Lifestyle

Kilka Fatalnych pomysłów na Majówkę

1 maja 2017

Od kliku lat trwa kult majówkowy. Jako bezdzietna powiedziałabym Super! Gorzej, kiedy jest potomstwo i trzeba dopasować plany spędzania wolnego czasu pod ich potrzeby, zainteresowania, możliwości i chęci. Wtedy nie ma długiego Weekendu, a długi zapiernicz, po którym modlisz się o otworzenie przedszkola. Dziś napiszę kilka słów o miejscach, które są FATALNYM wyborem majówkowym.

Moim absolutnym faworytem w rankingu najgorszych majówkowych wyborów jest ZOO! Biorąc pod uwagę to, że nie jesteśmy jedynymi rodzicami w okolicy i to, że zwierzaki mają ogromną siłę przyciągania mamy gotową katastrofę w postaci mega długich kolejek do kasy biletowej, przepychania się z ludźmi przy każdej zagrodzie ze zwierzakami i walkę o drewniany wózek będący rodzicielską ziemią obiecaną przy dźwiganiu dziecka, które podstępnie w połowie zwiedzania ogłasza, że nóżki bolą i dalej nie pójdzie…

Mimo, że miałam to wszystko na uwadze załatwiliśmy problem zwykłym „ Aaa, jakoś to będzie…” posadziliśmy cztery litery do auta i wybraliśmy się w porannych godzinach w podróż – kierunek ZOO! Już przy samym wjeździe w okolice centrum Wrocławia odnieśliśmy wrażenie, że wszystkie samochody z dzieciakami na pokładzie właśnie tam zmierzają…Nie pomyliliśmy się. Efekt? Dobre 1,5 godziny stania w korku. Później było tylko gorzej, bo szliśmy ścieżkami w konwoju ludzi ocierając się o siebie, a zobaczenie zwierzęcia „sam na sam” graniczyło z cudem. Ostatecznie nieco zirytowani tą sytuacją i brakiem jakiejkolwiek przyjemności z pobytu w ZOO właśnie, polecieliśmy na zapach smażonych – niedosmażonych z pośpiechu frytek. Przy zajadaniu wątpliwej jakości przekąski powiedzieliśmy to głośno „Nigdy więcej ZOO w takim okresie” i Wam też serdecznie odradzam.

Lokalne atrakcje

Lubimy jeździć do pobliskiego zamku i przyzamkowej stadniny koni. Zawsze chwalę sobie duży teren do zwiedzania i niewielką ilość zwiedzających, a nawet jeśli wielką, to i tak na takim terenie gdzieś się wszyscy gubią i jest naprawdę przyjemnie. Jednak majówka zmienia ten teren ogromny deptak i kolejki do wejść niczym za czasów PRL-u. I na bank jest też tak w innych turystycznych miejscach. Tym razem przez olbrzymie korki nawet nie było nam dane dojechać. Ostatecznie wylądowaliśmy w przydomowym parku na spacerze i była to chyba najlepsza opcja.

 

Basen

Mowa o tym z częścią rekreacyjną rzecz jasna i bitwą o każdy leczniczy strumień podwodny, leżanki i jacuzzi. Każdy chce przygruchać sobie kilka metrów sześciennych wody i odrobinę miejsca do poruszania kończynami. Przy majówce może okazać się to niemożliwe. Tłok w wodzie porównywany jest z tym na drogach dojazdowych do atrakcji turystycznych, z tą różnicą, że tutaj grożą Ci podwodne kopniaki pływaków. Najgorsze są miejsca z małymi ślizgawkami dla dzieci, przy których toczą się dantejskie sceny. Każdy maluch chce być pierwszym w kolejce i zjeżdżać bez kolejki, a jakże! A później dziecięce rozczarowanie i foch spada na barki rodzica, który to w skrajnych sytuacjach – czyt. histerii, decyduje się na jak najszybsze opuszczenie miejsca będącego ością niezgody. No i dokąd teraz majówkowiczu?

Mam nadzieję, że za rok będzie mnie stać na opcję – Albo bogato, albo wcale, przy czym bogato oznaczać będzie zagraniczny wyjazd, a wcale – domowe zacisze. Tak będzie najbezpieczniej!

Tłumy przy wybiegu dla Hienowatych. Nie zaryzykowaliśmy podejścia bliżej

 

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź