Uroda

Maszyna wielofunkcyjna, która gotuje, inhaluje i ratuje włosy oraz skórę. Pewnie Też ją masz.

19 marca 2017

 

Brzmi nieźle i trochę nieprawdopodobnie prawda? To jeden z moich najlepszych zakupów, jaki kiedykolwiek udało mi się dokonać. Mój cudotwórca długo przeleżał pod kołderką kurzu na szafce w kuchni, aby w końcu doczekać się swoich pięciu minut. No i jego czas trwa w najlepsze, bo oto przedstawiam Wam maszynę do gotowania na parze! Kupiona za niecałe 100 zł, a warta o wiele więcej, bo jej domowe zastosowanie jest wszechstronne.

Pewnie wiele z nas ma taki etap za sobą, albo jest tuż przed nim z racji zbliżającej się pory roku, że postanawia przejść na zdrowy tryb życia. Ze zdrowiem nijak ma się smażone jedzenie, toteż przechodzimy na GOTOWANE. Gotowane jedzenie nie spełnia naszych smakowych oczekiwań, toteż maszyna ląduje w najdalszym kącie szafki. Znienawidzona za swoją bezużyteczność i wyrzucenie pieniędzy w błoto, może przeżyć swój renesans. A jak? Sama zobacz w jaki sposób stała się dla mnie niezbędna.

Właściwie, to używam jej do gotowania tylko jednego dania dla mojego Rumcajsika – rybki z warzywami. 30 minut i obiadek sam się ugotował! I tylko takie zastosowanie miała ta maszyna przez jakieś 1.5 roku. Do czasu, kiedy mój Mały nabawił się okropnego kataru, który trwał w nieskończoność. Jako, że inhalacje przystosowanym do tego sprzętem odpadały w przedbiegu ( bardzo bał się tego urządzenia) pogłówkowałam trochę i znalazłam inną metodę.
Do rynienki na wodę wsypałam trochę specyfiku do inhalacji w postaci granulek. Zamknęliśmy się w łazience i włączyłam maszynę na parę. Po chwili pomieszczenie wypełniło się eukaliptusowym zapachem. Podczas zabawy w puszczanie statków w wannie, Rumcajsik wdychał parę udrażniającą jego nosek.Takie połączenie przyjemnego z pożytecznym, bez konieczności podłączania i przykładania tych rur inhalujących do twarzy. Takie sesje powtarzałam jeszcze kilka dni z rzędu po 30 minut. Efekt był rewelacyjny, udrożniony nosek i spokojna, prawie przespana noc.

Za każdym razem, kiedy zaczynają się „nosowe” problemy korzystam z tego sposobu.
Naturalnie, rynienkę i koszyczek trzeba dobrze wymyć i wywietrzyć, żeby nie przesiąknęły zapachem olejku, zresztą w mojej maszynie mam kilka koszyków i jeden przeznaczam na tego typu cele.

Jakiś czas temu zafundowałam sobie u fryzjera zabieg regenerujący na włosy z wykorzystaniem sauny. Zaaplikowano mi ampułkę po czym spędziłam 20 minut pod specjalną maszyną wytwarzającą parę. Efekt był niesamowity i przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Para zrobiła swoje, specyfik wchłonął się idealnie. Włosy dosłownie wypiły tą mieszankę, a ja mogłam cieszyć się sypkimi i odżywionymi włosami.

 

Główkowałam nad tym, jak mogę uzyskać podobne efekty z wykorzystaniem domowych sposobów i bez konieczności wydawania majątku na specjalną maszynę i oto bam. Mam! przecież mam taką saunę w domu. No dobra, może nie tak wygodna i nie dostosowana do tych celów, ale przy odrobinie gimnastyki będzie ok.

No i tak też zrobiłam. Nałożyłam ulubioną maskę na włosy, nachyliłam się nad pracującym urządzeniem i już czułam, że jestem w domu. Działa! Uważając żeby nie oparzyć się parą, zmieniałam pozycje, aby wszystkie włosy miały możliwość skorzystania z jej mocy. Uzbroiłam się w cierpliwość na 20 minut, ale było naprawdę warto. Efekt był jak po wizycie w salonie. Od tamtej pory staram się regularnie fundować sobie takie parowe odżywianie. Testuję naturalnie różne specyfiki, od ampułek, poprzez domowe mieszanki, na maseczkach i maskach kończąc.

 

 

Ostatnio używam regenerującej maski Linecure Deep Repair, którą zakupiłam w sklepie fryzjerskim za ok 40 zł i jestem z niej bardzo zadowolona. Producent obiecuje głęboką regenerację włosów zniszczonych i przesuszonych. I muszę przyznać, że wywiązuje się z tych obietnic bardzo dobrze. Zawiera keratynę i ekstrakty z roślin pochodzenia morskiego, które świetnie nawilżają kosmyki. Włosy po jej zastosowaniu są miękkie, lśniące, odżywione i sypkie. Bardzo lubię ten efekt, który po dodatkowym zastosowaniu mojej domowej sauny jest jeszcze lepszy. Ogromnie polecam Wam tę maskę, nawet jeśli nie zamierzacie stosować jej pod saunę.

Pomyślałam, że skoro włosy po zastosowaniu takiej sauny mają się bardzo dobrze, to na pewno z cerą będzie podobnie. Sauna działa na zasadzie parówki, więc jako zabieg na twarz ma wiele zastosowań. Można oczyszczać w ten sposób pory przy użyciu ulubionego hydrolatu lub wspomagać wchłanianie maseczki i spotęgować w ten sposób jej działanie. Ja właśnie najczęściej używam jej w tym drugim celu. Trzeba jedynie uważać, w końcu twarz rozgrzewa się bardzo szybko, a para stale jest wytwarzana, toteż kosmetyki i składniki, które zostaną wchłonięte należy dobierać bardzo starannie. Najczęściej stawiam na maseczki domowej roboty lub naturalne składy masek kupionych od sprawdzonego producenta.

 

 

Kto by pomyślał, że jeszcze 1.5 roku temu potrafiłam obejść się bez tej maszyny. Z początku nabyta pod wpływem postanowienia o zdrowym gotowaniu, teraz niezbędny sprzęt w domu.
Warto rozejrzeć się w Discountach na promocjach za tym cudotwórcą, cena niewygórowana jak na szeroki wachlarz zastosowań.

Sprawdź inne wpisy

6 komentarzy

  • Odpowiedz Aneta 23 kwietnia 2018 at 08:45

    nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 23 kwietnia 2018 at 08:47

      Moja droga widocznie nigdy nie dopadał Cię dietetyczna psychoza i konieczność gotowania na parze wszystkich potraw;-)

  • Odpowiedz Katarzyna Mierzwa 23 kwietnia 2018 at 09:17

    Ja mam tylko taki wkład do garnka do gotowania na parze, ale taka maszyna chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu:). Powiem ci że nie wpadłabym chyba na to zęby jej używać do inhalacji :D. Na szczęście moje dzieci się do inhalatora przyzwyczaiły dość szybko. Też chodzę do fryzjera na saunę, bo tak samo jak u Ciebie pomaga moim zniszczonym włosom.

    • Odpowiedz Anna Popis 23 kwietnia 2018 at 10:20

      Kasiu to wkład do garnka w przypadku włosów odpada 😉 ale w przypadku maseczki na twarz, gdy nikt nie widzi…czemu nie :-)?

  • Odpowiedz Kasia O 23 kwietnia 2018 at 09:24

    Jakaś Ty pomysłowa! 🙂 Bardzo fajny pomysł i zazdroszczę, że możesz z niego korzystać, bo ja ze swoją cerą naczynkową mogę tylko pomarzyć 🙁

    • Odpowiedz Anna Popis 23 kwietnia 2018 at 10:19

      Kasiu, a włosy? Zawsze możesz jeszcze zrobić saunę na włosy tą metodą:-)

    Zostaw odpowiedź