Kobiecym Okiem Lifestyle

Piżama to stan umysłu, czyli chwile, gdy wiatru w żaglach brak

5 kwietnia 2020

 

 

 

Przyznam, że ostatnio dni zaczęły mi się zlewać i bynajmniej nie z przepracowania, a z marazmu w jaki trochę z własnych błędów popadłam. W normalnej rzeczywistości, tej którą jakiś czas temu los nam zabrał, lubię jak się dużo dzieje. Lubię to uczucie, kiedy czas mnie goni, kiedy czuję oddech spraw zawodowych na plecach, kiedy każda minuta dnia jest wypełniona spotkaniami i zapiskami z planera. Lubię mieć poczucie, że produktywnie przeżyłam dzień i spokojny stan ducha kładąc się do łóżka i myśląc, co fajnego dzisiaj zrobiłam. To mnie nakręca. A teraz…No teraz trzeba na nowo się zorganizować, bo szybko może zabraknąć paliwa do działania.

 

Piżama to stan umysłu

 

 

Nic tak nie dyktuje rytmu dnia jak piżamka. Doświadczyłam tego kiedyś w czasach „dresowego” macierzyństwa, z którego właściwie nie wychodziłam, przypomniałam sobie o jej mocy i teraz. Wiem, że jeśli nie wyrwę się z jej szponów tuż po przebudzeniu, nie ma mowy o czymkolwiek, co potocznie nazywa się dobrostanem psychicznym. Nawet o umyciu twarzy. Test przeprowadziłam także na dziecku. Z tym samym skutkiem. Zatem rano ścielę łóżko, wbijam w szykowne legginsy, ogarniam włosy i maluję oko. Dla siebie, dla otoczenia, dla dania sygnału do rozpoczęcia dnia. Bo największe zwątpienie przychodzi zawsze po przebudzeniu.

Poranna świadomość tego, że dzienne obowiązki będą kręciły się tylko wokół śniadanka, obiadku i wstawienia prania do pralki bez możliwości zresetowania się przy ulubionych wcześniej zajęciach i miejscach, które rządowo nam ograniczono, może być do zarzygania bolesna i powodować brak chęci w ogóle do podniesienia się z łóżka. A jak jeszcze myśli podsycone są ZAPALNIKAMI to robi się całkiem wesoło…

 

 

ZAPALNIKI

 

 

Mam krótki lont, a w tych czasach jeszcze krótszy…Do tej pory nie zauważałam wielu nieciekawych rzeczy, które wypłynęły przy okazji izolacji. Np to, ile moje dziecko spędza czasu przed TV i grami (zgroza!!) Albo to, że oczekuje się ode mnie rzeczy, których pozostali członkowie naszej 3 osobowej społeczności nie oczekuje od siebie. Wkurza mnie zabałaganiona przestrzeń, która nie pozwala mi się ogarnąć i sprawia, że codziennie muszę powtarzać te same czynności, tracąc przy tym cenny czas i parę, która ulatując sieje spustoszenie w mojej motywacji do zrobienia czegokolwiek pożytecznego. Wkurza mnie ta sterta książek, które miałam przeczytać rok temu, a teraz jest tylko wyrzutem sumienia, że nawet w tych czasach nie znalazłam sposobności na ich pochłonięcie. I dobija mnie zawartość szafy. Właściwie sama nie wiem, co w niej jest. Dlatego doszłam do „przełomowego” wniosku, że ZAPALNIKI trzeba ujarzmić! Czyli inaczej mówiąc, wziąć się za to, co męczy głowę i wpisać na listę spraw z najwyższym priorytetem. Codziennie odhaczać to, co psuje i tak nadwyrężony ostatnio nastrój.

 

UWAGA! Dobry patent!

 

Nic mnie jednak tak nie denerwuje, jak widok mojego dziecka przed tabletem. Nie żebym była całkowicie antytabletowa, nie – wręcz przeciwnie, czasami naprawdę ratuje mi życie, ale kiedy widzę jak kolejne minuty mijają, a Młody ciągle w świecie gierek to mnie szlag trafia. Mam wrażenie, że cały trud włożony w dotychczasowe wychowanie i organizowanie mu wolnego czasu był bezsensownym i bolesnym moim wysiłkiem. Jak nie tablet to telefon, jak nie telefon to xbox, a jak już i tego nie wolno to TV! I tak w kółko. Już nawet pisząc to jestem wkurzona i nerwowo zaciągam się wyimaginowanym papieroskiem. Dla mnie te dziadostwa to taki Mcdolands dla mózgu. Raz na jakiś czas i na krótko owszem, inaczej widzę jak ten chłam zjada umysł mojego dziecka. 

DLATEGO!! Wpadłam na genialny pomysł. Aż wstyd się przyznać, ale dopiero niedawno pomyślałam o limitach czasowych. I tak, po przedyskutowaniu sprawy z Małym ustaliliśmy następująco: godzinę dziennie na granie (obojętnie na czym) i godzinę dziennie na TV. Chyba, że wieczorem obejrzymy wspólnie coś wyjątkowego to już tego nie wliczam do ograniczenia. Nie wiem czy to mało, czy dużo. Dla mnie znośnie. 

Mijający czas na przyjemności sam może kontrolować – ten na granie włączam na telefonie, a ten przeznaczony na oglądanie pokazany jest na tablecie. Jak przestaje oglądać/grać daje pauzę i tak do czasu aż ten się nie skończy. Prawda, że uczciwie? Powiem Wam, że przestałam się denerwować. Dzwonek zwiastuje koniec zabawy i nie interesuje mnie to, czy zużył ten czas jednorazowo, czy podzielił Go sobie na kilka sesji. Koniec czasu to koniec czasu 🙂 A teraz przez resztę dnia radź sobie Panie sam. A żebyście widziały jak teraz rozsądnie podchodzi do rozplanowania tych dwóch godzinek! 

Swoją drogą, nuda jest matką wynalazków – najlepszym rozwijającym zajęciem!

 

Gdy wiatru w żaglach brak

 

Motywacja to coś, co najtrudniej teraz przy sobie utrzymać. Szczególnie w owej piżamce. Dlatego po dwóch bezproduktywnie przechodzonych dniach w nocnej bieliźnie i kładzeniu się spać z poczuciem przebimbania dnia, doszłam do wniosku, że bez dobrego planu dnia zginiemy śmiercią domową. 

I nie chodzi mi tu tylko o skrupulatne spisanie listy z harmonogramem dnia, a przede wszystkim o rozprawieniu się z demonami przeszłości. A w moim przypadku takim demonem jest np szafa, której zawartości nie do końca jestem pewna, owa sterta książek, czy uporządkowanie wspomnień zamkniętych w kadrach, za które biorę się już od….od bardzo dawna! 

 

By dobrze przeżyć dzień

 

Wiedząc jakie konsekwencje pociąga za sobą całodniowe paradowanie w piżamie, tudzież w powyciąganym dresiku, staram się zachować pozory normalności. Powróciłam do wczesnego wstawania (ok 6 rano) bo wtedy jestem najbardziej produktywna i mogę ponadrabiać pisanie wpisów, czy choćby ogarnąć tą stertę ubrań czekających na swoją kolej do pralki. 

Kiedy Mały korzysta ze swojego czasu przeznaczonego na granie czy TV, ja robię coś dla siebie, tak żeby była równowaga w przyrodzie. Nawet czytanie książki wpisałam na listę zadań „To Do” bo jakoś przez tą kwarantannę mam tendencję do „rozlazłości” która zabija we mnie dobre nawyki. Nie rzucam się od razu zachłannie na zadania, a dzielę je sobie na etapy. I tak np, szafę ogarniam półkami : jednego dnia swetry, drugiego jeansy itd. W końcu nie wiadomo kiedy To wszystko się skończy, a bez sensu jednego dnia wystrzelać się ze wszystkich zaległości – SPOKOJNIE, MAMY CZAS! 🙂 Z tym, że to raczej uśmiech przez łzy.

Staram się też codziennie zrobić coś nowego – nową, nieskomplikowaną potrawę, nowy Audiobook czy nowe ćwiczenia z inną niż zwykle trenerką fitness online. A tego ostatniego brakuje mi najbardziej, gdyż w normalnych czasach średnio 3 razy w tygodniu chodzę na zajęcia sportowe. Teraz z racji sytuacji jest jak jest. Ale powoli wracam do żywych, bo programy do ćwiczeń w domu też mają moc. Trzeba po prostu na nowo nauczyć się nią zarządzać. 

Jestem ciekawa, jakie macie sposoby, które trzymają Was w pionie w tym dziwnym dla nas wszystkich czasie i pozwalają mimo wszystko produktywnie i ciekawie przeżyć dzień?

Sprawdź inne wpisy

2 komentarze

  • Odpowiedz Kfiatushek 6 kwietnia 2020 at 05:49

    Ja codziennie wstaję przed 6, bo moje dzieci nie potrafią spać dłużej niż do 6, bardzo rzadko zdarza im się pospać dłużej, takie ranne ptaszki nam się trafiły, więc mój dzień zaczyna się bardzo wcześnie. Nie potrafię długo funkcjonować w piżamie, dlatego jem w niej tylko śniadanie. Podobnie jak ty muszę się codziennie ogarnąć, dla samej siebie, bo inaczej czuję siętaka rozlazła. Podmalowane oko musi być, „seksowne” legginsy i do dzieła 😛 Ale zdecydowanie wolę wstawać rano do biura, ubierać bardziej „wyjściowe” ciuchy, ale rzeczywistość jest jaka jest i trzeba sobie radzić w takich domowych warunkach póki co.

  • Odpowiedz Klaudia Jaroszewska - Koci Punkt Widzenia 9 kwietnia 2020 at 08:50

    Dobre podejście z dzieckiem – gdybym miała dzieci, też nie pozwoliłabym cały dzień grac i siedzieć przy komputerze 😉 A ja w piżamie potrafię dobrze funkcjonować, ale jakoś tak lepiej się ubrać rano i zacząć dzień jak człowiek, a nie jak piżamowy potwór 🙂

  • Zostaw odpowiedź