Lifestyle

Post zdjęciowy z gorzką refleksją…

20 kwietnia 2020

 

Zwykle niedziele mamy fajnie rozplanowane –  dzięki uprzejmości mojej Mamy wpadamy na pyszny obiadek, a później czas od wczesnego popołudnia jest do naszej dyspozycji. Mieszkamy w rewelacyjnym rejonie, niecałe 20 km dzieli nas od całkiem okazałych górek, gdzie w zimie śmigamy na nartach, a w lecie pijemy herbatkę na tarasie ulubionego schroniska. Jeszcze bliżej mamy piękne lasy i rejony z turystyczną infrastrukturą. Jest coraz więcej tras rowerowych i miejsc, gdzie przyjemnie można spędzić wolny czas. Jednym słowem jest co robić. To znaczy było, do czasu epidemii. Jako że nigdy nie ciągnęło mnie do wielkich skupisk ludzi, wolę tysiąc razy przejść się polną dróżką, gdzie jedyne napotkane stworzenie po drodze to zając w zaroślach niż przepychać się w gąszczu ludzi podziwiających fasadę jakiegoś budynku. Odpoczywam w miejscach, gdzie nie jestem atakowana wszechobecnym obrazem i gwarem. 

 

Mamy swoje miejsca w okolicy, w których zależnie od pory roku czerpiemy z potencjału terenu. Tu, gdzie byliśmy wczoraj, jeszcze rok temu łowiliśmy ryby moim tatą.  Teraz nie ma tu kropli wody. Staw wysechł doszczętnie odsłaniając „skarby” cywilizacji. A weźmy pod uwagę to, że mamy wiosnę, porę roku, która przychodzi po zimie. I teoretycznie po zimie, śniegu (którego w tym roku w ogóle nie było!!) ziemia powinna być mokra, trawy gęste, a ryby mieć się dobrze! Tymczasem to pustkowie z wszechobecnym porozrzucanym plastikiem, a jedyny dźwięk nadający życie temu miejscu to ryk silnika crossa mojego dziecka.

 

 Ludzie, co z nami? Kiedyś szło się do lasu czy na polanę po dary natury – polne kwiaty, gałązki sosny, jeżyny. Teraz nie ma co wziąć do domu, jest sucho i cicho. Ale dla mnie ta cisza i pustkowie to krzyk rozpaczy natury. Jeszcze chyba nigdy tak dobitnie jak teraz, po zimie właściwie bez zimy, po suszy, która niedługo tak, jak koronawirus uniemożliwi nam wyjścia do lasu i polany, po szuwarach, które kiedyś były schronieniem i domem dla ptaków, a teraz ich tam nie ma, nie poczuliśmy na własnej skórze skutków naszej egoistycznej, konsumpcyjnej egzystencji…I pora wziąć odpowiedzialność za swoje działania. Zacznijmy od małych kroczków. Choćby od tej torby na zakupy wielorazowego użytku. A później pójdzie już z górki. Po to właśnie, aby tą zimą na sankach z dzieckiem z pobliskiej górki zjechać i ryby w stawie nieopodal połowić…

 

Sprawdź inne wpisy

5 komentarzy

  • Odpowiedz Kfiatushek 20 kwietnia 2020 at 12:33

    Niestety taka jest smutna prawda. My w tym roku specjalnie jeździliśmy z dziećmi do Karpacza i do Rzeczki, żeby dzieciaki w ogóle zobaczyly śnieg.

    • Odpowiedz Anna Popis 21 kwietnia 2020 at 05:56

      Olu mieszkamy bardzo Blisko Rzeczki właśnie i z roku na rok jest coraz gorzej ze śniegowymi warunkami, a ten był wyjątkowo skąpy sezon. Jak widzę pozostawione plastikowe butelki w obszarach poza miastem to szlag mnie trafia i ciągle z mężem pomstujemy na zbyt małe kary finansowe. Proponowałabym 10 tys zł za taką buteleczkę 🙂

      • Odpowiedz Kfiatushek 21 kwietnia 2020 at 18:24

        Jakieś 200m od naszego domu jest niewielki staw, nad którym co weekend mnóstwo osób łowi ryby. I co jest czas jest akcja zbierania śmieci, bo nie problem przynieść ze sobą piękne butelki i różne opakowania, ale dla ludzi problemem jest zabrać ze sobą puste. Głupia mentalność głupich ludzi

  • Odpowiedz Monia 21 kwietnia 2020 at 13:14

    A ja mam pytanie, nie boisz sie o swoje dziecko na tym motorze? Ja wiem ze to fajnie wyglada, ale moze warto dac mu byc jeszcze dzieckiem z dzieciecymi zabawami?

    • Odpowiedz Anna Popis 23 kwietnia 2020 at 05:59

      Monia nie bardzo rozumiem co miałaś na myśli pisząc „Ja wiem, że to fajnie wygląda”…Zainteresowania i pasje mają to do siebie, że same wybierają człowieka, nie można ich nikomu narzucić…Uwierz, że wolałabym, aby pasją mojego dziecka były szachy a nie szarżowanie po bezdrożach. Ale odpowiadając na Twoje pytanie, oczywiście, że się boję, ale obiecałam sobie kiedyś, że nie będę stała na drodze pasji mojego dziecka i jedyne, co mogę zrobić i to jest moim obowiązkiem, to sprawić, aby było to najbezpieczniejsze, jak tylko może być. Dlatego dużo rozmawiamy o konsekwencjach, mąż daje mu wskazówki, poniekąd uczy tej jazdy. A naszym obowiązkiem jest zabezpieczyć Go tak, aby w razie upadku/wypadku możliwie najmniej ucierpiał. Stąd też ochraniacze itd. I powiem Ci, że moim marzeniem i celem jest to, aby moje dziecko miało możliwość. Możliwość spróbowania różnych sportów i zainteresowań. I chcę Go w tym wspierać. Bez względu na to, co inni o tym sądzą. Zawsze działałam w zgodzie z intuicją, a ta podpowiada mi, że robimy dobrze. Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

    Zostaw odpowiedź