Moda

Powody, dla których nie kupię „podróbki”

16 sierpnia 2017

Zastanawiałyście się kiedyś nad tym, dlaczego torebki od projektantów są takie drogie? Jasne, metka, materiał i jakość wykonania i raz jeszcze METKA. Ale gdyby odjąć te składowe, byłaby to najzwyklejsza torebka świata, często wątpliwej urody…A jednak, kobiety, gotowe są zapłacić krocie, byleby tylko mieć odpowiedni emblemat… A co kryje się za tą metką, że każdy tak bardzo chce ją mieć? Czym właściwie jest taka torebka, że jest aż tak pożądana? Dla mnie jest biletem wstępu do pewnego grona, ale ma ona sens tylko wtedy, jeśli stać Cię na uczestnictwo w tym klubie.

Marzę o torebce Chanel 2.55 małej, czarnej, na złotym łańcuszku. Albo Chanel Boy, w średnim rozmiarze w kolorze nude…hmmm poezja! Albo „zwykłej” Pradzie Vitello Daino, czy też małej listonoszce Louis Vuitton…YSL Kate Tassel w sumie też bym nie pogardziła…Ale nie marzę o tym, aby ją po prostu mieć, żeby ktoś mi ją sprawił, a o tym, żeby było mnie na nią stać!I to bez konieczności odkładania na nią 3 lata i zajadania chleba z ketchupem.

Kiedy mieszkałam w Niemczech, często w niedzielę wybieraliśmy się na spacer po mieście, taka nasza mała tradycja, której teraz mi troszkę brakuje. Zwykle po obiedzie szliśmy do Sturbacks’a po kawę i pod rączkę przemierzaliśmy miasto obserwując spokojny, niedzielny ruch miasta. Kurcze, teraz nawet czuję pewną nostalgię za tymi czasami, za tym miłym rytuałem 🙂 Miałam swoje ulubione ulice, a jedną z nich była Göthe Strasse we Frankfurcie nad Menem (mieszkaliśmy tam przez kilka lat). To ulica z luksusowymi butikami od projektantów, Chanel, Burberry, Tiffany, Gucci, Prada i tym podobne. Panował tam niesamowity dla mnie klimat nie tylko ze względu na to, że modą faktycznie się interesuję i możliwość obcowania przez szybę z najnowszą torebką Louis Vuitton Twist przyprawiała mnie o mocniejsze bicie serca, ale także ze względu na możliwość obserwacji reakcji innych ludzi na pięknie zaaranżowane wystawy i flagowe produkty za grube tysiące euro. Możecie mi wierzyć, niezależnie od wieku mamy w sobie wiele z dziecka i tak samo, jak najmłodsi reagują na nową, wymarzoną zabawkę, tak samo ludzie przy witrynach reagowali na te cudeńka. Oczywiście, zwłaszcza kobiety, a jakże! Tam ludzie zwalniali, dyskutowali przed wystawą, tam palce błądziły po szybie i kreśliły kółka przy nowym modelu butów, czy płaszcza, tam pewnie powstawało tysiące obrazów w głowie „oglądaczy” jak dana sukienka wyglądałaby na niedoszłej „nosicielce”. Tam świeciły się oczy, tam też panował niezwykły ruch i obiecałam sobie, że kiedyś będę nie tylko obserwatorką, ale także klientką. Chociaż raz! I tam też postanowiłam, że nigdy nie kupię podróbki, bo taka torebka, to nie TYLKO torebka, ale rezultat trzymania się swoich założeń i realizacji planów. To takie dojście do punktu, w którym sama sobie mogę przybić piątkę mówiąc „dobra robota dziewczyno, dałaś radę!” Ale o tym za chwilę.

 

Wracając do tematu, zwykle spacer tą uliczką był to dla mnie najważniejszym punktem wyjścia, formą oderwania się od „niemetkowej” rzeczywistości, od tych garów, prania, codzienności i zajmował ku nieszczęsciu mojego męża więcej czasu, niż planowaliśmy spędzić „na mieście”. Nadszedł jednak niekorzystny dla mnie czas, Mały coraz lepiej radził sobie na własnych nogach i jak tylko poczuł niezależność, nie dał się na dłużej posadzić do wózka. Bardziej od spacerów po mieście interesował go plac zabaw w wielkim parku, który znajdował się na drugim końcu tego dużego miasta. Ostatecznie wypracowaliśmy system, raz niedzielny spacer po parku dla dziecka, a raz po mieście, dla mamusi. O dziwo, Przeszło!

Celowo rozwlekam temat, żebyście choć trochę wczuły się w klimat tego miejsca i moje potrzeby.
Oczywiście, czasami przy przeglądaniu ulubionego In Style rzuciłam przy mężu kilka słów zachwytu nad tą nieśmiertelną Chanel 2.55, ale nie po to, żeby on czuł się w obowiązku obdarowania mnie nią, a dlatego, że uparcie twierdziłam , że kiedyś sobie taką kupię, że sama, ja, zarobię, wprowadzę swoje życie na taki poziom, że będzie mnie na to stać. Wtedy też będzie mi ona najbardziej smakować…

Przyszedł czas naszej, którejś już tam, rocznicy ślubu. Na łóżku powitała mnie duża brązowa torba z ciemnobrązowym napisem „ Louis Vuitton”. Z przerażeniem dokopałam się do jej zawartości i ujrzałam JĄ, w takim kolorze, z takim emblematem i o takiej wielkości jak chciałam, torebka Louiss Vouitton Neverfull. I ogarnęło mnie wszystko, oprócz radości…Nie smakowało, bo „dane”, nie cieszyło, bo nie zasłużone, nie podobało się, bo to ja miałam sobie sprawić metkę. Nie dla innych, żeby świecić im po oczach inicjałami projektanta, a dla siebie i przypieczętowania wyników samorealizacji.


Jestem na takim etapie życia, że mam w nosie „żeby było widać”, „żeby się pokazać” czy „żeby inni widzieli, że mam”. Jeździłam różnymi samochodami, od tych za grosze, po te z górnej półki prawie w cenie mieszkania( niedużego, z rynku wtórnego oczywiście ;)). Ubierałam się w różne rzeczy, od tych bardzo drogich, po te za kilka złotych. Miałam różną biżuterię, tą od projektanta, po taką z sieciówki pociągniętą złotą farbką. Wyrosłam z tego. Teraz wiem, że but ma być przede wszystkim wygodny i spełniać moje estetyczne wymagania, auto służy tylko i wyłącznie jako środek do przemieszczania się, a biżuteria nie ważne, czy plastikowa czy złota, do ozdoby. Nie znoszę niczego na pokaz i nie muszę odmawiać sobie czegoś kosztem zakupu upragnionej rzeczy. Jeśli jednak ją już kupię, to dlatego, że będzie mnie na nią stać. Tak po prostu zwyczajnie, wyjmując kasę z portfela będę mogła sobie na nią pozwolić nie drapiąc się po głowie resztę miesiąca.

Dlatego też nigdy nie kupię podróbki torebki, choćby była 1:1. Po pierwsze, że to słabe, po drugie, że już Dzięki Bogu nie potrzebuję się „pokazać”, a po trzecie dlatego, że oszukałabym samą siebie. Dla mnie torebka od projektanta to bilet wstępu do pewnej grupy, zwieńczenie mojego celu i nagroda dla mnie. Tylko i wyłącznie dla mnie. Torebka nie jest celem samym w sobie, ale dojście do możliwości jej nabycia bez konieczności oszczędzania każdego grosza już tak. I nie ważne, czy sprawa się tyczy torebki, mieszkania, wycieczki w bardziej lub mniej odległe zakątki świata, każda z nas (mam nadzieję) ma jakiś cel, a droga do niego nie wiedzie na skróty. Zatem metaforycznie, zamiast zadowalać się podróbką, warto popracować dłużej i ciężej na oryginał i każdej z Was życzę takiej Chanel 2.55, obojętnie w jakiej postaci.

 

Sprawdź inne wpisy

6 komentarzy

  • Odpowiedz MaSza 16 sierpnia 2017 at 20:53

    Mój cel na przyszły rok to wakacje we Włoszech, więc przez najbliższe miesiące zaciskam dupę i odkładam kasę na wyjazd. A potem leniuchujemy z Trolkiem i Mężem w Toskanii 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 17 sierpnia 2017 at 04:23

      Świetny cel!My też w przyszłym roku planujemy Włochy – marzy mi się Sardynia albo Sycylia. Te dwie wyspy najtaniej wychodzą koniec sierpnia do końca września. Już mam nawet folder z ewentualnymi hotelami i miejscami, które koniecznie chcę tam zobaczyć 🙂 Zaglądam do folderu prawie codziennie i coś dodaję, to taka moja motywacja 🙂 Podobno marzenia trzeba trzymać blisko siebie 🙂 A kolejne wisi u mnie na przedpokoju – mapa New York! Cele mamy i zbieramy. ściskam :-*

  • Odpowiedz kfiatushek 17 sierpnia 2017 at 06:15

    Nigdy nie patrzyłam na to z takiej perspektywy, ale rzeczywiscie ma to sens. Niby niz, ale jednak masz ważny dla siebie cel, do którego zamierzasz dążyć. Super 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 17 sierpnia 2017 at 18:19

      dziękuję :-*

  • Odpowiedz Kasia P. 17 sierpnia 2017 at 06:23

    Fajnie, torebka sama w sobie nie jest celem, ale już swobodna możliwość jej zakupu tak! Ja też nie patrzyłam na to w taki sposób, ale chyba zacznę 🙂 Ale coś jeszcze mnie interesuje…ten pokój! Pokaż nam go, bo widzę kawałek ładnego wnętrza, a ja jestem właśnie na etapie aranżacji małej sypialni i szukam inspiracji 🙂 Pozdrawiam! acha, coś czuję, że te zmiany na blogu, o których pisałaś ostatnio bardzo mi się spodobają. Może jakieś twoje stylizacje?

    • Odpowiedz Anna Popis 17 sierpnia 2017 at 18:21

      Kasiu niedługo pokażę całą sypialnię, już nie mogę się doczekać:-) Stylizacje też się pojawią, jak zmiany to zmiany:-)

    Zostaw odpowiedź