Parenting

Tym sposobem sprawiliśmy, że nasze dziecko ciągle chce myć zęby

25 marca 2018

A nie było to łatwe, oj nie! Bo gdybym poszła od początku tą genialną, btw, banalną metodą, nie musiałabym się tyle natłumaczyć, naprosić, nawyginać i napocić. Ile to ja bym czasu i nerwów zaoszczędziła i ile kamienia nazębnego by ubyło! Można by rzec, że przeszliśmy długą zębową drogę, zanim zrozumieliśmy, że nie musiała być ona taka wyboista. Wszystkie metody okazywały się sukcesem krótkotrwałym, ale teraz to już przeszłość. Ważne, że w końcu znaleźliśmy sposób i przezwyciężyliśmy niechęć mojego dziecka do mycia zębów. Na stałe. Hallelujah! Zobacz, jakie to proste!

 

Pamiętam jak dziś, kiedy zdesperowana sięgnęłam do, jak mi się wtedy wydawało, asa w rękawie – zdjęcie biednego dziecka znalezione w internecie z zębami niczym węgiel. Patrz kochanie, co się stanie z ząbkami, kiedy dalej będziesz tak unikał mycia! Wiesz co to jest? PRÓ – CHNI- CA!
– Chcesz mieć takie dziurawe i bolące ząbki?

Ależ byłam z siebie zadowolona, kiedy Mały z wytrzeszczonymi oczami przyglądał się temu biedakowi i poprosił żebym pomogła mu umyć ząbki! – No, tak to się robi – pomyślałam i aż przybiłam sobie piątkę w myślach. Sukces był, jednak jak się okazało nie trwał dłużej niż 2 dni :-/ Ale nie poddawałam się, dalej zdjęcie dziecka z 3 – go świata wiodło u nas prym. Wystawiałam dumnie tuż przed oczy – Patrz na te ząbki, muszą strasznie boleć, jak się nie dba to się takie ma…Ale Młody już tylko się śmiał. A ja dalej niestrudzenie, pomyślałam, że może mu się ten dzieciak opatrzył i szukałam jeszcze drastyczniejszych przypadków…Wiem, porażka.

Dzieciaki lubią nowości, więc od straszenia przeszłam na jaśniejszą stronę mocy – nowe szczoteczki i pasty. Szukałam oczywiście w tych droższych z przekonaniem, że na pewno one okażą się bardziej pomocne w problemie. Przy tym całym myciu ząbków odgrywałam nie jedną rolę – raz byłam panią stomatolog, przyjmującą pacjenta (moje dziecię), a podczas tej „wizyty“ czyściliśmy porządnie zębaki, innym razem udawałam małe dziecko, któremu Rumcajsik musiał na swoim przykładzie pokazać jak należy myć zęby…Wszystko przy akompaniamencie jakże uroczej i wkurzającej zarazem piosenki „Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda“, która nie raz znienawidzona chodziła za mną pół nocy i dnia. Wszystko po to, aby efekty jak w przypadku zdjęcia, były krótkotrwałe i marne. Jednak w międzyczasie pojawiła się dziura w 5 – tce i żarty się skończyły bo trzeba było działać szybko i efektywnie. W sumie ona okazała się też pomocna, bo Mały namacalnie poczuł skutki kiepskiego mycia. Dużo rozmawialiśmy na zębowe tematy i tym razem znów posłużyłam się grafiką z próchnicą, jednak w dużo bardziej cywilizowany sposób…

 

Książka „Dlaczego dorośli mają dziwne zęby“ w prosty sposób ukazuje skutki kiepskiej higieny jamy ustnej. Narratorką jest Lukrecja – mała dziewczynka, która, jak to dzieci, zadaje pytania wprost „Dlaczego wujkowi śmierdzi z buzi“, „ Dlaczego pani sklepowa ma dziurawe zęby niczym ser szwajcarski“ i „Dlaczego starsza sąsiadka nie ma ich wcale?“. A że jej mama jest stomatologiem, tak Lukrecja sprytnie przemyca nam fachowe, dentystyczne informacje. Książeczka, bo to w zasadzie broszurka, tyle że pięknie wydana, uderza w samo sedno i naprawdę trafia do dzieciaków. Mój synek, ku mojemu zdziwieniu, bardzo często prosi mnie o jej przeczytanie. Zauważyłam, że nawet jak jest sam w pokoju sięga po nią i przegląda z zaciekawieniem. Na obwolucie znajdziemy mini poradnik, jak dbać o zęby, a w środku krótkie, ale treściwe i pełne humoru opowieści o zębowych sprawach. Jedyna wada książeczki to jej KOSMICZNA jak na ilość stron i wydanie cena- ok 36 zł. Dla mnie warta jest maksymalnie 19 zł i kiedy kurier przywiózł do mnie książkę byłam naprawdę zła, że wydałam na te kilka stron w miękkiej oprawie tyle kasy! No, ale jeśli, ku mojemu zaskoczeniu, spełnia zadanie to i cenę można wybaczyć…Niemniej jednak polecam Wam poszukać jej w używanych pozycjach na portalach aukcyjnych…

 

Dzień chwały, czyli kiedy szczotka poszła w ruch

 

 

Zaraz wrócimy do tej dziurawej 5 – tki, która w kontekście dbania o zęby okazała się wybawieniem…Wtrącę tylko jedną ogromnie ważną informację, która jakiś czas temu przyciągnęła moją szczękę do podłogi – Macie pojęcie, że próchnicą można się zarazić od innych? Próchnica, podobnie jak inne choroby wywoływane przez bakterie jest chorobą zakaźną, a szczególnie podatną na zachorowania grupą są niemowlaki i małe dzieci, które najczęściej zarażają się od swoich nieświadomych opiekunów! Zarazić się można bardzo łatwo – poprzez korzystanie od osób z chorymi zębami z tych samych sztućców, szklanek, czy poprzez pocałunek.

Ja bardzo uważam na to, aby moje dziecko nigdy nie dostało ode mnie oblizanej łyżeczki. Baaaardzo sporadycznie całowałam Małego w usta ( w ciągu całego 4 – letniego życia mogę policzyć na palcach jednej ręki takie incydenty), gdyż jestem nosicielem wirusa HSV wywołującego opryszczkę, tzw zimno. Z przerażeniem obserwowałam inne osoby „ częstujące swoje dzieci oblizaną wcześniej łyżeczką, czy O ZGROZO! – oblizanym smoczkiem, który spadł na ziemię, a opiekun z całą troskliwością „umył“ go w swojej buzi…Coś dla mnie przeobrzydliwego! Dobra, mając te informację, przechodzimy do sedna.

Mając tą wspomnianą dziurkę, będącą wynikiem niedostatecznego dbania o zęby szukałam czegoś, co małym wkładem pracy pomoże nam zapobiegać kolejnym ubytkom. Fajnie, że dzieciaki tak naśladują, bo dzięki temu Mały zainteresował się płynem do płukania ust, który na codzień używam. Co prawda, na większości opakowań jest informacja o wieku + 6 jednak zalecenie to ma związek z koniecznością wyplucia takiego płynu po opłukaniu jamy ustnej. Rumcajsik od początku nie miał z tym problemu, a ja nie miałam żadnych obaw, że połknie płyn, toteż na stałe tego typu produkt zagościł na naszej półce.

 

 

Jaki płyn wybrać?

 

Apteczne i drogeryjne półki uginają się od tego rodzaju specyfików. Odsyłam Was do przeglądu najlepszych pod względem zawartych substancji płynów dostępnych na rynku do płukania jamy ustnej dla dzieci – TU – . Na czerwono zaznaczono substancje niepożądane. Nie da się ukryć, że najlepiej wypada Tołpa oraz Listerine i ten jest też ulubionym płynem mojego dziecka.

Miałam spokojniejszą głowę wiedząc, że nawet jeśli nie przyłożył się zbytnio do szorowania ząbków, płyn choć trochę wesprze tą higienę. Jednak prawdziwe załatwienie zębowej sprawy, a co za tym idzie odwiecznej naszej walki o dokładniejsze, dłuższe i bardziej precyzyjne mycie nastąpiło wraz z nabyciem elektrycznej szczoteczki do zębów!

 

  • Czy wiesz, że 90% dzieci dzięki elektrycznej szczoteczce szczotkuje zęby dłużej?

 

Już jakieś dobre 2 lata temu kupiłam na próbę najzwyklejszą elektryczną szczoteczkę ( na baterie) za kilkanaście złotych bodajże ze zwierzakami z bajki Madagaskar, jednak zupełnie nie zdała egzaminu. Była słaba, baterie szybko padały i okazała się chwilową atrakcją. Toteż nie polecam Wam tracenia na taki gadżet kasy. Obecną Mały wypatrzył w Rossmanie i nie byłam chętna do jej zakupu- była po promocji i wydawała się solidnie wykonana, co najważniejsze z ładowarką i możliwością dokupienia wymiennych szczoteczek. Cena stacjonarna to ok 100 zł i muszę Wam powiedzieć, że to uczciwa cena za profesjonalną już szczoteczkę elektryczną dla dziecka.

Ma wbudowany timer, ale o dziwo, Mały chce myć dłużej niż „zaleca“ szczoteczka. I nie jest to chwilowa zachcianka, bo elektryczne mycie trwa u nas już dłuższy czas i co najważniejsze, widzę że ząbki są naprawdę porządnie umyte, lśniące, gładkie i bez śladu osadu. Na koniec i tak przepłukujemy płynem i voila! Bez żadnego proszenia, odgrywania ról, tłumaczenia i śpiewania, mamy TO!

Sprawdź inne wpisy

7 komentarzy

  • Odpowiedz Julia 25 marca 2018 at 20:21

    Świetny wpis, dziękuję za dobre porady:)

  • Odpowiedz Kfiatushek 26 marca 2018 at 05:42

    U nas na szczęście nie ma problemu z myciem zębów, bo Junior chętnie je pucuje. Zastanawiałam się jakiś czas temu nad elektryczną szczoteczką, ale nie wiem czy w jego przypadku zda egzamin

    • Odpowiedz Anna Popis 26 marca 2018 at 08:18

      Olu jakbyś siè jednak zdecydowała to polecam Ci soniczną szczoteczke1 dla synka. Skoro nie macie problemów z myciem ząbków to taka soniczna byłaby wisienką na torcie w higienie mleczaków, to już taki wyższy poziom i na pewno widziałabyś różnicę:) Jak nasza dokończy żywota to kupię Rumcajsikowi właśnie soniczną 🙂

  • Odpowiedz MaSza 28 marca 2018 at 20:30

    Hej Aniu. Nie chcę się wymądrzać czy ważniakować ale chciałabym się podzielić wiadomościami od naszej pani dentystki nt.płynów do płukania. Okazuje się, że wszelkie osady można wyczyścić tylko mechanicznie tzn. pastą i szczoteczką. Płyny dają tylko złudne wrażenie czystości. Dodatkowo zabijają również dobre bakterie z jamy ustnej i przy minimalnym połknięciu również te zasiedlające układ pokarmowy no i jest to chemia. Płyny są wskazane tylko przy problemach typu zapalenia itp i to tylko te apteczne. Wskazane jest czyszczenie nicią (dorośli i starsze dzieci). To tyle odemnie. Do przemyślenia, a decyzje podejmuje każdy zgodnie ze swoim rozumem i przekonaniami.
    Pozdrawiam Cie Aniu i wszystkie Czytelniczki.

    • Odpowiedz Anna Popis 30 marca 2018 at 05:08

      Masza bardzo dziękuję za komentarz. Ja też miałam obawy przed daniem płynu do płukania mojemu dziecku, jednak u nas właśnie obawy rozwiała stomatolog, która zapewniła mnie o dodatkowej ochronie ząbków i, o ile dziecko samo wypluwa, braku przeciwskazań. Szukałam też informacji na fachowych blogach i podobnie, zatem zaczęliśmy stosować, niemniej jednak przypatrzę się baczniej temu specyfikowi 🙂 Pozdrawiam :-*

    • Odpowiedz Monia 30 marca 2018 at 08:26

      Już nie przesadzajmy, pasta raczej też do naturalnych tworów nie należy a mimo to myjemy nią zęby. Płyn do płukania zębów to dodatkowa ochrona i ja jestem na tak, inaczej dalej możemy pozostać w epoce mycia zębów patyczkiem

      • Odpowiedz MaSza 30 marca 2018 at 12:32

        Najwidoczniej ile stomatologów tyle opinii 😉
        Jak już pisałam wyżej każdy robi to, co uważa za słuszne. Nie ma się co spinać.
        Pozdrawiam ciepło.

    Zostaw odpowiedź