Parenting

Moje dziecko nie Ciociuje

7 marca 2017

 

Przychodzi taki wyczekany okres w życiu rodzica, kiedy dziecko staje się na tyle komunikatywne, żeby swobodnie porozumiewać się z otoczeniem. I nie mam tu na myśli opanowania podstawowych zwrotów, gdzie reszty trzeba się domyślać, a sprawną wymianę zdań. No właśnie…Otoczenie! Co z nim zrobić i kogo zaliczyć do Kręgu Zaufanych – cioć, wujków, pań, panów, w końcu Kasiek i Mańków, aby Oni nie czuli się niezręcznie, ale i My swobodnie?

Pamiętam jeszcze z czasów dzieciństwa, kiedy znajome mi dzieciaki na około miały ciocie i wujków. Zawsze dziwiłam się, skąd mają tak ogromną rodzinę. Zaskoczeniem było dla mnie to, że nawet sąsiadka była ciocią, podczas gdy dla mnie była po prostu Panią M. Jeszcze pół biedy, kiedy między Panią M. a mamą tego dzieciaka było dobrze. Gorzej, kiedy pokłóciły się na śmierć i życie, a ofiarą padła tutaj nadana funkcja „ Cioci”. Bo jak wytłumaczyć dziecku, że M. została właśnie zdegradowana do pozycji „Pani” i „Ciocia„ już pod żadnym pozorem mówić nie wypada? Chyba takim pragmatyzmem wykazali się moi rodzice, bo u mnie ciocie były tylko w rodzinie. I teraz z doświadczenia wiem, że to była bardzo dobra decyzja.

Pomieszkując za zachodnią granicą od początku doskonale widziałam różnicę między obywatelami Wschodniej Europy, a resztą świata. I nie chodziło tu o wygląd, na podstawie którego z daleka bez problemu rozpoznawałam słowiańskie pochodzenie. W ramach dygresji – Możemy się oburzać, rwać włosy z głowy i unosić się honorem, bo My do cholery, Polacy, żadnym wschodnioeuropejskim ludem nie jesteśmy, a środkowoeuropejskim! Niestety, takie pojęcie tutaj w świadomości ludzi nie istnieje. Termin ten został wymyślony najpewniej przez Nas, bo jakoś nie po drodze nam porównania z bardzo wschodnimi Ruskimi. Jest Wschód i Zachód Europy, a my jesteśmy na jego wschodnim końcu. A teraz możesz się głowić, po co ta dziewucha wyciąga takie pierdoły. A no już spieszę Ci z odpowiedzią.

Wracając do tematu, różnica ta polega na braku dylematów związanych z przypisanymi rolami w rodzinie i otoczeniu. Do teściowej nie zwracamy się Mamo, a per Ty, podobnie z teściem i sąsiadami. Dzieci w przedszkolu to wychowawczyń mówią po imieniu i nie ma to nic wspólnego z brakiem szacunku. Z nauczycielem ze szkoły językowej, który jest w podobnym wieku też jakoś dziwnie by to brzmiało, gdybym mu „panowała” Z resztą, na początku moje środkowoeuropejskie usposobienie nakazywało mi taką formę zwracania się do innych, ale szybko zostałam uświadomiona, że to domena ludzi Wschodu. JA – Ludziem Wschodu? O nie! Tym bardziej, że taka „nowoczesność” bardzo mi odpowiadała.

Skoro u nas, w Polsce, na taką Nowoczesność w relacjach międzyludzkich nie jesteśmy jeszcze gotowi, to chyba stworzyliśmy sobie pośrednią rolę między rodziną, a kimś per Ty i jest nim właśnie tytuł Cioci i Wujka dla osób z nami niespokrewnionych, z którego z resztą pewnie kiedyś będziemy się śmiali jak ze stryjków, świekierów ( dawniej teściów) czy sneszek (synowych). Swoją drogą, niesamowite te nazwy…

Zdecydowanie nie jestem fanką wrzucania wszystkich do jednego worka. Jakkolwiek by to nie brzmiało, to jednak ten rodzinny worek nieco inny od pozostałych. Nie należę też do grupy rodziców, którzy na pełnienie funkcji rodziców chrzestnych wybierają przyjaciół, bo i życie różnie potoczyć się może, a rodzina, to jednak rodzina. Od młodzieńczych lat, mimo ciągot, z racji wieku, do naśladowania, ciężko przechodziło mi przez gardło powtarzanie po rówieśnikach Ciociu i Wujku do osób spoza rodzinnego kręgu. Nie dlatego, że rodzice zakazali, a dlatego że jakoś to takie nienaturalne spoufalanie się ze wszystkimi starszymi znajomymi było dla mnie wręcz krępujące.

I totalnie zapomniałabym o tych dylematach, gdyby nie dawna, bardzo dawna wizyta naszych bliskich znajomych u nas w domu i moja chwila zawahania przy zwracaniu się do nich w obecności mojego dziecka. Pani i Pan, Ola i Tomek (imiona zmienione) czy Wujek i Ciocia? Ja na początku wybrałam o dziwo tą trzecią opcję i już przy samym wypowiadaniu Tych słów czułam się niezręcznie, a moje dziecko „wywaliło na mnie oczy”. Już wtedy wiedziałam, że ulepieni z tej samej gliny jesteśmy i „ciociować” nie będziemy.

Powiecie, że bzdury i nie ma nic złego, kiedy dziecko będzie się tak zwracało do najbliższych przyjaciół rodziny. Ok, skoro Oni nie mają nic przeciwko, to droga wolna, ja w każdym razie nie życzyłabym sobie, abym została mianowana na pełnienie funkcji Cioci dziecka niespokrewnionego ze mną. Tu mocno stawiam granicę między rodziną, a resztą świata – jakkolwiek ta Reszta bliska by nie była i zwracam się ku nowoczesnemu Zachodowi, bo zdecydowanie bardziej mi po drodze zwracanie się do mnie po imieniu niezależnie od wieku dzieciaka, niż per Pani, lub broń Cię Tam na Górze, Ciociu.

Ciocie mojego dziecka mogę policzyć na palcach jednej ręki i tak niech zostanie. Ale zawsze, na wszelki wypadek pytam, jaką formę zwracania się preferuje Ta osoba, zaznaczając że rodzinne role są już rozdane.

Sprawdź inne wpisy

2 komentarze

  • Odpowiedz MaSza 10 maja 2017 at 20:46

    Bardzo dobrze powiedziane! Myślę na ten temat dokładnie to samo i już dawno zapowiedziałam Mężowi, że jego kumple nie będą wujkami. Pozdrawiam 😉

    • Odpowiedz Anna Popis 18 maja 2017 at 08:31

      Masza brawo za postawienie sprawy jasno!;-)

    Zostaw odpowiedź