „jak tylko mąż nie widzi”. Ale On widział! I to bardzo dokładnie…Młyn na wodę Pana Pięknego, osobnika silniejszego, wizualnie atrakcyjniejszego i niewątpliwie niemile widzianego przez pozostałych panów. Takie UFO na basenie.

Przez głowę przeszła mi myśl, że dobrze, że nie ma tu damskiego odpowiednika tego Pana.

Inna historia, podobny wydźwięk. Pisałam już wielokrotnie, że mój Mały jest wyjątkowo energiczny. Jest to dla mnie często bardzo uciążliwe, ale zawsze życzyłam sobie, żeby moje dziecko miało „ tą iskrę”, było takim „wybij okno”. Nie chciałam mieć ciepłych kluch w domu, bo wiem, że tylko „jacyś” mają w życiu ciekawiej, nie są innym obojętni, zapadają w pamięć, chce się z nimi być. Dlatego jestem poniekąd dumna z temperamentu mojego Rumcajsika. Fakt, że dzień spędzamy w sprincie, a na spacer z nim nie przyszłoby mi do głowy ubrać innych butów, jak te do biegania. Jakie było moje zdziwienie, jak na placu zabaw spotkaliśmy młodszego chłopczyka, równie, a może nawet i bardziej energicznego od mojego synka. Co prawda zaraz się dogadali i biegali razem za niewidzialnym „czymś”, a oczy wszystkich były skierowane na nich. Ale złapałam się na głupiej myśli, że nie bardzo mi się to podoba. Przecież to zawsze on jest tym najżywszym, to ja begam za nim, a inni kręcą głową i pytają się „ Czy on zawsze taki jest i jak pani daje rade?”A tu proszę, podobny przypadek.

I tak miałam sobie za złe takie myślenie, ale za chwilę mi przeszło. Bo to leży w naszej naturze. Mamy przeświadczenie poniekąd o swojej wyjątkowości ( i dobrze!), nie lubimy konkurencji, kogoś młodszego, piękniejszego, silniejszego, bardziej energicznego. I choćbyśmy się zarzekali, że nieprawda, że każdy jest inny, że z tego wyrósł, że to motywacja, że, że, to wiem, że to gówno prawda. Ufoludki, Pan Piękny, czy równie fajne, jak moje, dziecko (sic!) nie są nam po nosie, bo nikt nie lubi czuć się zagrożony konkurencją. I to jest ok, to jest ludzkie, tacy po prostu jesteśmy. Nie przybysze z Obcej Planety, a My, Ludzie.

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź