Parenting

Nie strzęp języka droga Matko. Zobacz o ile łatwiej rozprawisz się z Tym problemem.

31 stycznia 2017

Uwielbiamy to robić! Prawienie kazań w stylu jak to mamusia musiała namęczyć się nad sprzątaniem mieszkania, podczas gdy niegrzeczna, mała rozrabiaka niweczy cały trud w dwie sekundy rozrzucając dookoła wszystko co ma pod ręka. Już słyszę te wyświechtane teksty „ Czy ty zawsze musisz być taki niegrzeczny?, Co to znów narobiłeś?! Już mam tego dosyć, ciągle to samo, Nie mamy w domu sprzątaczki” i choć mam zrozumienie dla słów, które czasami same cisną się na usta, to nie mam zrozumienia dla rodziców, który robią to ciągle i nie widzą w tym problemu. No, ale rzucam teraz koło ratunkowe i broń Cię Panie Boże z niego nie skorzystać! Inaczej giń na własne życzenie w otchłani swoich poszarpanych nerwów i wylanych łez.
Oczywiście nie wpadłam na to sama, a podskubałam od tęgich behawiorystycznych głów tego świata. Swoją drogą, dlaczego nikt wcześniej nie polecił mi takich publikacji?!
Najpierw przetestowałam na moim prywatnym, domowym króliku doświadczalnym – mężu, a później wprowadziłam w życie na delikatniejszym organizmie – Rumcajsiku.
Oto cała tajemnica, która Tobie zapewni spokój, poklask otoczenia, uznanie teściowej i dozgonną wdzięczność oprawcy Twoich nerwów, no i Jemu też oszczędzi złości na Ciebie.

 

Powiedź to jednym słowem

Codziennie toczyłam prawdziwą walkę o porozrzucane wszędzie ubrania mojego męża. W myśl zasady „ Za brudne do szafy na czyste do pralki” upodobał sobie zwłaszcza krzesła przy stole. Wrrrrrrr! Wygłosiłam strasznym tonem tysiące elaboratów o tym, jak bardzo mnie to denerwuje, jak czuję się widząc te rzeczy i jak szybko skoczę mu do gardła, jeśli zobaczę taką sytuację jutro. A jutro było powtórką z rozrywki. Zaczęłam wątpić w jego pełnosprawność umysłową (Matko, mam nadzieję, że tego nie czyta) aż tu pewnego pięknego ranka powiedziałam wyjątkowo spokojnie „ Kochanie, Twoje ubrania”. Eureka, mniej znaczy więcej! Podziałało. Nie mówię, że sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła, ale miało to miejsce zdecydowanie rzadziej. Co więcej, przy następnym razie, zanim jeszcze zdążyłam wypowiedzieć te trzy magiczne słowa, sam od siebie! przyznał się do winy i powiedział „Wiem jak bardzo Cię to denerwuje, wiem”. O kurde, zrozumiał! To po co ja zawsze strzępiłam język, skoro On działa jak maszynka po krótkim rozkazo – stwierdzeniu? Sprawdzamy dalej. A że nie jest idealnym, wychowanym przeze mnie egzemplarzem, miałam wiele pól do popisu, tu deska klozetowa ( „Skarbie, deska”), tu śmieci do wyniesienia („ Kochanie, śmieci”), tu puste opakowania po śmieciowym żarciu. Po jedynym moim słowie, natychmiast pojawiała się pozytywna reakcja. To miła odskocznia od prawienia kazań, których konieczność wygłoszenia nie tylko mnie wyprowadzały z równowagi. Metoda przeszła testy wiec zastosowałam ją na Małym z podobnym, rewelacyjnym skutkiem.

Tu musiałam mieć nieco więcej cierpliwości, bo efekt nie przyszedł od razu, ale kiedy tylko Mały przyzwyczaił się do nowej metody, nasza współpraca na tym polu przebiega zazwyczaj bezproblemowo.
Rumcajsik celowo wylał wodę? Nie ma problemu, mamusia mówi „ Tu masz szmatkę” i kałuża znika, porozwalane na przedpokoju buty? „ Kochanie, Twoje buciki”, załatwia problem. Nie ściemniam, że ta metoda za każdym razem zdaje egzamin, nie, nieraz ma dzień uparciucha i koniec, nic z tym nie zrobię, ale uwolniłam się od roli zrzędliwej matki, której gadanie nie przynosi żadnego skutku.

Nikt nie lubi zrzędzenia

W moim domowym języku staram się wystrzegać słów : dlaczego, znów to zrobiłeś, ty zawsze, ty nigdy itp. Tymi tekstami atakuje się osobowość dziecka, podcina się mu skrzydła. Skoro mama mówi „ Ty zawsze…, Ty nigdy” to naprawdę jestem do dupy, myśli sobie dziecko. Jeśli zawsze robię coś źle, to znaczy, że nigdy nie robię niczego dobrze. A pytanie „dlaczego” w zasadzie nie ma na celu wyjaśnienia całej sytuacji, a oskarżenie, pomijając już fakt, że małe dziecko nie będzie potrafiło odpowiedzieć na to trudne dla niego pytanie. Małe dziecko nie obroni się werbalnie, tylko wysłucha i uwierzy we wszystkie wypowiedziane przez rodzica słowa. Niefajne prawda?
W przeciwieństwie do nas, dorosłych, gdzie zdążyliśmy już nabyć wstrętnej maniery „ odwracania kota ogonem”, dziecko jest po prostu ofiarą naszego ataku. Pomimo tego, co zrobiło.
Zamiast zrzędzić, wdawać się w szczegóły i prawić kazania, skoncentruj się na problemie. Jasne, może wkurzyć, że pomimo napominania dziecko zrobiło źle, jednak w tym wypadku ważniejsze jest usuniecie powstałej szkody, „płakanie nad rozlanym mlekiem” i spowodowanie głupim potokiem słów szkód w poczuciu własnej wartości Twojego dziecka.
Poza tym, w świecie dorosłych zrzędzenie zazwyczaj kończy się albo kłótnią, albo wyłączeniem się na sugestie nadawcy, nieprawdaż? Daj dziecku dobry przykład i dla obopólnych korzyści rozwiąż sprawę krótko i szybko, a komentarz zostaw dla siebie. I tak nikomu nic z niego.

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź