Kobiecym Okiem Uroda

Ten wieczór należy do mnie

7 maja 2017

Jedną z najgorszych rzeczy w macierzyństwie jest rutyna i trudność w odróżnianiu poszczególnych dni tygodnia, bo właściwie każdy wygląda tak samo. Na samo entuzjastycznie wypowiadane przez innych hasło „Weekend” wywracamy oczami, bo co to zmienia w naszym życiu? W tym biegu i zmianie priorytetów rykoszetem dostaje nasza kobiecość, bo oto okazuje się, że po wypełnieniu listy macierzyńskich obowiązków często na makijaż i względne ułożenie włosów zwyczajnie nie ma czasu i chęci, o pozostałych rzeczach nawet nie wspomnę. Znam to z autopsji, gdyż moje potrzeby zostały zepchnięte na daleki plan, a ja swoje pielęgnacyjne rytuały ograniczyłam do minimum, czyli do szybkiego prysznica i cotygodniowego skrócenia paznokci. Z odsieczą przyszły mi stałe pory dnia <a href=”><TU</a> i wieczorna luka.

I mimo, że w tygodniu w dalszym ciągu jestem bardzo zabiegana i pod koniec dnia najczęściej padam jak mucha, to jest taki wieczór w tygodniu, który należy tylko do mnie.Pozwala mi on nie tylko zadbać o siebie i na nowo poczuć się kobietą, ale przede wszystkim rozróżnić poszczególne dni.Wyszarpałam go sobie i dla siebie i nie oddam pod groźbą wbicia pazurów głęboko w szyję.

 

Kocham poniedziałki

 

To nie przypadek, że moją małą tradycję celebruję właśnie w ten dzień. Weekendy zwykle spędzamy intensywnie, dając z siebie 100% mocy dla naszego dziecka. Po takich dwóch dniach potrzebuję chwili oddechu dla siebie i poniedziałek wydaje się być wspaniałą rekompensatą poniesionych mamijnych strat i miłym przedłużeniem „wolnych” dni. Dodatkowo w TV leci maraton z moim ukochanym serialem Sex and the City i choć każdy z odcinków oglądałam już przynajmniej dziesięć razy, to uwielbiam przenosić się do świata jego bohaterek, delektując się lampką wina. Zatem sama widzisz, że mój wybór na ten właśnie wieczór nie mógłby być inny.

 

Chodź ze mną do łazienki

 

Uwielbiam tą chwilę kiedy moje dziecko dopiero co usnęło, a ja wymykam się z pokoju z ręcznikiem pod pachą i gnam co sił w nogach do łazienki na pelęgnacyjną kąpiel. Wtedy dopada mnie nagła głuchota na jakiekolwiek prośby, a wzrokiem daję znać, że utłukę każdego, kto będzie chciał pokrzyżować moje plany. I będąc całkowicie szczerą, nie zawsze mam ochotę na taką poniedziałkową mobilizację, jednak obrałam sobie za punkt honoru, że właśnie wtedy dbam o siebie kompleksowo – z dokładną depilacją na czele, że nawet jeśli na początku się zmuszam, ostatecznie nigdy nie żałuję. W zasadzie taki wyznaczony wieczór trzyma mnie urodowo w ryzach i pozwala poczuć się kobietą, a nie tylko mamą – wiecie o co chodzi…

 

Maski, olejki, próbki nowych kosmetyków – wszystkie triki dozwolone, a zwykle zaczynam od peelingu i choć jestem fanką tego domowego – kawowego, tak ostatnio trafiłam na cudowny cukrowy peeling kawowy na wagę w Mydlarni, który zachwycił mnie WSZYSTKIM – sama nie wiem, co podoba mi się bardziej – działanie czy zapach, bo ten jest obłędny! To mieszanka cukru trzcinowego, drobno zmielonych ziarenek kawy, olejku winogronowego i masła karite. Skóra po nim jest mięciutka, nawilżona i odżywiona. Cudo!

Po takim zabiegu chcę jak najdłużej utrzymać zapach na skórze, jednak większość balsamów ma intensywną woń i wymieszane z tą kawową dają nieciekawy efekt.Tu z pomocą przychodzi mi masło Jojoba do ciała o neutralnym zapachu, które wykazuje wspaniałe właściwości regenerujące i odżywcze, a przy tym nie dominuje zapachu peelingu kawowego, gdyż jest neutralne.

 


Po opuszczeniu łazienki ze wszelkimi mazidłami na twarzy i włosach nadrabiam pazurkowe zaległości w towarzystwie mojego serialu i przyniesionego wcześniej przez życzliwą osobę gotowego jedzenia na wynos. W ten wieczór wszystkie chwyty dozwolone, a to wszystko w imię przywrócenia symbiozy pomiędzy byciem mamą, a byciem kobietą. Tak egoistycznie i tylko dla siebie.

Wy też macie swoje wieczory? Jeśli nie, to koniecznie spróbujcie wprowadzić taką kobiecą tradycję w życie.

 

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź