Film i Literatura Parenting

Pomoc w usypianiu czy manipulowaniu? Czyli o kontrowersyjnych bajkach na dobranoc

18 stycznia 2018

 

Jednym z moich wychowawczych sukcesów, czego nie boję się głośno powiedzieć, są stałe pory snu! Moje dziecko kilka minut po 19 śpi jak suseł, a ja mam wreszcie czas dla siebie. Jednak ostatnio nasz system zawodzi z ogromną szkodą dla mnie. Nie wiem, czy ma to związek z wiekiem i tak już będzie( Błagam, tylko nie to), czy z porą roku, w końcu zimowa aura często wymusza domowe posiadówki i dziecko nie ma tylu możliwości wyszalenia się, jednak pójście do łóżka po 20 stało się w ostatnim czasie normą. Bardzo kłopotliwą dla mnie normą. Wymuszanie dodatkowego picia, piątej już z rzędu kolacji, dodatkowej bajki czy wycieczki do łazienki w celu upuszczenia 3 kropelek siusiów to strategie bardzo dobrze znane większości rodziców. Przypomniało mi się, że mamy w swojej biblioteczce nie pierwszej już świeżości, światowy bestseller w usypianiu dzieci „ O króliku, który chce zasnąć“, no i sięgnęłam po tą książkę po raz kolejny. A teraz opowiem Ci, dlaczego to nie jest najlepszy pomysł…

Pierwszy raz „spróbowaliśmy“ Królika dobry rok temu, jednak Mały był za Mały ;-), nie mógł skupić uwagi, nie bardzo rozumiał i tak oto przygoda skończyła się na pierwszej stronie. Ja, mimo że słyszałam i czytałam o tej kontrowersyjnej książce naprawdę wiele, nie byłam na tyle wytrwała żeby przeczytać ją ot tak, dla siebie do końca. Teraz, po zgłębieniu się w jej treść wiem, że to nie wytrwałość, a pierwsze wrażenie po tych kilku zdaniach sprawiło, że nie byłam zainteresowana jej zawartością. No i dołączyłam do grona rodziców, bardzo sceptycznie do niej nastawionych…Ale po kolei.

O czym jest książka?

O, jak w tytule, króliku imieniem Romek, który nie może usnąć, choć jest bardzo zmęczony. Królicza Mama wyrusza z nim do Wujka Ziewko w nadziei, że ten pomoże jej króliczkowi. Na swojej drodze spotykają zwierzątka, które dają rady, jak w końcu zasnąć. Brzmi super prawda? Jednak jest tu ukryty duży haczyk, właściwie to ogromny hak…

Na pierwszej stronie książki znajduje się instrukcja obsługi, jak należy ją czytać, w którym momencie ziewać, kiedy wymawiać imię dziecka, kiedy zwolnić, lub zaakcentować odpowiednie słowo. Tutaj już miałam wątpliwości, bo co, jeśli nie zaakcentuję odpowiednio, albo przeczytam zbyt powoli, czy mimo to książka „zadziała“ odpowiednio? Już podczas czytania bardzo pilnowałam się tych zaleceń, co wprowadzało sztuczność, szybko zresztą wyczutą przez moje dziecko.

 

Jednym z najbardziej dziwnych zaleceń było trzymanie z dala od książki Malucha. Ma tylko leżeć, słuchać, najlepiej z zamkniętymi oczami i pod żadnym pozorem nie oglądać ilustracji, co miałoby je zdekoncentrować nad głównym celem, czyli zaśnięciem. Czy jest to wykonalne? W naszym przypadku absolutnie nie, bo to właśnie obrazki są najbardziej interesujące dla dzieci. Tym samym od razu poczułam, że ta książka jest ZADANIEM do wykonania, nie wspólny czas nad książką jest tu ważny, a dopięcie celu, czyli, jak się później okazało, wprowadzenie dziecka w trans za pomocą manipulacji, która w przypadku dzieci nie powinna mieć miejsca…Ok, idźmy dalej.

Zaraz po instrukcji obsługi książki autor wyjaśnia nam, że niektóre zdania mogą być dla nas niezrozumiałe, nudne, nie mające kompletnie sensu, jednak, jak zapewnia, jest to celowy zabieg, mający swój finał w skłonieniu dziecka do zaśnięcia…Ja przyznam szczerze, że treść, oprócz stale powtarzających się słów: znużenie, usypianie, ciężkie powieki, JUŻ ( to słowo najbardziej denerwujące w książce), śpiący i raz jeszcze znużenie, jest miejscami absurdalna i sama pytałam się siebie, co autor miał na myśli? Miałam wrażenie, że ta nijaka treść to zlepek słów mających wprowadzić dziecko w trans, lekką hipnozę, co wywołało we mnie przerażenie…

Najstraszniejsze i najbardziej manipulacyjna wg mnie jest rozmowa Królika z Sową Snówką, poprzez którą autor wprowadza w trans Malucha:
„ (…) Rozluźnij stopy, rozluźnij stopy, już(…)“ „ Poczuj, jak całe twoje ciało staje się ciężkie. Tak ciężkie, jakbyś opadał na ziemię. Opadał coraz niżej, niżej i niżej. (…)Powoli, coraz niżej i niżej. Już. Czujesz, jak ciężkie masz powieki“.
Czy przytoczony fragment nie brzmi jak hipnoza? Tego szukacie w książce dla Maluchów? Bo ja nie bardzo…

 


Na tym etapie książki podejrzenie wzbudził we mnie autor, któremu niedostatecznie przyjrzałam się na początku:

„(…) Carl-Johan Forssén Ehrlin – szwedzki psycholog i specjalista w zakresie NLP (programowanie neurolingwistyczne), zajmuje się coachingiem i zagadnieniami związanymi z rozwojem osobistym. Jest autorem wielu książek. (…)“

I doznałam olśnienia – ostatnio rozmawiałam z moją znajomą, która jest psychologiem, jednak to NLP jest jej konikiem. Dodatkowo jest coachem, a na prośbę pacjentów chętnie napisze bajkę, ładnie nazwaną terapeutyczną, jednak w wielu przypadkach jest to właśnie bajka wprowadzająca dziecko w lekki trans, mający zaprogramować „lepsze“ zachowania. Kiedy jeszcze nie wiedziałam z czym to się je, pomyślałam super! Od teraz ta okropna upartość i bałaganiarstwo będzie tylko kiepskim wspomnieniem, jednak kiedy przyjrzałam się technikom i metodom specjalistów NLP trochę się wystraszyłam. Ostatecznie temat porzuciłam, jednak przy czytaniu „Królika, który chce zasnąć“, wszystko powróciło, bo pan Carl – Johan tą książką „ scoachował“ nasze dziecko, inaczej mówiąc zmanipulował, za pomocą psychologicznych technik zmusił do zaśnięcia. Odwalił super robotę trzeba przyznać, bo osiągnął obiecany cel, jednak sposób jego osiągnięcia budzi we mnie ogromne wątpliwości.

Wracając do naszej reakcji ( mojej i mojego dziecka) – nie polubiliśmy się z tą książką. Braliśmy „Królika“ na 3 razy, nie dlatego, że Mały usnął w trakcie czytania, a dlatego, że po prostu mu się nie spodobała. Dokończyliśmy tylko dlatego, że mój synek był ciekawy co powie książkowy Wujek Ziewko. Ostatecznie zawsze, kiedy tylko zaproponuję „Królika“ na dobranoc dostaję w odpowiedzi, że tylko nie to…I zupełnie się temu nie dziwię. Metoda usypiania dzieci stosowana w książce jest nachalna, wręcz agresywna i to wystarczyło, abym trzymała się z daleka od podobnych pozycji. W bajkach usypiankach szukam czegoś zupełnie innego, delikatnego, relaksującego i przede wszystkim ciekawego. W „Króliku, który chce zasnąć“ nie znalazłam żadnej z tych cech.

Moje poszukiwania kieruję teraz w stronę bajek relaksacyjnych, zresztą poniżej próbka takiej bajki. Zobaczcie, jak bardzo różnią się od siebie, chociaż teoretycznie cel jest ten sam – pomoc Maluchowi w zaśnięciu…

„ „To był ciepły, słoneczny dzień. Króliczek poczuł się zmęczony po całym dniu zabaw na łące. Jego koledzy poszli już do domu. Postanowił więc chwilę odpocząć. Znalazł dla siebie miejsce pod starą jabłonką. Położył się na ciepłej, rozgrzanej od słońca trawie. Było mu dobrze. Miękka trawa otulała go niczym ciepły koc. Gałąź jabłonki rzucała cień, nad jego głową.  Mógł więc patrzeć w niebo i obserwować chmury. Królik wziął głęboki oddech. Czuł na sobie ciepłe promyki słonka. Spokojnie obserwował niebo. Chmury zdawały się leniwie płynąć dalej. Jedna za drugą, powoli. Królik starał się rozluźnić swoje spięte ciało. Nogi… stopy… dłonie… ramiona. Czuł, że stawały się coraz luźniejsze.  Z każdym wydechem mięśnie rozluźniały się a jego zmęczenie było mniejsze. Wdech… Brzuszek królika powiększał się jak balon- rósł i rósł. Wydech… sss… brzuszek  opadał w dół. Królik czuł się coraz bardziej wypoczęty. Czuł się tak dobrze, że nie zauważył kiedy zamknął oczy. Przypominał sobie radosne chwile zabawy. Skoki po łące… zapach kwiatów… świeżej trawy…  Na jego pyszczku pojawił się uśmiech. Wdech…. Wydech. Jego brzuszek rósł i malał harmonijnie. Królik był spokojny i rozluźniony. Czuł się bezpiecznie, a delikatny wiatr owiewał jego ciało. Króliczek powoli otworzył oczy. Leniwie przeciągnął się na trawie. Wyciągnął wzdłuż ciała swoje łapki, ziewnął. Wstał i zobaczył, że słonko zaczyna zachodzić za horyzont. Udał się w drogę powrotną do domu. Był wypoczęty i szczęśliwy.”

O przetestowanych i godnych polecenia zasypiankach przeczytacie niebawem:-)

Sprawdź inne wpisy

8 komentarzy

  • Odpowiedz Kfiatushek 19 stycznia 2018 at 08:28

    Masz rację, tego typu książki to porażka i jestem ciekawa ile osób rzeczywiście stosuje tego typu metody.
    Junior chodzi spać dużo później, bo o 20 idzie się kąpać, a przed 21 zazwyczaj śpi. Zawsze czytamy dwie bajki, a później zasypia dosłownie w dwie minuty. Ale to zapewne zasługa tego, że przez pół dnia szaleje w przedszkolu, więc ma gdzie rozładować bateryjki 😜

    • Odpowiedz Anna Popis 20 stycznia 2018 at 20:44

      Kfiatushku sądząc po ilości sprzedanych egzemplarzy tej książki wnioskuję, że całkiem spora rzesza rodziców, Jak to mówią”Tonący brzytwy się chwyta” Mój Maluch też ma codzienne sesje w przedszkolu, jednak przy jego niespożytej energii to nie wystarcza. Rozglądam się za regularnymi zajęciami z pływania z instruktorem, będzie jak znalazł na tą pogodę i rozładowanie energii, musimy tylko troszkę podzdrowieć:-)

  • Odpowiedz MaSza 20 stycznia 2018 at 13:48

    Pamiętam jak przeglądałam tą książkę w empiku, przeczytałam parę zdań wstępu, parę samej treści i pomyślałam, że jest dziwna, niepokojąco dziwna. Nie kupiłam, a teraz po Twoim wpisie cieszę się, że zaufałam własnej intuicji 😉 pozdrawiam ciepło 😙

    • Odpowiedz Anna Popis 20 stycznia 2018 at 20:49

      Dobry rok temu nie mogłam się doczekać wizyty w Polsce i możliwości kupienia jej w polskim przekładzie, jednak od początku nie było między nami chemii. Myślę, że wielu rodziców widząc efekty nie zastanawia się nad nachalnymi metodami użytymi w tej, bądź co bądź, ale książce dla DZIECI:-//Z drugiej strony to zaskakujące, jak trudno dostać typowe książki relaksacyjne dla dzieci, delikatne, przygotowujące do snu…Mam ledwie trzy pozycje, które naprawdę cieżko dostać, a szkoda bo są rewelacyjne. Wpis niedługo na blogu:)

  • Odpowiedz Iwona 20 stycznia 2018 at 20:53

    Widzę kawałek fajnego pokoju dziecięcego! Pochwal się:) skąd te jelonki? Ja czytałam tą książkę mojemu dziecku kilka razy i za każdym razem miałam wrażenie, że dziwnie na mnie działa, byłam jakby obok siebie. Moja córeczka też nie chciała więcej po nią sięgać

  • Odpowiedz Magda 19 kwietnia 2018 at 09:10

    Swietna recenzja. Na pewno podesle koleznkom.

  • Odpowiedz Ewa 19 kwietnia 2018 at 09:36

    Kontrowersyjna książka… To przerażające, że manipulacja wkrada się wszędzie, nawet do książeczek dla dzieci.

    • Odpowiedz Anna Popis 19 kwietnia 2018 at 09:42

      To prawda Ewo, chociaż ta książka skradła serca milionów rodziców na świecie. Pewnie my, rodzice, widząc, że coś ma takie branie podświadomie przyklejamy tej rzeczy łatkę „samo dobro” chcąc naprawdę dobra dla naszego dziecka…

    Zostaw odpowiedź