Parenting

Matko, dokąd Ci tak spieszno?

12 marca 2018

 

Przeglądałam zdjęcia, bo pomijając moje kurze łapki, tylko na nich jak na dłoni widzę upływający czas. Po raz kolejny pluję sobie w brodę, że nie wydrukowane, że tylko na dyskach pamięci, że nie posegregowane, że jak komp padnie, to moje wspomnienia zamknięte w kadr szlag trafi…Na jednym zdjęciu, choć kiepskiej jakości i dla kogoś postronnego kompletnie nic nie warte, zobrazowane całe moje zmartwienia – uśmiech mojego dziecka z pierwszymi dwoma ząbkami. Tyle obaw, kiedy wyjdą, czy będą jakieś dolegliwości z nimi związane, czy będę mogła dalej bez bólu karmić, czy nie za wcześnie, albo nie za późno, bo córeczka Oli już dawno uzębiona…Na kolejnym zdjęciu widzę Małego niepewnie stawiającego pierwsze kroki, wciąż potrzebującego mojej asysty. Podejrzewam, że miał ok 12 miesięcy i 3 tygodnie, bo właśnie wtedy zaczął chodzić. Jak ja chciałam, żeby to nastąpiło trochę wcześniej, przecież ja podobno już pewnie śmigałam mając 9 miesięcy…A On, jak na przekór, wszystko we własnym tempie, według własnego zegara. No i to zdjęcie na rowerku biegowym i niewinne sprzeczki z moim mężem, że pora go schować, że czas przesiąść się na normalny rower, bo się „rozleniwi“ i nie będzie chciał pedałować. Jak tak patrzę na te wszystkie ujęcia to uświadamiam sobie, że My – rodzice to bardzo niecierpliwa społeczność – zawsze chcemy szybciej, więcej, mocniej…

Zauważcie, że gdzieś tam z tyłu głowy towarzyszy nam założenie, że „wcześniej“ jest zawsze lepiej, a obawa przed „za późno“ kroczy za nami na codzień, choć sami przed sobą nie chcemy się do tego przyznać. Podobno żaden z nas nie bierze udziału w wyścigu na najlepszego rodzica i najszybciej ogarniające rzeczywistość dziecko, a w domowym zaciszu przeszukujemy Internet w poszukiwaniu odpowiedzi, jak skłonić dziecko do korzystania z toalety, wkładamy sztućce w małe rączki „niewinnie“ naciskając na naukę posługiwania się nimi, wprowadzamy w cudowny świat słowa pisanego zmuszając w formie „zabawy“ do nauki liter. Jasne, na wszystko jest czas i kto, jak nie my, mamy dać sygnał do jego rozpoczęcia- czas na odstawienie od piersi, czas na przyuczenie do korzystania z toalety, czas samodzielnego jedzenia, jednak martwimy się kiedy dziecko, jak nam się wydaje, robi coś w zbyt dziecinny sposób, zbyt powolny dla nas sposób. Nie chcemy, aby zostało w tyle za innymi, to jasne. Ale czy nie warto poluzować trochę szelki? Czy naprawdę myślimy, że nasze dziecko będzie raczkowało aż do szkoły podstawowej, albo chodziło w pieluchach do czwartego roku życia? Samo zacznie mówić, bez zbędnych wspomagaczy w odpowiednim dla siebie tempie i czasie, po co ten pośpiech? Jeśli nie ma żadnych obaw związanych z upośledzeniem rozwoju to pora odpuścić i pozwolić dziecku być dzieckiem. Tak szczerze, czy za kilkanaście lat też będziemy tak ich pospieszać do wejścia w dorosłość? Do szybszego dorastania, do wychodzenia na imprezy, randki, do zrobienia prawa jazdy i używania kosmetyków?

Jakiś czas temu zauważyłam, że Mały powrócił do oglądania, jak to nazywam, głupich bajek! Bez morału, bez tekstu, bajek przeznaczonych dla dużo młodszych dzieci. Najczęściej były to koparki, które przy akompaniamencie dziecinnych melodii ładowały kamordole. Na początku byłam trochę zmartwiona tym faktem, ale ostatecznie zdałam sobie sprawę z kilku spraw. Po pierwsze, po codziennym długim pobycie w przedszkolu, gdzie jest aż nadto stymulowany intelektualnie zajęciami z angielskiego, niemieckiego, rytmiki, judo, szachów oraz z panią logopedą zwyczajnie zasługuje na chwilę relaksu przy mało wymagającej rozrywce. Skoro my możemy się relaksować przy odmóżdżaczach typu „ Keeping up with the Kardashians“ albo przeglądając Pudelka nie widząc w tym nic strasznego, to dlaczego mamy pozbawiać dzieci możliwości resetu szarych komórek? Po drugie, zauważyłam, że podczas tego 15 – minutowego seansu Mały posługując się swoimi zasobami intelektu analizuje sytuacje, przewiduje rozwój akcji, wskazuje na banały i nielogiczne rozwiązania występujące w „bajce“, a więc nawet podczas tak mało wymagającej rozrywki główka pracuje. No i wreszcie po trzecie, myślę, że zdecydowanie więcej szkód niż bajki i zabawy „poniżej poziomu dziecka“ wyrządza popędzanie go do dorosłości. Wywieranie presji i postępowanie, jakby dzieciństwo było nieustającym wyścigiem, którego punktem kontrolnym jest porównywanie osiągnięć z rówieśnikami jest szkodliwe nie tylko dla dzieci, ale i dla nas. W tym pędzie łatwo zgubić piękne chwile, które są przywilejem wieku przedszkolnego. Za chwilę i tak wszystkie wylądujemy z nosem przed ekranem komputera czy telefonu gapiąc się z mokrymi ze wzruszenia oczami w zdjęcia i nie mogąc wyjść z podziwu jak ten czas zasuwa. Dajmy mu toczyć się swoim tempem, w końcu dokąd Ci tak spieszno, Mamo?

Sprawdź inne wpisy

2 komentarze

  • Odpowiedz Kfiatushek 13 marca 2018 at 07:33

    Też tak czasem mam, że chce żeby Junior umial nowe rzeczy już teraz natychmiast. A czym trzeba odpuścić i zazwyczaj po kilku dniach młody sam zalapuje. Wystarczy dac mu chwilę.
    A co do resetu szarych komórek to każdy tego potrzebuje bez względu na wiek 😉

  • Odpowiedz Julia 13 marca 2018 at 20:46

    Ja też przeglądam zdjęcia i za każdym razem nie mogę wyjść z podziwu jak ten czas szybko leci. Niedługo zamiast ciągle naciskając na większą niezależność mojej córeczki będę pragnęła żeby jeszcze była moja, taka malutka, taka przytulająca się i chodząca ze mną za rączkę. Wtedy, jak te wszystkie rzeczy nieodłącznie związane z wczesnym dzieciństwem miną i o godzinnym przytulaniu z nią będę mogła tylko pomarzyć, zapytam się siebie dokąd było mi tak spieszno
    pozdrawiam Aniu

  • Zostaw odpowiedź