Parenting

Nie odbieraj sobie Tego prawa i za to NIGDY nie przepraszaj!

30 marca 2017

Też czasem ugryziesz się w język, chociaż masz ochotę wykrzyczeć na całe gardło to, co myślisz? Też, w imię poprawnych relacji niekiedy udajesz, że nie ma sprawy, chociaż oczyma wyobraźni właśnie wbijasz pazury w osobnika, który jest prowodyrem niemiłej sytuacji? Jasne, to się w końcu górnolotnie nazywa Opanowaniem, Dojrzałością, Szacunkiem wobec Innych, Zachowywaniem się w cywilizowany sposób itp, ale jest jedna sytuacja, która zwalnia Cię z tych łańcuchów zwanych Poprawnością i pozwala na więcej – gdy sprawa dotyczy Twojego dziecka, a raczej osób, które według Ciebie mogły Je w jakiś sposób zaniedbać, lub zrobić coś wbrew Tobie – możesz wszystko i NIGDY nie przepraszaj za swoją reakcję!

To bardzo drażliwy temat i jestem pewna, że wszystkie przez niego przebrnęłyśmy nieraz z chwilową szkodą dla dobrych stosunków małżeńskich. Dlaczego piszę „Małżeńskich”? Bo tłem do domowych wojenek zwykle jest najbliższa rodzina, o którą członków mamy uzasadnione pretensje.Ty zwykle bronisz „swoich” On „swoich” i tak to się toczy, a jeśli On nawet przyzna Ci rację, to w „swoich stronach” będzie tym złym, który przechodzi na ciemną stronę mocy, czyli Twoją, a Ty będziesz tą bezczelną, okazującą całkowity brak szacunku, bo jak to tak zwrócić uwagę? Jakim prawem pytam się?! To działa w dwie strony. Dlatego wyprzedzając już przebieg wydarzeń czasami wolisz zacisnąć zęby i udawać, że nic złego się nie stało mimo, że od takich wniosków jesteś bardzo daleko. Rozumiem, naprawdę rozumiem, tym bardziej, że takich Wszechwiedzących i „bardziej doświadczonych” po pojawieniu się Twojego dziecka na świecie pełno wokoło. Jednak wydarzyło się kiedy coś, co zmieniło już na zawsze moje dotychczasowe podejście i od tamtej pory mam głęboko w dupie co o mnie ktoś pomyśli, najważniejsze jest moje dziecko, które będę broniła własnym ciałem i słowem, do którego daję sobie absolutne prawo i nie zamierzam za nie nikogo przepraszać.

 

Taka sytuacja

 

Spotkaliśmy się w centrum dużego i bardzo zatłoczonego miasta zupełnie przypadkiem. Była sobota, więc ludzie czuli ogromne przyciąganie do wszelkiej maści sklepów ze wszelkiej maści asortymentem. Było nas sześcioro – Nasza Trójka i Ich Trójka. Mimo, iż jesteśmy najbliższą rodziną, nie spotykamy się zbyt często. Pomyślałam, „odejdę kawałeczek, niech osoba X spędzi sam na sam z moim dzieckiem choć 5 minut, nie będę stała przecież nad nimi i kontrolowała każdy ruch. I tak uchodzę w tym gronie za Tą przewrażliwioną”. I właśnie w momencie, kiedy oddalona o 20m od nich oglądałam sklepową wystawę zauważyłam, że moje dwuletnie dziecko niebezpiecznie zbliża się do ulicy, po której pędzi właśnie pokaźnych rozmiarów samochód. Serce skoczyło mi do gardła, wypuściłam z ręki jednorazowy kubek z gorącą jeszcze kawą i zawołałam do X przeraźliwym głosem, takim, jaki może tylko matka wydać z siebie w chwili zagrożenia, „ Co Ty robisz??!!! Trzymaj Go!!!”Po chwili byłam już przy moim dziecku, a drżącymi rękoma obejmowałam Go najmocniej jak tylko potrafiłam. Nie potrafiłam się uspokoić, bo sytuacja wyglądała naprawdę niebezpiecznie, a najlepsze było tłumaczenie X, która „ Chciała zobaczyć, czy Mały zatrzyma się przy ulicy widząc zagrożenie!!” Rozumiecie to?? Chciała zobaczyć, czy dziecko jest już na tyle duże i „rozumne” żeby wyczuć ZAGROŻENIE!

Szybko po tym zajściu pożegnaliśmy się, bo nie mogliśmy znieść dłużej swojego widoku – Ja -matka przewrażliwiona i nie dająca się przekonać, że „przecież X była wystarczająco blisko dziecka, żeby w ostatniej chwili zareagować” i Ona – obrażona na Tą histeryczną matkę, w której za grosz zaufania i szacunku do X.

 

 

Ogromny błąd

 

Długo rozkładałam tą sytuację na czynniki pierwsze. Jako, że jestem osobą, która zwykle stara się wczuć w sytuację drugiej strony i brać ją zawsze pod uwagę zaczęły nachodzić mnie wyrzuty sumienia. A może faktycznie za mocno zareagowałam? A może za mocno krzyknęłam. A może faktycznie nic by się nie stało? Z drugiej strony, jakim prawem ktoś TESTUJE moje dziecko w takich warunkach i wystawia je na potencjalne niebezpieczeństwo? No, ale przecież X na pewno czuje się teraz fatalnie, myśli, że pewnie wg mnie robi wszystko źle i teraz w ogóle będzie bała podejść się do mojego dziecka, o spędzeniu z nim czasu nie wspominając. I tak szargana emocjami postanowiłam zadzwonić do X i przeprosić…

Przeprosić za moją reakcję, być może zbyt mocną, przesadzoną, może nawet krzywdzącą. Mina mi jednak szybko ponownie zrzedła, bo oto dowiedziałam się, że to nie moja reakcja była powodem focha, a ogólnie, moje wychowanie, przewrażliwienie w każdej kwestii. Dostałam całą listę wytycznych, jak powinnam wychowywać, czego nie robić, a co jak najbardziej. Przypomniałam raz jeszcze, że chciałam TYLKO przeprosić za moją, być może zbyt mocną reakcję, a nie za to, jak wychowuję moje dziecko, choć już w tym momencie wiedziałam, że popełniłam ogromny błąd.

Wściekła na siebie i na to, że sama odebrałam sobie prawo do głosu w najważniejszej sprawie – mojego dziecka, obiecałam przy wszystkich krzesłach, poduszkach i ścianach w moim domu, że NIGDY, ale to NIGDY nie będę przepraszać za to, jak wychowuję, chronię, jakie granice wyznaczam i jakie zasady panują w naszym małym stadzie. I wiesz co? Od tego momentu życie stało się dużo prostsze, bo już nie patrzę na reakcję Innych, mam to gdzieś, nie pozwolę wejść sobie na głowę, bo ostatecznie i tak dowiem się, że wszystkim dogodzić się nie da.

 

Nie odbieraj sobie Tego prawa

 

Takich sytuacji, mniej lub bardziej poważnych było wiele, jednak Ta konkretna była zapalnikiem do zmian i świetną nauczką dla mnie. Ty – będąc Mamą, Wy – będąc rodzicami, zawsze będziemy oceniani. Zaczyna się zwykle niewinnie, od sposobu karmienia, dawania czy nie dawania słodyczy, ubierania, sprzątania, prania i prasowania miniaturowych ciuszków, poprzez sposoby spędzania wolnego czasu, zabawy i wyboru zabawek, na metodach wychowawczych kończąc. Zawsze będzie ocena Tych, którym wydaje się, że wiedzą LEPIEJ. Im wcześniej dasz sobie prawo do powiedzenia NIE i nie będziesz czuła się w związku z tym winna, tym lepiej dla Ciebie.

Możesz być tą przewrażliwioną, do usrania trzepiącą się nad dzieckiem Matką. No i co z tego? To Twoje dziecko, Twoje emocje, Twój statek, na którym Ty jesteś wiatrem, żaglem i sterem, a na kadłubie jest miejsce tylko dla rodziców i ich decyzji. Jeśli nie popełniłaś błędu, nie skrzywdziłaś Innych i grasz według swoich reguł, które inny tak chętnie chcą łamać, nie przepraszaj. Nie rób tego tylko dlatego, żeby ugłaskać Innych, w imię poprawnych relacji. Zbyt dużą zapłacisz za to cenę.Tylko daj sobie takie prawo i miej gdzieś, co powiedzą Inni, a zobaczysz, że macierzyństwo stanie się łatwiejsze. Powodzenia!

Sprawdź inne wpisy

2 komentarze

  • Odpowiedz Sylwia 5 kwietnia 2017 at 12:13

    Dziękuję. Dziękuję Ci bardzo za ten artykuł. Jestem mamą dwuletniej Ali i mam dość niechcianych rad i pouczania ze strony innych. Super jest przeczytać coś takiego i wiedzieć że inni też tak mają i co więcej radzą sobie z tym.

    • Odpowiedz Anna Popis 5 kwietnia 2017 at 21:17

      Sylwio bardzo dziękuję Ci za ten komentarz 🙂 Długo pozwalałam „Radzącym” radzić i chować swoje zdanie i poglądy do kieszeni. Jednak sytuacja, którą opisałam przelała szalę goryczy. Trzeba twardo określić granicę nawet kosztem ochłodzenia relacji, inaczej ani się spostrzeżesz, a Inni będą wychowywać Maluszka.Ja to zrobiłam i jest mi z tym naprawdę dobrze. A niech mówią, że bezczelna, ok, ale na WŁASNYCH zasadach:-)

    Zostaw odpowiedź