Parenting

O nieoczywistych wartościach, które przekażę mojemu dziecku

17 października 2017

 

Na pewno nie raz myśli każdej Mamy krążyły wokół Tego tematu…Jedne podchodzą do Niego na zasadzie całkowitego spontanu – „Życie samo pokaże”,” Będzie co ma być” Inne z kolei układają plan, dopisują punkty, rozmyślają co można ulepszyć, co sprawdziło się na ich własnym przykładzie, jak „wyciągnąć jeszcze więcej” i jeszcze mocniej zasłużyć się sprawie…Ja zdecydowanie należę do tego drugiego „sortu Matek Polek”, ale skoro i Wy tu jesteście, to pewnie możemy przybić sobie piątkę:)

Dziś wpis z cyklu Tych, które same się piszą, czyli o niektórych wyselekcjonowanych wartościach i zwyczajach, które wyciągnęłam z rodzinnego domu i które na pewno przekażę swojemu dziecku. Jestem pewna, że i Wy macie takie perełki, którymi będziecie nadziewać swój macierzyński łańcuszek. Będzie trochę z przymrużeniem oka, zatem celowo pomijam fundamentalne wartości takie jak szacunek do drugiego człowieka, uczciwość, niesienie pomocy słabszym itd, wierząc, że każda z nas w codziennych sytuacjach zaszczepia je w dziecku. Sorry za to sztywne zdanie, ale wiecie jak to jest, lepiej wyjaśnić na początku zamiast czytać prywatne wiadomości jaką to fatalną matką jest autorka tego bloga 😉
Wracając do meritum, jest mi o tyle łatwiej, że jestem kobietą, która wychowuje małego mężczyznę i właśnie z tej perspektywy mogę dać z siebie jeszcze więcej, gdyż wiem, których wartości i zachowań szczególnie brakowało mi w facetach spotkanych w dorosłym życiu. Tu wierzę, że i Wasza lista byłaby niestety przedługa:) Zdaję sobie sprawę, że wychowuje syna nie tylko dla siebie, ale również, a może nawet i przede wszystkim, dla przyszłej żony, a to już bardzo poważna sprawa;-)

 

1. Z racji tego, że wychowuję małego faceta punkt pierwszy wydaje mi się jednym z najbardziej istotnych!

Mój tato zawsze powtarza, że przy sobie trzeba mieć dokumenty i pieniądze – uzbrojeni w te atrybuty nie zginiemy, obojętnie gdzie byśmy się znaleźli. I faktycznie, zawsze dbał o to, żebym nie wychodziła z domu bez grosza przy duszy, a już na pewno nie liczyła na to, żeby ktoś inny zafundował mi cukierki. Zasada jest prosta – zawsze płacę za siebie, a jak jesteś facetem, to dodatkowo za partnerkę i nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Ja rozumiem partnerstwo partnerstwem, ale to płeć brzydsza ma być wyposażona w ładniejszą zawartość portfela.
Nie ma nic gorszego niż świecenie oczami i załapanie się na „krzywą gębę” do jakiejś sytuacji. Wychodzę też z założenia, że jeżeli ktoś zrobił nam przysługę, to należy zawsze zapytać się, czy coś się należy, bez żenującego udawania Greka. Niby takie proste i oczywiste, a jednak tak niewiele osób umie się zachować…Dla mnie punkt honorowy!A jeśli jesteśmy już przy honorze, to przejdźcie do kolejnego punktu.

Kolejna ogromnie ważna sprawa, szczególnie z perspektywy wychowywania chłopca –
2. Należy być zawsze honorowym i z twarzą wychodzić ze skomplikowanych sytuacji. Jeśli już na coś jest się umówionym i dało się słowo, a po drodze wyszło, że jednak niekoniecznie będzie to dla nas korzystne, to nie ma ucieczki, nie ma że boli…Trzeba sprawę doprowadzić do końca i wyjść „z twarzą” z opresji, chyba, że ktoś ewidentnie nas wysterował, wtedy sytuację trzeba będzie załatwić po męsku…

3. Na punkt trzeci z kolei zawsze uczulała mnie mama. Wchodząc do kogoś domu należy ściągnąć buty, a siedząc nigdy nie dawać nóg na sofę. Szczególnie ważne w nastoletnim okresie, kiedy obcy gówniarze czują się u kogoś w domu lepiej niż sam gospodarz.

4. Punkt czwarty pewnie Was rozweseli – u innych w toalecie nie załatwiamy grubszych spraw 🙂 Do tej pory nienawidzę, kiedy mój gość idzie skorzystać z mojej łazienki w wiadomej sprawie. No, chyba że problemy gastryczne naprawdę przypilą, inaczej „takie” rzeczy zanosi się do własnego domu:)

 

5. O konieczności i przywileju dbania o higienę nie trzeba nikogo przekonywać, jednak na obowiązek codziennej zmiany bielizny niektórzy ludzie mają niecko inny pogląd, szczególnie mężczyźni…Już kiedyś słyszałam, że ich gacie nie brudzą się tak, jak nasze…Punkt piąty będę szczególnie wbijała do głowy Rumcajsikowi…

6. A propos bielizny i higieny. Jeszcze nie tak dawno trzaskaliśmy średnio raz w miesiącu 2 tys km na trasie Polska – Niemcy. Proceder ten trwał kilka lat, jednak dzień przed podróżą przeprowadzałam całościową depilację i manicure. Na wypadek wypadku 😉 Na tą kwestię uczuliła mnie mama pracująca w służbie zdrowia i widząca już w swoim życiu niejedno…W dłuższą trasę zatem jedziemy przygotowani, z lepszą i kompletną bielizną oraz krótkimi paznokciami u nóg. Nigdy nie wiadomo co stanie się po drodze i kto będzie musiał nas oglądać…

 

7. Wróćmy jeszcze do tych paznokci…Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie nie ma nic gorszego niż facet z przydługimi paznokciami. Już teraz przełamując niechęć mojego dziecka do obcinania pazurków powtarzam to zdanie za każdym razem kiedy sięgam po nożyczki;-)

8. Jestem typowym ekstrawertykiem i nie umiem tłamsić w sobie problemów. Kiedy coś mnie boli i nie daje spokoju, muszę podzielić się tym z najbliższymi. Moi rodzice zawsze powtarzali mi „Najgorsza prawda, ale prawda. Trzeba rozmawiać“! I to jest TO, czemu będę dalej wierna. To zdanie i u nas pojawia się coraz częściej, pewnie ani się obejrzę, a Mały zrozumie jego sens i moc.

9. Nawiązując do rozmów, w moim rodzinnym domu nigdy nie było tematów tabu. Mówiliśmy o wszystkim otwarcie, a tematy dotyczące spraw intymnych, seksu czy antykoncepcji nigdy nie budziły w nas zażenowania. Może właśnie ta służba zdrowia, w której pracuje moja mama przyczyniła się do takiej otwartości? Jedno jest pewne, u nas w domu też będziemy wykładać kawę na ławę, tak jest zdecydowanie prościej i po prostu w porządku wobec siebie.

10. Mężczyzna może nie znać się na gotowaniu, przykręceniu klamki, czy naprawie usterki w piekarniku, ale kiedy nie zna się na mechanice samochodowej to zupełny klops…Wtedy, z mojego punktu widzenia to facet tylko z nazwy. Na szczęście moje dziecko to umysł „konstruktorski“, a w warsztacie u dziadka mógłby mieszkać. Ale tą naukę odbierze już od dziadka:)

Jestem ciekawa, czy i Wy macie nietypowe wartości, małe tradycje czy zachowania wyniesione z rodzinnego domu, które i w swoim chcecie kultywować? A może podpatrzyłyście coś godnego wprowadzenia w życie?

 

Sprawdź inne wpisy

4 komentarze

  • Odpowiedz kfiatushek 18 października 2017 at 06:43

    Dobre 🙂
    Punkt 1 i 2 – wiadomo
    3 – nie ma dla mnie nic gorszego jak ludzie bezczelnie pakujący się do czyjegoś domu w buciorach. Mam takich osobników w dalszej rodzinie, którzy zawsze włażą do kogoś w butach, bez względu na pogodę za oknem. Do moich rodziców weszli tak nie raz, a mama tylko klęła pod nosem. Ja jestem taka, że nie wytrzymałabym i powiedziała co o tym myślę. Ale zemściłam się – jak rozwoziliśmy z wtedy-jeszcze-nie-Mężem zaproszenia na nasze wesele też weszłam do nich w butach i Mężowi też kazałam. I specjalnie ubrałam szpilki 😛
    4 – coś w tym jest 😉
    5 – Z tym na szczęście nie muszę walczyć, gorzej z zostawianiem tych zużytych w różnych kątach. I skarpetek.
    6 – przybij piątkę, też tak robię i z tego samego powodu :)))
    7 – długie paznokcie u faceta powodują u mnie odruch wymiotny 😛 Zwłaszcza ostatnio :))
    8- Zgadzam się – lepsza najgorsza prawda niż najlepsze kłamstwo
    9 – Ja tylko czekam kiedy padnie pytanie „Jak Pędrak wszedł do mojego brzucha” :))) ale jeszcze nie wiem co odpowiem 😛
    10 – przez tą naszą budowę, Mężu musiał się nauczyć bardzo wielu rzeczy, wujek youtube przyszedł z pomocą, więc pod tym względem jest prawdziwym facetem. Junior też ma smykałkę do takich spraw, więc zapowiada się dobrze. Na szczęście raczej nie pójdzie w ślady dziadka, który akurat ma dwie lewe ręce

  • Odpowiedz Anna Popis 18 października 2017 at 19:46

    hehehe dobre:-) Ja też często odwdzięczam się innym tym, czym nie zdenerwowali, co do buciorów to dostaję białej gorączki kiedy ktoś wejdzie mi w nich na dywan. Nie ważne czy to chodnik na przedpokoju czy dywan w pokoju dziennym. Czuję się wtedy nie tylko zlekceważona i potraktowana z brakiem szacunku, ale przede wszystkim mam wrażenie, że moje mieszkanie zostało „zdeptane”. Najdziwniejsze jest to, że robią to osoby, które przed wejściem do swojego domu zostawiają buty na wycieraczce! Ale co tam, u kogoś można!
    Też jestem ciekawa Twojej odpowiedzi z punktu 9. 😉 pewnie będzie coś w stylu ziarenka/nasionka od tatusia, które sobie rosło w brzuchu, czyli standard niezmienny od pokoleń;-) Widzę, że wiele nas łączy:-)

  • Odpowiedz MaSza 19 października 2017 at 14:33

    Pod wszystkim się podpiszę, szczególnie pod 6 i 8. Co do 6 to moja Mama zawsze powtarzała, że nigdy nie wiadomo kiedy się np. zasłabnie na ulicy i weźmie nas pogotowie. Więc nie ma zarastania jak ludzie pierwotni 😉
    A do 8 jeszcze bym dodała mówienie prawdy dziecku. Oczywiście dostosowanej do wieku dziecka, bez brutalnego hardcoru. Wolę powiedzieć dziecku idąc na szczepienie/pobieranie krwi, że troszke ukłuje i poboli ale przejdzie niż kłamać w żywe oczy, że nie będzie kłucia ani bólu.
    Pozdrawiam ciepło.

    • Odpowiedz Anna Popis 19 października 2017 at 19:38

      mama miała racje;-) Jeszcze nie spotkałam się z tym, żeby okłamywać dziecko w takich kwestiach…Zwsze mówię prawdę, nawet jeśli nie do końca będzie ona pasowała mojemu dziecku. Ja dodałabym jeszcze wywiązywanie się z obietnic. Słowo się rzekło, a dziecko moment zapamiętuje i wierzy w nas! Ja też pozdrawiam cieplutko!

    Zostaw odpowiedź