Uroda

Mała kasa, duże działanie, czyli niedrogie kosmetyki godne polecenia # 2

3 lutego 2017

To drugi wpis z tej serii (pierwszy tutaj</a> ) i nie ukrywam, że czuję wielką przyjemność z jego pisania. Bo kto nie lubi dostawać wiele za niewiele?
No to lecimy!

Z racji wykonania ostatnio keratynowego prostowania włosów szukałam odpowiedniej pielęgnacji do moich kosmyków. Wchodziły w grę tylko te bez parabenów, soli, SLS i tego typu „ulepszaczy”, czyli ogólnie rzecz biorąc, mniej chemiczny skład. Znalazłam taki szampon, który urzekł mnie konsystencją, pojemnością, działaniem i ceną rzecz jasna. To Natura Siberica – szampon rokitnikowy do włosów zniszczonych z efektem laminowania. Producent, jak każdy, obiecuje cuda, regenerację, wygładzenie i domykanie łusek włosa. Nie potwierdzę dokładnie tych rezultatów, bo po kilku zastosowaniach doczytałam się zawartości soli w składzie, co działa niekorzystnie na moje keratynowo wyprostowane włosy. Nie mniej jednak, te kilka zastosowań pozwoliło mi wyrobić bardzo dobre zdanie o tym produkcie. Świetnie się pieni, pięknie pachnie, nawilża włosy i ułatwia rozczesywanie. Niestety, nie próbowałam stosować po nim zalecaną przez producenta odpowiednią maskę z tej serii, a szkoda, bo opinie na wizażu są świetne. Polecam wyprobować i myślę, że zarówno działanie, pojemność ( 400 ml) jak i cena (ok 20 zł) przypadnie do gustu nie jednej kobitce.

 

Po dobrych doświadczeniach z rosyjskimi kosmetykami do włosów z serii Babuszki Agafii, skusiłam się na maseczkę do twarzy. Wybór był dosyć trudny, bo mają szeroką ofertę( chciałam mieć wszystkie) i żaden rodzaj cery nie został pominięty. Mi jednak zależało na czymś odżywczym i dlatego zdecydowałam się na Witaminową maseczkę. Od razu muszę nakreślić, że uwielbiam ich opakowania, praktyczne, z zakrętką i wielokrotnego użytku. Konsystencję ma przedziwną, bo to taka galaretka z wyczuwalnymi pestkami, które przy lekkim masażu twarzy działają lekko peelingująco. Przepięknie pachnie, lekko rozgrzewa i pozostawia cerę odżywioną, ukojoną i lekko rozjaśnioną.
Za niecałe 11 zł dostałam 100 ml dobrego produktu!. Taka pojemność wystarczy mi na kilka miesięcy regularnego stosowania. Jestem bardzo zadowolona i na pewno spróbuje innych z tej serii.


Skoro o maseczkach mowa, to nie mogę pominąć tych algowych. Dla mnie, posiadaczki cery mieszanej z bardzo mocno rozszerzonymi porami, absolutna konieczność! Przed nałożeniem takiej maski wykonuję peeling enzymatyczny, po czym nakładam gęsta, wcześniej rozrobioną w niewielkim słoiczku papkę na twarz. Czasami jej ściągniecie, szczególnie w okolicach oczu sprawia kłopoty, za to efekt jest fantastyczny. Nic tak nie domyka moich porów jak ta maseczka właśnie. Po zabiegu cera jest wygładzona i widocznie odświeżona. Polecam zarówno z Organique jak i z Nacomi. Ta ostatnia zamknięta jest w szczelnym opakowaniu, dzięki czemu nic się nie wysypuje. Pojemność dość spora, 40 ml, pozwala na wykonanie kilku takich upiększających rytuałów. To naprawdę dobrze zainwestowane 16 zł.

 

Do olejków do twarzy podchodzę bardzo ostrożnie. Wiem, że wiele z nich może zapchać pory i wtedy do pogorszenia stanu cery bardzo krótka droga. Wypróbowałam ich bardzo wiele i to, co mnie w nich drażni to czas potrzebny na zauważenie jakiegokolwiek działania. Ale mam taki, który w łazienkowej szafce zawsze ma swoje miejsce. To olejek Jojoba
Używam go czasami pod krem (jesienną i zimową porą) i w tej wersji spisuje się bardzo dobrze. Świetnie wygładza, odżywia i nawilża skórę. Rozprowadzam dwie kropelki na palcach, a później nakładam na twarz. Następnie stosuję ulubiony krem i nie muszę już martwić się o odżywienie i nawilżenie skory. Natomiast sam olejek Jojoba, w roli głównej, stosuję po wieczornej kąpieli na dekolt i szyję. Uwielbiam miękką i odżywioną skórę po jego zastosowaniu. Jest po prostu bardzo miękka, nietłusta i delikatna, jak u dziecka. Sama przyłapałam się na tym, że ciągle dotykam się po posmarowanej skórze. Ten olejek naprawdę warto wyprobować.

 

Ostatnio szukałam dobrego rozświetlacza do twarzy.Takiego bez widocznych drobinek, tworzącego efekt tafli. Nie chciałam wydawać majątku, bo zwykle pojemność tego typu kosmetyku jest dosyć duża, a ja używam go sporadycznie i nie zdążyłabym go zużyć zanim minie termin ważności. Po wielu pozytywnych opiniach nabyłam rozświetlacz Lovely Gold Highlighter i jestem nim oczarowana. Efekt jest właściwie taki sam, jak po użyciu kultowego już rozświetlacza The Balm Mary Lou Manizer, a cena zdecydowanie niższa. Ładnie trzyma się twarzy i przepięknie rozświetla idealnie stapiając się z cerą. Cena ok 10 zł! Czego można chcieć więcej. Ten kosmetyk polecam szczególnie mocno.

Na końcu coś do ciała. Żadna nowość, ale niedawno do niej wróciłam i przypomniałam sobie, za co tak naprawdę kochałam tą oliwkę dla Mam. Stosowałam przez okres całej ciąży jako jeden z trzech kosmetyków zapobiegających pojawieniu się rozstępów. Uwielbiam jej bogatą, treściwą konsystencję trzymającą się ciała, a nie od razu z niej spływającą. Często ratuje mnie z opresji, kiedy nie mam już płynu do demakijażu, a maskara, jak na złość, po wielokrotnych próbach zmycia dalej kurczowo trzyma się rzęs. Zmywa nawet wodoodporny makijaż. Cudownie pachnie, dobrze nawilża i lekko natłuszcza. Dla mnie kosmetyczne must have za 10 zł.

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź