Kobiecym Okiem

TOP 8 najbardziej wkurzających mnie męskich zachowań

18 lipca 2017

 

Jakiś czas temu podczas spotkania z moją koleżanką nasze rozmowy zeszły na tematy związane z facetami. Bawiłyśmy się świetnie i śmiałyśmy się do łez, bo okazało się, że mimo iż nasi partnerzy się nie znają, przejawiają niemalże te same zachowania. Wtedy umierałyśmy ze śmiechu, ale bądźmy szczere, na codzień kiedy mężczyźni serwują nam takie „atrakcje“ do śmiechu raczej nam nie jest. Przed Wami moje TOP 7 najbardziej wkurzających męskich zachowań, czyli wpis „z domu wzięty“

W myślach toczyłam zażartą bitwę o to, co powinno znaleźć się na pierwszym miejscu listy – deska, krzesło, zapominalstwo, wygodnictwo czy udawanie głupa, żeby tylko nie przyznać się do błędu? Ostatecznie wygrało krzesło, a o co w tym krześle chodzi, że jest takie denerwujące?

Krzesło – miejsce przechowywania ubrań. W myśl zasady „za brudne do szafy, za czyste do pralki” noszone ciuchy trafiają na krzesło. Mogą sporo pomieścić – nawet garderobę z całego tygodnia. A mnie nic nie doprowadza do szału tak mocno i w tak ekspresowym tempie, jak widok wisiakującej na każdym krześle pary spodni. Mam wrażenie, że ta ekspozycja mogłaby tak sobie trwać w najlepsze i prezentować niemal całą zawartość szafy, jednak przerwana moim krzykiem wyrażającym najwyższy stopień wkurzenia znika niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Do czasu…Bo następnego dnia znów narasta nowa kupka. I jak tu okazać wyrozumiałość dla męskich słabości? Never ending story…

Lista zakupów. Choć zakupy przeważnie robię sama i bez zbędnych kół u wozu – czytaj męża i dziecka- tak czasami zdarza mi się czegoś zapomnieć. Wtedy takim skoczkiem okazuje się partner, który wyposażony w dokładną listę zakupów zawierającą dwa produkty! I z miną wyrażającą zrozumienie wyrusza na łowy do Biedry. Przy wyjściu dostaje raz jeszcze instrukcje co potrzebujemy i na jakiej półce do znajdzie i kiedy wydaje mi się, że sprawa jest załatwiona i zakończy się sukcesem, ja dostaję jak obuchem w łeb stwierdzeniem „Dobra, dobra. Miej telefon przy sobie, jak będę już w sklepie to zadzwonię i powiesz mi co trzeba kupić…”Niech brak komentarza będzie wystarczającym komentarzem.

Było krzesło to do pary musi być i deska klozetowa. Najbardziej absurdalnym tłumaczeniem usprawiedliwiającym jej nie opuszczanie jakie kiedykolwiek słyszałam było to, że na desce jest mnóstwo bakterii, a męska ręka się ich brzydzi…Na szczęście producenci desek mają w swoich szeregach kobiety i problem został rozwiązany. Wystarczy odrobina dobrej woli i nieco siły w palcu i deska sama się opuszcza wyhamowując przy zderzeniu z ceramiką. Problem  higieniczno – nygusowski został rozwiązany, ale podkreślam – przy odrobinie wkładu pracy i dobrych chęci, których mężczyznom często brak.

Okres jesienno zimowy zwykle witam z przerażeniem. Wiem, że prędzej czy później pewnie coś nas „złapie”. Najgorzej jednak kiedy złapie dorosłego osobnika płci męskiej. Wtedy nawet katar wydaje się śmiertelną chorobą. Jednym słowem, najbardziej i najciężej choruje mężczyzna, cała reszta nie ma o tym zielonego pojęcia. Należy współczuć, dopytywać się o samopoczucie i o aktualne potrzeby. Matka nie może pozwolić sobie na takie luksusy, musi „obsłużyć” przecież tych „umierających”.

Jakoś tak to się niesprawiedliwie złożyło, że choćbym była mistrzynią organizacji, w jeden dzień trzaskała 2 etaty naraz, ogarniała dom na błysk, gotowała 6 ciepłych posiłków, poświęcała dziecku 5 godzin na zabawy na świeżym powietrzu, była zwarta i gotowa w pełnym makijażu a’la Kim Kardashian i rozciągała dobę do 28 godzin, tak za cholerę nie zostanie to zauważone i docenione. Albo może nie w taki sposób, jakbym tego oczekiwała. W domu „samo wszystko się robi…” Co innego facet! O próbie naprawienia zawiasu w drzwiach zwykle dane jest mi słyszeć kilka dni przed nastąpieniem tego faktu, a jak już to nastąpi należy podziwiać za pomysł, kreatywność, zdecydowanie i dokładność. O zachwytach nad tym, jak bardzo naprawa ułatwiła nam życie i funkcjonowanie nie wspominając. A tylko spróbuj pominąć któryś z tych punktów, tak do domowych usterek będziesz musiała wzywać Pana Złotą Rączkę.

Mężczyzna zrobi wszystko, pod warunkiem, że dostarczy się mu gotowych rozwiązań. Kiedy bierze się np za gotowanie, które zgodnie z poprzednim punktem trzeba odpowiednio docenić, wiedz, że należy asystować przy krojeniu składników. Jak tylko słyszę „podaj mi nóż”, a widzę, że stoi przy szufladzie z tymi narzędziami, tak mi otwiera się nóż w kieszeni. „Daj, a ja zrobię” to taka powszechna metoda działania, która u mnie nie znajduje zrozumienia…

Teraz powrócę do czasów prehistorycznych – randkowania, czyli jakieś 230 lat wstecz. Ostatnio dane mi było obejrzeć miniprodukcję jednej ze stacji telewizyjnych, w której to uczestnicy brali udział w randkach w ciemno. Bez wnikania w szczegóły i wątpliwą autentyczność tych zaaranżowanych spotkań jedno rzuciło mi się w oczy. Otóż po posiłku i pogaduchach mniej lub bardziej udanych, zwykle następował długo wyczekiwany i krępujący moment – Uregulowanie rachunku! Nie skłamię, jeśli powiem, że w 70% mężczyźni zaproponowali podzielenie go na pół…Błagam! Nie muszę chyba dodawać, jakie to „wrażenie” wywarło na kobietach. Przedstawiciele męskiego narodu, to do Was te słowa, wbijcie to sobie do głowy raz na zawsze, na pierwszej randce płaci mężczyzna niezależnie od wysokości rachunku, nie ucinajcie sobie jaj na własne życzenie! Jedyne, za co kobieta może zapłacić po restauracji, to guma do żucia dla odświeżenia oddechu.

Rzadko jakaś sytuacja wprawia mnie w zakłopotanie. Zwykle, kiedy coś takiego wydarzy się podczas spotkania z kimś, staram się obrócić niefart w żart. Jest jednak coś, co sprawia, że nie wiem gdzie „wsadzić“ oczy i najchętniej uciekłabym w popłochu. Tego nie da się „odzobaczyć“ i udawać, że nie miało miejsca. A o czym mowa? O bezskrępowanym poprawianiu spodni w kroczu i to jeszcze najlepiej w trakcie rozmowy. Nie wiem dlaczego, ale niektórzy mężczyźni próbują na siłę przekonać nas, że to naturalny odruch, który nie powinien budzić w nas, kobietach, zdziwienia. A może wydaje się im, że tego nie widać? Przecież nasze oczy i tak zmieniają kierunek patrzenia w momencie „tej czynności“

Jestem ciekawa Waszych typów, koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach.

 

Sprawdź inne wpisy

7 komentarzy

  • Odpowiedz Iwona 18 lipca 2017 at 19:22

    Dobre!! Ja też mam takie Krzesło w domu, które doprowadza mnie do szewskiej pasji. Jeszcze wkurza mnie jak mąż wkłada do pralki ubrania o wszystkich kolorach tęczy i nawet przy wnikliwej segregacji przy wstawianiu prania, zawsze zapląta się czarna skarpetka farbująca białe rzeczy…Wtedy gotowa jestem zabić…wzrokiem! 😉

  • Odpowiedz kfiatushek 19 lipca 2017 at 06:05

    Cudowny wpis :))) Mamy dokładnie to samo oprócz tego poprawiania spodni 🙂 I wszystko chyba w równym stopniu doprowadza mnie do szału :)))

    • Odpowiedz Anna Popis 20 lipca 2017 at 21:04

      🙂 łączymy się w niedoli;-)

  • Odpowiedz Ania 19 lipca 2017 at 18:31

    U nas w domu krzesło jest moje 🙂 ale wiszą na nim rzeczy czyste, zdjęte ze sznurka, które oczekują na prasowanie czy składanie. A na pierwszym miejscu męskich zachowań jest wrzucanie do prania skarpet przewroconych na lewą stronę. Fuj!

    • Odpowiedz Anna Popis 20 lipca 2017 at 21:03

      Och tak! za pozwijane skarpetki jestem gotowa skrócić o głowę 😉

      • Odpowiedz kfiatushek 21 lipca 2017 at 13:20

        i za skarpetki poupychane w różnych zakamarkach. Mężu ostatnio znalazł 3 szt (!) w garażu

        • Odpowiedz Anna Popis 21 lipca 2017 at 19:41

          hehehe to faktycznie świadczy już o problemie 😉

    Zostaw odpowiedź