Kobiecym Okiem

Moment, w którym zatrzymałam się na chwilę

24 stycznia 2017

Taka jedna sytuacja, która sprowadza Cię do pionu i schodzisz na ziemię. Sytuacja ekstremalna, po której spojrzysz na swoje dotychczasowe narzekania i jest Ci najzwyczajniej w świecie wstyd.

Dzięki Temu tam na górze wszelkie choroby zawsze omijały nas szerokim łukiem. Jeśli już jakieś się napatoczyły, to był to niewinny katar trwający nie dłużej niż 4 dni. Dawaliśmy sobie z nim rade bo Rumcajsik przy odpowiedniej perswazji dał zrobić sobie psiku do noska.Tym razem było inaczej, bo Małego dopadł wirus zwany trzydniówką. A w tym dzikim kraju za zachodnią granicą dzieci leczy się dopiero jak ich życiu zagraża realne niebezpieczeństwo. Temperatura oscylująca w okolicy 40 stopni według nich nie jest żadnym powodem do zmartwień. Czy może być coś gorszego dla matki jak ogarniająca niemoc, bezradność, niemożność udzielenia pomocy swojemu dziecku, bo w tym kraju panują inne zasady w leczeniu?

Pojechaliśmy po południu na pogotowie bo żadne Nurofeny już nie pomagały, a Mały przelewał mi się przez ręce. Temperatura szła i szła w górę, a ja zaczęłam panikować. Podejrzewałam, że może być to trzydniówka, bo nie zdradzał żadnych innych objawów oprócz rozpalonego ciałka. A tu jak na złość w domu skończyły mi się lekarstwa. Serce waliło mi tak mocno, że jego bicie było zsynchronizowane z pulsowaniem w głowie i w oczach. Damy sobie rade sami w domu czy narażać dziecko na stres na pogotowiu, gdzie i tak pewnie niewiele mi pomogą. Dobra, nie ma na co czekać, jedziemy. Tak się bałam. Uspokajałam Małego, że zaraz mu pomożemy, ale sama nie byłam pewna czy taką pomoc otrzymam. Pogotowia kojarzą mi się jedynie ze złymi historiami, jakie mają często miejsce w Polsce. Tu nie było lepiej, pierwsze wrażenie katastrofalne, odrapane ściany, migocząca jarzeniówka w poczekalni, jakieś elementy społeczne na krzesełkach w kolejce na przyjęcie, niemiły personel. „ Nie dam zrobić mojemu dziecku krzywdy” ciągle tak myślałam kiedy byliśmy zdani na tych ludzi i na to miejsce. „ Żadne niekompetentne ręce nie tkną Cię tu kochanie” powtarzałam jak mantrę w myślach. A Mały, taki duży i silny jak na swój wiek, tym razem wydawał mi się taki malutki, kruchy i totalnie bezradny. Kiedy przyszła nasza kolej zajął się nami podejrzany, jak dla mnie, lekarz Ahmed jakiś tam.

Był spokojny, całkowicie opanowany ( w końcu to nie jego dziecko) i miał to „coś” co było mi akurat w tym momencie potrzebne. Ten jego spokój spływał na mnie dając mi poczucie, że wszystko będzie dobrze, że od tej pory już będzie lepiej. Dostaliśmy leki i zapewnienie, że tak ma być, że przejdzie, że niedługo będzie zdrowy. Poczułam się taka bezpieczna, dostałam siłę by walczyć o zdrowie mojego Malucha. I faktycznie, było lepiej, chociaż gorączka trzymała się nas jeszcze długie dni, to wiedziałam jak nad nią panować, swoim zachowaniem dałam też poczucie bezpieczeństwa Rumcajsikowi. Ktoś powie, „ Ale wariatka, przewrażliwiona, jeszcze wiele chorób przed Wami, a to tylko trzydniówka”, wiem. Ja to wszystko wiem.

To przykre zdarzenie dało mi wiele do myślenia. Wszystko, co przyjmuję i uważam za normalne, zdrowie, to, że mój Mały świetnie się rozwija, jest szczęśliwy, pełen życia, że mamy dach nad głowa, choć człowiek ciągle chce więcej i więcej, że mamy co do gara wrzucić, to wszystko jest takie ulotne. Nie u każdego niestety jest to normą. Te moje codzienne męczenie dupy, że mieszkanie małe, że na odludziu, że pusto, że samotnie, że mogłoby być lepiej i że inni na pewno mają lepiej, wydało mi się w obliczu tamtej sytuacji takie głupie. Po prostu błahe, głupie i nieważne. Tyle ludzi zmaga się z chorobą dziecka, tyle razy zdani są na innych, nie mają żadnego wpływu na sytuację, tyle razy nie mogą pomóc własnemu dziecku. Komuś najważniejszemu na świecie. O tym wszystkim nie myśli się dopóki sytuacja sama nas nie dotknie. O tym wszystkim nie myśli się, bo jakoś tak ponuro się robi, po co psuć sobie humor albo jeszcze gorzej, myślami sprowadzać nieszczęście.

W obliczu tamtej sytuacji zatrzymałam się na chwilę, rozejrzałam się dookoła i byłam wdzięczna, że mam wszystko, o czym inni marzą. Dla każdego Wszystko oznacza co innego. Wszystko to oczywistość, ale ja wiem, jak szybko można ją stracić. Takie sytuacje szybko weryfikują priorytety. Ty też się zatrzymaj, upewnij się, że wszystko, co najważniejsze masz przy sobie, całą resztę puść w diabły. Zdrowia i braku ekstremalnych sytuacji Nam wszystkim!

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź