Kobiecym Okiem Parenting

Kilka ABSURDÓW wyjętych z kieszeni „Innych”

11 kwietnia 2017

 

Macie w głowie kilka rad „Innych”, po których same sobie zadawałyście pytanie czy On/Ona tak serio? Ja tak, jedne śmieszne, inne siejące grozę, a dla Was wyłuskałam same perełki, jestem pewna, że z chęcią dopisałybyście coś swojego do listy.

Zaczniemy od tych „niewinnych” i nieszkodliwych dla mojego dziecka.

 

Podział ubranek

 

Myślę, że to silniejsze od „radzącego” bo w końcu taki pragmatyzm wziął się z czasów komunizmu, kiedy to wszystkiego było za mało. Teraz „cierpimy” za to na nadmiar i dylematy, sweterek w jaśniejszym odcieniu szarego czy ciemniejszym?

Jak każda matka, na początku wpadłam w zakupowy wir. Tworzyłam zestawy ubraniowe w głowie i ani się spostrzegłam, a tonęłam w miniaturowych ciuszkach. Właściwie wszystkie mogłabym śmiało nazwać „wyjściowymi”, a mały model mógłby śmiało zarabiać pierwsze pieniądze w odzieżowym katalogu. No i tu od tych „Innych”, najczęściej starszych, usłyszałam „ Szkoda tych ciuszków po domu. Daj coś gorszego, a lepsze zostaw sobie na Wyjście”. W sumie na początku przyznałam rację, bo faktycznie w domu zawsze coś się pobrudzi, dziecko uleje, czy przedstawi cały wachlarz możliwości, w którym ucierpi odzież. ALE problem w tym, że właściwie wszystko było „wyjściowe”, a po dwóch tygodniach trzymania się zaleceń Innych, z żalem żegnałam piękne, właściwie nigdy nie zakładane ubranka, które po prostu okazały się już za małe. Na tym wszystkim nie skorzystało ani dziecko, ani moje oko. Tym samym, absurdalną radę rzuciłam w piździec, w najdalszy kąt. i to moja puenta tej absurdalnej rady – „Spieszmy się zakładać „te ładniejsze” ubranka, tak szybko okazują się za małe”.

 

Smaki dzieciństwa, czyli SŁODYCZE

 

Słodycze, ich dawanie czy też nie, to powód niejednej wojny domowej. Ja ich nie daję i zawsze proszę, aby nie dawano ich mojemu dziecku. Zawsze tłumaczę, że u nas owoc jest słodyczem, na co dostaję w odpowiedzi przewracanie oczami i głupie westchnienia, bo podobno Słodycze to smak dzieciństwa. I powiem Wam szczerze, że na tym polu jestem gotowa ponieść każdą cenę i rzucić się z pazurami na „Obdarowującego”. W odpowiedzi nie raz słyszałam od pewnej osoby, że jestem złą matką, nawet w obecności mojego dziecka. Chyba domyślacie się, że nie darzymy się specjalną sympatią…Nie popadajmy też skrajności i lizak raz na dwa dni jest jak najbardziej ok, co innego próba zastępowania posiłku cukrowym zapchajbrzuchem.

 

Konieczność odkładania dziecka do łóżeczka

 

Przyznam szczerze, że i ja na początku mojej macierzyńskiej drogi obrałam sobie za punkt honoru wydzielenie miejsca do spania dla mojego dziecka i pod żadnym pozorem nie przyzwyczajania Go do spania z nami. No, ale jak w grę wchodzi 6 – krotne nocne karmienie, albo pobudki co pół godziny, poddałam się. I bezczelnie tego nie żałuję bo ( na przykładzie jednego dziecka) mogę śmiało powiedzieć, że nie weszło to w krew i nie odcisnęło piętna na jego psychice. Rumcajsik mimo spania z nami, śpi też sam w łóżku, a kiedy ma ochotę, a nie zdarza się to często, wskakuje pod kołdrę, a jest coś przyjemniejszego od małej rączki zawieszonej w nocy na szyi mamy?

Kwestia tego, co chcemy wynieść z tego magicznego macierzyństwa – wolną przestrzeń w łóżku i zdyscyplinowanie czy dotyk ciepłych nóżek na brzuchu w nocy? Ja zupełnie świadomie wybieram drugą opcję. Dlaczego napisałam „konieczność odkładania dziecka do łóżeczka”?, bo o taką konieczność wnioskowali Inni, którzy chętnie rozplanowaliby każdy aspekt mojego życia.

 

Bezstresowe wychowanie

 

Tu sprawa jest jasna, albo karzesz dziecko w postaci klapsa i posyłania do kąta, albo wychowujesz bezstresowo – teraz widzisz oczami wyobraźni rekcję zwolenników pierwszej opcji? Jako absolutna przeciwniczka karania, jestem podobno na czele wychowawców „Młodego, zepsutego pokolenia”, Możliwe…Czasami, jak na złość, w obecności „Oceniaczy” Mały odmawia współpracy z mamusią, na co dostaję po łbie stwierdzeniem „ To są właśnie skutki bezstresowego wychowania”. Jednak trzymam się twardo, wierząc w moc słowa. Biciem i karami szacunku nie ugram.

 

Pora kończyć

 

Mojego Malucha karmiłam piersią długo, dla niektórych zbyt długo. Fakt, 25 miesięcy zakrawa już o perwersje, ale na Boga, to w końcu Nasz Tandem decyduje kiedy a) ja będę już zniecierpliwiona tym Cyckowaniem i powiem dość, b) dziecko będzie na to gotowe. Tymczasem zalecenie o zaprzestanie karmienia piersią dostałam dobre 12 miesięcy wcześniej i byłam często rozliczana przez osobę X ” kiedy w końcu powiem basta??!”Czy to nie absurdalne, żeby ktoś inny decydował o tak osobistej sprawie?

 

 

To Twoja wina

Zdarzało Wam się słyszeć o konieczności podgrzewania soczków tudzież wody? Podobno od tej podawanej w temperaturze pokojowej dzieci chorują, a winowajcą takiego stanu rzeczy jest nie kto inny jak Matka.

 

Przetrzymywanie dziecka

 

Ta niebezpieczna moda przyszła do nas z Zachodu. „ Musisz przetrzymać płaczące dziecko, inaczej będzie Tobą rządziło” – już to słyszałam. I w sumie machnęłam na to ręką uważając to za totalny absurd, do czasu, kiedy nie usłyszałam takiej porady z ust niemieckiego lekarza. Prekursorzy „zimnego chowu”. Nie tylko zasugerował, ale wręcz wymagał ode mnie zignorowania płaczącego dziecka. Podobno taki płacz może trwać nawet 2 godziny, a ja w tym czasie miałam chodzić z zatyczkami w uszach. Dziecko widząc, że nic nie wskóra, po kilku takich akcjach da sobie spokój, bo i tak nikt nie zareaguje…Taki pragmatyzm! Dacie wiarę? Ja reaguję, zawsze i wszędzie, bo chcę żeby moje dziecko wiedziało, że jego problemy są dla mnie bardzo ważne. A dzieciom „Przetrzymywaczy” ogromnie współczuję, to podobno gorsze od bezstresowego wychowania 🙂

 

Jestem ciekawa, czy dopisałybyście do listy swoje perełki?

Sprawdź inne wpisy

8 komentarzy

  • Odpowiedz Ania 11 kwietnia 2017 at 14:21

    Dorzucę dwa absurdy, które już mogę ciepło wspominać, ale kiedy je usłyszałam to oj! strzelały pioruny…
    „Dajesz mu wodę do picia? Urośnie i nie będzie chciał pić soków!” Urósł i nadal pije wodę, ale lubi też soki, herbatę, mleko. I Cola też mu smakuje 🙂
    Drugie to nawet nie rada, bo mój rozmówca był święcie przekonany o tym, że inaczej niż mówi, być nie może: „No to masz teraz dużo roboty, mały raczkuje to podłogę w całym domu musisz codziennie myć.” 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 11 kwietnia 2017 at 17:59

      Aniu dokładnie jest tak,jak mówisz i miałam analogiczna sytuację z „Twoimi” podłogami, tyle, że ja dostałam zalecenie odnośnie mycia okien. Kiedy to już Maluch wszystko maca, wypada myć przecierać je codziennie… A tak poza tym po Twoim komentarzu wpadły mi do głowy kolejne dwa absurdy, które chyba nawet dopiszę do listy 😉 Pozdrawiam serdecznie

      • Odpowiedz Ania 11 kwietnia 2017 at 18:52

        To mi przypomniało, że moje okna sa wciąż jescze nie myte tej wiosny…
        Podgrzewanie picia też przerabiałam. 🙂
        Pozwolę sobie dopisać jeszcze jedną „dobrą” radę dotyczącą nauki korzystania z nocnika. „Moj syn sikał do nocnika odkąd miał 6 miesięcy.” Otóż odkąd dziecko siedzi należy je wysadzać na nocnik co 20 minut, żeby łatwiej było zrobić siku należy przy tym przelewać wodę z kubka do kubka i mówić „Siiii”. Potem wysadzamy co 25 minut, co pół godziny itd.

        • Odpowiedz Anna Popis 11 kwietnia 2017 at 19:29

          hehehheheeh czegoś takiego jeszcze nie słyszałam, to niemałe przedstawienie powinno się odbywać przed tym nocnikiem! Nie wiem czy gratulować „Radzącego” czy współczuć, bo niewątpliwie osiągnął poziom Master! 😀

  • Odpowiedz Lena 23 maja 2017 at 20:07

    O jak ja Cie rozumiem. Wujków i cioć złotych rad mam dookoła mnóstwo.

    Karmię małą już 16 miesięcy i zamierzam jeszcze długo, dopóki nie będziemy obie gotowe na odstawienie. Ale już słyszę wokoło: „Cooo, jeszcze karmisz, przecież po roku to już mleko jest bezwartościowe… bla bla bla przecież to za długo, po co… bla bla” itd. – Co komu do tego ja się pytam. To ja jestem matką i tej bliskości którą moje dziecko czuje, bezpieczeństwo jak zasypia przy cycu nikt nie zrozumie i nikt nie ma prawa się wtrącać. A co to kogo obchodzi.

    Mała śpi z nami w łózku i masz racje, nie miałam sumienia jej odłożyć do łóżeczka i niech płacze. Od początku śpi z nami. A w nocy to ciepłe małe ciałko lgnie do mamy i szuka przytulenia – najcudowniejsze uczucie w moim życiu taka bliskość z dzieckiem. A przecież to tak szybko ucieka, ten czas tak zasuwa, że nie nadążam i tak mi go szkoda że to już ucieka i nie wróci.

    Masz rację, można być wyrachowana matką, która ma się wyspać i już, a można trochę poświęcić by zyskać więcej 🙂 Ale zrozumieją to tylko mamy o podobnych poglądach. Pozdrawiam 🙂 Super miejsce w sieci 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 23 maja 2017 at 20:16

      Lena z karmieniem miałam podobną sytuację i wyobraź sobie, że pewna osoba z bliskiego otoczenia przy każdej rozmowie telefonicznej pierwsze o co pytała to czy karmię jeszcze! A dzwoniła średnio 3 razy w tygodniu. Doszło do tak absurdalnej sytuacji, że musiałam kryć się z tym, co robię z moim dzieckiem, jakie decyzje podejmuję i jak wychowuję. Nie raz słyszałam, że tym karmieniem „wyrządzam mu krzywdę”. A co do spania, to była to też niepojęta sytuacja dla niektórych i powiem absolutnie szczerze, że uwielbiam przytulić się do tego cieplutkiego i pulchnego ciałka – dla mnie to kwintesencja matczynej miłości
      Dziękuję za przemiły komentarz i pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Odpowiedz Lena 23 maja 2017 at 20:08

    Tulę, noszę, karmię, kocham, przyzwyczajam i dobrze nam z tym 🙂

  • Odpowiedz kfiatushek 8 czerwca 2017 at 11:50

    Ubieralam Juniora ładnie od małego, karmiłam 22 miesiące, staram się ograniczać mu słodycze, spał z nami w łóżku przez bardzo długi czas (choć odkąd „dorósł” do zmiany i zamieszkał sam we własnym pokoju do naszej sypialni nie zajrzał ani razu), nie podgrzewałam nigdy soczków ani wody, nie bijemy Juniora… jestesmy złymi rodzicami… 😛

  • Zostaw odpowiedź