Kobiecym Okiem

Nasze Matki robiły to zawsze, a Nam dziś nie mieści się to w głowie

24 maja 2017

Jestem jednym z tych szczęśliwych ludzi, którzy lubią wracać do wspomnień z dzieciństwa. Co w nich widzę? Z dzisiejszego punktu widzenia mogłabym rzec PATOLOGIĘ i skrajną nieodpowiedzialność rodziców. Żeby tego było mało, przejawia się ona także w domach u innych dzieci.

Widzę dzieciaki puszczone w samopas, zajadające żarcie naszpikowane glutenem, widzę pajdy chleba z cukrem i liściem sałaty sowicie posypanym solą, gumy do żucia Turbo i oranżadę w proszku. Słyszę salwy śmiechu pod domem i nawoływania koleżanek pod oknem, żeby wyjść na podwórko bo pora poskakać w gumę. Do wspomnień dokładam jeszcze ganianie po dworze do późnych godzin wieczornych i upstrzone kredą chodniki, które dają znać, że właśnie odbywa się zażarta zabawa w podchody, a gdzie ukryły się dzieciaki i jak długo potrwa zabawa? Tego nikt nie wie, a już na pewno nie rodzice. No właśnie, w moich wspomnieniach nie ma najważniejszego – rodziców, którzy nawet nie wyściubili nosa zza okna żeby sprawdzić co dzieje się z ich dzieckiem i wiecie co? I chyba to było dla nas najfajniejsze, czasy kiedy dzieciństwo należało do dzieci, a nie krążących obok rodziców, którzy obecnie dorobili się miana Helikopterów.

Często rozmawiam z moją mamą o tym, jak Oni ( w sensie wszyscy rodzice) tak mogli, że już kilkuletnie dziecko puszczali przed dom bez kontroli. Czy to bezgraniczne zaufanie do dziecka, sąsiadów i ludzi przechodzących obok, czy raczej była to totalna ignorancja, głupota, brak wyobraźni i wygoda opiekunów? Czy dewiaci, zboczeńcy, pedofile i mordercy to wytwory tylko naszych czasów? Z pewnością nie, to w takim razie jak to wszystko funkcjonowało?

Niewątpliwie największą zmianą jaka dokonała się na moich oczach jest właśnie sposób opieki nad dzieckiem. Nie mam pojęcia czy zaufanie i poczucie bezpieczeństwa zostały wyparte przez przewrażliwienie, nadopiekuńczość i podejrzliwość, czy to raczej świadomość tego, co może się stać wymusiło takie zmiany. Wiem jednak na pewno, że chciałabym uszczknąć choć odrobiny z tego wychowawczego luzu tamtych czasów.

Dziś niewyobrażalne jest dla mnie pozostawienie mojego syna choćby na 5 minut bez nadzoru. Nieświadomie rozglądam się po okolicy i sprawdzam, czy nie stoi obok obcy facet śliniący się na widok mojego dziecka. Uważnie przyglądam się sąsiadom oraz panu woźnemu w przedszkolu i zachodzę w głowę czy jego uśmiech skierowany do mojego syna to po prostu uśmiech, czy to TEN uśmiech.

Podejrzenie budzą we mnie samotni mężczyźni siedzący na ławkach przy placu zabaw i przemiłe panie przedszkolanki, które są faktycznie takie miłe i dobre dla dzieci, czy jednak ich pogodne twarze znikają wraz z zamknięciem drzwi od drugiej strony? Panicznie boję się porwania i tego, że ktoś mógłby wyrządzić mu krzywdę. Na samą myśl o tym, że kiedyś mógłby chcieć pojechać na kolonię czy obóz dostaję gęsiej skórki i całą rolkę filmu o czyhających na niego niebezpieczeństwach ze strony opiekunów. O nocowaniu u kolegi, czy powrocie ze szkoły z powieszonym na szyi sznurku z kluczem nie wspominając. W miłym geście starszego pana dopatruję się drugiego dna, a wzięcie mojego dziecka na kolana przez znajomą męską twarz powoduje uczucie dyskomfortu. Boję się, że ktoś zobaczy w nim „coś więcej” niż „tylko” dziecko.

Od kiedy się urodził bałam się, żebym nie zrobiła mu krzywdy nieuważnym ruchem, żebym nie drasnęła paznokciem, później obawiałam się żeby to on nie wyrządził sobie krzywdy, żeby nadążył swoimi niezbyt dobrze skoordynowanymi nóżkami, które zawsze były wolniejsze od głowy, a teraz obawiam się niebezpieczeństw ze strony innych. Czy to dobrze? Czy to przewrażliwienie, czy może świadomość tego, co może się stać? To nie jest tak, że ten strach mnie paraliżuje, ja ciągle staram się łapać równowagę i dystans w tym wszystkim, ale świadomość robi swoje. Zwariowałam już całkowicie, czy inne mamy mają podobne obawy? Nie wiem. Wiem jedynie, że to męczące zarówno dla mnie jak i dla mojego dziecka, które jednak prędzej czy później będzie domagało się większej swobody, a ja nie jestem pewna czy będę w stanie mu ją dać.

Zazdroszczę. Moim i innym rodzicom z „kiedyś”. Zazdroszczę sobie i innym dzieciakom, że mamy w pamięci czasy, kiedy na podwórku było gwarno, kiedy obiad niekoniecznie jadło się w domu, a u koleżanki z bloku na przeciwko. Kiedy to telewizor mógłby nie istnieć – poza wieczorynką o 19.00, a mama nie była (przymuszonym) najlepszym kompanem do zabawy, lecz dzieciaki z sąsiedztwa. Zazdroszczę sobie tego chleba z cukrem i pokrzywowych bitew na śmierć i życie roślin. Zazdroszczę tego późnowieczornego wołania rodziców z okna, że już pora do domu, bo zrobiło się całkiem ciemno i kolacja wystygła. I wiem, że moje dziecko też będzie mi tego zazdrościło, ale ja sobie tej świadomości na pewno nie.

Sprawdź inne wpisy

4 komentarze

  • Odpowiedz Iwona 24 maja 2017 at 17:48

    Ja też zazdroszczę sobie tych wspomnień. Myślę, że kiedyś były podobne zagrożenia, jednak mniejszy dostęp do informacji, przez co też świadomość niebezpieczeństwa była mniejsza

    • Odpowiedz Anna Popis 24 maja 2017 at 17:52

      Masz rację Iwono, chyba dostęp informacji jest tu kluczową sprawą, pozdrawiam!

  • Odpowiedz kfiatushek 25 maja 2017 at 07:39

    Kiedys tez się nad tym zastanawiałam. Fakt, kiedys był mniejszy dostęp do informacji, takie rzeczy jak teraz się zdarzały, jednak mam wrażenie, że wtedy było mniej popaprańców na swiecie niż teraz. Fajnie, że dane nam było wychowywać się w takich czasach bez internetu, smartfonów i innych wynalazków, za to z podwórkiem, przyjaciółmi i różnymi przygodami. Szkoda, że nasze dzieci będą mieć już zupełnie inne wspomnienia

    • Odpowiedz Anna Popis 25 maja 2017 at 08:49

      Dokładnie!My z kolei mamy to szczęście, że w niewielkiej odległości od nas mieszka bliska rodzina z wielkim gospodarstwem, ale takim z prawdziwego zdarzenia:-) Jesteśmy tam średnio 2 razy w tygodniu i tam pośród tych traktorów, maszyn rolniczych, kur i krów czas się jakby zatrzymał. Tam ciągle biegają dzieciaki i niezmiennie panuje zaufanie do sąsiadów, ale współczesna matka i tak nosi w głowie czerwone światełko;-)

    Zostaw odpowiedź