Uroda

Pielęgnacyjne rytuały, które powinnaś znać i stosować

25 lutego 2017

 

Zacznę od tego – Wszystkie niezbędne do Tych rytuałów pielęgnacyjnych składniki masz na pewno w domu. A teraz dodam, że żadne sklepowe kosmetyki nie dadzą tak wspaniałego efektu, jak te mikstury, które wyczarujesz we własnym domu. To żadne cuda na kiju, po prostu moje domowe sposoby na wspomaganie dobrego wyglądu, które działają, są większości znane i którym już zawsze będę wierna.

 

Twarz

 

Najbardziej problematyczna część i nawet gruba warstwa pudru na nic się zda, jeśli stan cery będzie kiepski. Ja już przeprowadzałam na niej całe eksperymenty, z kuracjami kwasem glikolowym na czele. Efekty były, owszem, ale bardzo krótkotrwałe. Za wszelką cenę chciałam pozbyć się niedoskonałości i rozszerzonych porów. Finalnie tylko przesuszałam cerę, przez co produkowała ona więcej sebum, a to z kolei zatykało pory i tworzyły się problemy. W końcu olałam ją i całkowicie zmieniłam pielęgnację. I to był klucz do sukcesu, bo przestawiłam się na nawilżanie i odżywianie, co w krótkim czasie przyniosło zbawienne skutki dla mojej cery. Po jakimś czasie koleżanka poleciła mi maseczkę domowej roboty z jogurtu i miodu.Na pewno każda o niej słyszała. I to był strzał w dyszkę, jak mogłam wcześniej tego nie stosować? Maseczka pięknie regeneruje skórę, nawilża ją i odżywia.Można stosować wzbogaconą wersję o awokado, wtedy bomba witaminowa dla skóry gwarantowana.

 

Przygotowanie

Mieszam na oko, najczęściej 2 łyżeczki jogurtu i łyżeczka miodu. Nakładam na twarz i trzymam do wchłonięcia, często w międzyczasie dokładając kolejną warstwę. Całość trzymam ok 20-30 minut. Po zmyciu skóra jest mięciutka, odżywiona, ujednolicona, a pory przymknięte. Uważam, że żadna drogeryjna maseczka, a próbowałam ich tysiące, nie działa tak dobrze, jak ta, znana wszystkim od zawsze, wyczarowana w 5 sekund. Owszem, dalej uwielbiam algowe maseczki, o których pisałam już parokrotnie, ale miód z jogurtem to dla mnie najprostszy specyfik SOS, po który sięgam średnio 2 razy w tygodniu.

Ciało

 

Staram się dwa razy w tygodniu robić peeling całego ciała. Stosuję wtedy dobrze znany i chwalony za swoje działanie peeling kawowy. Jest rewelacyjny, doskonale ściera martwy naskórek, świetnie wygładza ciało i z dodatkiem cynamonu obłędnie pachnie. Żaden drogeryjny peeling pod względem działania nie równa się kawowemu.

 

 

Cztery łyżki mielonej kawy, które uprzednio zalewam niewielką ilością wrzącej wody
łyżka cynamonu
łyżka brązowego cukru (wzmocni efekt tarcia)
2 łyżki oliwki dla dzieci
Ostudzone fusy z kawy mieszam z pozostałymi składnikami i kolistymi ruchami pod prysznicem wcieram w zwilżone ciało.
Muszę przyznać, że czasami nie mam czasu na zalewanie ich wrzątkiem i czekanie na ich ostudzenie, toteż używam niezaparzonej kawy.
Jedynym minusem jest później konieczność wysprzątania łazienki, bo drobinki dostają się wszędzie.

 

Włosy

 

Tu mogłabym pisać całe elaboraty, bo to równorzędnie z twarzą miejsce, na którym najwięcej eksperymentowałam. Nic dziwnego, natura obdarzyła mnie naprawdę wymagającymi kosmykami. Ciężko mi się z nimi żyje, gdyż są wysokoporowate i żyją własnym życiem. Mam jednak na nie niezawodny sposób w postaci płukanki octowej, która poprzez kwaśny odczyn domyka łuski włosa i czyni go gładkim. Włosy po jej zastosowaniu są miękkie, lejące i pięknie lśnią. Dodam także, że tym sposobem przedłużymy trwałość farby do włosów, gdyż zamknięte łuski włosa nie pozwolą na zbyt szybkie jej wypłukanie.

 

 

Przygotowanie

 

Najczęściej używam octu jabłkowego, gdyż pachnie subtelniej, a przy ciepłym powietrzu z suszarki jego zapach ulatnia się całkowicie, co jest bardzo ważnym aspektem. Mieszam łyżkę stołową octu z 500 ml przegotowaną ochłodzoną wodą. Po każdym zmyciu odżywki do włosów dodatkowo spłukuję przygotowaną miksturą kosmyki.

 

Pięty

 

Mam tendencje do rogowacenia naskórka. Moje stopy nawet w saunie nie uronią kropli potu, toteż są bardzo suche i szybko pękają. To naprawdę nieprzyjemne, szczególnie latem, gdy często pękają aż do krwi i sprawiają duży ból przy chodzeniu. Próbowałam już wielu specyfików. Ostatecznie zostało mi używanie pumeksów i tarek w celu pozbycia się zrogowaciałej skóry, a później jej dokładne i systematyczne natłuszczanie. Jednak jest to dość inwazyjne i szukałam sposobu co zrobić, aby nie musieć korzystać z tych ścieraczy, po prostu uniemożliwić narastanie tej trudnej do pozbycia się warstwy. Ostatnio trafiłam na rewelacyjny sposób na miękkie i gładkie pięty, a mianowicie kąpiel stóp w mieszance płynu do ust Listerine, octu i wody. Brzmi dziwnie, ale najważniejsze, że działa i to jak!

 

 

Przygotowanie

Pół szklanki płynu do ust Listerine
Pół szklanki octu
szklanka ciepłej wody
Całość wlewamy do miski i moczymy stopy przez 15 minut. Później szorstkim ręczniczkiem, ja do tego celu używam rękawicy Kessa, szorujemy problematyczne miejsca. Martwy naskórek łatwo odchodzi sam, a stopy stają się gładkie. Dla mnie to idealna alternatywa do pumeksów i tarek, które zostawiały ostrą skórę. Stosowałam taką kąpiel 3 razy z rewelacyjnym skutkiem i już wiem, że będę wierna temu rytuałowi.

 

To moje sposoby, tak jak pisałam, żadnych wymyślnych cudów, a rzeczy, o których pewnie każda kobieta słyszała i które naprawdę działają. Macie jakieś swoje sprawdzone metody, którymi chętnie podzieliłybyście się?

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź