Uroda

Kilka genialnych i kobiecych rzeczy nie przekraczających 22 zł!

23 kwietnia 2017

Przygotowałam dla Was kilka rzeczy, które nie tylko spełniły obietnice producenta, ale przede wszystkim absolutnie mnie zachwyciły. Będzie coś do twarzy, dłoni i do poczytania. A to wszystko tak, jak lubię najbardziej, czyli w świetnej cenie nie przekraczającej 22 zł. Zresztą same zobaczcie!

 

 

Zwykle w okresie jesienno-zimowym funduję swojej skórze krótką terapię kwasami. Oczywiście wszystko ogranicza się do stosowania kremów z ich stężeniem, ale w tym roku nie sięgnęłam nawet po nie. Moja cera była wiecznie przesuszona mimo odżywczej pielęgnacji i nie chciałam jej dodatkowo katować złuszczaniem. W efekcie utraciła trochę jędrności i świeżości. Ostatnio sięgałam po różne sera do cery z witaminą C z nadzieją, że będą odpowiedzią na potrzeby mojej skóry. I z czystym sumieniem mogę polecić Wam tylko jedno z nich, a mianowicie REWELACYJNE serum odmładzające od Bielendy z witaminą C i kwasem Glikolowym (4,5%). Wiem, że na wiosnę nie powinno się stosować nic eksfoliującego, ale mając na uwadze fakt, że to stężenie nie jest duże i przy stosowaniu odpowiedniej ochrony w dzień nie ma obaw.

Jestem ogromnie niecierpliwa i jeśli jakiś kosmetyk nie zadziała od razu, góra przy drugim zastosowaniu, tak więcej po niego nie sięgam. A to serum z witaminą C i kwasem glikolowym zachwyciło mnie od pierwszego zastosowania. Producent zaznacza, że to produkt do cery pozbawionej blasku, z widocznymi niedoskonałościami: szarej, zmęczonej, mieszanej, tłustej, z przebarwieniami i rozszerzonymi porami, z objawami utraty jędrności i widocznymi zmarszczkami. Czyli mniej więcej, w sumie bardziej więcej, do mojej. Już po pierwszym zastosowaniu można zauważyć ujednolicenie cery i lekkie domknięcie porów. Cera rano, gdyż produkt zaleca się stosować na noc, jest świeża, ukojona i nie ma na niej tłustego filmu. Przy regularnym stosowaniu, czyli po mniej więcej po tygodniu zyskuje zdrowy blask i ujędrnienie. Niedoskonałości znikają, a pory są prawie niewidoczne. Ogromnie żałuję, że nie spróbowałam wcześniej tego produktu. Myślę, że taka miesięczna kuracja, nawet w okresie wiosennym, a przy tej pogodzie bardziej jesiennym, będzie świetnym odświeżeniem cery i zastrzykiem energii. Cena tego serum to ok 25 zł, ja kupiłam w promocji za 22 zł i jest to świetnie zainwestowany pieniądz. Polecam Wam ogromnie!

 

Jak już jesteśmy przy cerze, to polecę Wam niepozorną, ale wszędzie chwaloną koreańską maskę Pilaten Black Head. Słyszałam o niej już tyle dobrego, że wiedziałam, iż w końcu musi trafić w moje ręce. No i tak się też stało, ale do rzeczy!

 

Mówią o niej „Pogromca wągrów” ja jeszcze bym dodała „ Depilator do twarzy”, gdyż ściągając ją, bo to maska typu peel off, oprócz zaskórniaków pozbywamy się przy okazji małych włosków na twarzy. Ale to jedyny jej minus, bo działanie jest naprawdę zadowalające. Maseczka jest bardzo gęsta i w konsystencji i kolorze przypomina roztopioną smołę. Brzmi trochę kiepsko prawda? Na szczęście zapach jest bardzo przyjemny. Maska nie spływa, wręcz skleja się ze skórą. Należy pamiętać, że przed jej zastosowaniem trzeba rozgrzać skórę, ja zrobiłam to maszyną na parę. I jest to bardzo ważny etap, którego nie można pominąć, gdyż tylko otworzone pory są w stanie „oddać” tej masce, co oddać musi, czyli mnóstwo zanieczyszczeń pozostawiając cerę rozjaśnioną i czystą. I tak właśnie jest! A wiecie co jest równie dobre, jak jej działanie? Cena! – 1.99 za saszetkę, która wystarczy Wam na jedno zastosowanie. To do dzieła!

 

Ostatnio trafiłam na świetny lakier, właściwie to najlepszy z drogeryjnej półki, jaki było mi dane próbować. Mowa o Eveline Color Edition, który ma dwa największe plusy – fantastycznie się rozprowadza nie pozostawiając żadnych smug oraz jest bardzo trwały i mocno napigmentowany. Ok, to trzy plusy, dodam jeszcze, że wyjątkowo szybko schnie. To chyba pazurkowy święty Graal, który zachęcił mnie do wypróbowania innych kolorów z kolekcji. Ma świetny płaski i szeroki pędzelek, który pomaga precyzyjnie nałożyć lakier. Dla mnie półka Sally Hansen, a może nawet i lepiej, a cena? ok 10 zł za dużą, 12-stu mililitrową buteleczkę. Super!

 

Do paznokci dorzucam trójfazowy olejek do skórek, którego zakup zwykle pomijam, gdyż wierzę, że taki sam efekt osiągnę stosując regularnie normalną oliwkę do ciała, co zresztą nie następuje nigdy, bo nie jestem w skórkowej pielęgnacji na tyle systematyczna. Ta oliwka jest jednak inna. Trójfazowy olejek do paznokci Bell Velvet Story, ma bogatą konsystencję, nie spływa i ładnie wsiąka w skórę wokół paznokci, pozostawiając widocznie ładniejsze paznokcie. Trwałość i wchłanianie to zdecydowanie jego atuty. To najlepsza oliwka/olejek jaki miałam okazję stosować, cena ok 7 zł.

Jestem „próbkową” dziewczyną i jak w drogerii widzę coś ciekawego w małych saszetkach, od razu ląduje w koszyku, a później nie mogę doczekać się wypróbowania. Mam nawet całą kosmetyczkę z mini produktami i ciągle coś tam do niej dorzucam. Tym sposobem nazbierałam pokaźny zbiór m. in. maseczek do dłoni, z którymi ciągle mam problemy.Mam strasznie przesuszoną, podrażnioną i wręcz zniszczoną skórę. Taka jej wątpliwa uroda, a dla mnie to nie lada wyzwanie, bo jej odpowiednie nawilżenie i odżywienie okazuje się ogromnie trudne, mimo setek produktów dostępnych na rynku. Ja testowałam przynajmniej połowę z nich i mogłabym wymienić na palcach jednej ręki te godne polecenia. Ale dziś chciałabym polecić Wam SOS Parafinową maskę do rąk firmy Eveline.Genialnie pachnie i robi prawie wszystko co obiecuje producent, a więc uelastycznia, zmiękcza i wygładza. Ja stosuję ją na noc, gdyż ma bardzo bogatą konsystencję i pozostawia tłusty film na skórze. Po przebudzeniu dłonie wyglądają na ukojone i młodsze. Dobrze wypróbować!

 

A teraz coś do poczytania. Na ten dwumiesięcznik trafiłam zupełnie przez przypadek w saloniku prasowym. Coaching Extra „uderzył mnie po oczach” podtytułami na okładce – jak skutecznie myśleć, działać, rozmawiać. O nie, pomyślałam, mam już kilka książek o takich poradnikowych zapędach, ale że akurat tytuły trafiły na podatny grunt – wzięłam!

I to była bardzo dobra decyzja i świetnie wydane 15 zł, bo w środku same perełki, naprawdę! Fantastyczny, poręczny format, papier i stylistyka jaką lubię, no i motyw przewodni lektury – zatrzymać się i przyjrzeć temu, co sami o sobie sądzimy, jak porozumiewamy się z innymi ludźmi. co jest dla nas ważne i jak pomóc sobie do tego dojść. To świetna podróż do nas samych, do spojrzenia z boku na pewne sprawy, a może nawet kopniak i duża motywacja do działania. Dobra pozycja, której będę już wierna. Mam nadzieję, że w czerwcu, kiedy wyjdzie kolejny nakład będę równie zachwycona, jak teraz. A Wam naturalnie polecam na wieczory pod kocem.

 

Pamiętacie mój Przepiśnik, z jednego z wpisów o wielkanocnej Szarlotce? Trafiłam na niego w Pepco, swoją drogą nigdy nie wychodzę z tego sklepu z pustymi rękoma, i jest naprawdę godny polecenia. W dobie przepisów z sieci mało kto dba i papierową skarbnicę recept. Bardzo ładnie wykonany, a w środku to, co przydaje mi się zawsze, czyli przelicznik miar i wag, krótka ściąga z etykiety przy stole, a także opis przydatnych ziół w kuchni. Wszystko zamknięte w twardej okładce zamykanej na szeroką gumkę. Fajna rzecz.

 

Sprawdź inne wpisy

5 komentarzy

  • Odpowiedz Kodeks Karoliny 27 kwietnia 2017 at 07:43

    Kusi mnie to serum z Bielandy 🙂 dzięki za polecenie – po majówce spróbuję 🙂 Przepiśnik kupiliśmy siostrze Pana Luźne Szelki i była zachwycona tym drobnym, ale takim miłym, prezentem! 😉

    • Odpowiedz Anna Popis 27 kwietnia 2017 at 17:42

      serum jest naprawdę fajne, a stężenie kwasu niewielkie więc nie ma obaw z łuszczeniem się;-)Ja w Pepco zawsze coś wyniosę, a takie drobne upominki są najlepsze!Gdyby któraś ze znajomych moich twarzy czytała, to podoba mi się kosz wiklinowy na pieczywo 😉

  • Odpowiedz marfa 10 maja 2017 at 12:09

    gdzie można kupić tę czarnę maseczkę ??

    • Odpowiedz Anna Popis 10 maja 2017 at 13:20

      Marfa, mieszkam w Świdnicy i kupiłam ją w drogerii Joka przy pl Grunwaldzkim. Mają tam ogromny wybór różnych koreańskich maseczek, a wiele z nich zamierzam wypróbować. Myślę, że w każdym mieście jest jakiś Insider – prywatna drogeria gdzie można znaleźć takie perełki 🙂

  • Odpowiedz marfa 11 maja 2017 at 07:37

    hmm mieszkam w warszawie i naprawde nie wiem gdzie mozna takie cuda kupić stacjonarnie… na kazdym rogu rossmann i koniec…Bardzo fajny blog 🙂 wczoraj na niego trafiłam i chętnie go poczytam.

  • Zostaw odpowiedź