Parenting

Nie robię Tego przy moim dziecku i żyje nam się zdecydowanie lepiej

30 maja 2017

Są rzeczy, których robić nie wypada i takie, których robić nie wolno. I dziś właśnie o takiej sprawie, która łączy te dwie cechy, a jej kontynuowanie grozi poważnymi konsekwencjami. Za to jak już jej zaniechasz, poczujesz radość i będziesz czerpała całymi garściami z czasu spędzonego z dzieckiem.

My, Matki jesteśmy dziwnymi stworzeniami. Po nocach potrafi nas dręczyć lista zakupów i brak pomysłu na jutrzejszy obiad, sterta ciuchów na krześle do wyprasowania, czy syfiaste okna, które wypadałoby w KOŃCU ogarnąć, a już na pewno przed przybyciem niespodziewanych gości – a takich szczególnie nie lubimy.

Jakiś czas temu przyłapałam się na pewnym zachowaniu, które odbierało mi radość płynącą z przebywania z moim dzieckiem. Na zewnątrz uśmiechnięta, zachęcająca Młodego do zabawy i bijąca brawo, kiedy znów przeskoczył poprzeczkę wcześniej nie do pokonania, a w środku zupełnie w innym miejscu. Myślami byłam przy obowiązkach, zaległościach różnego formatu, przy kłótniach, które były dawno temu i nieprawda. Zaczęła irytować mnie ta przymuszona zabawa, podczas gdy tyle myśli i list „to do” zaprzątało moją głowę i wydawało się w tym czasie ważniejszymi niż ślęczenie przy moim dziecku.

 

Kopałam tą łopatą, uklepywałam babki z pisaku, ruszałam bezmyślnie autkiem w tą i z powrotem, ale to tak wszystko automatycznie, bez namysłu i serca. Odpływałam myślami, nie tylko ja. Z moich obserwacji wynikało, że inni rodzice też są w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Pochłonięci przeglądaniem smartfonu, czy robaczka gównojada zmierzającego donikąd, byleby nie zaangażować się w zabawę. Niby są, ale tak jakby ich nie było. Obecni tylko ciałem, duch wyparował – już dawno jest w domu i ogarnia bałagan. Kiedy dziecko upomniało się o uwagę, dostawało zdawkowe odpowiedzi. To wszystko było jak odgrywanie roli, do której człowiek nie jest przekonany, ot tak, kolejne zajęcie, które przecież ktoś ODWALIĆ musi.

No i ten schemat zaczął się powtarzać, aż w końcu na stałe zagościł w naszej codzienności.Czasami gapiłam się na moje dziecko, ale nie widziałam jego, a jedynie zwizualizowane haczyki do odhaczenia. Przeszkadzał mi ten stan i to, że przeliczam czas spędzany z moim dzieckiem na rzeczy, które wypadałoby, trzeba byłoby, lub fajnie byłoby zrobić. I tak jakoś stało się, że taka kalkulacja i wewnętrzna analiza stanu rzeczy odbierała mi radość ze wspólnego czasu. Miałam wyrzuty sumienia, bo ostatecznie ani nie byłam przy nim w 100% ani przy rzeczach, które zaprzątały moją głowę. Do czasu.

Jak wiecie, uwielbiam place zabaw, bo nigdzie indziej tak „naocznie” nie dotkniemy różnych stylów wychowania, rodzicielstwa i problemów z tym związanych. To swoista antropologia wychowania, która dzieje się na naszych oczach. Lubimy patrzeć, jak pani Mariolka nie radzi sobie z dzieckiem, podczas gdy nasze, akurat dzisiaj wyjątkowo, chodzi jak w zegarku. Lubimy porównywać, oczywiście na korzyść naszą i naszego dziecka. To tam zrodziło się w ostatnim czasie najwięcej pomysłów na bloga i to tam spotkałam JĄ, Matkę Idealną, która odmieniła moje podejście i dzięki której swój dawny marazm mogę porzucić raz na zawsze.

Matka idealna – podobno nie istnieje, ale ona taka była. Biegała za swoją córeczką, wymyślała zabawy i co najważniejsze świetnie się przy tym bawiła, a jej uśmiech nie znikał nawet na sekundę. Nie wytrzymałam. Podeszłam do niej i zapytałam wprost, skąd w niej tyle zaangażowania, radości i czy ona tak zawsze? Jej odpowiedź była balsamem na skołataną rozterkami głowę, a ona sama stała mi się zdecydowanie bliższa. Bo oto okazało się, że kiedyś miała tak, jak ja…Zabitą głowę tak bardzo, jak to tylko matka zabitą głowę może mieć. Aż w końcu skończyła z tym i przestawiła się na jedną rzecz. Jeśli spędza czas ze swoim dzieckiem, to jest w tym na całego, bo nie da się być w dwóch miejscach na raz, chyba że w głowie, a to generuje problemy i ostatecznie nikt nie wychodzi zadowolony z takiej sytuacji. Jakże to oczywiste i proste, tylko dlaczego tak trudno wcielić to w życie…?

I wiecie co? to wcale nie jest trudne.Należy zacząć od telefonu, który w relacji Ty – Dziecko jest absolutnie zbędnym i szkodliwym elementem. Swoją codzienność układam tak, że co drugi dzień, zwykle, kiedy matka ma luksus czyli ugotowaną zupę na 2 dni, jestem całkowicie do dyspozycji mojego dziecka. Staram się nadrabiać wszelkie zaległości w jeden dzień, ale następny zarezerwowany jest dla mojego syna bez zbędnych wyrzutów sumienia, że zaniedbuję inną kwestię.

Istotą rzeczy jest zdanie sobie sprawy, że poprzez samo myślenie o poodkurzaniu syfiastej podłogi, dokonaniu zaległych przelewów, czy uzupełnieniu CV nic takiego się nie stanie. Myślenie, wbrew obiegowym opiniom, nie ma mocy sprawczej i dopóki nie weźmiesz, w dosłownym tego słowa znaczeniu, ten odkurzacz w łapę, nie otworzysz kompa i nie wpiszesz danych, czy nie wklepiesz klawiaturą kilka informacji o dotychczasowym zawodowym doświadczeniu, to nici z tego, a na spacerze czy na placu zabaw raczej nie masz dostępu do tych rzeczy, więc w czym problem? Zostaw myślenie o tym, czego i tak w tym momencie nie jesteś w stanie zmienić i skup się na tym, co tu i teraz – na zabawie i dziecku, a obydwoje wyjdziecie z tego zadowoleni. Ty z wolną głową i poczuciem dobrze spędzonego czasu, a dziecko z uśmiechem na twarzy i w sercu, bo właśnie mama była cała, w jednym kawałku tylko i wyłącznie dla niego.

Sprawdź inne wpisy

1 komentarz

  • Odpowiedz Iwona 7 czerwca 2017 at 09:51

    łatwo powiedzieć, czasem trudno zrobić kiedy lista rzeczy goni człowieka. Ale tok myślenia bardzo dobry, małymi krokami wprowadzam w życie. Fajne zdjęcia:-)

  • Zostaw odpowiedź