Lifestyle

Kilka sprytnych sposobów na ułatwienie sobie życia

28 sierpnia 2017

 

 

Pewnie każda z nas ma swoje triki na usprawnienie codzienności. Jak to mówią „potrzeba matką wynalazków” i ja jestem samozwańczym wynalazcą w pewnych dziedzinach. A dziś chcę się z Wami podzielić sprytnymi sposobami na ułatwienie sobie życia. Czasami tak niewiele zmienia tak wiele :)No to lecimy!

Pewnie jeszcze o tym nie wiecie, ale nie znoszę lata. Optymalna temperatura, w której czuję się najlepiej to 20 stopni C. Powyżej tej kreski moja cierpliwość do zastanej rzeczywistości gwałtownie topnieje podobnie, jak wszystkie płyny wraz z wydzielanym potem. O ile upał jestem w stanie przetrzymać tylko na stosunkowo krótkim urlopie w nadmorskiej miejscowości, tak w mieście po prostu się męczę. Nie muszę więc mówić, że niezmiernie cieszę się na widok pierwszych żółtych liści na drzewie. Wracając do tych upałów…najbardziej problematycznym dla mnie miejscem kiedy żar leje się z nieba są nogi. Bo pomyślcie same, ubieracie zwiewną sukienkę czy też krótkie spodenki i siadacie na plastikowym krzesełku w kawiarni, bo dziecko zażyczyło sobie loda. A teraz zwizualizujcie sobie jak wstajecie i odrywacie spocone i przyklejone do krzesełka uda…Nożne Harakiri w najczystszej postaci. Dodatkowo dużym problemem dla mnie jest wewnętrzna strona ud. Jakkolwiek to śmiesznie nie brzmi, to stykająca się ze sobą spocona skóra potrafi nieźle uprzykrzyć życie. Jestem pewna, że po tym przybliżeniu tematu wiecie w czym problem…A tak naprawdę wystarczy jeden prosty trik, aby zażegnać problem nadmiernego pocenia się i nieprzyjemności skórnych z tym związanych. Wystarczy lekko przypudrować skórę w newralgicznych punktach zwykłą mąkę ziemniaczaną, która jako naturalny talk tworzy niewidzialną osłonkę, tym samym zapobiega nadmiernemu poceniu się, klejeniu skóry i otarciom. Jest w pełni naturalna, nie uczula i nie zatyka porów. Można ją także stosować jako transparentny puder matujący. Trzeba jedynie uważać na ilość żeby nie „zabielić” się za bardzo.

 

Jeśli jesteśmy już przy poceniu, to nie mogę pominąć pewnego bardzo sprytnego triku na uniknięcie mokrych plam pod pachami, które wyglądają wyjątkowo nieestetycznie przy ciemniejszych kolorach. Co prawda, nigdy nie miałam z tym problemu, ale od kiedy muszę chodzić elegancko ubrana w pracy wolę chuchać na zimne. Nie będę się jakoś specjalnie rozpisywała, bo obraz w tym przypadku mówi więcej niż tysiąc słów. No to zobaczcie same…Najcieńsze wkładki higieniczne Carefree, których nawet nie poczujecie na skórze. W razie nadmiernego „wypacania” można zmienić „wkład”. Ja jednak jestem przezorna i wiem, jak nawet niewielka ilość potu w połączeniu z dezodorantem może odbarwić ulubioną białą koszulę, a takie żółte plamy naprawdę ciężko schodzą…Fajne, prawda?

 

Często kupno nowych butów wiąże się dla mnie w koniecznością „odchorowania”. I choć w sklepie wszystko wydaje się ok, stopa wygodnie „siedzi”, tak po pierwszych kilku godzinach czerwone i przetarte pięty wyją o pomoc. Nawet sandałki potrafią mnie obetrzeć i z tego też powodu dostałam w domu ksywkę „Flintston” :/ Zupełnie nie wiem o co im chodzi… Jednak mam mały sposób na takie przypadki. Po pierwsze dozuję noszenie nowych butów i staram się nie mieć ich na stopie dłużej niż 4 godziny do czasu aż się „przetrą”, a po w przypadku skórzanych butów, smaruję ich wnętrze grubą warstwą wazeliny lub maści z witaminą A. Po kilku godzinach skórka jest mięciutka i nie uwiera tak, jak wcześniej:)

Jak wiecie, a wiecie na pewno bo piszę o tym w każdym poście, niedawno wprowadziliśmy się do nowego mieszkania. Wymyśliłam sobie białe i gładkie ściany. Jak tylko Mały zbliża się do nich z nieumytymi rączkami serce mi podchodzi do gardła…Wiem, niedługo, przy pierwszych plamach mi przejdzie:) Niemniej jednak moja wizja zakładała minimalistyczne grafiki w równie minimalistycznych ramkach. Ale stanęłam przed dylematem powieszenia tych ramek. No szkoda było mi tych świeżutkich ścian, a w planach miałam wyeksponowanie nie tylko grafik, ale i światełek na ścianie. Jakiekolwiek wiercenia i wbijanie gwoździ nie wchodziły zatem w grę. Zamiast tego znalazłam specjalne rzepy – plastry, które przyczepia się do spodniej części ramki przylegającej do ściany. To świetne rozwiązanie bo mamy możliwość przewieszenia takiego obrazu w inne miejsce, niż pierwotnie wybraliśmy. No i najważniejsze! – unikamy dziur w ścianie.


Podobną oszukańczą metodę zastosowałam przy wieszaniu girlandy w pokoju mojego dziecka i światełek na ścianie. Z pomocą przyszły mi małe samoprzylepne haczyki w białym kolorze, tak więc nie widać ich na ścianie. I możecie mi wierzyć lub nie, ale w moim mieszkaniu nie ma nic podziurowanego 😉

Ten sposób jest stary jak świat, ale często o nim zapominamy, albo zwyczajnie olewamy. Ja miałam to szczęście, że wchodziłam do pustego mieszkania i wszystko musiałam stworzyć od początku. A przy meblowaniu każdy mebel potraktowałam jak na taśmie produkcyjnej i każdy otrzymał ode mnie po kilka małych, okrągłych podkładek filcowych. To znacznie uprościło mi życie bo wiem, jakim zacięciem wykazuje się moje dziecko przy przesuwaniu mebli. Szczególnie tych z metalowymi nóżkami i szczególnie wtedy, kiedy mu na to nie pozwalam…Te robią straszną krzywdę drewnianej podłodze i chyba zapłakałabym się na śmierć, gdyby mojej coś się stało;) Teraz tylko robię tygodniowe przeglądy, czy podkładki filcowe nie osunęły się z mebli, które najwytrwalej testuje Młody. Prosta rzecz, a jaka niezbędna dla spokoju mojego ducha. I znów się potwierdziło – diabeł tkwi w szczegółach!

Jestem pewna, że i Wy macie jakieś swoje tajne sposoby na Superrzeczywistość. Podzielcie się koniecznie w komentarzach. Może stworzymy listę usprawniającą życie? 🙂

 

 

Sprawdź inne wpisy

10 komentarzy

  • Odpowiedz kfiatushek 29 sierpnia 2017 at 06:10

    Czasem niepozorne rzeczy mogą zrobić wielką różnicę :)))

  • Odpowiedz Kasia P. 29 sierpnia 2017 at 06:18

    Jak to możliwe, że ja wcześniej nie wpadłam na te rzepy do zdjęć??? Albo z tymi wkładkami na koszule??? Uratowałaś mi życie dziewczyno 🙂 Dziękuję za ten wpis, super porady! Od razu kawa w pracy lepiej smakuje!

    • Odpowiedz kfiatushek 29 sierpnia 2017 at 07:32

      zgadzam się, wkładki to jest mój numer jeden z całej listy :)))

      • Odpowiedz Anna Popis 29 sierpnia 2017 at 18:35

        Prawda, że genialne? 🙂 Na rynku są jeszcze takie ze specjalnym przeznaczeniem na ten cel, na przyklejenie w wewnętrzną stronę rękawów, jednak nie równają się z tymi Carefree – te są najcieńsze, delikatnie pachną i są niewyczuwalne i niezauważalne:-)

    • Odpowiedz Anna Popis 29 sierpnia 2017 at 18:35

      Dziękuję Kasiu:-*

  • Odpowiedz Magda 29 sierpnia 2017 at 20:40

    Zawsze myślałam, że tylko ja nie cierpię upałów, w taką upalną pogodę staram się w ogóle nie wychodzić z domu jeśli nie muszę, od nadmiaru słońca zaraz boli mnie głowa, ja uwielbiam wiosnę. Pomysł z wkładkami rewelacyjny, nigdy bym na to nie wpadła. Wasze mieszkanie wygląda pięknie (aż mi się zamarzyły białe ściany), ale ja podobnie jak Ty, tylko bym patrzyła , czy nadal są czyste (mam trochę świra na punkcie czystości i porządku, chociaż mój mąż twierdzi, że nie trochę, a bardzo.)Mam nadzieję, że jeszcze pokażesz resztę pomieszczeń. Pozdrawiam serdecznie.

    • Odpowiedz Anna Popis 30 sierpnia 2017 at 19:59

      Magdo powiem Ci, że ledwo skończę pomieszczenie, to od razu nachodzą mnie kolejne pomysły na udoskonalenie wnętrza…Można wpaść w jakąś głupią pułapkę i ja muszę powoli z niej się wygrzebywać bo „piniondzów” w końcu zabraknie ;-)Pokażę na pewno resztę i jeszcze zmiany w pokoju Małego:-) Co do ścian, na szczęście są farby, z których można zmywać „niespodzianki”, ja zwykle miałam jakiś kolor na ścianie (chociaż jednej), ale to jednak w takim jasnym wnętrzu czuję się najlepiej i jest ono najbardziej uniwersalne. W każdym razie absolutnie nie żałuję decyzji, a Młody – muszę się pochwalić- bardzo uważa na ściany. W końcu to już odpowiedzialny prawie czterolatek…ale ten czas leci… Pozdrawiam:-*

  • Odpowiedz MaSza 30 sierpnia 2017 at 12:23

    Ja też myślałam, że jestem jedynym dziwolągiem, który nie lubi lata 😉 a tu jest nas więcej 🙂 Uwielbiam zimę i temperaturę, kiedy po wyjściu na zewnątrz leci para z ust.
    Pomysły Aniu świetne. Od siebie dodam, że odkąd urodził się mój Syn ciągle piłam zimną kawę…do czasu aż zaczęłam sobie ją robić do kubka termicznego 🙂 można się przyczepić, że w ulubionej filiżance czy kubku smakuje inaczej (lepiej?) ale ja długo wybierałam temperaturę kawy nad walory estetyczne podania. Pozdrawiam wszystkich!

    • Odpowiedz Anna Popis 30 sierpnia 2017 at 19:50

      Jak ja to rozumiem! Przy każdej okazji do obdarowania kogoś przypominałam, że chcę kubek termiczny i wiesz co? Najbliżsi myśleli, że żartuję i ostatecznie nikt mi takiego drobiazgu nie sprezentował…Ostatecznie sama sobie kupiłam, co okazało się jedną z najlepszych inwestycji:-) Teraz Przy najbliższej okazji będę prosiła o kolejny drobiazg…suchy szampon do włosów, coś, co każda mama powinna mieć na półce,bo zawsze w zestawieniu ułożenie włosów czy zajęcie się dzieckiem wygrywa to drugie Dziadostwo;-)

      • Odpowiedz MaSza 30 sierpnia 2017 at 21:01

        Dokładnie tak 🙂 polecam suchy szampon Batiste. Mają wariantów do wyboru mnóstwo :-*

    Zostaw odpowiedź