Parenting

Kocham rutynę. To mój wybawca!

26 stycznia 2017

Jeśli miałabym wymienić jedną, najważniejszą rzecz, która ułatwiła nam funkcjonowanie jako młodym rodzicom, niewątpliwie będą to stałe pory snu. Dzięki temu, po całym dniu gonitwy jeszcze żyjemy. Co prawda, moje dziecko nie jest już „pierwszej świeżości” bo ta Trójka z przodu może sugerować dorosłość, ale uwierzcie, na wprowadzenie tej metody nigdy nie jest za późno, może być trudniej, ale nie zbyt późno. No i uratuje Wam tyłek kiedy macie wrażenie, że w domu jesteście cały czas w rodzicielskiej robocie, bo zaczynacie i kończycie dzień z dzieckiem przy boku.

Nie dam sobie wcisnąć kitu, że ciężko, że się nie da. Wróóóć, ciężko tak, jak najbardziej. Moje dziecko nie przyszło na świat z zaprogramowanym zegarkiem i ustalonymi porami na jedzenie i spanie. Zatem tłumaczenia niektórych rodziców, że jego dziecko w tym względzie jest zupełnie inne i ustalanie stałych pór snu na nic się zda, zupełnie do mnie nie trafia. Uwaga, będzie ostro – Moi drodzy, takiego lenistwa i niekonsekwencji nie da się inaczej wytłumaczyć, jak tylko i wyłącznie Waszą winą.

Od samego początku wiedziałam, że mój Maluch będzie miał stałe pory na lulu. I o ile na te drzemki w ciągu dnia nie bardzo miałam wpływ, tak na te nocne spanie już zdecydowanie.
Wiedziałam także, że jeśli nie określę pewnych ram czasowych na kolacyjkę, kąpanie i spanie, tak sama się wykończę, lub on mnie wykończy. Nie ważne, ważne że skończyłoby się to dla mnie tragicznie.

Moje dziecko ma 2 latka i 7 miesięcy (AKTUALIZACJA! – już 3!) i o 19 godzinie słodko śpi, a ja wreszcie mam czas wytchnienia. To warunek mojej egzystencji
Ktoś powie bzdura, a ja powiem, mam to gdzieś! Jeśli zaczyna się dzień przed godziną 6 rano, tak o 18 siłą rzeczy dopada zmęczenie. Tym bardziej dwuletnie, trzyletnie dziecko, które swoją energią mogłoby obdarować niejednego dorosłego.

Jeszcze będąc w ciąży obrałam sobie za cel, że wprowadzę ten rodzaj rutyny kiedy tylko pojawi się Malutki i tak też się stało. Konsekwentnie realizowany plan bez żadnych wyjątków w postaci przesunięcia naszych wieczornych rytuałów, bo tu nagle wpadł ktoś z wizytą. Jeszcze 30 minut dramatu nie robi, ale nigdy więcej. Nie ma. My, dorośli, też chcemy żyć.
Od kiedy Rumcajsik skończył 16 miesięcy, dzienna drzemka poszła w odstawkę. Myślałam, że to okres przejściowy, wróć, miałam nadzieję, ale nie, on zupełnie już jej nie potrzebował.I na początku wydawało mi się to zupełnie niezrozumiałe, bo moje dziecko dziennie sprintem przebiega odległość maratonu. Ba! zauważyliśmy, że on w ogóle nie umie spokojnie chodzić, ciągle jest w biegu. Ciagle coś go interesuje.Ciężko dotrzymać mu kroku i wieczorem jestem już tak padnięta, że nawet tego nie próbuję. Padam nie tylko ja, ale ok 18 zaczyna się już marudzenie ze zmęczenia. I wiem, że jego bateryjka na dziś wyczerpała się.

Słyszałam już tysiące razy od osób, które zupełnie nie mają udziału w naszym życiu, że przesadzamy, że to głupota, bo później dziecko budzi się z samego rana, że przez nasze założenia musimy dostosowywać się do dziecka, że…Stop! Kto dał prawo innym do komentowania naszych metod? Kto zna moje dziecko lepiej niż ja? Z całym szacunkiem, ale zarzut dostosowywania się do dziecka?! Oczywiście, że tak! Dostosowujemy się, jakżeby nie, w końcu tworzymy już nasze małe, trzyosobowe stado, a najmłodszy przybysz jest dla nas najważniejszy. Nasze dostosowanie się ma też formę kompromisu, my dajemy Rumcajsikowi 100% z siebie w ciągu dnia, a on daje nam żyć wieczorem. Potrzebujemy tych stałych pór tak samo jak Mały. I tak niech pozostanie.

Najtrudniejsze są początki

Tu Ameryki akurat nie odkryłam, ale fakt, kiedy przypomnę sobie moje początki wprowadzania w życie tej metody to było brutalnie. Kąpiel po 18. karmienie i w końcu układanie do snu nawet wtedy, kiedy spanie było ostatnim, o czym taki Maluszek myślał. Siedziałam z nim po 1,5 godziny w pokoju dopóki nie usnął i tak ok miesiąca. Później przyzwyczaił się i zwyczaj ten został z nami po dziś dzień, za co biję sobie ogromne brawa, bo to moja zasługa, z której korzysta teraz cała rodzina.

Dziś nie wyobrażam sobie przy takim rytmie dnia mojego dziecka, że miałby wytrzymać jeszcze dłużej.
Nie wyobrażam sobie też, żeby miało mi biegać dziecko po domu o godzinie 21 i ani myślało o spaniu. To byłaby istna mordęga dla nas, dla mnie. Ja też mam pewną granicę wytrzymałości, a kończy się ona o godzinie 19. I przyznam się, że kiedy tylko przymykam drzwi od pokoju śpiącego Rumcajsika, w myślach otwieram szampana.
– Melduję wykonanie zadania,
– A teraz spocznij! – odpowiada stała pora snu.

A jak to u Was jest z tą rutyną?Trzymacie się dzielnie, czy polegliście na polu bitwy?

Sprawdź inne wpisy

1 komentarz

  • Odpowiedz Małgorzata 9 października 2018 at 07:29

    Moje córka mało sypia nie lubi tracić czasu na spanie ale lubie rutyne.

  • Zostaw odpowiedź