Parenting

Plac zabaw – miejsce kaźni rodziców

13 grudnia 2016

Mam wrażenie, że wkraczając na teren placu zabaw niektórzy rodzice, w tym ja, w myślach zakasają rękawy, wkładają odzież ochronną, w tym kask i jednym klaskiem w dłonie mówią do dzieciaka „ No to dawaj mały, jedziemy”. Oj tak, bez wątpienia zaczynamy ciężką pracę. I choć zawsze wydawało mi się ( zanim zostałam mamą), że to miejsce na chwilę oddechu dla rodziców i posiedzenie na ławeczce, tak diametralnie zmieniłam zdanie, kiedy sama do tej grupy zaczęłam należeć.

To jedno z tych miejsc, gdzie dziecku puszczają hamulce, a tobie skacze serce do gardła za każdym razem, kiedy pociecha nie mierzy sił na zamiary i już widzisz jak wspina się na najwyższą zjeżdżalnie w parku. I choć nie chcesz, to krążysz wokół malucha pilnując, aby nie zrobiło sobie lub innym krzywdy. W piaskownicy lubią dziać się dantejskie sceny z bitwa o łopatkę w tle i mimo, że nie chcesz mieszać się w sprawy dziecka, tak oceniający Cie wzrok innego rodzica przypomina, że wypada upomnieć zachłanną pociechę.

No właśnie! To też, a może przede wszystkim, miejsce oceny innych rodziców, tych, którzy zamiast harować przy dziecku, jak na prawdziwego opiekuna przystało, siedzą 20 metrów dalej i z pozycji ławeczkowej wydają rozkazy swojej latorośli. Moje ulubione zasłyszane teksty to „ Nie idź do piaskownicy, tam jest za dużo piasku”, lub „ Uważaj, żebyś się nie pobrudził”. Ci od razu spisani są na straty i otrzymują etykietę leniwych i kiepskich rodziców. Albo ci, którzy niedostatecznie przypilnowali malucha który właśnie przez nieuwagę nabił sobie guza i głośnym wyciem na cały plac komunikuje, to ja, niedopilnowane dziecko. Jest też grupa totalnie nadgorliwych opiekunów, gotowych pójść na każdą wspinaczkę, wleźć na każdą karuzele i zjeżdżalnie, wydając przy tym salwy zachwytu nad inteligencją, sprytem i wyjątkowością swojego dziecka. Rodzice ci najwyraźniej nie zauważyli obecności innych dzieci i ze wszystkich sił staraj się wcielić w rolę „placowego” bohatera dziecięcego rówieśnika. Tacy to swoim zachowaniem chcą podnieść poprzeczkę i człowiek sam patrząc na delikwenta dochodzi do wniosku, że zbyt mało pochwal i uwagi poświęca własnemu maluchowi. Zatem wkracza do zabawy, siada w piaskownicy chwytając grabki i lepiąc babki z piasku, równocześnie wdając się w dyskusje z berbeciami o ważności uklepywania mokrego piasku. Tym oto sposobem zapomina się, że plac zabaw sam w sobie oferuje wystarczająco dużo atrakcji i nie musimy stawać się kolejna z nich. To miejsce wolności dziecka, tu panują inne zasady.
Zwykle niedzielne popołudnia poświęcamy na parkowe zabawy. Wtedy pozwalam (każę) mężowi nadrabiać zaległości w nieobecności w ciagu tygodnia. Może wykazać się swoim sprytem w pogoni za wiecznie biegającym Rumcajsikiem. Siadam na ławeczce, tuż obok tych nieinteresujących się swoimi dziećmi rodziców i zanurzam się w ciekawej lekturze. Czasami podnoszę wzrok upewniając się, czy oby na pewno „ Moi” są cali i zdrowi. I wtedy oto ukazuje mi się przed oczami wspaniały obraz szalejących dzieci i ich ciężko pracujących rodziców, zaangażowanych w każdą możliwą zabawę. Tu widzę pana biegnącego co sil w nogach za lina, niedaleko stoi mama głośno protestującej dziewczynki próbująca przekonać ją do powrotu do domu, w piaskownicy rodzice zamienili się w operatorów koparek i wywrotek, a przy huśtawkach ojcowie bujający krzyczących wciąż wyżej i wyżej dzieciaków. Podejrzewam, że jeszcze długo po skończeniu zabawy ręka będzie samoczynnie powtarzała ten jednostajny ruch.
Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że plac zabaw to ciężka harówa? I kto wychodzi z niego bardziej zmęczony, wyhasane dzieci czy opadnięci z sił, dający z siebie wszystko rodzice?

 

Foto JaroW

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź