Lifestyle

Sprawy, które dają spokój ducha…

2 maja 2020

 

Jeździmy ostatnio z Małym na rowerze. Jeździmy przez polne drogi, tuż obok wsi, na której się wychowałam. Znam je bardzo dobrze. Kiedy tak jedziemy obok siebie sporo mu opowiadam o miejscach i rzeczach, które były kiedyś ważnym elementem mojego dzieciństwa, a których już nie ma. Czas i ludzie nie byli dla nich łaskawi. Często zatrzymujemy się żeby skonfrontować teraźniejszość z przeszłością. Rozmawiamy o czereśniowych niegdyś alejach, będących w moim dzieciństwie naszymi drzewami do wspinania, które obecnie ustąpiły miejsca drodze dojazdowej do betoniarni i o sadach sąsiadów, z których nieproszenie jako dzieciaki wyjadaliśmy owoce, a które teraz służą jako wykarczowane działki budowlane pod nowopowstałe nowoczesne domy jednorodzinne. Och jakie piękne to były sady. A szczególnie ten jeden, taki trochę tajemniczy, na końcu dróżki, ogrodzony drewnianym płotem ze szczebelkami. Rosły tam najpyszniejsze gruszki jakie jadłam w życiu i zawsze widzę ten sad skąpany w popołudniowym letnim słońcu…

Mały nie może uwierzyć, ciągle sprawdzając moją prawdomówność, a ja niestety nie mogę przedstawić mu na to dowodów. Jak bardzo żałuję, że nie mam choćby jednego zdjęcia z tamtego okresu. Chociaż jedno, żeby zobaczył te drzewa czereśniowe, te grusze, te jeżyny na dzisiejszej betoniarni i wszystko to, co sprawiło, że miałam najpiękniejsze dzieciństwo z możliwych…

 

Od bardzo dawna chodziła za mną potrzeba zabezpieczenia naszych wspomnień zamkniętych w kadrach. Bo choć prowadzę bloga, często łapię za aparat i mam pewnie nieco więcej zdjęć niż statystyczna rodzina, to oprócz ślubnego albumu i pierwszych trzech wypełnionych stron z albumu „Pierwszy Roczek” nie mam nic wydrukowanego, co przetrwałoby w razie awarii laptopa i telefonu. Tysiące danych zapisanych na nietrwałych nośnikach –  kartach pamięci i blogu, które jak nie czas, to jakiś komputerowy wirus strawi na miejscu. Zresztą, kto za 10 lat będzie pamiętał, gdzie ten komputer jest?  I jak moje dziecko powróci wtedy do tych polnych dróg, po których jeździmy rowerem i wielu, wielu innych chwil i ludzi, które czynią jego dzieciństwo szczęśliwym? Pewnie wszystko to, co może dosięgnąć ludzka ręka do tego czasu zmieni się lub zupełnie zniknie…Pamięć po jakimś czasie blednie, pozostawiając tylko jej skrawki. A dzięki wspomnieniom zamkniętym w wydrukowane kadry możemy zatrzymać je na zawsze. Przywołać zapachy towarzyszące ważnym miejscom i chwilom oraz uśmiechy najbliższych, których nie ma już z nami. I tego ostatniego obawiam się najbardziej. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby przez moje zaniedbanie pamięć o najbliższych, którzy mieli ogromny udział w życiu Małego uleciała wraz z czasem. 

 

Miesiąc temu przejrzałam wszystkie zdjęcia ulokowane gdzieś na kartach pamięci. Było to dla mnie tym bardziej bolesne i trudne, gdyż nie ma z nami już osoby, która na codzień wypełniała nasze życie…Szczególnie szukałam zdjęć z okresu, kiedy mój tata po znajomości zabrał Małego do remizy strażackiej. Oj ile ja tam zdjęć zrobiłam, a jakie piękne! W tych wozach, obok tych mundurów i gablot wypełnionych miniaturami aut strażackich…Karty nie znalazłam. Setki zdjęć szlag trafił, została tylko pamięć. Moja, bo Mały miał wtedy nieco ponad 2 lata i w jego świadomości ta chwila po prostu nie istnieje. Ogarnęła mnie taka niemoc, że nawet nie miałam siły płakać i się złościć. 

Jakiś czas temu dostałam możliwość skomponowania fotoksiążki. Czasami tak jest, że rozwiązanie bolączki przychodzi do człowieka samo i już nie ma wymówki, że kiedyś tam się za to wezmę. Z takich okazji się po prostu korzysta. Od firmy Saal Digital dostałam bon do wykorzystania na album z serii Professional Line, a że nigdy nie składałam fotoksiążki, zresztą do komputerowych rzeczy mam dwie lewe ręce, tak trochę obawiałam się czy dam sobie radę. I pewnie ta obawa właśnie tyle czasu powstrzymywała mnie przed wydrukowaniem albumu. 

Okazało się, że program do składania zdjęć jest bardzo intuicyjny. Mamy do wyboru trzy opcje: Możemy skorzystać z gotowca i po prostu zgrać zdjęcia z pozycji komputera, a program sam za nas je poukłada na stronach fotoksiążki, możemy też skorzystać z gotowych szablonów i według nich dopasowywać układ stron, lub pójść za żywioł i samemu od początku do końca skomponować cały album. 

Ja wybrałam drugą opcję i według podanych wzorów dopasowywałam zdjęcia. Chciałam mieć nad tym kontrolę. Dodatkowo możemy wybrać w jakim stylu ma być nasza fotoksiążka – ja, z racji tego, że mój album jest w całości dedykowanym wspólnym chwilom Małego z dziadkami, chciałam aby był nieco dziecięcy, a jednocześnie ponadczasowy. Dlatego zdecydowałam się na okładkę z pięknego płótna w naturalnym kolorze, a dodatki w postaci czcionki i grafik są w stylu boho. I muszę przyznać, że takie wykonanie zachwyciło mnie! 

Składanie fotoksiążki z racji mojego niewprawienia trwało godzinę, co uważam za całkiem niezły wynik w obliczu tych lat, przez które się za to zabierałam. Dużo było przy tym wzruszenia, a jeszcze więcej przerw i wracania wspomnieniami do tych chwil i uśmiechów zamkniętych w kadrach…

Po kilku dniach przeszedł do mnie album. Pięknie oprawiony, ze świetną jakością wywołanych zdjęć. Strony są bardzo grube, papier idealnie matowy – wygląda dokładnie tak, jak to sobie zaplanowałam. Obiecałam sobie, że regularnie będę wywoływać nasze albumy. Tak żebym mogła ze spokojem i poczuciem dopilnowanych spraw iść przez życie, a moje dziecko kiedyś pokaże swoim te historie i miejsca zebrane w jedną całość. 

 

 

 

Sprawdź inne wpisy

12 komentarzy

  • Odpowiedz Ola z Muzycznej Listy 2 maja 2020 at 10:26

    Też się noszę od jakiegoś czasu nad wywołaniem zdjęć i stworzeniem albumu, z tym że z mojej przygody ze studiami. Może to jest rozwiązanie?

    • Odpowiedz Anna Popis 3 maja 2020 at 04:54

      Olu zrób to koniecznie! Ja mam bardzo mało zdjęć z tego okresu, większość gdzieś szlag trafił na zapomnianych kartach pamięci, a bardzo chętnie wróciłabym wspomnieniami do tego akurat okresu, bo z każdym rokiem bledną…Trzymam kciuki, zmobilizuj się i po prostu to zrób. Nigdy nie pożałujesz

  • Odpowiedz Edyta 2 maja 2020 at 11:39

    Jaki piekny album, Jak dokladnie nazywa sie ta seria I jaki to format? to prawdziwe plotno czy imitacja? Bardzo podoba mi sie w takim wydaniu, taki album tez za mna chodzi, mam duzo zdjec, nie tak ladne jak Twoje, ale tez chcialabym aby pamiec o tych chwilach nie przepadla

    • Odpowiedz Kfiatushek 2 maja 2020 at 18:44

      Piękna. Trafiłaś w punkt tym wpisem, bo akurat dziś rozmawialiśmy z mężem o tym, że muszę w końcu wziąć się za wywolanie zdjęć, bo też mam wszystko na komputerze. Może to jest pomysł? Ile zdjęć mieści się w takiej fotoksiazce? Przyznaje, że jestem fanka zdjęć, takich tradycyjnych. Nasz fotograf był w szoku, że nie chcieliśmy fotoksiazki tylko tradycyjny album. Ale może się przekonam 🤔

      • Odpowiedz Anna Popis 3 maja 2020 at 04:50

        Dziękuję Olu. Powiem Ci, że tradycyjny album to dla mnie zbyt wiele zachodu i myślę, że z moich rąk by po prostu nie powstał:-/ Chociaż wydaje się pewnie bardziej ” z duszą”. Fotoksiążka ma tą przewagę, że ma o wiele więcej wariantów do wyboru – jakieś dodatki właśnie w postaci pasujących grafik, odpowiednio do stylu dobrana czcionka i możliwość dodania jej praktycznie wszędzie. Poza tym, mieści się o wiele więcej zdjęć, bo możesz po prostu zrobić zdjęciowy kolaż w mniejszym formacie. No i dodatkowo tworzy się ją stosunkowo szybko, co w przypadku problemów, żeby w ogóle zabrać się za zrobienie albumu ma niewątpliwie ogromną przewagę, bo chęci mogą szybko ulecieć po zdaniu sobie sprawy, ile pracy i czasu to kosztuje.
        Moja fotoksiążka ma wymiary 30×21 i zależnie od układu stron można zamieszczać określoną liczbę zdjęć. Na stronie może znaleźć się i 8 zdjęć oczywiście kosztem ich rozmiaru. Mój album liczy 52 strony i jest w nim 108 zdjęć. Trzymam kciuki za wywołanie zdjęć, bo to ostatecznie nieskomplikowana sprawa, a naprawdę daje spokój ducha. Ja będę robiła to regularnie

    • Odpowiedz Anna Popis 3 maja 2020 at 04:39

      Dziękuję Edyto, mój format ma rozmiary 30×21, okładka jest z naturalnego płótna, chociaż w aplikacji, którą należy pobrać na komputer, aby taki album skomponować możesz wybierać z różnych wariantów, np eko skórę lub imitację drewna, są też różne wersje kolorystyczne. Wybierasz też styl, w jakim taki album ma być – zależy dla kogo ma być dedykowana. Jest np styl romantyczny – to bardziej dla par albo typowo dziecięce wzory z jakimiś słodkimi grafikami. Ja chciałam coś dziecięcego, ale jednak klasycznego. Poza tym bajkowe, dziecięce wzory na czymkolwiek nigdy do mnie nie przemawiała. Wybrałam zatem „Bohemian style” bo od początku wpadł mi w oko. A co do Twoich zdjęć – są na pewno najpiękniejsze, bo dotyczą Twoich/ Waszych chwil, więc w tym przypadku nie ma co porównywać :-)Powodzenia w tworzeniu fotoksiążka bo naprawdę warto

  • Odpowiedz Karolina 2 maja 2020 at 13:05

    Pięknie. Aż się łezka w oku zakreciła na widok dziadka 💓

    • Odpowiedz Anna Popis 3 maja 2020 at 04:27

      Oj Karola…wiele kosztował mnie powrót do tych zdjęć i chwil. Zresztą, co ja Ci będę mówiła, sama niestety wiesz, jak to jest…

  • Odpowiedz ZAPOWIEDZ 2 maja 2020 at 16:41

    Dlatego tak bardzo lubię wywołane zdjęcia. Mają one niesamowitą magię i dużo chętniej się do nich wraca, niż do tych, które mamy zapisane np. w laptopie. O fotoksiążce też już myślę dłuższy czas, póki co staram się samodzielnie robić albumy. 😉

    • Odpowiedz Anna Popis 3 maja 2020 at 04:26

      O to już wyższa szkoła jazdy – wywołanie tych zdjęć, odpowiednie wklejenie ich, chociaż efekt na pewno warty zachodu. Dla mnie taki album to inwestycja w przyszłość, zabezpieczenie wspomnień, bo te na elektronicznych nośnikach po prostu kiedyś znikną, a człowiek zostanie z niczym – ze wspomnieniami, które będzie „podjadał” czas

  • Odpowiedz dorotatecza 4 maja 2020 at 12:30

    Takie fotoksiążki do cudowne pamiątki. Ja odkąd zrobiłam swoją pierwszą w CEWE – teraz na wszystkie okazje jakie są – daje je w prezencie 😛 Właśnie skończyłam robić dla mamy na dzień matki. Robiłam już na roczek siostrzeńca i swoją z wakacji. Za każdym raziem wszyscy zachwyceni.

  • Odpowiedz Ja bez Imienia 7 maja 2020 at 07:04

    Ostatnio wywołałam zdjęcia – właśnie z tego samego powodu. Nie mam gwarancji, co przetrwa, jak będę miała awarię telefonu lub komputera. A też zdjęć w formie elektronicznej się nie ogląda – te papierowe już częściej 🙂

  • Zostaw odpowiedź