Parenting

List do drugiej Matki

26 lutego 2017

 
Miałam do Ciebie nie pisać i olać sprawę z przeświadczeniem, że i tak To nic nie zmieni. Ale chodzi to za mną, w myślach ciągle toczę wyimaginowaną rozmowę z Tobą, a właściwie to monolog, i wkurzam się i rzucam ścierą w kuchni i ciągnę za sobą ten odkurzacz ciągle testując jego wytrzymałość i przytrzymuję w ustach łyk kawy, jak tylko mi się przypomni, jak bardzo jesteś egoistyczna i lekkomyślna. Mam ochotę zwymyślać Cię za każdym razem, kiedy moje dziecko wyrywa się ze snu z ciężkim kaszlem rozdzierającym jego malutkie ciałko. Myślę o Tobie najgorsze rzeczy kiedy przykłada swoją rozpaloną główkę do mojej, zimnej w stosunku do jego temperatury ciała, szyi. Czy nie rozumiesz, że przyprowadzając swoje chore dziecko do przedszkola nie masz litości także dla mojego dziecka?

Już pal licho Twoje, pewnie, sądząc po braku empatii w stosunku do innych, przyzwyczajone jest do obojętności na swoją niedolę, ale do jasnej kury, miej choć odrobinę serca i szacunku dla innych. I już przypominam sobie tą sytuację, kiedy przyprowadziłaś dzieci i stwierdziłaś, że „syn już dziś nie gorączkuje, a córka….no to ten, to jak jej stan się pogorszy, to proszę do mnie zadzwonić…” I już szlag mnie trafia na wspomnienie, jak posłałam Ci niemiłe spojrzenie i przy moim ostentacyjnie głośnym stwierdzeniu w obecności pani przedszkolanki, że „To dziecko wypluwa właśnie płuca, a jego miejsce na pewno nie powinno być w tym momencie w przedszkolu”, Ty z ironicznym uśmiechem pod nosem przemykasz pod ścianą, niczym gad podrzucający zgniłe jajo do gniazda. Robisz swoje, choroba Twojego dziecka też zrobi.

Na Ciebie też jestem wściekła, pani przedszkolanko, nie widząca nic złego w przyjmowaniu chorych dzieci, stojąca murem za powtarzanym do znudzenia zdaniem, że „dzieci muszą nabierać w ten sposób odporność”. Owszem, moje dziecko nabiera, w domu pod kołdrą w systemie 2×2 – dwa tygodnie przedszkola, dwa tygodnie chorowania w domu. I powiecie, że bezczelne babsko ze mnie, bo przedszkolne chorowanie to oczywista sprawa. Jasne, ale posyłanie chorego czy niedoleczonego dzieciaka z glutami do pasa z czymś oczywistym dla mnie nic wspólnego nie ma.

I już miałam kończyć swoje dywagacje na temat przykładu skrajnej nieodpowiedzialności i skurwysyństwa – tak, wiem, przykro mi Mamo, znów zbyt wiele niefajnych słów, kiedy to przypomniały mi się odwiedziny niektórych znajomych twarzy, którzy też uważali, że co prawda, dopiero od dzisiaj czują się kiepsko, lekki katar, ból gardła i drgawki, ale jutro już zapewne będzie lepiej. No by Cię…Posłańcy złej wiadomości. I już widzę to wywracanie oczami, już słyszę te niejednokrotnie pokątnie wypowiadane zdania, że niegrzecznie, że w dupie się poprzewracało, że pani mądralińska, paniusia, że bezczelna, że jakim prawem tak ich traktuję i zwracam uwagę, jakbym sama była bez skazy. Znam to i zaryzykuję – nie życzę sobie Twoich odwiedzin chory gościu. Nie z bezczelności, a z miłości do mojego dziecka i tak trochę też do siebie. Bo pamiętaj, ty będziesz kurował się w zaciszu swoich czterech ścian, masz ten luksus, ale u nas uruchomisz reakcję domina, gdzie na samym końcu będę ja, matka, która najpierw musi „obsłużyć” wszystkich chorych domowników, a na końcu i tak zapomni zaparzyć sobie choćby herbaty. Albo uzna, że w jej przypadku samo przejdzie. Rozumiesz, prawda?

Droga Matko, nie chcę, żebyśmy się znielubiły, nie taki mam zamiar, ale możemy umówić się na pewną relację, która będzie fair i przyniesie obopólne korzyści? Zawrzyjmy umowę zakładającą nieprzyprowadzanie chorego dziecka do przedszkola i nieodwiedzanie się w czasie, kiedy zdrowie pozostawia wiele do życzenia. Myślę, że to będzie sprawiedliwe porozumienie opierające się na wzajemnym szacunku i empatii. Zupełnie odmienne od dotychczasowego postępowania.

 

Z wyrazami szacunku

Matka drugiego dziecka

Sprawdź inne wpisy

7 komentarzy

  • Odpowiedz Ula 28 lutego 2017 at 20:45

    Jej uuu, jak ja Cię uwielbiam za ten wpis😍

    • Odpowiedz Anna Popis 1 marca 2017 at 09:51

      🙂 dziękuję 😉

  • Odpowiedz Gabiq 27 marca 2017 at 09:51

    Twój „list” powinien wisieć w KAŻDYM przedszkolu.
    Rodzice często tłumaczą się tym, że podrzucają „przeziębione” dziecko do przedszkola, bo muszą pracować, ale przez takich nieodpowiedzialnych rodziców ja od 3 lat (tak, dobrze napisałam … OD 3 LAT!!!) nie mam sposobności pójść do pracy, bo moje dziecko przez przedszkole straciło odporność a nie zyskało i jak już uda mu się dotrzeć do przedszkola, to jest tam maksymalnie tydzień (zawsze na grupie czy choćby w szatni znajdzie się jakieś zasmarkane, wypluwające płuca dziecko) a później muszę go leczyć 3-4 tygodnie. A od roku doszło jeszcze do tego zararzanie młodszego brata i w taki sposób niespełna roczniak przebrnął już przez ospę i kilka zapaleń płuc 🙁

    • Odpowiedz Anna Popis 27 marca 2017 at 14:29

      Gabiq, w pełni Cię rozumiem, trudno o znalezienie, a później utrzymanie takiej pracy, którą trzeba ciągle opuszczać z powodu choroby dziecka, to bywa frustrujące, tym bardziej, że sama nie dopuszczasz do takiej sytuacji. Tak się składa, że dziś pewna Mamusia podrzuciła do przedszkola chore dziecko, z gorączką, kaszlące i płaczące, a później „jakoś” ciężko było się z nią skontaktować w celu zabrania małego nosiciela choroby. Myślałam, że ściany pogryzę.Po raz enty w tym sezonie!Przyszła też mama z jednym chłopcem, który podobno miał tylko katar, dość uporczywy, i ona zatrzymała dziecko na niemal 2 tyg w domu. Wiesz, co zrobiłam, jak spotkałyśmy się w szatni? Bardzo jej za ten ludzki gest podziękowałam 🙂 Może to jest mały krok ku dogadaniu się, zwykłe dziękuję za przejaw człowieczeństwa… Pozdrawiam! 🙂

  • Odpowiedz MaSza 10 maja 2017 at 20:58

    Jeśli mogę to dodam jeszcze- wizyty chorych dorosłych. Co myśli taki chory dorosły idąc do domu gdzie jest małe dziecko to nie wiem.
    I wkurza mnie jak później słyszę, że to ja jestem przewrażliwiona i że przecież dziecko musi nabierać odporności. No tak i najlepiej od maleńkości faszerować lekami i antybiotykami, bo komuś się nie chciało poczekać parę dni z odwiedzinami.
    P.S. Zaczytałam się w Twoim blogu i nie mogę się oderwać 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 18 maja 2017 at 08:34

      taaak!! Przechodziłam przez to wielokrotnie! Dla mnie było to za każdym razem niewiarygodne, jak można tłumaczyć się z tak elementarnych zasad!No cóż, niektórzy są niereformowalni. Btw, bardzo dziękuję za tak miła komentarz! 🙂

  • Odpowiedz kfiatushek 20 czerwca 2017 at 09:24

    nic dodac, nic ująć

  • Zostaw odpowiedź