Film i Literatura Lifestyle

Książka, która ratuje mi życie każdego dnia. Ty też musisz ją mieć

25 stycznia 2017

Są słowa, po których usłyszeniu nic nie jest już takie same, zdania, które mają moc wywrócenia życia do góry nogami i książki, po których przeczytaniu już nigdy nie spojrzysz na daną rzecz tak samo. Tak właśnie było z tą książką. Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły poleciła mi moja znajoma i przyznam, że jestem i będę jej wdzięczna za to do końca moich dni.

Rumcajsik od początku był dość wymagającym i bardzo spostrzegawczym dzieckiem. Szybko zorientował się, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, bo z pomocą rąk mamy i taty dostanie wszystko, a krzyk był jego środkiem na wywalczenie tego. Zaczęły się terrorystyczne metody podporządkowywania sobie rodziców i wiele innych, trudnych dla Młodych Rodziców sytuacji, w których pokazywał kto tu rządzi. Po prostu zaczęliśmy okres buntu dwulatka. Zauważyłam, że często podnoszę głos i zaczynam być nerwowa. Wiedziałam, że nie tędy droga i gdzieś podświadomie czułam, że można spacyfikować małego rozrabiakę i wprowadzić do domu ład i harmonię. Nie wiedziałam tylko jak, bo książki po które sięgałam dawały mi niejasne rozwiązania.

Najważniejsze było to, że nie chciałam popełniać głupich błędów wychowawczych wyniesionych od starszego pokolenia. Podobno nieświadomie powielamy ich metody wychowawcze, a te nie dość, że się przedawniły, to zawierały sporo defektów, których wyeliminowanie mogło dać mi moją własną drogę dotarcia do mojego Malucha. Chciałam być świadomą swojego postępowania i konsekwencji z tego wynikających mamą. Chciałam, żeby mój synek czuł się zrozumiany i kochany, a ja zadowolona i spokojna, że panuję nad sytuacją. Chciałam żebyśmy dobrze współpracowali i rokowali na przyszłość, po prostu jako rodzina. W końcu chciałam żebyśmy budowali tą nierozerwalną nić porozumienia, opartą na wzajemnym szacunku i miłości.
Poleconą książkę przeczytałam z otwartą buzią w dwa dni. Zawierała wszystko, czego szukałam. Powiem jedno, jest po prostu GE-NIA-LNA i jeśli jeszcze jej nie masz, to ubieraj dupsko i pędź do księgarni.

Książka dwóch autorek Adele Faber i Elaine Mazlish Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły jest odpowiedzią na moje poszukiwanie wychowawczego świętego Graala.

 

 

Autorki opisują, jak w prosty i skuteczny sposób opanować sztukę komunikacji z dziećmi. Wychodzą z założenia, że każda konfliktowa sytuacja jest do rozwiązania i jej ciężar spoczywa na barkach rodziców. Podają sprawdzone sposoby, bez zbędnego gadania o funkcjonowaniu mózgu i tego typu rzeczy, które nie koniecznie zostają w pamięci, a które są z uwielbieniem opisane w dziesiątkach poradników, które kurzą się na regale. Jasne, dobrze je znać, ale w tej książce nie to jest najważniejsze. Tu jest podany problem i rozwiązanie tego problemu. Ta książka to samo mięcho. Zawiera liczne przykłady i wskazówki wzięte z codziennych sytuacji sprawiających trudności wychowawcze. Lektura dostarcza nam nie tylko gotowych rozwiązań typu jak stawiać granice, formułować oczekiwania, ale także pomaga budować dobre relacje z dzieckiem poprzez okazywanie mu zrozumienia, umiejętne chwalenie i wspólne szukanie rozwiązania problemu.
Jest napisana prostym językiem, zaopatrzona w grafiki ilustrujące problem i jego rozwiązanie oraz ćwiczenia do przetestowania na własnej latorośli.

Obawiałam się, że ta lektura będzie przydatna tylko przy starszych dzieciach, które potrafią artykułować swoje potrzeby i troski. Nic bardziej mylnego. Jest ona bardzo uniwersalna i pomaga nawet w polepszeniu relacji z najbliższymi dorosłymi. Ja testuję ją na niczego nieświadomym mężu, z naprawdę dobrym skutkiem.

Autorki polecają czytać ją po jednym rozdziale, po czym dać sobie tydzień na zastosowanie opisanych metod. I ten sposób faktycznie się sprawdza, chociaż ja przeczytałam z ciekawości całość w dwa dni, żeby mieć ogólny zarys tego, co mnie czeka. Później wróciłam tak, jak sugerowały autorki, do pierwszego rozdziału i sukcesywnie wprowadzałam zmiany.


Ogromną zaletą książki jest jej uniwersalność, tak jak już wspomniałam, wiele metod stosuję na moim mężu oraz ogólnie, w celu poprawienia relacji w naszej rodzinie.

Kiedy widzę, że coś idzie nie tak i zbiera się na burzę, odświeżam swoją pamięć czytając kolejne strony i naprowadzam nas na odpowiednie tory. Za to właśnie ją uwielbiam, jest kompendium wiedzy, po które można sięgnąć w dowolnym czasie. I należy sięgać żeby upewniać się, czy trzymamy się dobrych zasad. Nie twierdzę, że ta książka to lek na całe zło świata. Nie mniej jednak, trzeba mieć ją w swojej biblioteczce. Jedno mogę zagwarantować, jeśli przeczyta się książkę naprawdę uważnie i poważnie potraktuje się proponowane metody wychowawcze, to po jej przeczytaniu nic już nie będzie takie samo. Zyskasz świadomość swoich działań i ich konsekwencji. Zobaczysz, że to ty jesteś sterem na domowym statku, bez cienia manipulowania dzieckiem. Bo tu chodzi o zbudowanie trwałej więzi z dzieckiem opartej na miłości, wzajemnym szacunku i zrozumieniu. Przede wszystkim zrozumieniu

Rodzicielstwo, to nie kolejna z rol do odegrania, to proces tworzenia od podstaw kręgosłupa moralnego dziecka. To jak budowanie solidnego budynku, każdy akt zwracania się do dziecka ma znaczenie, staje się cząstką budulca, z którego ma ukształtować się konkretna osoba. Ważne, żeby każdą tą cegiełkę używać świadomie i dobrze i o tym jest ta książka. Tu nie chodzi o to, jak panować nad dzieckiem, ale o to, jak panować nad tym, co i jak do niego mówimy.
Ważne jest dla mnie, abyśmy my, jako rodzice, nie płynęli z prądem, a mieli faktyczny wpływ na wygląd naszego rodzinnego życia. I choć wierzę w moc mojej intuicji, tak zwyczajnie poradniki tego typu są dla mnie drogowskazem w tej zawiłej drodze jaką jest macierzyństwo.

A czy Wy macie jakiś wychowawczy poradnik godny polecenia? Chętnie dałabym się pozytywnie zaskoczyć.

Sprawdź inne wpisy

4 komentarze

  • Odpowiedz Joanna 27 stycznia 2017 at 20:23

    Książka mega. Wracam do niej od roku nieustannie. Mam Toske 3,5 letnią. Stosuję glodna torbę i wiele innych. Z kartka i złością nam nie wychodzi. Szukam dalej…

    • Odpowiedz Anna Popis 27 stycznia 2017 at 20:50

      Asiu, a nie masz wyrzutów sumienia z zastosowaniem głodnej torby ? Ja trochę tak, ale ten piorunujący natychmiastowy efekt jest super chociaż trochę zastanawiający! Wiesz, ja jedynie boję się, że za 5 lat psycholodzy stwierdzą jednak, że ta metoda jest mega szkodliwa dla psychiki Malucha 😉 Obym nie doczekała takich czasów 😉

  • Odpowiedz Joanna 28 stycznia 2017 at 09:05

    Ja obecnie jestem w trakcie warsztatów dla rodziców. I Pani psycholog-pedagog już kilkakrotnie użyła terminów z tej książki. Przede mną jeszcze 9 spotkań cotygodniowych, zobaczymy…Wspominała też o Gordonie Ale to już bardziej wymagająca literatura. Mi zależy tylko na tym, żebym nie czuła się bezradna, że nie umiem poradzić sobie ze złymi uczuciami mojego dziecka. Chce tylko to wypracować, aby móc ja rozumieć 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 28 stycznia 2017 at 13:44

      To także i dla mnie priorytet. Nie chcę żadnych manipulacji ani psychologicznych gierek. Chcę tylko rozumieć moje dziecko i mieć świadomość konsekwencji własnych, wychowawczych czynów 🙂

    Zostaw odpowiedź