Kobiecym Okiem

Krótka recepta na zajechanie się na śmierć. Sprawdź czy moja lista pokrywa się z Twoją.

29 stycznia 2017

Jeżeli szukacie informacji, jakich błędów nie popełnić, żeby nie zajechać się z tym całym macierzyństwem, to dobrze trafiłyście. Ja popełniłam je chyba wszystkie, sięgnęłam matczynego dna i powoli się z niego odbijam mądrzejsza o te doświadczenia, dlatego pozwolę sobie uważać się za osobę kompetentną do udzielenia Ci rad, jak zrobić to w krótkim czasie i to nawet bez cienia uznania ze strony innych. Brzmi zachęcająco? No to jedziemy!

Otóż moja Droga, podaję Ci złotą zasadę #1

Jestem najlepsza

Tak, najważniejsze to mieć dobre zdanie o sobie i swojej wytrzymałości. Brać na barki wszelkie możliwe obowiązki, z targaniem ciężkich sobotnich zakupów po schodach dla calej rodziny na czele. Żebyśmy się zrozumiały, to Tobie od początku ma być przydzielona rola żywiciela Najmłodszego ( w końcu niestety tylko Ty, a może na szczęście, masz piersi) Później nie daj wyrzucić się z tej roli – przygotowywanie wszystkich posiłków i dostarczanie do otworu gębowego dziecka jest tylko i wyłącznie Twoim zadaniem! Twoje królestwo to kuchnia, z której wychodzisz tylko w razie potrzeby fizjologicznej. Nie potrzebujesz pomocy przy usypianiu Malucha, kąpaniu i przy nocnym wstawaniu. Pranie, prasowanie i później układanie tych miniaturowych ubranek w szafie, to Twoje ulubione zajęcie, a z deską do prasowania jesteś praktycznie nierozłączna. Nawet myślisz o przymocowaniu specjalnych szelek, które umożliwiłoby Ci noszenie jej jak plecaka, tak żeby zawsze mieć ja przy sobie. Kłopot jedynie z żelazkiem, bo bądź co bądź, do najlżejszych sprzętów domowych to nie należy.

Idziemy dalej, żeby Cię ręka boska broniła, nie dopuszczaj nikogo do pieluch! Tak, pieluchy to twoja robota. Nikt inny nie umyje tak dobrze pupki dziecka i nie zapakuje ją w te jednorazowe majty tak dobrze, jak Ty! W końcu jesteś najlepsza. We wszystkim. Niech wiedzą, no!

#2. Chcę być zawsze przy moim dziecku

To zrozumiałe, że masz przeświadczenie, iż nikt inny na świecie nie zajmie się Twoim dzieckiem tak dobrze jak Ty, a za każdym rogiem czai się na nie niebezpieczeństwo w postaci klocka lego na podłodze, którego tylko Ty tak dobrze i dyskretnie usuwasz z drogi. Allle, jeśli trafi się dobra ciocia, babcia, tudzież inna dobra dusza, która choć na chwilę chce wziąć dziecko na spacer lub pobawić się z nim w pokoju, to DAJ IM to czego chcą i nie pytaj czy dadzą sobie radę. Taka szansa może się więcej nie powtórzyć, więc korzystaj. Tak między nami, czy gdyby ktoś powierzył Ci na jakiś czas swoje dziecko pod opiekę, to olałabyś sprawę, czy stawałabyś na rzęsach żeby było zadowolone i ani na chwilę nie pomyślało o płaczu za mamuśką? No właśnie, to masz odpowiedź. Korzystaj, albo się zajedź dokładając i ten punkt na swoje plecy.

#3. Nadrabianie zaległości

No dobra, czyli twoja latorośl wybyła z Tym dobrym człowiekiem, wiec masz chwilę dla siebie prawda? Jeszcze wzrokiem odprowadzasz ich przy oknie, a teraz otacza Cię ogłuszająca cisza. Co robić? Zaczynasz czuć upływający cenny czas.W głowie buzuje, bo to przecież luksus jakiego do tej pory nie doświadczyłaś.Cóż począć? Toaleta, coś przekąsić, włączyć Radio?! NIE! Rozejrzyj się dookoła. Jaki bałagan! Jeśli narobiłaś zaległości w prasowaniu, to teraz jest idealny moment aby w końcu rozprawić się z tą kupą miniaturowych ciuszków. Odkurzaczem też nie zaszkodziłoby ruszyć, a każda matka wie, że po odkurzaniu trzeba mopem przejechać podłogę tak, żeby kurz się nie unosił i nie spowodował nie daj Boże jakiejś alergii u Malucha. Tak w myślach kalkulujesz, ile potrzebujesz na to czasu. Ok, rachunek zrobiony, na Twoje wychodzi, że jeszcze zostanie Ci ok 20 min czasu to i może pazury pomalujesz, może kawę łykniesz. No to bierzesz się do roboty, niemal w biegu łapiesz jakieś sklepowe ciasto z przedwczoraj, bo tak szybciej zaspokoić przyklejony do kręgosłupa żołądek i zasuwasz tymi sprzętami gospodarstwa domowego. Nagle spostrzegasz, że coraz bardziej odczuwasz siłę przyciągania do okna, które w dwóch ostatnich minutach odwiedziłaś 10 razy. Tak, to Ten moment, w którym zamieniasz się w Matkę – Staczkę

#4. Matka Staczka

A wiesz, kto to jest Matka Staczka? To taki gatunek matek, które zaraz po opuszczeniu przez dziecko domu podchodzą do okna, co by to się zorientować, czy idzie z opiekunem w odpowiednią stronę na spacer, czy podał rączkę, czy nie jest zbyt blisko ulicy i czy oby czapka na pewno dobrze zakrywa uszka. Zaczyna się niewinnie, bo po odprowadzeniu wzrokiem Malucha wracasz do swoich obowiązków, ale co chwile podchodzisz do okna sprawdzić, czy może ich widać i co robią. Jeśli straciłaś ich z oczu, to odczuwasz niepokój. Zaczynasz nawet żałować, że też nie poszłaś, taka z Ciebie niedobra Matka. Wraz z upływem czasu sytuacja staje się coraz bardziej poważna. Twoja droga do okna przypomina wydeptaną ścieżkę – jeśli masz miękki dywan to wiesz, co to oznacza dla jego włosów. Patrzysz nerwowo na zegarek – już powinni być. Pewnie jest głodny, zmarznięty, chce mu się pić albo pielucha pełna. Dla spokojności lokujesz się przy oknie, pośladkiem siadasz na kaloryferze, który zwykle pod oknem jest i wypatrujesz nerwowo. Czekasz, długo czekasz. Wydaje Ci się, że nie ma ich dwie godziny, a to raptem upłynęło 40 minut. Wreszcie są! Płaczu nie słychać, jest dobrze! Twoje dziecko przeżyło spacer z kimś innym niż Ty. No to gratuluję, właśnie efektywnie wykorzystałaś swoje 40 minut wolności.

A mogło być tak pięknie

A teraz inny, nigdy nie wykorzystany przeze mnie scenariusz tej samej sytuacji. 

A w dupie, bałagan jest, był i będzie. Niezależnie od tego, czy sprzątasz 3 razy dziennie czy, o Ty leniwa, 2 razy. Od tego jeszcze nikt nie umarł. Brzmi lepiej, nie? Masz chwilę dla siebie, idź, zrób sobie makijaż, zaparz kawę, obejrzyj jakiś odmóżdżacz w TV albo poczytaj babską gazetę, lub ambitniej – książkę. Jak to powiedziała moja koleżanka (Aniu wykorzystam Cię) bałagan sam się nie sprzątnie, ale książka też sama się nie przeczyta! Rób co chcesz przez ten krótki czas, tańcz, słuchaj muzyki lub machnij Chodakowską. Obojętnie, byleby cokolwiek dla siebie. Do okna nie podchodź bo i z tej wysokości nawet jeśli działoby się coś złego na niewiele się zdasz. Jak przyjdą, to zadzwonią. I nie miej wyrzutów sumienia, Twój partner nudząc się w pracy też nie myśli o zrobieniu porządków w domu.

#5. Ja nic nie potrzebuję

Która z nas nie zna tego schematu? Idziemy z dzieckiem przy boku na półgodzinne dzikie szaleństwo ubraniowo -zakupowe dla Siebie, a wracamy z torbą ciuszków dla dziecka. Bo tak oto stwierdzasz, że albo nic Ci się nie podobało, albo gdzie ty to założysz, przecież i tak nigdzie nie wychodzisz, albo stwierdzasz, że szkoda kasy na sweter za 120 zł, po czym kupujesz dziecku miniaturowa sukieneczkę za 119 PLN-ów i cieszysz się przy tym jak głupia. Standart. Nie tędy droga moja Matko. Ale ogarnęłam to dopiero po dwóch latach macierzyństwa i o dziwo! – mamijna sukienka potrafi cieszyć równie mocno jak ta dziecięca!

#6. Makijaż i czyste włosy? – Dziękuję, nie skorzystam!

Jeśli wpadłaś w wir okołodziecięcych obowiązków, to sama wiesz, że makijaż i ułożenie włosów to luksus, na który Cię nie stać. A jeśli dodatkowo jak ja, twoje włosy bez użycia prostownicy bardziej przypominają siano, to pozostaje związanie ich w kikuta na środku głowy. Siano i kikut, obie opcje kiepskie, ale już wolisz związać to dziadostwo niż machać ciągle ręką po umęczonej głowie w celu ich okiełznania. Jak tylko pomyślisz, że za dwa dni musisz umyć włosy i znów odbyć tą walkę, dochodzisz do wniosku, że przetłuszczone przynajmniej nie odstają tak od głowy. I tak 5 dni pyknie zanim doczekają się kolejnej kapieli. A skoro już siedzisz w domu z dzieckiem i (jak to mówią niektórzy) nic nie robisz, to wbijasz w dres, w którym wypchane kolana tworzą złudzenie jakbyś klękała stojąc! Fajne czary prawda? O makijażu już nie wspomnę, bo kto tam Cię widzi, tylko mąż po pracy, ale jemu już wszystko jedno, zmęczony jest i musi odpocząć przy telewizorze. Całą resztę i tak Ty zrobisz.

#8. Wpuść dziecko do kuchni

O jak fajnie, myślisz sobie kiedy zapędy Twojej pociechy do kuchni przybierają na sile. Chce mamusi pomagać w gotowaniu, to takie słodkie! Niech nie zmylą Cię pozory. Zaczyna się niewinnie, a kończy jak zwykle. Z czasem dziecko zdominuje Twoje dotychczasowe królestwo i dodanie każdej przyprawy do potraw będzie musiało być gorąco przedyskutowane z małym kucharzem. Zawładnie całym kuchennym inwentarzem, a Ty będziesz tam jedynie gościem. Ogólnie rzecz biorąc, dziecko w kuchni będzie Ci przeszkadzać na każdym kroku, a jego taborecik zajmie przy blacie stałe miejsce. Upierdliwe miejsce.

#7. Zycie towarzyskie? Wszystkie atrakcje masz w domu

Masz szansę dołożyć swoją ostatnią cegiełkę do drogi szybkiego zajechania się. Zrezygnuj z kontaktów towarzyskich, na które, bądźmy szczere, i tak po całym dniu przebywania z dzieckiem nie masz ochoty. Będąc wierną punktowi 2 i tak nie zostawisz z nikim dziecka, bo musisz być ciągle w jego pobliżu. Nawet jak śpi, co się stanie kiedy się wybudzi? Wpadnie w czarną rozpacz za mamusią, która egoistycznie wyszła sobie na godzinę, z czego 30 minut zajął jej dojazd do miejsca spotkania. Później telefony, szybki powrót do domu, dwugodzinne uspokajanie Malucha, po co Ci to? Siedź na tyłku w tej piżamie i zaraz do spania. Niech też nie przyjdzie Ci do głowy zapraszanie gości wieczorową porą, kiedy dziecko już śpi. A nóż będzie za głośno i zakłóci się sen dziecka, a nóż wypijesz drinka ( jeśli nie karmisz 30 miesięcy) i w głowie Ci się zakręci? Jutro musisz być na posterunku w pełni wypoczęta i gotowa na nowe wyzwania na placu zabaw. O randkach z mężem też nie myśl. Takie rzeczy ogląda się tylko w telewizji. Z resztą i tak nie masz w co się ubrać – patrz punkt 5.

Na koniec moja rada dla Mam, które koniecznie chcą udobruchać wiecznie zmęczonego męża. Nigdy nie puszczaj go na żadne męskie wieczory 🙂 Nie ma, jego wyjście będzie kolejnym garbem na Twoich plecach. Bo siedzisz, myślisz, tworzysz czarne scenariusze i analizujesz te wasze rodzicielstwo. Że niesprawiedliwy podział obowiązków, że wychodzi na to, że tylko ty masz dziecko, że całkowicie zrezygnowałaś z siebie dla dobra ogółu, że cham bo zaproponowałaś a on skorzystał ( a nie powinien) i dalej mogłabym wymieniać „że”. Po co Ci to? W końcu On przyjdzie, ale Twój foch nie odejdzie. Nie ma, siedzicie w tym bagnie razem. Jak szlaban to szlaban, a co!

Jeśli spełniacie wszystkie powyższe warunki gratuluję, witajcie w klubie i przybijam piąteczkę. Ale to tak z lekką nutą ironii, wiesz o tym prawda? Bo tak naprawdę, ja, dziewczyna która zrobiła sobie to wszystko, zrozumiałam swój błąd. Nie mam co liczyć na uznanie innych z tytułu matczynego poświęcenia. Nie. No bo kto to widzi? Osoba, która raz na jakiś czas zajmie się na godzinę dzieckiem? ( w moim przypadku to marzenie) Ona myśli, że odpoczywasz w tym czasie, a jak naprawdę jest tylko ty wiesz. Znajomi, też nie za bardzo rozumieją Twoich rozterek, dla nich trochę zdziczałaś w tym domu. Nawet zaprosić ich nie chcesz. Dla męża w domu zawsze jest tak samo, czyli nabałaganione, a to, ile trudu wkładasz w codzienne w ogarnianie przestrzeni wie Twoja chronicznie boląca głowa. Jeśli liczysz na medal za zasługi kobiety, której macierzyństwo dało wyjątkowo w kość, to proszę bardzo, taki wyimaginowany właśnie Ci wręczam, ale co Ci po nim? Wygłoszę teraz zdanie, które w polskiej polityce przeszło do historii – Matko, nie idź tą drogą. Albo idź i kiedy odhaczysz już wszystko z listy podaj ją dalej. Może ocalisz jakieś matczyne stworzenie.

Sprawdź inne wpisy

16 komentarzy

  • Odpowiedz Kasia 29 stycznia 2017 at 14:09

    Ułożenie włosów to mohe marzenie. Ale po porodzie wychodzą mi garściami i lądują w buźce Bąbelka, tak więc pozostaje mi tylko kikut albo fryzura na Pazdana…

    • Odpowiedz Anna Popis 29 stycznia 2017 at 18:18

      No to już wybór!;-) Chociaż z tych dwóch opcji wybieram jednak kikuta 😉 Co do włosów, to też obawiałam się, że ołysieję, ale po jakimś czasie wypadanie przystopowało, a ja finalnie nie zanotowałam aż takiej tragedii w gęstości włosów 🙂 Pozdrawiam!

      • Odpowiedz Kasia 29 stycznia 2017 at 18:38

        Mam nadzieję, że tak będzie. Chociaż ilość włosów pozostających na szczotce nie napawa optymizmem.

  • Odpowiedz Joanna 30 stycznia 2017 at 10:19

    Ja tez miałam ogromny problem. Ale znajoma poleciła mi szampon łopianowy (Elfa Pharm, Intensive Hair Therapy, szampon przeciw wypadaniu włosów) i powiem szczerze, że miło mnie zaskoczył. Nie drogi można go dostać w Rossmanie. I działa:)

    • Odpowiedz Anna Popis 30 stycznia 2017 at 11:53

      Ja również polecam ten szampon. Stosowałam też inne szampony z olejem łopianowym, w tym szampon z Green Pharmacy z Rossmana i był faktycznie dobry, jednak jego zapach nie bardzo mi odpowiadał. Chwalę sobie szampon Dermena, hamuje wypadanie włosów i stymuluje wzrost nowych, tylko potrzebny jest czas, ale efekty są gwarantowane. Życzę powodzenia Kasiu, wszystko się unormuje, wszystko w swoim czasie:-)

  • Odpowiedz sara 24 lutego 2017 at 20:04

    „…wbijasz w dres, w którym wypchane kolana tworzą złudzenie jakbyś klękała stojąc! „:):):) usmialam sie do lez, tak prawdziwie,szczerze i sama do siebie! Juz dawno tego stanu nie osiagalam. Zabraklo mi tchu ze smiechu,az obudzilam meza,jak probowalam oddychac:) dzieki ! Cudne teksty. Cudnie,ze chce Ci sie pisac,za to mnie sie chce czytac:-)

    • Odpowiedz Anna Popis 24 lutego 2017 at 20:32

      A już myślałam, że nikt nie zauważy tego zdania 😉 Takie czary dzieją się w życiu mam, po prostu nie doceniamy codzienności;-)Bardzo dziękuję za przemiła komentarz!

  • Odpowiedz Lena 23 maja 2017 at 20:46

    O rany śmieszne ale jakbym czytała o sobie….i zdiagnozowałam u siebie Matkę Staczkę, mam wszystkie objawy ;/ o rany czyli jest ze mną już tak źle ;/

    • Odpowiedz Anna Popis 24 maja 2017 at 08:19

      Lena spokojnie, wszystko mija albo łagodnieje z czasem, chociaż myślę, że rola staczki przylgnie do nas już do końca życia- taki typ;-)

  • Odpowiedz Beata 23 kwietnia 2018 at 08:41

    Świetna lista! Uśmiałam się aczkolwiek widzę się w tych punktach, szczególnie jako matka staczka 🙂 Wezmę sobie te wskazówki do serca 🙂

  • Odpowiedz Karolina | Sunday's Diet 23 kwietnia 2018 at 12:30

    O boże…tak się tego boje. Zaczynam w czerwcu. Dam znać jak mi podjedzie Twoja lista xD

    • Odpowiedz Anna Popis 23 kwietnia 2018 at 20:30

      Karolino, trzymam kciuki obyś nie odhaczała punktów 😉

  • Odpowiedz DeVi 23 kwietnia 2018 at 17:09

    Podoba mi się taki wpis, który pokazuje oblicza „matki Polki” a potem wykończonej psychicznie i fizycznie kobiety 😉 Nie warto zajechać się na całego!

    • Odpowiedz Anna Popis 23 kwietnia 2018 at 20:31

      🙂

  • Odpowiedz Michał 4 października 2018 at 03:22

    My co prawda mamy dopiero 2,5 miesięczne dziecko ale już widzę kilka punktów do których niechlubnie dążymy 🙂

  • Odpowiedz swiat karinki 4 października 2018 at 15:09

    na szczęście etap nie kupowania nic sobie mam już za sobą 😀

  • Zostaw odpowiedź