Parenting

Najlepszy prezent, jaki można podarować, czyli świąteczne refleksje

31 grudnia 2017

 

Okres świąteczny właściwie za nami, a mi w związku z tym zebrało się na kilka przemyśleń. W tym roku niestety nie miałam tyle czasu na przygotowania ile życzyłabym sobie włożyć w ten okres. Codzienna praca do późnego popołudnia i kilka innych kwestii uniemożliwiło mi takie zaangażowanie w przygotowania jak zawsze. Miałam wręcz wrażenie, że wszystko toczy się obok mnie, a ja jestem tylko biernym uczestnikiem wydarzeń. „Nie czułam“ tych Świąt do tego stopnia, że nawet zakup prezentów wybrałam na najgorszy dzień – dzień przed Wigilią. No właśnie! Domyślacie się co to oznacza…Branie resztek, no chyba że ma się sprecyzowany plan i działa się zadaniowo, nie po omacku.

Jak co roku ludzie masowo wyruszyli po prezenty. W tym tłumie spóźnialskich z obłędem w oczach byłam ja.W domu czekało mnie jeszcze lepienie pierogów i uszek, zatem musiałam działać szybko i precyzyjnie, a w takiej zakupowej presji łatwo paść ofiarą świątecznym pseudo promocjom. W głowie miałam wstępny plan, ale brak na sklepowych półkach „mojego“prezentu zbił mnie z tropu. Nagle stałam się NIMI, ludźmi, którzy bez pomysłu, niczym Zombie chodzą po sklepie i pragną jednego – WRESZCIE coś kupić, odhaczyć z listy „ Przecież muszę dać jakiś prezent“ i jak najszybciej wrócić z często nietrafioną zdobyczą do domu. Na pewno każdy z nas nie raz był w takiej sytuacji, że albo obdarowywał nietrafionym prezentem, albo taki dostawał. Ostatecznie sytuacja wymagała wspięcia się na wyżyny umiejętności aktorskich, bo przecież z prezentu ucieszyć się wypada!

I tak nagle, wśród tych uginających się w sklepie z zabawkami regałów przypomniało mi się moje wczesne dzieciństwo, kiedy gumowy wielki bobas albo szmaciana lalka Zuzia była szczytem marzeń i wszystkim, czym sklepy dysponowały. Wsród tego monotematycznego asortymentu pojawił się ON! Przywieziony przez tatę pracującego w Niemczech katalog. Wstęp do innego świata. Kolorowego, pełnego przepychu. Chciałam wszystko, a najbardziej na świecie pragnęłam domek dla lalek Barbie. Chciałam do tego stopnia, że wycinałam te wszystkie mini zdjęcia z zabawkami i wyobrażałam sobie, jak stają się one rzeczami normalnych rozmiarów. Z biegiem czasu w sklepach zaczęło pojawiać się coraz więcej „zachodniego“ asortymentu, jednak domek dla lalek Barbie już na zawsze w moim przypadku pozostał jedynie w sferze marzeń.

A teraz stałam w tym sklepie i wszystkiego było tak wiele, że choć znam moje dziecko na wylot, sama nie wiedziałam co kupić. Sięgnęłam raz jeszcze do pamięci, którą zabawkę najlepiej pamiętam ze swojego dzieciństwa. I wiecie co? Nie pamiętam ani jednej! No może jedną Barbie, której obcięłam włosy na zapałkę, ale sama już nie wiem, czy bardziej pamiętam to ja, czy przypomina mi o tym jedynie anegdota krążąca po rodzinie.

Nie pamiętam też czasu, kiedy bawili się ze mną zabiegani rodzice. Zresztą mama mówiła mi, że bawiłam się sama…Pamiętam za to czas spędzony z rówieśniczym kuzynostwem, pamiętam zabawy w dom, robienie widoczków w piasku czy w ziemi, pamiętam bieganie po snopkach słomy na stercie w czasie żniw i burze, które nie raz uziemiły nas w domu. Ale wtedy też było fajnie! Przecież razem się bawiliśmy. Pamiętam też czas, kiedy mama czytała mi do snu rosyjskie baśnie. Chciałam, żeby ten czas trwał wiecznie i żeby słowo „pora spać“ nigdy nie padło.

I w tym sklepie właśnie zrozumiałam, że moje dziecko nie będzie pamiętało tego, co dostało i czym się bawiło. Że ten kolejny już traktor i moje dylematy – słabszą wersję za 100 zł czy sięgnąć głębiej do kieszeni i porwać się na bogatszą za 200 zł – nie będą miały w rzeczywistości żadnego znaczenia. Staną się jedynie kolejną kupą plastiku, która jest bezużyteczna, jeśli nie włożymy w nią swój czas, energię i chęć na wspólną zabawę z dzieckiem.

Podeszłam bez namysłu do regału z grami planszowymi, wzięłam kilka i już byłam pewna, że to dobra inwestycja. Tak! Inwestycja, bo w natłoku tych Super zabawek, gadających, grających, odpowiadających na pytania dziecka oraz rodzicach pędzących w codziennym pościgu za lepszym jutrem, wspólnie spędzony czas to najlepsze, co możemy podarować dziecku. I sobie. Z kolei dorosłe dzieci wspominające wspólne zabawy z dzieciństwa, to najlepszy prezent jaki mogą dostać rodzice.

W Nowym Roku życzę wszystkim dobrze wykorzystanego czasu i chwil spędzonych razem, które kiedyś złożą się na piękne wspomnienia. Najlepszego! :-*

Sprawdź inne wpisy

10 komentarzy

  • Odpowiedz Dabda 1 stycznia 2018 at 10:41

    Fajnie jest Cię znowu poczytać!!! Spełnienia marzeń w Nowym Roku!!!

    • Odpowiedz Anna Popis 1 stycznia 2018 at 21:35

      Dziękuję:-* Dobrze jest Cię znowu tutaj widzieć:-)Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 🙂

  • Odpowiedz Magda 1 stycznia 2018 at 15:08

    Lalkę bobasa doskonale pamiętam, ja jeszcze jeżdziłam z nią na dworze w prawdziwym wózku, po młodszym bracie. Domek dla barbie, to rzeczywiście było coś w tamtych czasach, ja też kiedyś chciałam go mieć, ale musiało mi wystarczyć to, że koleżanka go miała i u niej się bawiliśmy. Chyba jesteśmy w podobnym wieku:)

    • Odpowiedz Anna Popis 1 stycznia 2018 at 21:39

      Ja miałam taki domek dla Barbie w przedszkolu i pamiętam, że zawsze kombinowałam jak go stamtąd wynieść, żeby nikt się nie zorientował ;-)Ja za kilka dni dopiszę cyferkę za trójką (31) aż sama nie mogę w to uwierzyć!;-)

      • Odpowiedz Magda 2 stycznia 2018 at 10:47

        Ja za trzy miesiące dopisze, ale znacznie większą cyferkę (37) od Twojej i jeszcze bardziej nie mogę w to uwierzyć, bo pamiętam jak” niedawno” miałam 20 lat.

        • Odpowiedz Anna Popis 3 stycznia 2018 at 06:04

          Madziu to prawda, mam wrażenie, że po trzydziestce czas przyspiesza trzykrotnie:-)

  • Odpowiedz Kfiatushek 2 stycznia 2018 at 08:23

    My w tym roku też postawilismy na planszówki 😉

    • Odpowiedz Anna Popis 3 stycznia 2018 at 06:08

      My też wreszcie „dorośliśmy” do takiego spędzania czasu. Przerzuciliśmy się jeszcze na Lego Classic i mimo, że nie lubiłam składać klocków, tak przy Lego classic możemy spędzać pół wieczora:-) a na ich stronie www można ściągać nowe plany budowania w oparciu o modele, które mamy:-) polecam

  • Odpowiedz Sara 4 stycznia 2018 at 20:55

    Moj synek ma 1.5 roku. I przed swietami zasugerowalam wszystkim, mniej wiecej, z czego maluch ( a takze ja:)) by sie cieszyl. Przynajmniej nie skonczylo sie, jak pisalam wczesniej, przy roczkowych prezentach- basenik z 300!pilkami. Maly dostal taka duza drewniana kostke z petla motoryczna na gorze. Polecam to szczerze. Nie brudzi, ladnie wyglada i dziecko na jakis czas zajete soba:-) . Ps. Pozdrawiam rowiesniczke, bo tez w tym roku przywitam 31:)

    • Odpowiedz Anna Popis 7 stycznia 2018 at 17:02

      u nas już inne zabawki wiodą prym z racji wieku – 4latka, ale kiedyś, jak mam nadzieję, pojawi się Maluch w domu skuszę się na taką tablicę motoryczną własnej roboty. Mam nadzieję, że niecierpliwość i brak zainteresowania rzeczą dłużej niz 3 minuty wyczerpane przy pierwszym dziecku i drugie, narazie tylko w fazie planów, będzie spokojne i z mniejszym temperamentem:-)

    Zostaw odpowiedź