Film i Literatura Kuchnia Lifestyle

Moje ukochane filmy na chandrę + pyszna i prosta sałatka

13 marca 2017

 

Mam taką listę filmów, które mogłabym oglądać na okrągło i nigdy mi się nie znudzą. Już samo wymienienie kilku tytułów przywołuje uśmiech na mojej twarzy i przemiłe uczucia. Są one doskonałym sposobem na chandrę, a za ich pomocą wnikam w filmowy świat i klimat jaki ze sobą niosą, całkowicie zapominając o rzeczach, które wprowadziły mnie w zły nastrój. Oto moje ukochane umilacze resetujące zmęczoną problemami głowę. Kolejność, poza pierwszym miejscem, jest zupełnie przypadkowa.

 

 

O mojej miłości do serialu Sex and the City mogłabym opowiadać godzinami. Nawet jeśli stroje, fryzury i czasy mocno zdeaktualizowały sią, to ten nowojorski klimat, umiłowanie do mody i życiowe perypetie bohaterek są tak wciągające, że trudno oprzeć się obejrzeniu po raz dziesiąty tego samego odcinka. Uwielbiam przenosić się do ich świata i razem z Carrie uronić niejedną łezkę nad okrutnością i bezdusznością męskiej natury 🙂 To produkcja w 100% o kobietach i dla kobiet. Dlatego możliwość obejrzenia ekranizacji tego serialu jest dla mnie zawsze czymś wyjątkowym. Pierwszy pełnometrażowy film uwielbiam za wszystko, natomiast druga cześć i przerysowane życie księżniczek Nowego Jorku, które tym razem sporo mieszają w Abu Dhabi zupełnie nie przypadła mi do gustu. Nie mniej jednak, Sex w wielkim Mieście jest na szczycie mojej antychandrowej listy.

 

Uwielbiam Bridget Jones. Zarówno pierwsza, jak i druga cześć filmu skradły moje serce swoją prostota, humorem i życiowymi problemami, tak bliskimi każdej kobiecie. To właśnie możliwość identyfikowania się z główną bohaterką, jej perypetiami i porannym kiepskim wyglądem sprawia, że film jest nam tak bliski. Świetny, lekki film, w którym nie brakuje emocji i po którym spojrzymy łaskawszym okiem na swoje odbicie w lustrze.

 

 

A oto moja trylogia z gatunku romantycznych komedii z udziałem świetnej Kate Hudson. ”Jak stracić chłopaka w 10 dni”, „Ślubne wojny” czy „Pożyczony narzeczony” gwarantują natychmiastową poprawę humoru. Może filmy nie pierwszej świeżości, ale jakże aktualne tematy! Mieszanka miłości, przyjaźni, humoru, intrygi, zdrady, pięknych strojów i magicznego Nowego Jorku w tle zapewni poczucie wyjątkowo dobrze spędzonego czasu.

 

 

Nie lubię zamieniać Nowego Jorku w tle filmu na jakieś inne miejsce, no chyba że chodzi o Paryż!
„ O północy w Paryżu” to wyjątkowa, lekka i wciągająca miłosna historia. Od początku można wyczuć romantyczny klimat tego miasta, a irracjonalne przenoszenie się w czasie głównego bohatera i spotkania z wielkimi twórcami literatury nadają filmowi niebanalnego charakteru.

 

Skoro o Paryżu mowa to cudowne „ 2 dni w Paryżu” zabiorą nas w podróż innego wymiaru. Piękne uliczki miasta, paryska kultura, uliczni grajkowie, a w tle wybuchowa mieszanka kulturowa – związek Francuski i Amerykanina. Film naszpikowany stereotypami, dobrymi dialogami, niebanalnymi historiami i fantastyczna gra mojej ulubionej francuskiej aktorki Julie Delpy. To zdecydowanie nie jest typowa romantyczna komedia, rzekłabym dramat, ale jaki!

„ 2 dni w Nowym Jorku” to kontynuacja wyżej wymienionej produkcji, a kontynuacje rzadko bywają dobre! Ta jest fantastyczna! Świetny humor, idealna historia, życiowe perypetie. Pewniak jeśli chodzi o antychandrowki.

 

„The Woman” film dla kobiet i o kobietach. O kobiecej przyjaźni, zdradzie mężczyzny i „Tej drugiej”, do której na końcu filmu mówimy „dobrze jej tak!”.

Prawda, ze wymienienie tytułu „Pretty Woman” przywołuje przyjemne uczucie ciepła w brzuchu? Stary, ale jary i ta końcowa scena, kiedy Julia Roberts wsiada do limuzyny, a w tle leci Is Must Have Been Love Roxette…Cudo!

 

 

Na koniec „ Pod słońcem Toskanii”, gdzie delektujemy się włoska kulturą, malowniczymi krajobrazami i jak zwykle w takich sceneriach bywa, miłością. Ale nie taką oczywistą. To droga bohaterki do poznawania siebie na nowo, do odnajdywania sensu życia po osobistych turbulencjach, a przy okazji nowych miłosnych uniesień. Piękna historia, wyjątkowo ciepła i mająca to „coś”, co sprawia, że nigdy się nie nudzi i pozwala przychylniej spojrzeć na świat.

I „Malowany welon”, chyba najbardziej poważna opowieść z wyżej wymienionych, prawdziwy wyciskacz łez. Historia miłości, intrygi, zdrady, nienawiści, rozpaczy i przebaczenia zamknięta we flakonie emocji. Przepięknie opowiedziana w dosyć długim filmie, ale gwarantuję, że ani przez chwilę nie poczujemy się znudzone.

 

 

A do antychandrowych filmów obowiązkowo coś do przekąszenia. To moja ulubiona sałatka, niezwykle prosta i baardzo smaczna.

 

Potrzebujesz:

 

Garść Rukoli

Pół dojrzałego awokado

6 pomidorków koktailowych

1/3 opakowania sera Gorgonzola

5 plastrów szynki dojrzewającej

garść czarnych oliwek – opcjonalnie

garść pestek dyni – opcjonalnie

 

Sos:

 

1/3 szklanki oliwy

3 łyżeczki miodu

Łyżka soku z cytryny

pół łyżeczki musztardy

sól

pieprz

 

Przygotowanie:

 

Pomidorki i rukolę umyć. Awokado obrać ze skórki i pokroić w półtalarki. Pokroić ser Gorgonzola na małe kosteczki. Uprażyć pestki dyni. Całość wsypać do dużego talerza, na wierzch ułożyć plastry szynki i posypać uprażonymi pestkami dyni. Pokropić wcześniej przygotowanym dresingiem. Smacznego!

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź