Sport i Zdrowie

Miłość nie od pierwszego spróbowania

28 lutego 2017

 

Między nami zdecydowanie nie było chemii. Próbowałam nie raz w to wejść i za każdym razem kończyło się tak samo – zniechęceniem i zaniechaniem dalszych prób. Na samą myśl pukałam się w głowę i wybierałam inną opcję, nie wymagającą aż tyle nakładu czasu i samozaparcia. Ale pewnego dnia, wkurzona przebiegiem wydarzeń, intuicyjnie sięgnęłam po buty i wybiegłam. W cholerę, w siną dal, która, co prawda okazała się 400 metrową drogą pokonaną na bezdechu, na tyle pozwoliła mi kondycja, a później próbie łapania oddechu i walce o przeżycie, ale załapałam to i już wiedziałam, że jesteśmy sobie pisani.

Przed czym uciekałam? Przed problemami, przed innym stanem rzeczywistości niż sobie to kiedyś wyobraziłam, przed niemocą i wszechogarniającym wkurzeniem, porzuconymi marzeniami, przed zmęczeniem, w końcu przed sobą, a może właśnie za sobą goniłam, bo gdzieś tam po drodze pogubiłam się i nie wiedziałam, czy Ja to jeszcze Ja, czy już zupełnie inna osoba.

Mowa o bieganiu i o tym, co dostałam w zamian, bo Ten stan umysłu i, jak to określam, przewietrzenie głowy, było odpowiedzią na moje potrzeby. Tu nie chodziło tylko o to, albo może nawet wcale, aby po pojawieniu się dziecka wrócić do formy i satysfakcjonującej sylwetki, a przede wszystkim o to, żeby wyjść z domu i pobyć chwilę sama ze sobą. Tylko ze sobą. I w tym bieganiu odnalazłam właśnie to, czego szukałam – siebie.

Brzmi epicko, ale początki wcale takie nie były, bo oprócz jasnego umysłu i antydepresanta w jednym, otrzymałam zakwasy na całym ciele, które skutecznie utrudniały mi życie przez dobre kilka dni. Matka na taki luksus pozwolić sobie nie może, toteż do mojej następnej sesji terapeutycznej postanowiłam podejść lepiej przygotowana, aby bieganie, mimo swoich psychologicznych dobroczynnych właściwości, nie stało się dla mnie jednorazową przygodą, a przyjemnością, która zagości na stałe w moim rozkładzie dnia. Tym bardziej, że pamietam na czym stanęły próby biegania z moim mężem przed kilkoma laty, właściwie to ZA moim mężem, który był absolutnie przeciwny przerwom w treningu, a jego tempo o mało nie zaprowadziło mnie na tamten świat. Po takiej „przyjemności” rzuciłam w cholerę buty do biegania w najciemniejszy zakamarek szafy.

Na początku zaplanowałam sobie trening co drugi dzień. Nie chciałam już podczas pierwszego zaplanowanego biegu wypluć płuc, dlatego skorzystałam z pewnego schematu dla początkujących. Uznałam, że bez przystanku dam rady pobiec 5 minut (!!!), a później zrobię minutę przerwy na marsz. Całość powtórzę 4 razy. Było do dupy, ale wytrwałam. Czułam jak pulsują mi oczy, dłonie i stopy, a twarz miałam… no straszną miałam! Byłam wściekła na siebie, że idzie mi to tak ciężko, podczas gdy inni przebiegali obok mnie w zawrotnym tempie. Ale zawzięłam się. Miałam wybór, albo ja pokonam tą trasę, albo trasa pokona mnie! Czytaj, albo wezmę życie w garść, albo to życie weźmie mnie.

Schemat, który sobie obrałam powtarzałam 3-4 dni biegowe. Później dodawałam minut, z 5 -ciu ciągłego biegu, przeskoczyłam na 7 z minutową przerwą i tak 4 razy. W końcu po systematycznych treningach udało mi się wyeliminować marsz i przebiec 20 minut bez przerwy. 20 minut świadomego biegu! To było coś!

Następnie dodawałam kolejne minuty i przyzwyczajałam organizm do większego wysiłku. Dziś bez problemu przebiegnę godzinkę w dobrym tempie, ale w moim przypadku nie ma sensu, gdyż do przegadaniu ze sobą bieżących problemów, spraw i celów, najzwyczajniej w świecie dopada mnie nuda! Dlatego 45 minut uznaję za zupełnie wystarczające, aby zachować jasny umysł i stworzyć w głowie kolejny wpis na blog.

Poniżej prezentuję tabelkę ze schematem biegania dla początkujących.

 

 

To może utrudnić połknięcie bakcyla

 

Bezapelacyjnie i na pierwszym miejscu rzeczy utrudniających rozpoczęcie biegania jest…. samo myślenie o nim! Jeśli Wyznaczymy sobie już godzinę W w ten Jeden, Jedyny Dzień, to możesz być pewna, że nic z tego nie wyjdzie. Zbieranie się do wyjścia jak „pies do jeża” tylko oddala naszą chęć na poruszanie się i bądź pewna, że szybko ona nie wróci. Zatem ubierz się, nie rozmyślaj zbyt wiele, że Ci się nie chce, że pewnie jutro będzie lepiej, że brzydka pogada, że późno, po prosu WYJDŻ! zobaczysz, będziesz zadowolona.

 

Muzyka

 

Nie wyobrażam sobie joggingu bez ulubionej muzyki, ale ona paradoksalnie na początku może być dużą przeszkodą. Te skoczne, szybkie kawałki przy pierwszych próbach biegania są mordercze, bo nieświadomie dostosowujemy swoje tempo do rytmu muzyki. Efektem będzie zadyszka po pierwszych dwóch minutach. Ja czasami też się na tym łapię. Niby jestem rozbiegana, bo truchtam już dobre 30 minut, a tu nagle wyskakuje mi w playliście szybki kawałek i nim się obejrzę, pędzę co sił w nogach. Wtedy od razu przeskakuję na coś wolniejszego i wyciszam tempo, uważając przy tym na równy oddech, gdyż za rogiem po takiej akcji czai się kolka. Dlatego na początku lepsze będą umiarkowane rytmy, które wyniosą Cię na spokojne wody biegania lub w ogóle zrezygnowanie z muzyki na rzecz wsłuchania się w swój równy oddech.

 

Strój

 

Nie ma nic bardziej wkurzającego od niedopasowanego stroju. Za krótkie, za szerokie, zbyt obciśle lub za luźne, za lekko, za grubo, nie ważne, każda niedogodność może wyprowadzić z równowagi i skupić uwagę na poprawianiu stroju, zamiast na równym oddechu. Strój – niby pierdoła w tym całym przedsięwzięciu, a potrafi uprzykrzyć życie. Warto więc wybrać coś, do czego jesteśmy przekonane. U mnie najlepiej sprawdzają się długie getry – niezależnie od temperatury i niezbyt obcisły top w lecie.

A jeśli już mowa o ubiorze, to jak już poczujesz radość z wysiłku i przewietrzenia głowy jakie daje bieganie, spraw sobie jakieś nowe ubranko. Nie musi być to coś dużego i kosztownego. Wystarczy nowa koszulka w kobiecym kolorze i będzie git, od razu poczujesz się lepiej.

 

Droga

 

Na początku lepiej wybrać mniej uczęszczane ścieżki. Przeciskanie się przez tłumy albo to wrażenie, że każdy się na nas gapi nie dodaje odwagi, a bywa frustrujące. Formę ćwiczy się w ciszy, a na eskapady przyjdzie jeszcze czas.
Dobrze jest też zmieniać co jakiś czas trasę. Z własnego doświadczenia wiem, że znane do bólu ścieżki nie przynoszą przyjemności i jogging najzwyczajniej w świecie zaczyna nudzić. Urozmaicenie ma duże znaczenie.

 

Pora na korzyści

 

To jeden z tych sportów, do którego uprawiania nie potrzebujesz wiele. Najważniejsze są buty, musza być wygodne i przeznaczone do tego typu aktywności fizycznej. Dobrze, jeśli są odrobinę większe, gdyż podczas ruchu stopa leci do przodu. Do tego wygodny, sportowy strój i już jesteś gotowa. Pora zadbać o siebie.

Zawsze wydawało mi się, że bieganie nie przyniesie dużych i co najważniejsze, widocznych korzyści mojemu ciału. Faktycznie jest tak, że jakiekolwiek efekty widoczne są po długim, długim czasie systematycznego biegania. Ale, jak wiecie, nie taki aspekt był dla mnie ważny. Pierwszym efektem nie będzie wyrzeźbione ciało, a wolna głowa. Dosłownie. Dlatego bieganie jest tak uzależniające. To czas, kiedy można być samym ze sobą. Ze swoimi myślami, marzeniami, planami czy refleksjami nad wkurzającymi sytuacjami z życia codziennego. Z każdym krokiem problemy wydają się być mniejsze, a wraz ze wzrastającą formą i radością z pokonywania własnych słabości w postaci wzniesienia wcześniej nie do pokonania, rośnie wiara we własne siły i poczucie, że to Ty jesteś panem własnego losu, a to pierwszy i najważniejszy krok do dobrej zmiany.

Bieganie uczy pokory, cierpliwości, wyciszenia i systematyczności. To najlepszy odstresowywacz jaki znam. I chociaż najtrudniej jest pokonać próg własnego domu (zmagam się z tym prawie za każdym razem), to uwierz, za chwilę poczujesz, że było warto.

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź