Parenting

Mamy 3 latka! A mi cholernie smutno

12 grudnia 2016

No i stało się, stuknęło nam 3 latka. Sama nie mogę uwierzyć w to, jak szybko zleciał ten czas. Kiedy??! Między dziesiąta z kolei nieprzespaną nocą, miedzy tymi niekończącymi się karmieniami, między setkami spacerowych kilometrów przemierzonych na nogach po parkach i placach zabaw? A może między godzinami spędzonymi nad malowankami, książeczkami, zabawkami i grami?Między przytulaniem, głośnym śmiechem, tańcem – wygłupiańcem? Gdzie schował się ten czas? Dzień za dniem, rutyna, codzienność, nie pozwalają dostrzec nam upływającego czasu. Dopiero daty takie jak te, daty urodzin, pozwalają przystanąć na chwilę, sięgnąć pamięcią do w sumie całkiem niedawnych czasów i zdać sobie sprawę, jak bardzo wszystko się zmieniło, jak bardzo zmieniło się moje dziecko, jak bardzo zmieniliśmy się my, rodzice, nasza relacja i w końcu jak bardzo zmieniłam się ja! Ale ten czas leci!

Czas zmian

Przyszli goście, wszyscy w kolorowych czapeczkach z uśmiechami na twarzy. A mi jakoś nie było do śmiechu. Jakoś tak nie przyjęłam tej daty z wielką radością. Znam siebie już całkiem dobrze i przestałam winić się za to, że jestem taka sentymentalna i tak ciężko żegnam się z rzeczami i stanami, które tak dobrze znam. Szybko przywiązuję się i ciężko jest mi zrobić temu pa pa. Ktoś powie „słabość” ja powiem „siła”, bo zaakceptowałam tą składową mojej osobowości i umiem się z nią obchodzić. A ja przyzwyczaiłam się do tej dwójeczki z przodu. Trójka to już całkiem co innego, to inne potrzeby dziecka, to inny czas, to inne dziecko i w końcu inne rodzicielstwo.

Czas podsumowań

Czasami zastanawiam się nad tym, jak bardzo zmieniło mnie macierzyństwo i jak bardzo zmienił się mój związek z mężem. Sporo przeszliśmy i tu postawię kropkę. Wracając do mnie, to drugie urodziny mojego Malucha przyniosły ze sobą możliwość picia gorącej kawy! Alleluja!, Tak jest, wreszcie mogłam na stałe wprowadzić do swojego dnia możliwość wypicia gorącej kawy. Bo miałam na to czas. Miesiąc po drugich urodzinach Rumcajsika odstawiłam cyckowanie. Po długich, czasami meczących, ale nade wszystko pięknych 25 – ciu miesiącach karmienia piersią zrobiliśmy ten krok. I tu pierwszy raz poczułam, ze czas leci, że to już se ne vrati. To była prawdziwa rewolucja, zaczęłam żyć bez konieczności wybudzania się 6 razy w ciagu nocy na karmienie, a może inaczej, robienie za smoczek. Zaczęłam przypominać bardziej kobietę niż Zombie. Ale to nie jedyna rewolucja w tym dwuletnim okresie. W kwietniu, a więc w wieku 2.5 latek mój Maluch poszedł do przedszkola. Były łzy, łzy moje i mojego synka. Pierwszy poważny etap w życiu tego małego człowieka. Pierwszy obowiązek. Trudny tym bardziej, że wszyscy w około mówili w innym języku niż mój Mały był do tego przyzwyczajony. Musiał zmierzyć się nie tylko z nowym otoczeniem, ale przede wszystkim z dezorientacją spowodowaną obcym językiem. To był też okres ciężki dla mnie, bo miałam świadomość tego, a przede wszystkim miałam wyrzuty sumienia, że rzucam Małemu od samego początku kłody pod nóżki. Mogło być łatwiej, a jest trudniej, mógł ogarniać tylko jeden język w ojczyźnie, a tak musi na obcej ziemi zmierzyć się od razu z takimi trudami. Wiem, że to zaprocentuje w przyszłości, jednak narazie on o tym nie wie.
Zapomniałabym wspomnieć o czymś równie ważnym, jeśli „zauważalnie” i „namacalnie” nie najważniejszym aspekcie. Bo komuś tu spadł włos z głowy! Gdzieś w połowie drugiego roku życia, a może bliżej trzeciego, wybraliśmy się pierwszy raz do fryzjera. Zrobiłam to po odpowiednim przygotowaniu Rumcajsika na tą rewolucję i tylko i włącznie za jego zgodą. Jak już wcześniej powiedziałam, jestem sentymentalnym stworzeniem i razem ze spadającymi na podlołgę jaśniutkimi kosmykami mojego dziecka, spadały moje łzy. A było ich naprawdę wiele. żeby nie było mi tak smutno, wzięłam na pamiątkę obcięty kucyk. Jakoś trzeba oswajać swoje demony.

Czas obaw

Dlaczego do cholery jest mi tak smutno?! Może dlatego, że wreszcie nabyłam świadomość upływającego czasu? Nie żebym go wcześniej nie miała, ale oto stoi przede mną trzy lata mojego życia. Trzy lata! Prawdą jest, że dopiero po dzieciach widzisz jak ten czas szybko leci.
W moim założeniu „małe dziecko” to takie do trzech lat. I to się akurat nie zmieniło .To czas na beztroskie zabawy, branie dnia takim, jaki jest, nie komplikowanie sobie życia myślami o odleglej przyszłości. Bo wszystkim czego potrzebuje to rodzice, ich uwaga i miłość od nich płynąca. Teraz natomiast, po przekroczeniu tej „Trójki” zaczynają się schody, bo trzeba bardziej świadomie zwracać uwagę na otoczenie, wspomagać zainteresowania dziecka, wpajać pewne wartości, podtrzymywać relacje z rówieśnikami i pozostałymi członkami rodziny, którzy tworzą bardzo ważne tło, a wręcz fundament moralny dla tego małego człowieka. Nie żebyśmy tego wcześniej nie robili, ale teraz jakby bardziej świadomie trzeba podejść do tematu.O nie mówieniu w obecności dziecka rzeczy, które nie chcielibyśmy żeby później powtórzył nie wspominając. Pytania typu „ Czy moje dziecko będzie tu szczęśliwe?”, „ Gdzie je wychowywać”, albo „jak wykorzystać i wspomóc jego potencjał” czy też „ czy zarażać go już pewnymi pasjami i ukierunkowywać na sport?” A jeśli tak, to jaki? To te, które pojawiają się coraz częściej w mojej głowie. Teraz w końcu mózg trzylatka jest na tyle rozwinięty, że odwdzięcza się dobrą pamięcią i to ta pamięć jest dla mnie jak wielka skarbonka. Ile do niej włożę wspomnień, a chciałabym same najpiękniejsze, tyle korzyści z niej wyciągnie moje dziecko w dorosłym życiu. I to właśnie tej skarbonki boję się najbardziej. Może nie tyle obawiam się jej, co czuję przed nią wielki respekt. To zwierciadło, w której będzie odbijać się nasze rodzicielstwo, nasze sukcesy, ale też błędy, których na pewno popełnimy sporo. To coś, co trzyma mnie w ryzach, daje kopa do działania, powoduje, że staram się mocniej i intensywniej, daję z siebie czasami więcej niż pozwalają mi na to moje siły, to bez wątpienia największy motywator. Zawsze chciałam być świadomą mamą. Wiem, jak wielki mam wpływ na moje dziecko, wiem jak wiele chcę mu przekazać i pokazać, w końcu wiem też, jak wielka odpowiedzialność na mnie spoczywa. I to TA świadomość często przyprawia mnie o ból głowy i ledwo widoczny uśmiech na trzecich urodzinach mojgo Malucha.
Przecież zawsze miałam dosyć jasny obraz tego, jak chcę kształtować moje dziecko, ale czy rzeczywistość nie zweryfikuje moich zamiarów? Chciałabym temu wszystkiemu podołać.

Quo Vadis Matko?

No właśnie, te trzy lata miały ogromny wpływ na to, jaką jestem osobą. Bardzo się zmieniłam, wiem, czego chcę, jestem silniejsza. Można by powiedzieć: nauczyłam się siebie. Dowiedziałam się, co znaczy bezwarunkowa, absolutna miłość, miłość do dziecka. Odnalazłam w sobie też ogromne pokłady cierpliwości, o które nie posądziłabym siebie nigdy wcześniej. Dowiedziałam się, że czasami potrzebuję pobyć sama. Sama ze sobą, w absolutnej ciszy. Tylko Ja i Ja. Tak, żeby wszystko sobie poukładać i przemyśleć. A mam o czym myśleć.
Nabyłam ważną umiejętność – przestałam ignorować swój wewnętrzny głos. Jeżeli czuję, że z czymś nie będę szczęśliwa, to na siłę nie próbuje tego zmienić i wmawiać sobie, że jest inaczej. Nie walczę z tym. Ufam sobie. Szkoda mi już na takie pierodoły czasu. Bo leci on w zastraszającym tempie. Staram się być dla siebie ważna. Wiem też, co jest ważne dla mnie.
Trzy lata to też wystarczająco dużo aby nabrać dystansu do macierzyńskiej roli.To w końcu czas na to, żeby zadbać o siebie, przestać wracać z zakupów ubraniowych z pełną siatką ciuszków dla dziecka, a wybierać rzeczy ( czasami mało praktycznymi ) dla siebie. To czas sprawiedliwego podziału obowiązków rodzicielskich, bo już na szczęście nie jesteś bezwzględnie potrzebna do byle pierdnięcia. To w końcu czas zastanowienia się, czy oby na pewno we właściwą stronę zmierza moje życie i czy chcę aby tak wyglądało? Jeśli nie, to konieczna jest zmiana bo to już Ten czas!
Kiedy mój Rumcajsik zdmuchiwał świeczkę na torcie, ja w myślach zdmuchiwałam też moją. I życzyłam sobie jednej, jedynej przyziemnej rzeczy. Ale podobno o marzeniach nie wolno mówić głośno, zatem zamilknę. Quo Vadis kobieto? Wiem dokąd! I dzięki temu teraz uśmiech nie schodzi mi z twarzy.

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź