Parenting

Tym sposobem pożegnałam nasze demony

11 sierpnia 2017

 

W przypadku dzieci proste rozwiązania są najlepsze – sprawdzone na własnej skórze! Ileż to ja się naprosiłam i natłumaczyłam, że rączki trzeba myć, zęby szorować szczoteczką co najmniej 2 razy dziennie, należy spać u siebie w łóżku, a jeżdżąc rowerem obowiązkowo zakładać kask. I pomyśleć, że wystarczyła jedna, jedyna rzecz, która załatwiła sprawę! Może nie dostanę za to medalu dla najlepszej mamy na świecie, zresztą gdybym startowała w takich zawodach, byłabym pewnie takim statystycznym średniakiem, ale efekt był, i nadal jest, piorunujący! Zęby szorowane minimum 3 razy dziennie i to bez żadnego proszenia i grożenia, rączki myte zaraz po powrocie ze spaceru, noc przesypiana w swoim łóżku bez prób ewakuacji z niego w środku nocy – można rzec „sukces pełną gębą“ Co prawda, walczymy jeszcze z kaskiem, ale przy mocniejszym wprowadzeniu w życie TEJ metody i to będzie odhaczone. Chcesz JĄ poznać? A proszę Cię bardzo!

Terapia szokowa. Brzmi okrutnie i niezbyt zachęcająco, ale spokojnie, nikomu nie stała się krzywda, zarówno fizyczna jak i psychiczna. Sprawa miała swój początek dobrych kilka miesięcy temu, kiedy niechęć do szczoteczki i pasty do zębów osiągnęła swoje apogeum, a jej efekt zauważyłam na pogarszającym się stanie uzębienia mojego dziecka. Biorąc pod uwagę fakt, że Rumcajsikowi pierwsze ząbki wyszły już na początku czwartego miesiąca życia, a kolejne pojawiły się równie szybko i tak zanim zdmuchnął pierwszą świeczkę na torcie był w pełni uzbrojony w mleczaki, zadanie mieliśmy nieco bardziej wymagające. Po prostu musieliśmy zacząć mocniej przykładać się do higieny ząbków. No i już od samego początku nie była to ulubiona czynność mojego Malucha. Szczoteczki zmienialiśmy mniej więcej raz w tygodniu. Przerabialiśmy zwyklaki, elektryczne, edycje limitowane ze zwierzątkami na rączce, bohaterów z Madagaskaru i innych kreskówek. Sięgaliśmy po różne pasty, te smakowe jak i tradycyjne – miętowe. Śpiewałam na cały regulator „Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda“, akurat nie wiem czy taki był tytuł tej piosenki, ale wiecie o co chodzi…Robiliśmy wszystko, aby tylko zachęcić Rumcajsika do mycia ząbków, a jeśli już udało się, to chcieliśmy, aby ta czynność trwała więcej niż 5 sekund. Aż w końcu, w akcie desperacji, wpadłam na pomysł pokazania mojemu dziecku, co się dzieje z zębami, które są zaniedbywane. Pamiętam jak dziś wielkie oczy mojego dziecka na widok zdjęcia zębów zaatakowanych próchnicą…Że też wcześniej nie przyszło mi do głowy takie „uwidocznienie“ problemu! Nazwałam to metodą szokową, przy czym zaznaczam, że nie straszyłam mówiąc, że będzie miał takie zęby, a jedynie pokazałam, czym może skutkować nieprzykładanie się do tej czynności. Jeszcze tego samego dnia szczoteczka poszła w ruch i to nie raz, a kilkakrotnie.

Jeden problem pożegnaliśmy, jednak stanęliśmy przed drugim – mycie rąk. Idąc za ciosem sięgnęliśmy po lżejszą formę metody szokowej – książeczkę „Robale”. Przyjrzeliśmy się rysunkowym stworom jakie żyją na zwierzątkach i w piaskownicach. Prześledziliśmy ich drogę z brudnych rączek do brzuszka i wydawało się, że wszystko zmierza ku dobremu, czyli do włączenia nawyku mycia rąk w grafik dnia, jednak okazało się, że to zbyt mało. Co innego prawdziwe zdjęcie pasożytów…Powiem jedynie tyle, nie muszę już namawiać do sięgnięcia po mydło.

Podobną metodę zastosowałam przy problemach z zapinaniem pasów w foteliku. Fakt, sama ich nie lubię, jednak Safety First i nie ma przebacz! Nie raz musiałam siłować się z dzieckiem przy ich zapinaniu i problem wisiał wciąż powietrzu, a ja wiedziałam, że wkrótce mogę spodziewać się niefajnej sytuacji. I tak też się stało, podczas szybkiej jazdy wypiął mi się z pasów i uciekł w najdalszy kąt auta, tam, gdzie ręka matki prowadzącej samochód nie sięga. Nie miałam nawet jak się zatrzymać, gdyż brak jakiegokolwiek pobocza skutecznie mi to uniemożliwiło. Przyznam, że zdarłam wtedy gardło…ale wiedziałam, że tu żaden krzyk i grożenie nie pomoże, bo sytuacja na pewno się powtórzy. Po powrocie do domu pomógł natomiast filmik na Youtube z Crash testów…Na tyle, że więcej sytuacja się nie powtórzyła. Prewencyjnie, kiedy widzę w aucie „Ten” błysk w oku mojego dziecka, przypominam o tym, co się dzieje podczas gwałtownego hamowania.

Myślałam o tym, czy „metoda szokowa” nie jest zbyt drastyczną, jak na tak małe dziecko. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że dziecko nie jest świadome konsekwencji swojego postępowania, szybko moje wątpliwości zostały rozwiane. Żarty się skończyły, ktoś musi mu pokazać z czym to się je. Czasami jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów.

Jak to w życiu bywa, nic nie jest dane na zawsze. I nawet metoda szokowa, po jakimś czasie zaczyna tracić swoje cudowne właściwości ( choć w przypadku pasów działa wciąż bezawaryjnie). Problem z niechęcią do mycia zębów znów powrócił. Może nie aż tak bardzo jak wcześniej, ale samo mycie nie trwało tak długo, jakbym tego chciała. Szukałam czegoś, co pomoże zadbać mi o higienę mleczaków, tym bardziej, że w jednym ząbku zaczęła robić się dziurka. I tak trafiłam na płyn do płukania jamy ustnej dla małych dzieci – to był strzał w dyszkę. Małemu bardzo spodobał się ten pomysł, jednak ustaliliśmy zasadę, że może go użyć tylko wtedy, jak wcześniej wyszoruje porządnie ząbki. I tak faktycznie jest, nagrodą za mycie zębów jest możliwość użycia płynu i to nawet 4 razy dziennie! Nie sądziłam, że wprowadzenie nowości podziała tak dobrze na moje dziecko. I właśnie tu powiązałam pewną rzecz…

Całkiem niedawno wprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Naszego własnego mieszkania. Pokój Rumcajsika urządzałam w głowie już co najmniej 2 lata i w końcu powstał w realu! Wreszcie miał swój własny kąt, swoje własne łóżko i taką pościel, jaką chciał. I właśnie w tej pościeli i w tym łóżku tkwi cały sekret. Są to rzeczy nowe i podobają mu się! Uwierzcie, że od kiedy mieszkamy „na swoim” ani razu nie ewakuował się z niego, a ja zyskałam łóżkową wolność! Tym samym utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że z dzieciakami trzeba prosto, bez ogródek, no i nowości i trafienie w ich gust to klucz do sukcesu.
A czy u Was też sprawdzają się te metody?

 

Sprawdź inne wpisy

1 komentarz

  • Odpowiedz Iwona 11 sierpnia 2017 at 19:40

    Ja też nie wiem, czy to poprawnie pedagogicznie, ale stosuję podobną metodę z pokazaniem filmiku co się dzieje, gdy dziecko nie założy kasku. Oczywiście nic drastycznego, ale musi wiedzieć co jej grozi! Co do nowości to racja! Z tym płynem do zębów to świetny pomysł, muszę wypróbować bo moje dziecko zawsze chce sięgać po nasz płyn kiedy płuczemy zęby, a głupio się przyznać ale nie miałam pojęcia o tym, że są takie dla dzieciaków.

  • Zostaw odpowiedź