Uroda

Najlepsze kosmetyczne odkrycia ostatnich lat

23 marca 2020

 

Jeśli musiałabym wybrać kilka kosmetyków, które miałabym używać do końca swoich dni, byłyby to właśnie one. Cztery produkty do pielęgnacji i dwa urodowe urządzenia, bez których już nic nie jest takie samo. Kosmetyki, które zastąpiły dziesiątki swoich odpowiedników i zrewolucjonizowały zawartość mojej minimalistycznej teraz kosmetyczki. Po prostu najlepsze z nich.

 

A wszystko zaczęło się od tego, że sterty kosmetyków przy wibracjach odwirowującej pralki ciągle mi spadały. Jak mnie to wkurzało! 

Mam tak małą łazienkę, że jedna osoba w niej to już tłok. A już kilkanaście opakowań poupychanych w jednej jedynej, niewielkiej szafce, którą muszę dzielić ze środkami czystości, kosmetykami mojego dziecka, męża i szamponami przeciw pchłom dla psa, to istne szaleństwo. Chcąc nie chcąc, połowa z moich szpargałów pielęgnacyjnych wylądowała na tej pralce właśnie. I zaczęły się zrzutki przy drganiach. I wyciąganie tych kosmetyków zza pralki. Znacie ten ból?

Przejrzałam ich zawartość i doszłam do smutnego wniosku. Na cholerę mi pięć kremów spełniających niby tą samą funkcję, kilka serum, gdy skład prawie ten sam, maseczek, z których żadna nie jest moją ulubioną, czy peelingów, z których właściwie żaden nie daje zadowalającego efektu? To tylko łapało kurz. I spadało.

 

Tym samym postanowiłam pozbyć się większości z tych kurzołapów i postawić na mocno wyselekcjonowaną jakość.  Produkty, które naprawdę działają i spełniają często przekoloryzowane obietnice producentów. Kosmetyki, z których jestem bardzo zadowolona i czystym sumieniem mogę polecić najbliższym osobom.

 

Wiele czytałam i radziłam się mojej znajomej kosmetolog. Nie kupowałam niczego, co świeciło na drogeryjnych czy aptecznych półkach (co wcześniej było dla mnie zachowaniem trudnym do opanowania) i metodą prób i błędów tylko powiększałoby „pralkową” kolekcję. Prosiłam o próbki i testowałam. I tak oto powstała moja drużyna, która zmieści się do niewielkiej kosmetyczki.

 

Zacznę najpierw od podstawy pielęgnacji, czyli od oczyszczania twarzy bo to chyba moje największe odkrycie. Żaden kosmetyk nic nie zdziała jeśli zostanie położony na cerę wcześniej oblepioną jakimś produktem. To jak nakładanie kolejnej warstwy lakieru, podczas gdy poprzenia już do połowy odprysnęła. 

Wyobrażacie sobie umycie zębów palcem? Co z tego, że pasta dobra, jak nie ma możliwości być dobrze rozprowadzona na powierzchni…Tak samo jest z twarzą. 

Dłłłługo chodził za mną ten zakup. Za długo!

 

Bardzo wiele dobrego nasłuchałam się i naczytałam o silikonowych sonicznych szczoteczkach do oczyszczania twarzy – bo te zwykłe, silikonowe, gąbkowe, elektryczne z obrotową główką, czy z włosiem przerobiłam bez liku i żadnych rewelacji nie zauważyłam. Jednak cena tej oryginalnej skutecznie mnie odstraszała – wydać ok 600 zł na coś, co zna się tylko z polecenia innych to trochę nierozsądne. W każdym razie mnie sumienie by męczyło. Ale słyszałam też, że jest jeden konkurencyjny producent tych szczoteczek, które właściwie oprócz nazwy niczym nie różnią się od przydrogiego oryginału. Ta sama wielkość, jakość, miękkość silikonowych wypustek no i rewelacyjne opinie na kosmetycznych forach! A że zbliżał się okres świąteczny i znalazłam ten produkt w rewelacyjnej cenie – 99 zł !!!!! Brałam i nawet nie pytałam o szczegóły. Okejjj a teraz do rzeczy!!!

Zacznę od tego: po prostu   M U S I S Z  J Ą  M I E Ć  !!!

 

 

 

Jeśli do tej pory myślałaś, że dobrze oczyszczasz twarz, to po użyciu tej szczoteczki poczujesz w jak ogromnym błędzie byłaś! Soniczna szczoteczka do twarzy oczyszcza ją na zasadzie wytwarzania fal sonicznych sięgających głęboko w pory. Według producenta, oczyszcza cerę z 99% zanieczyszczeń, sebum i martwego naskórka. Pozostawia skórę 6 – krotnie bardziej czystą niż po tradycyjnym myciu rękoma i zapewnienia te naprawdę czuć pod palcami. Dla mnie najważniejszy jest efekt – uczucie niesamowicie oczyszczonej cery, wygładzonej, wyrównanej, ze zredukowaną ilością niedoskonałości i ze zwężonymi porami – a to moja zmora! Skóra jest doskonale przygotowana na przyjęcie kosmetyków i dania im pola do popisu, a przynajmniej do oddania tego, co obiecują producenci.

Pamiętacie, jak pisałam kiedyś o urządzeniu do domowego peelingu kawitacyjnego? TUTAJ

Dostałam sporo dotyczących go pytań. Szczoteczka łączy w sobie wszystkie zalety tego powyższego, z tą różnicą, że można ( a nawet trzeba) używać ją codziennie. Zatem, jeśli jeszcze zastanawiałyście się nad zakupem domowego peelingu kawitacyjnego, to myślę, że Wasze dylematy właśnie zostały rozwiane. W każdym bądź razie powinny!

Moja szczoteczka jest firmy Dermofuture i z czystym sumieniem mogę ją polecić.

 

Należę do Tych, którym pędzący czas i problemy swoje ślady zostawiają w oczach. A dokładniej na skórze w okolicach oczu. Potrafię przez jedną noc załapać taką opuchliznę, że ciężko trzymać mi je otwarte, by na drugą obudzić się z niedoborem tkanki tłuszczowej, czyli przysłowiowymi dołami postarzającymi o conajmniej 15 lat…Tak, niewątpliwie ten obszar w okolicach oczu jest u mnie najbardziej kapryśny i kłopotliwy. Na moje nieszczęście. I choć ciągle poszukuję kremu idealnego (jeśli taki znajdę to uwierzcie, będzie naprawdę najlepszy na świecie, bo musi sprostać trudnemu zadaniu) to znalazłam coś 

G E N I A L N E G O ! Coś, co codziennie rano pomaga mi pozbyć się „Oczowej” brzydoty i uczucia dyskomfortu.

 

To jadeitowy roller. Hit Internetów już od jakichś kilku lat, ale nie wiem czemu, w moje ręce wpadł NIESTETY całkiem niedawno. Jadeit to szlachetny kamień, który wyjątkowo długo utrzymuje niską temperaturę, dzięki czemu poprawia mikrokrążenie i drenuje. Ja trzymam go dodatkowo w lodówce, by móc rano wyrolować opuchliznę, niewyspanie i zmartwienia. 

 

 

Generalnie służy do masażu całej twarzy i znajdziecie mnóstwo filmów instruktażowych na Youtube choćby TUTAJ

 Ja jednak skupiam się przede wszystkim na mojej najbardziej kłopotliwej strefie w okolicach oczu. 

Ulga jaką czuję jest nie do opisania, a twarz po masażu rollerem wygląda zdecydowanie lepiej. Jest widocznie bardziej wypoczęta, a mięśnie twarzy są odczuwalnie bardziej zrelaksowane. W połączeniu z dobrym serum (bardziej bogatym na wieczór, lżejszym pod poranny makijaż) mamy genialny urodowo – pielęgnacyjny rytuał. Mój roller zamówiłam w sklepie internetowym, ale jadeitowe wałeczki widziałam też w Rossmanie i drogeriach. Dla mnie jest to pielęgnacyjne odkrycie kalibru sonicznej szczoteczki do twarzy. Te rzeczy po prostu trzeba mieć. I tyle. Podziękujesz kiedyś w komentarzu.

 

 

 

Oprócz kłopotliwych okolic oczu mam też bardzo wymagającą cerę. Jej cechy zmieniają się co prawda wraz z wiekiem, ale nadal oscyluję na pograniczu mieszanej z tendencją do tłustej. A to oznacza KŁOPOTY! Co prawda, podobno widać na niej później oznaki starzenia, jednak rozszerzone, zapychające się pory, zaskórniki, często wypryski i wiecznie świecąca się od nadmiaru sebum skóra nie dodają jej uroku. Ba, potrafią nieźle uprzykrzyć życie i stanowić wyzwanie dla odpowiedniego kremu.

Uwierzcie, przetestowałam ich bardzo wiele, jednak jedynie jeden produkt jest w stanie utrzymać w ryzach moją kłopotliwą cerę. To La Roche Posay Effeclar Duo +

 

Rewelacyjny i jedyny krem, który faktycznie leczy, koi, wygładza i wyrównuje cerę. Już po kilku dniach jest ona w zdecydowanie lepszej kondycji. Używam tylko na dzień, gdyż ma tendencję do lekkiego przesuszania, dlatego też na noc potrzebuję czegoś bardziej odżywczego. Raz na jakiś czas z głupiej ciekawości zdradzę ten produkt z innym. Jednak zawsze przy pojawiających się skórnych problemach pokornie, z podkulonym ogonem, wracam do mojego wybawiciela.

Maseczki do twarzy to coś, obok czego nie jestem w stanie w sklepie przejść obojętnie. Zawsze coś tam wrzucę do koszyka, tłumacząc sobie, że to przecież grosze, a zawsze się przyda. Połowę z nich ostatnio wywaliłam, bo tak się przydały, że zanim sobie przypomniałam o ich istnieniu, straciły ważność. 

 

Jakiś czas temu dowiedziałam się wiele dobrego o pewnych maseczkach z rewelacyjnym, prostym i naturalnym składem. Są dwie do wyboru. No to zamówiłam dwie. I powiem Wam, że te dwie maski do twarzy odprawiły wszystkie inne z kwitkiem. Już nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne. Jedną używam kiedy potrzebuję oczyszczenia i nawilżenia zarazem( ma w składzie między innymi białą glinkę i ekstrat z kory wierzby), a drugą, kiedy chcę odżywić i ujędrnić cerę (zawiera same minerały i składniki odżywcze, m.in. witaminę C, czerwoną glinkę ekstrakt z alg i czynnik nawilżający NMF) Prościej się chyba już nie da, prawda? Obie są na bazie wody biosiarczkowej, która uznawana jest za najsilniejszą na świecie wodę leczniczą.  Zdecydowanie produkty do zadań specjalnych! A pochodzą od marki Balneokosmetyki, świetny polski producent kosmetyków. Jestem zachwycona z efektów, wydajności i ceny masek. 

 

 

 

Kolejne moje wielkie odkrycie to kwasowy peeling. Odkąd go mam, do kosza powędrowały wszystkie inne. Nie są mi już potrzebne. To produkt marki The Ordinary. Firmy, która bije ostatnio rekordy popularności na świecie. Ich fenomen polega na prostych składach i potwierdzonej badaniami efektywności produktów, które, co dla mnie bardzo ważne, nie są testowane na zwierzętach. 

 

Wracając do peelingu, poleciła mi go koleżanka kosmetolog i jestem jej ogromnie za to wdzięczna. Stosuję raz w tygodniu, ma krwisto czerwony kolor, trochę drażniący zapach i R E W E L A C Y J N E działanie. Jak jeszcze żaden inny peeling wcześniej. Jak po wizycie w salonie kosmetycznym, z tą różnicą, że nakłada się go na twarz na 10 min w zaciszu domowej łazienki. 

Pięknie rozprawia się z wągrami, suchymi skórkami, niedoskonałościami i niewielkimi zmarszczkami. Robi wszystko to, co dobry peeling z założenia powinien robić. Bardzo wydajny, skóra po nim jest „zupełnie inna”, jaśniejsza, pełna blasku i nie łuszczy się. Zresztą, to flagowy produkt tej kanadyjskiej marki. Dostaniecie go w Douglasie i sprawdzonych drogeriach internetowych. Kosztuje ok 40 zł i jest wart każdego grosza.

 

Zachwycona peelingiem AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution The Ordinary kupiłam kolejny produkt tej firmy. Wybór padł na serum Buffet Multi Technology z peptydami, który używam codziennie rano przed nałożeniem kremu. Koleżanka uświadomiła mnie o konieczności używania w moim wieku (:-/) czegoś dobrze nawilżającego pod krem i tak właśnie trafiłam na to cudeńko. Na początku nie byłam zachwycona, bo nie widziałam tego spektakularnego efektu, jak w przypadku wyżej wspomnianego peelingu. ALE, dopiero po tym, jak na chwilę odstawiłam serum, zobaczyłam w czym tkwi jego moc. Skórze zwyczajnie zaczęło brakować tego produktu i nie wyglądała już tak dobrze. Serum jest bardzo lekkie, nie zapycha, co jest dla mnie kluczowe, delikatnie ale stale (przy systematycznym stosowaniu) nawilża, rozświetla i napina. Dla mnie to taki booster dla dziennego kremu i już nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez niego. 

 

 

 

Na koniec mój wieczorny ulubieniec. Odżywcze serum Anty-Aging z Olejem z Opuncji i Mleczkiem Pszczelim. Kocham. Uwielbiam. Nie oddam. 

Naszpikowane odżywczymi składnikami: olej z nasion z opuncji figowej, mleczko pszczele, miód, olej arganowy, olej z pestek winogron, olej jojoba, olej z nasion ogórecznika, olej z wiesiołka, olej z owoców róży rdzawej i ekstrakt z kwiatów geranium. I ta mieszanka doskonale odżywia, ujędrnia, nawilża, regeneruje i po prostu upiększa skórę. Sprawia, że staje się ona baaardzo delikatna, ujednolicona i gładziutka w dotyku. Używam wieczorem, jednak rano, gdy skóra wokół oczu jest przesuszona, rozprowadzam kropelkę pod krem i wtedy różnica w jej wyglądzie jest naprawdę ogromna. A wieczorem serum nakładam po oczyszczeniu twarzy szczoteczką. Dodatkowo po naniesieniu olejku na skórę masuję twarz jadeitowym rollerem. To taka moja wieczorna przyjemność. Serum nie zapycha porów, ładnie ujednolica cerę i sprawia, że jest ona widocznie ładniejsza, a rano ukojona i wypoczęta. To moje najlepsze serum do twarzy jakie miałam ever.

 

 

Mam jeszcze do opowiedzenia kilka słów o kosmetykach do włosów. Coś extra naprawczego, coś, co na zawsze zmieni podejście do pielęgnacji włosów. Bo kosmetyki do włosów też zredukowałam do minimum. Zostały tylko najlepsze z nich. Ale to już temat na osobny wpis 🙂

 

 

Jestem ciekawa Waszych hitów. Znacie/używacie jakiś kosmetyków, które nie mają sobie równych? Ja wciąż szukam idealnego kremu pod oczy…

Sprawdź inne wpisy

17 komentarzy

  • Odpowiedz Edyta 23 marca 2020 at 08:58

    Super, nie mam nic z tych rzeczy, Ale ta szczotka tez dlugo za mna chodzi. Mam pytanie, skad te piekne poduszki z fredzlami? Pokazesz caly pokoj? Zapowiada sie pieknie, w moim stylu. Świetnie, ze wrocilas

    • Odpowiedz Anna Popis 23 marca 2020 at 17:08

      Dziękuję, pewnie wnętrze nie raz się pojawi, przy okazji blogowych zdjęć:-)

  • Odpowiedz Mariola 23 marca 2020 at 14:40

    Witam, a co z peelingiem kwiatacyjnym? Dalej pani używa? Czy może ta szczotka go pani zastępuje?

    • Odpowiedz Anna Popis 23 marca 2020 at 17:06

      Mariolu nie mam potrzeby używania peelingu kawitacyjnego, ta szczotka działa na bardzo podobnej zasadzie – wytwarza fale dźwiękowe/ultradźwięki, które rozbijają zanieczyszczenia, w tym martwy naskórek, dlatego szczoteczka w zupełności zastępuje tamto urządzenie. I dodatkowo mogę używać jej codziennie.

  • Odpowiedz Mariola 23 marca 2020 at 18:24

    Witam,

  • Odpowiedz Mariola 23 marca 2020 at 18:26

    Witam, a czy peelingu kawitacyjny dalej pani używa czy ta szczoteczka pani to zastępuje?

    • Odpowiedz Mariola 23 marca 2020 at 18:29

      Sorki coś mi tel świruje , dzięki za odpowiedź 😊

      • Odpowiedz Anna Popis 23 marca 2020 at 19:09

        🙂 nie ma problemu, pozdrawiam

  • Odpowiedz Kfiatushek 24 marca 2020 at 07:27

    Powiem Ci Aniu, że nie słyszałam wcześniej o tej szczoteczce, ale brzmi całkiem nieźle i cena jest teraz dość przystępna, bo ok 120 zł. Mam ten sam problem z cerą. Z jednej strony przetłuszczająca, z drugiej mega przesuszona, więc muszę ja ratować kremami nawilżającymi, maseczkami itp. Ja wciąż szukam kosmetyku idealnego 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 24 marca 2020 at 07:31

      Olu kochana, nie zagwarantuję Ci zwrotu gotówki w przypadku niezadowolenia z produktu 😉 Ale szczoteczka to produkt, który zmienia wszystko, będziesz zachwycona. W dopełnieniu z kremem La Roche Posay Effeclar Duo+ będzie świetnie. Zobaczysz różnicę już po kilku dniach. Obiecuję 🙂

  • Odpowiedz Koralina 24 marca 2020 at 07:40

    Widzę, ze masz pare fajnych rzeczy, ja chciałabym spróbować rolki, ale jakoś nie mam motywacji 😉

    • Odpowiedz Anna Popis 24 marca 2020 at 07:44

      Karolino to spròbuj, bo wiele fajnych rzeczy Cie omija:-)efekt wart jest przelamania sie:-)

  • Odpowiedz Ola z Muzycznej Listy 24 marca 2020 at 17:34

    Słyszałam o szczoteczce i rolerze i się zastanawiałam nad zakupem, ale… Totalnie brak mi systematyczności. I co z tego, jeśli dobrze działa, jak będę używać raz na jakiś czas, bo zapomnę, bo nie będzie mi się chciało, bo późno, bo się spieszę… Dlatego na razie się wstrzymuję. Może kiedyś się skuszę?

    • Odpowiedz Anna Popis 24 marca 2020 at 17:48

      Ja wiem czy w tym przypadku ta systematyczność jest konieczna…Przecież pewnie codziennie myjesz twarz, więc zamiast rękoma, myjesz ją szczoteczką:-)bez żadnych komplikacji:-)pozdrawiam

  • Odpowiedz Hania 28 marca 2020 at 10:23

    Kosmetyki The Ordinary, to moje odkrycie zeszłego roku. Nie wiem dlaczego, wcześniej myślałam, że mszą być bardzo drogie i z samego założenia omijałam je szerokim łukiem. W końcu spróbowałam kilku kosmetyków i teraz życia sobie nie wyobrażam bez płynu złuszczającego z kwasem glikolowym. Genialnie redukuje suche skórki na mojej ultra suchej skórze i przygotowuje ją na nawilżenie. Polecam też kwas hialuronowy.

  • Odpowiedz Zapowiedz 29 marca 2020 at 15:41

    Effeclar Duo + używam od kilku dobrych lat i bardzo go lubię, właściwie to nie wyobrażam sobie zamienić go na coś innego 😉 a o rolerze już myślę od dłuższego czasu i na bank go kupię, tym bardziej, że ostatnio bardzo często widzę o nim mega dużo dobrych opinii 😉 Jak mi się sprawdzi, a pokładam w nim bardzo duże nadzieję, to wrócę i podziękuję w komentarzu 😀💪🏼

    • Odpowiedz Anna Popis 29 marca 2020 at 16:10

      To w takim razie do zobaczenia 🙂

    Zostaw odpowiedź