Parenting

Pierwsza „kujwa” za nami i co teraz z tym począć?

1 czerwca 2017

 

Ziścił się jeden z moich największych koszmarów. Moje dziecko rzuciło mięchem, a mi z wrażenia opadła szczęka, której do dzisiaj nie mogę pozbierać. Przeszukałam internety i kilka czasopism dla rodziców w celu ogarnięcia tematu, a teraz tą wiedzą postaram się podzielić z Wami.

Nie mam pojęcia kiedy to się stało, w domu każdy pilnuje języka, zresztą właściwie nawet nie ma takiej potrzeby, bo zwyczajnie w świecie nie używamy grubych słów. Co prawda, kilka razy w aucie pod nosem zdarzyło mi się „zadupkować” kiedy kretyn wymusił pierwszeństwo, „cholera” też padło, choć od razu grymasem twarzy dawałam znać, że hamulce chwilowo puściły. Ale nawet powtórzenie tych słów przez moje dziecko nie miało tak fatalnego wydźwięku, jak głośne „kuuujwa mać” wypowiedziane w obecności…mojej – zszokowanej matki, która właśnie miała przed oczami małego, ledwo od ziemi odrośniętego smarka sprawnie posługującego się najpotężniejszym polskim działem, którego inne narodowości nam zazdroszczą – „kujwa mać”. No ok…staram się zawsze podchodzić do problemów zadaniowo i skoro mamy już kłopot, nie roztrząsam się nad nim – skąd to zna, jak, kiedy itd, a działam zadaniowo. A zadanie było tu jedne – wyeliminować to dziadostwo i nie dopuścić do powtórki z rozrywki.

Jak zareagować na przekleństwa?

 

Reakcja przyszła automatycznie – byłam ogromnie zaskoczona, ale nie dałam odczuć mojemu dziecku, że te słowa robią na mnie jakiekolwiek wrażenie. Zignorowałam sprawę i, jak mówią tęgie głowy, – dobrze zrobiłam. No to „pierwsze koty za płoty” – ignorancja to nasz sprzymierzeniec, a dlaczego?

Niewiele jest słów wypowiadanych przez dziecko, które wywołują tak natychmiastową reakcję u rodziców. Dziecko widząc to, ma wrażenie że posiadło niezwykłą władzę nad rodzicami, którzy niezależnie od tego, co robią i jak bardzo są zajęci, zawsze zareagują. Robią się czerwoni, wyraźnie zmieszani no i od razu zwracają uwagę na małego złotoustnego, a przecież w dużej mierze o to tu chodzi. Dzieciaki wyraźnie lubią taki stan rzeczy, ba, często ich on bawi, dlaczego by więc nową werbalną „zabawką” nie stawiać częściej rodziców do pionu?

Nie będę rozpisywała się na temat prawdopodobnego miejsca załapania Tych słów. Jeśli przeklinacie przy dziecku, to najpewniej w domu szybko ogarnęło sprawę i wiesz już nad czym musisz popracować, jeśli nie, to w przedszkolu, od innych osób na ulicy, nie ważne. Ważne, że mamy problem i musimy podejść do niego inteligentnie.

Ignorowanie sprawy jest o tyle dobre, że dziecko nie widząc naszej ostrej rekacji najpewniej znudzi się i szybko zapomni. Ważne jest także nie dociekanie gdzie, od kogo, jak i kiedy nauczyło się tej łaciny, gdyż w ten sposób nadajemy rangę Tym słowom.
Druga sprawa jest taka, że wypowiadanie przekleństw przez Malucha z najczęściej zniekształconą literą w środku wywołuje u nas rozbawienie, a skoro rodzice się uśmiechają, to chyba rzucanie mięchem jest fajne… Co, jeśli sytuacja się powtarza, a my boimy się, że ignorowanie to tylko ciche przyzwolenie na przeklinanie?

Specjaliści polecają rozmowę, ale taką spokojną, jak już pierwsze emocje opadną. Należy dziecku wytłumaczyć, że słowa, które wypowiadają są bardzo brzydkie, sprawiają przykrość i potrafią ranić. Bo jeśli dziecko rzuca na prawo i lewo „dupkami” należy zapytać wprost, czy byłoby mu przykro, gdyby ktoś inny tak je nazwał. Poza tym, trzeba zapytać, czy w ogóle wie, co oznaczają te słowa, a później wyjaśnić, że są one bardzo obraźliwe i w tym domu nie klniemy.

Ja rozwiązałam (mam nadzieję) ten kłopot bardzo spokojną rozmową. Powiedziałam mojemu dziecku, że bardzo rani mnie Tymi słowami i sprawia przykrość. Zapytałam, czy moglibyśmy się umówić, żeby już ich nie wypowiadał? Na znak zgody przypieczętowaliśmy nasze porozumienie uściskiem dłoni. Sprawa wydaje się załatwiona, bo narazie sytuacja w mojej obecności się nie powtórzyła, aczkolwiek mam uszy szeroko otwarte.

Nie należy jednak bagatelizować sprawę emocji. W zamian można zaproponować inne słownictwo, które będzie niejako rozładowywało „napiętą” sytuację, a przy okazji nie raniło uszów, np „kurza noga”, „kaczy kuper” czy słynna „motyla noga”. Dzięki temu dziecko dowiaduje się, że złość jest naturalną reakcją, zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych, ale trzeba sobie z nią umieć radzić tak, by nie krzywdzić innych.

Jedyne przed czym musimy się wystrzegać, to straszenie dziecka, że odpadnie mu język, czy inne podobne bzdury. Na początku się wystraszy, a później przestanie w to wierzyć, przez co staniemy się my, rodzice, niewiarygodni. Ostatecznie z tej batalii wyjdziemy przegrani.
Nie dochodźmy na siłę przyczyn przeklinania i nie wińmy się za nie. Dziecko mogło naprawdę wszędzie „załapać” Ten język, a nie ma możliwości, aby obronić Malucha przed każdym złem świata, choćbyśmy stawali na rzęsach, z niektórymi rzeczami się spotka i już. Takie życie.

A jak to jest u Was? Waszym dzieciom zdarza się rzucić mięchem? Jak sobie z tym radzicie?

Sprawdź inne wpisy

2 komentarze

  • Odpowiedz kfiatushek 1 czerwca 2017 at 07:46

    Haha… już sobie wyobrażam Wasze miny 🙂 U nas póki co najcięższym kalibrem było „do jasnej cholery”, ale podejrzewam, że to tylko kwestia czasu jak Junior rzuci cięższym miesem. Tym bardziej, że w ich grupie w przedszkolu jest dziewczynka, która klnie jak szewc 😛
    Miłego dnia i zapraszam do siebie 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 1 czerwca 2017 at 08:14

      My, rodzice, żyjemy w przeświadczeniu, że takie „brzydkie” rzeczy naszego dziecka nie będą dotyczyły. Ja w każdym razie tak myślałam, bo jak to „Mój Mały i takie zachowania?” no ale niestety…Miny mieliśmy nietęgie, to fakt…mi od razu buzowało w uszach:-D
      Pozdrawiam!

    Zostaw odpowiedź