Wnętrza/DIY

Nowa odsłona pokoju Małego. Kilka rad co się sprawdza, a co okazało się kompletnym niewypałem

28 lutego 2018

 

Znasz na pewno to uczucie, kiedy wchodząc do pokoju dziecka widzisz stertę niepotrzebnych już rzeczy, lub rzeczy kompletnie nietrafionych, które tylko stoją, zabierają miejsce, bo na pewno nie zainteresowanie dziecka, i przyciągają kurz. Myślisz sobie, kurcze, muszę wziąć się za ten pokój, dopasować do potrzeb malucha, ale jakoś tak nie po drodze nam z tymi zmianami, bo w końcu dochodzimy do wniosku, że wypadałoby zmienić wszystko, a najlepiej skopiować cały pokój, co do jednej zabawki, z jakiegoś wnętrzarskiego profilu na Insta, swoją drogą bardzo oderwanego od rzeczywistości…I u nas przyszedł taki czas, kiedy musieliśmy na nowo dopasować przestrzeń do potrzeb, bo okazało się, że sporo rzeczy, które na początku wydawały mi się wyśmienitym pomysłem zwyczajnie okazały się nieprzemyślaną strategią. Teraz jestem zadowolona i wiem, że taka inscenizacja zostanie z nami na długo, ale wiadomo, człowiek uczy się na błędach, a ja w urządzaniu pokoju Misia popełniłam ich sporo. Teraz wiem co działa, a co w ogóle się nie sprawdza. Na co warto wydać kasę, a co lepiej sobie odpuścić. I dziś podsunę Ci kilka fajnych pomysłów, dzięki którym wchodząc do pokoju dziecka nie będziesz miała wrażenia, że przed chwilą przeszło tędy tornado, a uporządkowanie tego miejsca to żmudna i mijająca się z celem praca!

Pokojowy update

Już kilka miesięcy użytkujemy to nasze mieszkanko i choć bardzo się starałam, a starałam się najbardziej przy urządzaniu Rumcajsikowego pokoju, tak niektóre rzeczy w ogóle nie spełniły swojego zadania. Czas bezlitośnie wskazał błędy i modę kompletnie nieużytkową, która choć dobrze wygląda, jest tylko stratą pieniędzy.

Błąd #1

Od zawsze pragnęłam namiotu Tipi w pokoju Małego. Nawiedzały mnie nawet wizje, że tam sobie siedzimy w pięknie oświetlonym namiociku i czytamy książki na futrzanym ciepłym dywaniku, a sterta miękkich poduszek służy nam jako mega wygodne oparcie…W rzeczywistości okazało się, że namiot zabiera więcej miejsca niż to sobie wyobrażałam, jednak ku mojemu zdziwieniu i wbrew początkowym wizjom było tam cholernie ciasno – materiał opadał, poduchy się rozsuwały a futrzak rozjeżdżał na każde strony i ostatecznie siedzieliśmy tyłkami na gołej podłodze. Wieczorem, mimo lampek było w nim naprawdę ciemno i zaczęłam martwić się o stan swoich oczu. Ostatecznie to ja zawsze zachęcałam do wejścia do niego, ale Tipi jakoś nigdy nie miał wystarczającej siły przyciągania na moje dziecię. Finalnie zawsze stał pusty, zabierając sporą przestrzeń i jeszcze więcej kurzu. Bez żalu zwinęłam go dostając w bonusie potrzebne miejsce.

Błąd #2

Proporczyki, girlandy, druciane głębokie kosze i papierowe torby

Kilka girland kupiłam w przypływie zachwytu nad czyimś pokojem jeszcze w fazie planowania Rumcajsikowego. Nie muszę chyba mówić, że mimo mojego początkowego przekonania, że nadadzą miejscu charakteru, okazały się zupełnie nietrafione. Dekoracja dekoracją, ale takie rzeczy cieszą tylko dorosłe oko dopóki pasuje do wnętrza. A że matczyne oko szybko się nudzi, tak girlanda jako pierwsza ląduje w kartonie z napisem „Może jeszcze kiedyś powieszę“. Zdecydowanie lepiej zainwestować w kilka lampek nadając wnętrzu przytulności.

 

Jakiś czas temu zostaliśmy omamieni modą na papierowe torby. Jak widzicie na zdjęciu sama padłam ofiarą takiego trendu. Papier wytrzymały, fakt, jednak kompletnie bezużyteczny. Dziecko nie będzie w nim grzebało w celu znalezienia ulubionej przytulanki. U nas pełni narazie rolę przechowywania rzeczy ponadgabarytowych i nie wzbudzających w ostatnim czasie zainteresowania Małego, jednak wiem, że spokojnie moglibyśmy się obejść bez tego przereklamowanego gadżetu.

 


Podobnie jak w przypadku papierowych toreb, przez które dziecko nie widzi ich zawartości, tak w przypadku głębokich koszy, można ten zakup całkowicie pominąć. Dziecko nie będzie zainteresowane zawartością, jeśli nie będzie miało do niej swobodnego dostępu. Coś, co jest niewidoczne na oczu lub trudno dostępne w pojęciu malucha w ogóle nie będzie istniało. U nas druciany kosz służy jako przechowalnia kartonów z Lego. Ostatecznie ani to użyteczne, ani potrzebne.

Błąd #3

Patrzę nieraz na te dziecięce podłogi, teraz w modzie błyszczące białe i zachodzę w głowę, jak to dziecko może chcieć na nich przesiadywać? Ja też uległam trendowi „gołej podłogi“, ewentualnie z jednym wąskim dywanikiem, najlepiej w kolorze czarno – białym ślizgającym się na każde strony, jednak biorąc pod uwagę fakt, że dziecko większość dnia przesiaduje na podłodze szybko zrozumiałam swój błąd…

Błąd #4

Monochromatyczność

Niepraktyczność i rzucanie sobie kłód pod nogi! Jakiś czas temu zalały nas czarno białe wnętrza. Na początku bardzo mi się to podobało, jednak co za dużo…Wszystko było czarno białe: dywany właśnie, pościel, plakaty, a nawet książki i zabawki. Chyba na siłę chcieliśmy się odciąć od szalonych lat 90 – tych, gdzie to przypadek i brak pomysłu rządziły wystrojem dziecięcego pokoju, w efekcie mieliśmy wszystkie kolory tęczy, z dywanami z postaciami Disneya włącznie! W pełni rozumiem konieczność ograniczenia się do kilku kolorów w dziecięcym pokoju – w końcu zabawki i barwne książki robią swoje, jednak kurczowe trzymanie się dwóch kolorów jest porównywalnym przegięciem, co w wyżej opisanym przypadku. A co jeśli dziecko nagle stanie się fanem Tęczowej Rubinki, Strażaka Sama, czy Spidermana? A co z kolorowym prezentem od cioci Bożenki?

Sprawdzone sposoby na zorganizowanie dziecięcej przestrzeni

# 1 To może od tych kolorów zacznę. Moim zdaniem najlepszym i najbardziej uniwersalnym rozwiązaniem będzie biały kolor na ścianach. Nie zmieniłabym za nic w świecie swojej decyzji, choć nie raz szarości i nawet granaty mnie kusiły. Białe ściany będą stanowiły najlepsze tło dla wszystkich zabawek i dodatków. Oprócz ścian mamy przecież całe „wypełnienie“i tu starałam się ograniczyć do zaledwie kilku barw współgrających ze sobą.

#2 Najlepsze jest…widoczne dla oczu

Zauważyłam, że schowane, zapakowane czy ukryte w pojemnikach rzeczy nie istnieją da mojego dziecka. Dlatego wszelkie kredki, mazaki, klocki, książki i gry są w zasięgu ręki i wzroku Rumcajsika. Idealnym rozwiązaniem jest wózek z trzema półkami, który nie tylko prezentuje całą zawartość, ale też zabiera stosunkowo mało miejsca i można go przestawiać wedle chwilowych upodobań i potrzeb. Idealna dostawka do biurka. A nad wózkiem mamy powieszone koszyki, w których zwykle znajdują się kartki do malowania, lub inne kolorowanki, które zwykle giną zapomniane na regałach.

Świetnym pomysłem okazała się także gablotka na resoraki, które zawsze robiły bałagan i lądowały pod meblami często znikając na kilka zapomnianych tygodni. Długo jej szukałam, bo 99% oferowanych na portalu z aukcjami jest fatalnie wykonanych – z cienkiej dykty. Tu mamy porządną gablotkę robioną na zamówienie, a cena była dla mnie miłym zaskoczeniem. Co prawda nie mieszczą się w nią wszystkie resoraki (musiałaby zajmować pół ściany), jednak stale zmieniamy jej zawartość na autka, które aktualnie cieszą się powodzeniem u mojego dziecka. Gablotkę mamy na wysokości wzroku, tuż przy kąciku do budowania klocków.


No właśnie, podobnie sprawa ma się z całymi seriami Lego, jak np policyjna baza. Zawsze budowana i pozostawiona po środku pokoju wylądowała na stoliku specjalnie przeznaczonym do budowlanych celów:-) Dzięki temu rozwiązaniu mój kręgosłup, a przede wszystkim jego szyjny odcinek jest naprawdę wdzięczny – koniec z garbieniem przy budowaniu klocków na podłodze!

 

Jak już jesteśmy przy klockach to polecam ogromnie kosze z trawy morskiej (tak to się chyba nazywa). Idealnie się spisują, są bardzo pojemne i zawsze pod ręką. Nie to co klocki w kartonie…

 

#3 Biurko

Długo zastanawiałam się nad jego rozmieszczeniem, jednak najbardziej sensowne wydawało mi się miejsce pod oknem. W końcu tu jest najjaśniej i w takim ułożeniu sprawdza się najlepiej. Obawiałam się jedynie spacerów na wysokości, tego, że Mały stanie na biurku i otworzy okno. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek wpadł na tak „genialny“pomysł, bo sporo o tym rozmawialiśmy, jednak tak na wszelki wypadek mam blokadę na rączkach okiennych.

 

#2 Schowki i inne sprytne sposoby na przechowywanie

Teraz wyjdzie, że przeczę samej sobie, bo jestem fanką trzymania wszystkiego na widoku. Jednak to „ wszystko“ może być źródłem niezłego bałaganu, dlatego z pomocą przychodzi mi kilka sposobów na panowanie nad sytuacją. Przede wszystkim kilka schowków pełniących także inne role, np ten kuferek – służy nie tylko jako miejsce, na którym można dość wygodnie usiąść, ale także conieco przechować. Przechowujemy w nim kocyki Małego i pluszaki, które popadły w niełaskę.

 

Podobnie wygląda sprawa z szufladą na kółkach pod łóżkiem. Nie rzuca się w oczy, a jest naprawdę pojemna. Długo zastanawiałam się nad jej dostawieniem, ale jest naprawdę praktyczna. Spokojnie można schować do niej pościel no i jest najlepszą kryjówką podczas zabawy w chowanego!

 

O tej zielonej komodzie już kiedyś pisałam, ale wspomnę raz jeszcze – to najlepszy mebel w domu! Pomieści wszystkie wielkogabarytowe zabawki robiące taki bałagan w pokoju! Otwieramy drzwiczki na całą szerokość gdy tylko zaczynamy się bawić w pokoju i zamykamy po skończonej. Rzadko bywa w niej porządek, ale czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal:-)

 

Muszę jeszcze wspomnieć o niewielkim pojemniku na małe elementy Lego, które odpadły z jakichś konstrukcji i ogromnie pragną dostać się do odkurzacza – każda mama wie o czym mówię 😉 Każdy lego ludzik i lego główka bezpańsko leżąca na podłodze ląduje w dużej głowie 🙂 Nasza powoli się zapełnia i powoli czas na kolejną.

Choć głębokie koszyki i kosze w ogóle się u nas nie sprawdziły, to dwa zachowałam tak na wszelki wypadek! Lądują w nich złożone już klockowe konstrukcje, np koparki, auta, czy inne pierdołki, które kłują mnie w oczy, a na które nie ma aktualnie popytu. Dobra sprawa!

 

 

# 3 Dywan

Przerabialiśmy wiele mat, chodniczków, futrzaków i mini dywaników. Najgorsze są te plecione, bawełniane – zsuwają się i wędrują po całym pokoju, a ostatecznie dziecko i tak siedzi na gołej podłodze. Pokój Małego jest najchłodniejszy w całym mieszaniu i musimy sporo się nagimnastykować, żeby było miło i przytulnie. Dlatego odstawiłam wizje o chodniczkach jutowych lub czarno – białych w stylu skandynawskim z modną ostatnio namalowaną drogą. Mamy zwykły ikeowski dywan w neutralnym kolorze o miłym i krótkim włosiu dzięki czemu jest łatwy w utrzymaniu, nie giną w nim małe elementy klocków i, jeśli można tak rzec, jest ciepły. Jedynie żałuję, że nie jest odrobinę dłuższy…Pokój od razu stał się bardziej przytulny.

 

#4

Od zawsze chodziły za mną półki na książki, takie pojedyncze regały, na których wyeksponowane są te najciekawsze i najukochańsze książki. Doszłam do wniosku, że musielibyśmy mieć ich naprawdę sporo, a trochę szkoda kłóć ścian. Mamy za to jedną, nad łóżkiem, na której lądują te, przy których moje dziecko zasypia. Pozostałe są na regale i ma do nich swobodny dostęp, chociaż niestety nie są tak „widoczne“ i zachęcające, jak w przypadku pojedynczych półeczek.

 

#5 Światełka, lampki i inne „nastrojacze“

Nic nie nadaje takiej przytulności jak ciepłe, stłumione światło rozmieszczone w różnych punktach pokoju. My mamy kilka takich duperelek, które ładnie oświetlają wnętrze i sprawiają, że chce się tu być. Rozglądam się jeszcze za lampką na biały regał, bo wciąż to miejsce wydaje mi się niedostatecznie oświetlone, a dla osoby takiej jak ja, z pogłębiającą się wadą wzroku, to aspekt na który jestem szczególnie wyczulona.

 

#6 Diabeł tkwi w szczegółach

Mamy kilka drobiazgów, dzięki którym ten pokój jest „spersonalizowany“. To między innymi ozdoba wisząca nad łóżkiem, który wykonała na specjalne zamówienie Kasia  Te same zdolne dłonie wykonały proporczyki z pierwszą literką imienia mojego synka i strzałkami, które, wydaje mi się, bardzo tu pasują.
Od bardzo dawna jesteśmy też posiadaczami reniferka, który ozdabia nam ścianę. Jest z nim związana ciekawa historia, dlatego też mamy słabość do tego gościa i nie wyobrażamy sobie, żeby miałoby go tu nie być.

(Kuszą mnie jeszcze te naklejki kropki…Myślicie, że będą pasowały czy wprowadzą niepotrzebny chaos?)

Zastanawiałam się nad plakatem i naprawdę długo nie mogłam się zdecydować na taki pasujący do pokoju, ale nie tak banalny i oklepany jak większość prezentowanych na wnętrzarskich profilach pinterestowych. Zakochałam się w Tropach zwierząt lasu i była to miłość od pierwszego wejrzenia. Plakat jest naprawdę porządnie wykonany, z grubego papieru, a ślady dobrze i równomiernie napigmentowane. A co najważniejsze – podoba się Małemu! Czekamy nawet na opady śniegu, żeby w pobliskim lesie poszukać śladów z plakatu:-)

Lubię naturalne rzeczy, dlatego sporo u nas drewnianych dodatków. Są domki dla ptaszków, drewniane zwierzątka i łapacz snów. Trzymałam się tu naturalnych, niedominujących kolorów.

Muszę jeszcze wspomnieć o regale, który przeszedł małą metamorfozę. Zawsze wydawał mi się toporny i nudny, dlatego postanowiłam dokupić do niego drewniane nóżki i podnieść go o kilka cm. Jestem zadowolona z efektów, wygląda o wiele ciekawiej i lżej. Mały wkład finansowy ( jedna nóżka kosztowała 6,50 zł) a efekt naprawdę fajny. Podoba Wam się ? 🙂

Sprawdź inne wpisy

9 komentarzy

  • Odpowiedz Daga 8 marca 2018 at 13:50

    Hej:) Zmiany super! Już wczesniej bardzo mi sie podobalo. W tipi sie zakochalam, dlatego dzieki, ze piszesz o jego minusach! Ja tez odczuwam juz potrzebę przeorganizowania pokoju mojego czterolatka. My urządzaliśmy 2,5 roku temu. I mimo, że uwielbiamy wszyscy w nim przebywać, trzeba trochę pozmieniać. Z naszych „niewypałów” napiszę ścianę tablicową. Myślę, że korzystamy z niej 2 razy w miesiącu przez max 10 minut… I tylko dlatego, że to ja mobilizuję towarzystwo. Jest też stolik, który koniecznie musi być zastąpiony przez biurko. I drzewo-półki, ładnie to wygląda, ale dla przedszkolaka najwyższe półeczki są niedostępne, a przecież nie o to chodzi. Zwykłe półki zresztą też mamy za wysoko. Tak więc jest co robić. Widzę, że też czytacie Kasdepke 😃 Pozdrawiam😃

  • Odpowiedz Anna Popis 9 marca 2018 at 10:15

    Hej Daga, fajnie że piszesz o tej ścianie tablicowej, chodziła za mną bardzo długo, tym bardziej, że w pewnej restauracji gdzie właśnie była taka ściana Mały spędził przy niej naprawdę dużo czasu. Powstrzymało mnie przed jej zainstalowaniem wszechobecny kurz od kredy – ostrzegały przed tym inne mamy na wnętrzarskich blogach. Co do biurka, to my ze swojego jesteśmy bardzo zadowoleni, a stolik, który miał powędrować do piwnicy, bo już swoje zrobił, znalazł swoje zastosowanie przy ka1ciku do budowania klocków i tam przeżywa swoją drugą młodość :-)Kasdepke dostaliśmy, ale jakoś nie bardzo trafił w gust mojego dziecka:-) Narazie przerabiamy cykl książek Doroty Sumińskiej – „Dlaczego oczy kota świecą w nocy” i „Dlaczego ziewamy” to pozycje, które Małemu się nie nudzą i przy których niezmiennie od kilku tygodni zasypia 🙂

  • Odpowiedz Justyna 23 kwietnia 2018 at 10:49

    Obecnie jestem na etapie planowania pokoiku dla synka, twoje podpowiedzi bardzo mi się przydadzą. Proszę jeszcze o info ile lat ma twój kawaler?

    • Odpowiedz Anna Popis 23 kwietnia 2018 at 11:12

      Justyno bardzo dziękuję, ma 4 latka 🙂 Powodzenia w tworzeniu tego wyjątkowego miejsca 🙂

  • Odpowiedz Danka 23 kwietnia 2018 at 13:20

    Bardzo ładny pokoik, niestety nasze dziedzi juz mają dzieci i same planuja im pokoiki.

  • Odpowiedz Marta 24 kwietnia 2018 at 14:46

    Ładnie! U nas akurat tipi bardzo się sprawdziło 🙂 Może to zależy od wykonania? 😉 I też co chwilę zmieniam coś w pokoju mojego malucha – to pomieszczenie, które bez przerwy ewoluuje!

  • Odpowiedz pollyn 17 września 2018 at 10:18

    Super pokój. Jeśli mogę zapytać gdzie kupione było to łóżeczko?

    • Odpowiedz Anna Popis 17 września 2018 at 10:29

      Dziękuję 🙂 Łóżeczko robione jest na specjalne zamówienie. Szperałam po skrzynce pocztowej jednak niestety, nie znalazłam gdzie dokładnie zamawialiśmy je…Zupełnie nie pamiętam :-/

    • Odpowiedz Anna Popis 18 września 2018 at 08:04

      Sprawa z łóżkiem nie dawała mi spokoju:-) Przeszukałam raz jeszcze i łóżeczko zamówione jest z firmy/ strony internetowej Bedlayn http://bedlayn.pl

    Zostaw odpowiedź