Lifestyle

Szczerze do moich Czytelniczek

15 sierpnia 2017

 

Zanim zaczęłam przygodę z blogowaniem, a nie było to dawno, nieco ponad pół roku temu, miałam plan. Byłam nawet na ten plan przygotowana, a samo wprawienie bloga w ruch zajęło mi pół roku! Aż pół roku planowania, wybierania szablonu, później nazwy, wybór hostingu, masa technicznych rzeczy, aż w końcu określenie charakteru mojej „twórczości”. Nie bardzo znałam się na tych sprawach i bez pomocy i cierpliwości mojego męża nie dałabym rady.
Od początku wiedziałam, że nie chcę, aby blog był stricte parentingowy – umarłabym przecież z nudów! Jestem dziewczyną, którą bardzo interesuje moda, nowości kosmetyczne, ładne wnętrza, dobre i nie wymagające dania, no i w końcu tematy okołodziecięce, bo obszaru tego nie mogę pominąć – przecież jestem mamą i zajęcie to pochłania mnie całkowicie! Do czego zmierzam, chciałam, aby ten blog był mieszanką moich zainteresowań, do kawki, miły, przyjemny i co najważniejsze, nie zdominowany dziecięcymi tematami.

Do sprawy podeszłam profesjonalnie i dość naiwnie – miałam napisanych z 40-50 tekstów i głowę pełną pomysłów, a także deficyt cierpliwości i to on okazał się problemem. Dużym problemem.

Na początku szło dobrze, pierwsze teksty, pierwsi obserwujący, pierwsze czytelniczki. Zainteresował się mną nawet duży portal parentingowy, gdzie publikowałam swoje teksty. I tu pierwsze zderzenie – pierwsze nieprzychylne, często chamskie i bezczelne komentarze. Ok, pomyślałam dzielnie – publikujesz w sieci, licz się z krytyką i chociaż krew zalała mnie nie raz, to nauczyłam się radzić sobie z niesprawiedliwą oceną. JEDNAK…

Po ok 3-4 miesiącach rozejrzałam się po moim sieciowym dziecku i stwierdziłam, że gdzieś tam rozmyły się moje założenia i zaczęła tu dominować tematyka typowo dziecięca, a ja siliłam się na kolejny merytoryczny tekst, zamiast swobodnie napisać o kobiecych „pierdołach”. Co prawda, przeplatałam wpisy kobiece w te dotyczące dziecka, jednak to nie było to…Mój blog zamiast lifestylowego z LEKKĄ nutką parentingu stał się typowym Parentingowcem! Dodatkowym impulsem do przyjrzenia się temu co robię był komentarz mojej czytelniczki MASZY, mam nadzieję Kochana, że się nie obrazisz :-), w którym to napisała wiele komplementów pod adresem bloga, ale też zadała mi pytanie, które brzmiało mniej więcej tak: „ Napisz co Cię interesuje, co ciekawego czytasz, co lubisz oglądać(…)” O kurde pomyślałam, kogoś TO interesuje! Zalała mnie fala motyli w brzuchu i dostałam kopniaka do działania. Zresztą jak zawsze, kiedy dostanę jakiś komentarz! I na tym się właściwie skończyło, bo kilka wpisów nawet nie opublikowałam, a pełno zdjęć nigdy nie opuściło karty pamięci w aparacie. A wiecie dlaczego? Bo pomyślałam, że to tak błahe, że nawet niewarte publikowania. Kto publikowałby stylizacje, kiedy na Instagramie aż roi się od pięknych dziewczyn w pięknych ubraniach (właśnie, Instagram! To 90 % fikcji i wylęgarnia kompleksów!) Poza tym wydawało mi się, że brzydko wyszłam na zdjęciach i takie tego typu rozterki. Luke zapełniałam, a jakże, tematyką dziecięcą i miałam poczucie, że wszystko, co najlepsze dałam z siebie już na początku blogowania (sic!). Tym samym odbierałam sobie radość z tworzenia, a miejsce, które gdzieś tam na początku drogi sobie wymarzyłam okazało się zupełnie sprzeczne z tymi wizjami. Co prawda miałam w głowie wiele pomysłów, ale droga do ich realizacji okazała się dla mnie zbyt odległa. Do czasu. Bo przyszedł taki moment, że oto „stanęłam“ przed tym moim internetowym dzieckiem i zdałam sobie sprawę z tego, że albo zmienię formułę, albo mogę zamykać biznes. A że o prowadzeniu swojego bloga marzyłam dobre 6 lat i w końcu udało mi się wprawić go w ruch, tak postanowiłam nie poddać się tak łatwo…

Czego możecie oczekiwać?

Przeglądając te blogi parentingowe często zastanawiam się, jak to możliwe, że ich autorki nie mają odruchu wymiotnego na samo wejście na swoją stronę?! Przecież to cholernie nudne pisać tylko o dzieciakach. Ileż można wałkować problem karmienia piersią czy szczepień kiedy ma się dziecko 8 letnie? To takie sztuczne podtrzymywanie tematu i silenie się na podejmowanie kontrowersyjnych tematów, które mają jedno zadanie – zaangażować czytelniczkę do komentowania i ponownego odwiedzania bloga w celu sprawdzenia odpowiedzi na pozostawiony komentarz… Ja obiecałam sobie już na początku, że nie będę podejmowała tematów, które już dawno za nami, oprócz jednego przypadku, kiedy to moja czytelniczka o to mnie poprosiła…

Zatem, czego możecie się spodziewać? Na pewno powrotu do korzeni, czyli tych kilku zdań opisujących blog „Mam na imię Ania i mogę śmiało powiedzieć, że upartość to moje drugie imię, bo od jakiegoś czasu codziennie, niestrudzenie, staram się łapać balans pomiędzy byciem mamą, a byciem kobietą. I tu relacjonuję tą walkę!” No właśnie o to łapanie balansu chodzi, o którym w trakcie prowadzenia bloga trochę zapomniałam, albo inaczej, od jakiś 2 miesięcy zapomniałam i męczyłam siebie i Was przede wszystkim dziecięcą treścią. Doszło do tego, że zaczęłam czuć się obco u siebie, a pisanie kolejnego wpisu odwlekałam w czasie, bo najzwyczajniej w świecie przestało sprawiać mi to taką radość jak na początku.
Wracając do meritum, będzie więcej „okołokobiecych” wpisów, czyli to, co interesuje mnie najbardziej. Zamierzam pisać do Was bardziej „od siebie”, czyli bezpośrednio, bez tak głębokiej analizy nad każdym zdaniem i jego poprawnością jak wcześniej. Chcę żeby było spontanicznie i „nieprzestudiowanie”. Będę pokazywała Wam, z czym się aktualnie zmagam i jakie słabości próbuję przełamać. Naturalnie tematy dziecięce będą się też pojawiały z oczywistych powodów, ale postaram się, aby nie były dominujące.
Dlaczego piszę to wszystko? Bo jest tu garstka stałych czytelniczek, które bardzo sobie cenię i należy im się absolutna szczerość. Poza tym, od dziecka stosuję metodę uzewnętrznienia moich bolączek i wtedy z wolną głową mogę iść dalej. W końcu piszę to też dlatego, ponieważ słowo wypowiedziane na głos ma moc i nie chcąc być gołosłowną będę musiała trzymać się swoich nowych założeń.
Mam nadzieję, że nieco zmieniony charakter bloga przypadnie Wam do gustu i będziecie tu nadal ze mną. Zmiany są potrzebne, a ta jest konieczna, jeśli nadal chcę czerpać przyjemność z prowadzenia Viva la Życie!
Do poczytania Dziewczyny!

 

 

Sprawdź inne wpisy

20 komentarzy

  • Odpowiedz Magda 15 sierpnia 2017 at 20:24

    Witam. Ja czytam regularnie Twoje wpisy na blogu, odkąd przez przypadek znalazłam tą stronę, codziennie sprawdzam, czy jest coś nowego (kiedyś już zostawiłam komentarz). Nie znam Cię, ale wydajesz mi się tak interesująca i tak fajnie piszesz, że coś mnie tu” przyciąga”. Poza tym piszesz bardzo życiowo i niejedną Twoją radę wprowadziłam już do mojego życia (a należę zdecydowanie do osób, które wszystko robią po swojemu i nie słuchają rad innych). Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i mam nadzieję, że będziesz pisać jeszcze częściej żebym w wolnej chwili miała co czytać.

    • Odpowiedz Anna Popis 16 sierpnia 2017 at 04:16

      Magda, jak mi miło :-* Nastawiłam dziś budzik na 5.20, jak zwykle zresztą kiedy szykuję się do pracy i jak zwykle nie chciało mi się wstać, kiedy przed oczami miałam cały poranny zestaw naprawczy, czyli układanie włosów, makijaż, śniadanie dla rodziny itd. Ale dziś najpierw weszłam na bloga w celu sprawdzenia, czy coś tam może jest…I po Twoim komentarzu niemal zerwałam się na nogi, dostałam powera i w 15 minut ogarnęłam wszystko, co zwykle zajmuje mi 30 min 🙂 Dziękuję za przemiły komentarz, to dla mnie bardzo wiele znaczy. Chcę pisać częściej i bardziej do Was. Cieszę się, że uszczknęłaś z bloga kilka rad dla siebie:-) Pozdrawiam Cię serdecznie i do poczytania:-)

      • Odpowiedz Magda 16 sierpnia 2017 at 17:30

        Ja Twoje wpisy dotyczące dzieci bardzo lubię, są mądre i rzeczowe. Sama mam bardzo energicznego 5 latka, który na chwilę nie usiedzi w miejscu, także te wszystkie kombajny, ciągniki nie są mi obce, teraz jeszcze okres żniw, co tydzień na wieś jezdzimy ( dobrze, że mamy blisko) i” po polach chodzimy”, wyszukując różne maszyny rolnicze.

        • Odpowiedz Anna Popis 16 sierpnia 2017 at 19:02

          heheh Magdo, to możemy przybić sobie piątkę. My też jeździmy na wieś do rodziny i musimy „zaliczyć” każdy ciągnik. Teraz czekamy aż będą kosić kukurydzę bo Rumcajsik ma obiecaną rundkę kombajnem. Cieszę się, że znajdujesz we wpisach coś dla siebie. Oczywiście z tematyki absolutnie nie rezygnuję, jednak przemycę trochę siebie dla równowagi 🙂 Dziękuję za miły komentarz :-*

          • Magda 17 sierpnia 2017 at 11:11

            Super taka przejażdżka kombajnem. Swoją drogą jak ten czas szybko leci, zwłaszcza na wsi to widać, niedawno kwitnął rzepak, przyleciały bociany, a tu już żniwa, bociany odlatują. Jeśli można wiedzieć, z jakiego regionu polski pochodzisz?

          • Anna Popis 17 sierpnia 2017 at 18:07

            Magdo to prawda!Ja całe dzieciństwo spędziłam na wsi, takiej prawdziwej. Znam te maszyny ich nazwy i do czego służą. Wiem czym jest kultywator,rozrzutnik, owijarka czy inne pierdółki i jak sama możesz się domyślać, jestem domowym bohaterem mojego dziecka dzięki temu:-) było super, dlatego też w każdej wolnej chwili wyciągam Małego na wieś, tam czas płynie wolniej chociaż przeczą temu plony i prace polowe. Mieszkamy na Dolnym Śląsku, w Świdnicy 🙂

          • Magda 17 sierpnia 2017 at 19:39

            Ja z takiej prawdziwej wsi nie pochodzę, (takiej pół wsi-jeśli można to tak nazwać), były tam też bloki (w jednym z nich mieszkałam), ale oprócz tych bloków było sporo gospodarstw rolnych, także cała miejscowość otoczona była dookoła polami. Tak dobrze na maszynach rolniczych się nie znam jak Ty, ale coś tam trochę się orientuje. Ja pochodzę z terenów Żuław Wiślanych, a obecnie mieszkam w Elblągu.

  • Odpowiedz Ania 15 sierpnia 2017 at 20:46

    Ach, właśnie! Zaczynałam czytać Twojego bloga z zamiarem oderwania się na chwilę od spraw moich małych Cypisków. Chciałam uciszyć w głowie echo cały dzień rozbrzmiewającego „Mama!” i podejrzeć jaki jest najmodniejszy wśród Mam odcień lakieru do paznokci, fason żakietu, dla jakiej książki czy filmu warto jeszcze bardziej zarwać noc, jaki szybki i niedrogi ratunek dla urody odkryłaś. I co? Zamiast dopytywać o maseczkę, zostawiałam komentarze tylko pod dziecięcymi tematami. Mea culpa. Wpisy o kobiecych pierdołach i dyskusje nad nimi, przybywajcie! Powodzenia Aniu!

    • Odpowiedz Anna Popis 16 sierpnia 2017 at 04:21

      Aniu, dziękuję za komentarz i tego, że mimo swoich niespełnionych oczekiwań zostałaś ze mną na blogu:-) Taki był mój pierwotny zamysł, żeby oderwać się od tych okołodziecięcych spraw i teraz zamierzam iść tą drogą:-) Czasami zmiany są potrzebne, a TE wręcz konieczne. Pozdrawiam serdecznie :-*

      • Odpowiedz Ania 16 sierpnia 2017 at 13:23

        Aj, to nie tak. Nie ma żadnego rozczarowania! Ja sama większą uwagę i zaangażowanie przyłożyłam do czytania tematów dziecięcych. I wyszło jak zawsze, mamuśka miała się rozerwać a cały czas gada o dzieciach 🙂 Po prostu kolejny raz przypominasz mi, że można też nie o dzieciach i to ważne! Dzięki 🙂

  • Odpowiedz Ula 15 sierpnia 2017 at 21:33

    Cierpliwie czekałam i się doczekalam;) zaglądam tu od początku i rzeczywiście babskich wpisów ostatnio jakby mniej:) ale i tak zawsze ciekawie i fajnie;)

    • Odpowiedz Anna Popis 16 sierpnia 2017 at 04:23

      Ula dziękuję:-*Ruszamy w bardziej różową stronę życia;-) Pozdrawiam:-*

  • Odpowiedz MaSza 15 sierpnia 2017 at 21:52

    Hurrrraaaaa!!!!! no wreszcie 🙂 też się ostatnio zastanawiałam gdzie te babskie tematy, które obiecywałaś w „O mnie” 😉 ale jak poprzedniczka cierpliwie czekałam. Jako matka czytam wpisy parentingowe ale przyznam, że przy kawce, na luzie wolę coś lżejszego 😉 Zaufaj swojej intuicji i pisz to na co naprawdę masz ochotę. Myślę, że Twój blog może trafić w odpowiednią niszę, gdzie matki nie będą tylko matkami ale i fajnymi babkami. Trzymam kciuki!

    • Odpowiedz Anna Popis 16 sierpnia 2017 at 04:35

      Masza ja też wolę „przykawkowe” wpisy. Myślę, że taka zmiana musiała przyjść naturalnie. Mój Mały w październiku zdmuchnie czwartą świeczkę na torcie i mimo, że jest typowym ” hajniidowcem” (high need baby) to mam coraz więcej czasu dla siebie i mimo pracy na etacie, prowadzenia domu i spędzania z dzieckiem każdej wolnej chwili, mam większy luz. To fajna sprawa obserwować moją zmianę na blogu w takim sensie, że na początku były wpisy o zajeżdżaniu się na śmierć przy dziecku, później nastąpiła potrzeba ponarzekania na Innych, ich rady i próby wtrącania się w życie. Następnie były wpisy o przedszkolu i problemach z tym związanych, a teraz pora na MNIE:-) Dziękuję, że jesteś ze mną właściwie od początku i zawsze pod wpisem coś tam od siebie zostawisz:-)Mam nadzieję, że faktycznie trafię w tą niszę:-) Pozdrawiam Cię serdecznie :-*

  • Odpowiedz kfiatushek 16 sierpnia 2017 at 09:54

    Ja trafiłam do Ciebie przez zupełny przypadek, bo zdanie w jednym z postów „kocham Cię, ale idź precz” zaintrygowało mnie nie tyle samą treścią, ile tym, że mam wrażenie jakbyś czytała w moich myślach 😛 Czytam Twoje wpisy i dostrzegam wiele podobieństw między nami, ale też troszkę różnic, a fajnie czasem spojrzeć na czyjeś inne spojrzenie na damy temat. Pisanie bloga ma sprawiać Ci przyjemność i ma być Twoim miejscem, w którym czujesz się dobrze. Sam fakt, że jesteś mamą wyklucza całkowicie pominięcie tematów dzieciowych i to normalne, że od czasu do czasu będą się pojawiać. Bądź sobą, pisz z głębi siebie, a my na pewno tu będziemy :*** 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 16 sierpnia 2017 at 19:05

      Kfiatushku dziękuję, od Ciebie jak zwykle serdecznie, miło i rzeczowo:-* Nie spodziewałam się takiego odzewu od Was :-)To ogromnie miłe :-*

  • Odpowiedz sara 17 sierpnia 2017 at 12:00

    Aniu widze,ze Dziewczyny juz duzo napisaly,ale dodam cos od siebie. „Kocham Cie” odkad trafilam na zdanie z naciagnietymi dresowymi spodniami,wygladajace jakbysmy wiecznie klekaly. Do dzis sie z tego smieje,jak tylko zaloze cos luzniejszego:):):) Wcale nie zanudzasz mamowymi tematami, dobrze jest poczytac kogos,kto wydaje sie taki podobny do nas samych. Inne tematy? Juz nie moge sie doczekac:):) ps. Co to za psinka??:) Twoja? Zawsze podziwialam matki,ktore jeszcze maja pieski pod swoimi skrzydlami,kiedy one maja czas na wychodzenie z nimi? Heroski nie kobiety:)

    • Odpowiedz Magda 17 sierpnia 2017 at 14:11

      To zdanie z tymi spodniami dresowymi było niezłe, ja przez pół godziny się z tego śmiałam jak to przeczytałam.

      • Odpowiedz Anna Popis 17 sierpnia 2017 at 18:16

        🙂 czasami mi wyjdzie 😉

    • Odpowiedz Anna Popis 17 sierpnia 2017 at 18:15

      Saro i co ja mam odpowiedzieć na ten komentarz?? 🙂 Jest mi ogggromnie miło i bardzo dziękuję za te piękne słowa! Tak klęczące spodnie były u nas częstym gościem. Miałam takie różowe welurkowe spodnie, wyglądałam w nich jak chodząca nędza;) Niedawno wyrzuciłam je z domu na zbite kolana:-) Teraz wbijam w leginsy – bardziej rozciągliwe i nie tracą tak szybko formy 😉 A co do psiaka, to jest z nami już 6 lat, to Cavalier King Charles Spaniel – ludzie zawsze robią wielkie oczy jak odpowiadam na pytanie jaka to rasa;-)Jest bardzo łagodna i chodzi bez smyczy. Trzyma się nogi, a jak trzeba i nie mam możliwości wyjść to wypuszczam ją samą z domu i jak się tylko załatwi to wraca do nas:-) Polecam ogromnie tą rasę, ale ma jedną, jedyną wadę – leni się całorocznie:-/ Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję za te słowa:-*

    Zostaw odpowiedź