Lifestyle

Słów kilka…

28 grudnia 2017

 

Nawet nie macie pojęcia ile razy siadałam do kompa, aby napisać coś na bloga. I za każdym razem nic z tego nie wychodziło. Pozaczynane teksty, których puentę już dawno zapomniałam „walają” mi się po pulpicie wywołując tylko poczucie winy. Doszło do tego, że zaczęłam bać się wchodzić na bloga! Ba! Ja w ogóle na niego nie wchodziłam od czasu zamieszczenia ostatniego posta, bo może okaże się, że ktoś napisał jakiś komentarz, na którego nawet nie odpowiedziałam? Albo zobaczę, że jakaś cyferka w polubieniach strony spadła i będę męczyła się z wyrzutami sumienia…Albo zdam sobie sprawę z tego, że tyle włożonej pracy w moje sieciowe dziecko i nadziei z nim związanych poszło się walić przez zaniechanie? Chyba wszystko po kolei. W każdym razie bałam się usiąść za klawiaturą i sklecić kilka zdań, bo w sumie zapomniałam już nawet, że kiedyś miałam taką łatwość pisania, a teraz głowa dobrego zdania poskładać nie umie!

Im dłużej nie piszę, tym trudniej mi do tego wrócić. Tak jak w starym porzekadle „ Im dłużej zapuszczasz korzenie, tym trudniej jest zrobić krok” I ja stałam się takim drzewem. Ale drzewem rozmyślającym. Codziennie. O niespisanych myślach, przemyśleniach, o problemach i pomysłach na wydawałoby się fajne posty. O czytelniczkach, które być może czasami tutaj zaglądają, ale nie widząc nic nowego zawiedzione odchodzą bez zamysłu powrotu. Sama jedynie nie wiedziałam, czy pewna ogromnie przykra sytuacja życiowa, z którą przychodzi nam się mierzyć podświadomie każe odkładać mi rzeczy, wydawać by się mogło, w obliczu tego problemu mniej ważne na półkę, czy to tylko moje usprawiedliwianie się nią spowodowało taki przebieg wydarzeń..A bardzo nie chciałabym, aby to drugie okazało się prawdą. Problem w tym, że ciężko było mi usiąść i pisać tak, wydawało mi się czasami, błahe i mało ważne rzeczy w porównaniu do tego, przed czym postawiło nas w ostatnim życie. Ciężko było mi oderwać głowę od tego wszystkiego, przestać się choć na chwilę martwić i skierować myśli na inne tory. Ale mimo wszystko tęskniłam…Zatem kładłam się codziennie do łóżka z tymi samymi wyrzutami sumienia. I z tymi samymi nadziejami budziłam się co rano, że może dziś jest dobry dzień na powrót. Bo przecież życie poskładać jakoś mimo wszystko trzeba.

Kiedyś często słyszałam o terapeutycznej, wręcz oczyszczającej mocy słowa pisanego. Podobno wystarczyło przelać swoje bóle na papier i już…Tak mówili w amerykańskich filmach…Ja nigdy nie prowadziłam pamiętnika, stąd też teorii nie mogłam sprawdzić w praktyce. Aż pewnego razu, kilka chwil po założeniu bloga i opublikowaniu kilku tekstów traktujących o moich bolączkach, zdałam sobie sprawę, że już ich nie ma…że gdzieś tam uleciały wraz z przelanymi literkami. Że uporałam się z moimi żalami, trudnościami i pretensjami. Nauczyłam się nazywać je po imieniu i „wypuściłam“ z głowy tym samym uwalniając ją od tego, co na codzień mnie dręczyło. I tak sobie pomyślałam, że może i tym razem zadziała ta machina podobnie? Mam nadzieję, bo bardzo takiego oczyszczenia w tej chwili potrzebuję.

Obiecałam sobie i najbliższym, że wrócę. Tak więc jestem. Bez spinania się, czy tekst na poziomie, czy merytoryczny, czy zaciekawi kogoś, czy może jakaś czytelniczka dojdzie jednak do wniosku, że zmarnowała kilka chwil swojego życia na czytanie moich wypocin. Nie, nie to jest w tej chwili dla mnie najważniejsze. Wracam, bo tego potrzebuję. Potrzebuję wrócić na właściwe tory, do czegoś do oswoiłam jakiś czas temu i zaniedbałam dłużej niż miałam zamiar. Co było częścią mnie. Wracam, bo mam nadzieję, że pisanie i tym razem pomoże pokonać mi kilka dręczycieli w mojej głowie i pogodzić się z kilkoma kwestiami.

A dzisiaj, pierwszy raz od bardzo dawna położę się spać z czystym sumieniem, 100 kg lżejsza o pretensje do siebie. Jestem podekscytowana i zmobilizowana do działania. Bo choć ten wpis nie wnosi nic przełomowego dla czytelnika, dla mnie jest dużym krokiem ku normalności i pomoże na nowo uporządkować codzienność, w której bardzo brakowało mi blogowego wątku.

Do kolejnego przeczytania Dziewczyny. Nie mogę się już doczekać!

Sprawdź inne wpisy

11 komentarzy

  • Odpowiedz Sara 28 grudnia 2017 at 22:03

    Jestesmy:-)

    • Odpowiedz Anna Popis 30 grudnia 2017 at 18:01

      Dziękuję, że jesteś:-*

  • Odpowiedz Magda 28 grudnia 2017 at 23:41

    Jesteśmy:-)

    • Odpowiedz Anna Popis 30 grudnia 2017 at 18:01

      Dziękuję Madziu:-* Nawet nie wiesz jak mi miło:-*

      • Odpowiedz Magda 30 grudnia 2017 at 21:18

        W Nowym Roku życzę Ci, aby się wszystko ułożyło po Twojej myśli, dużo spokoju, zdrowia, radości.

  • Odpowiedz Monia 29 grudnia 2017 at 09:08

    Wreszcie! 🙂

  • Odpowiedz MaSza 30 grudnia 2017 at 14:05

    No nareszcie 🙂 i tak już na Nowy Rok życzę Ci jak najmniej trosk, a jak najwięcej radości oraz siły, by nie zgubić siebie. Trzymam kciuki jak zawsze!!!

    • Odpowiedz Anna Popis 30 grudnia 2017 at 17:59

      Ale mi miło :-****ogggromnie dziękuję, Tobie też Kochana wszystkiego dobrego:-***

    • Odpowiedz Anna Popis 31 grudnia 2017 at 19:08

      Madziu, dziękuję. Życzę zdrówka, spokoju i miłości:-**

  • Odpowiedz Kfiatushek 2 stycznia 2018 at 08:20

    Jak mogłoby nas nie być… cieszę Sur, że wróciłas. Pisanie naprawdę ma w sobie moc i myślę, że bardzo Ci pomoże przetrwać trudne chwile 😘 a my jesteśmy duchowo z Tobą

    • Odpowiedz Anna Popis 3 stycznia 2018 at 06:09

      Dziękuję Kfiatushku:-**ogromnie mi miło

    Zostaw odpowiedź