Kobiecym Okiem

Jesteś pewna, że to takie fajne?

4 lipca 2017

Sezon wakacyjny w pełni, ludzie wpadają na szalone pomysły, aby zapewnić dziecku atrakcje w ten specyficzny czas. Jednym z moich „ulubionych“ jest zapakowanie Młodego do auta i pociągnięcie z nim ponad tysiąc kilosów w imię fajnie spędzonego czasu… Jasne, idea przednia, jednak wykonanie fatalne i mówię to ja, matka której dziecko „robiło“ każdego miesiąca 1600 km w trzy dni. To fatalny pomysł, niezależnie od tego, jakie byłoby tłumaczenie, a najczęściej wygląda ono tak : „Moje dziecko wyciągnie bardzo wiele z takiego podróżowania…“ Naprawdę? Sądzisz, że dziecko, które nie do końca wie, gdzie ma nos i jak to się nazywa będzie podziwiało budowle z XV w i siedziało dzielnie przez 8 godzin w aucie w celu dotarcia do celu?

Pół biedy, jeśli odbywa się to sporadycznie, raz w roku, gorzej, kiedy podróżowanie wejdzie w krew rodzicom, a ich malizna nie osiągnęła nawet wieku dwóch lat. Jednak ci niezłomnie twierdzą, że Maluch skorzysta na eskapadach…
Co prawda, ja moje podróże na trasie Niemcy – Polska zamknęłam na zawsze, ale wspominam je nadal z dreszczykiem na plecach. Długa podróż, wymuszona pozycja – dorosły ma chociaż szansę przekręcenia się i odciążenia swoich czterech liter w przeciwieństwie do dziecka, jazda tylko kiedy zajdzie słońce, bo w dzień byłaby to rzeźnia, przebudzanie z płaczem i totalne wybicie z rytmu. Nigdy więcej.

Ostatnio wybrałam się z mężem na nocne zwiedzanie nieopodal oddalonego zamku Książ. W poszerzonej ofercie zwanej „Koszmar nocy letniej“, swoją drogą zaczynający się od 21.30, dzięki przebranym za upiory aktorom i całkowitym ciemnościom w zamkowych komnatach można było doświadczyć prawdziwego horroru. Horror przeżyłam też ja, kiedy zobaczyłam rodziców z dwójką małych dzieci. Jeden z ich synów miał na moje oko 4 lata…całkiem odpowiedni wiek w stosunku do „atrakcji“. Po zamku oprowadzała nas przewodniczka i co chwilę zdradzała mroczne tajemnice miejsca. Co rusz zza rogu pojawiała się ucharakteryzowana zjawa, mająca dostarczyć nam dreszczyku emocji… Po drodze obejrzeliśmy krótki, straszny film w starej sali kinowej. Na końcu zaprowadzono nas do podziemi, gdzie hitlerowcy w czasach drugiej wojny światowej rękoma więźniów z pobliskiego byłego obozu koncentracyjnego wykuli sieć tuneli. „Wisienką na torcie“ była symulacja wybuchu granatu i wystrzały z karabinu maszynowego, tak, abyśmy poczuli ducha czasu…Ja natomiast widziałam co poczuł ten mały chłopczyk przyklejony do nogi swojego tatusia…Całe zwiedzanie biłam się z myślami: podejść i wyrazić swoje oburzenie? Mieć większe pretensje do „rodziców“, czy obsługi w kasie biletowej, którzy za 50 zł przehandlowali to małe dziecko, czy może przewodnik powinien uratować sytuację i zasugerować, że to nieodpowiednie miejsce dla Malucha? Nikt nie zareagował, na czele ze mną i taką oto żabę musiałam połknąć, która odbija mi się po dziś dzień…I nadal zastanawiam się, czy ci wspaniali rodzice choć przez chwilę pomyśleli, że przegięli pałę? Czy nawet jeśli powiedziałabym im, co o tym myślę, oni zmieniliby nastawienie i taka równie mądra sytuacja nie miałaby więcej racji bytu? Nie sądzę, pewnie usłyszałabym, że ich dziecko „bardzo wiele wyciągnie z takiego zwiedzania“.Podobnie jak w przypadku męczenia dziecka długą podróżą.

Teraz z innej beczki, ostatnio zaczęłam nową pracę, jak już pisałam wcześniej, bardzo poważną pracę. A po pracy nadrabiam zaległości w mojej nieobecności przy Rumcajsiku. Teraz doceniam ten czas jeszcze mocniej i łapię każdą chwilę nie trwoniąc jej na głupoty. Jednak przychodzi moment, kiedy moje dziecko idzie lulu, a ja mogę udać się na szybkie zakupy. Zwykle o tej porze widzę tylko zabiegane kobity pracujące, albo…no właśnie, albo mamuśki z dzieckiem, które z ziewającą buzią i prośbami o opuszczenie miejsca sygnalizują, że nie pora i miejsce na takie „umilacze“ dnia.

I tak sobie myślę, że często z nas, dorosłych wychodzi kawał egoistycznej bestii, która pod przykrywką „obopólnych korzyści“ potrafi przeforsować swoje widzimisię. Są jednak miejsca i atrakcje, z których dzieciaki nie powinny korzystać. Zresztą, zawsze dają o tym znać, jednak mają ogromnego pecha, bo trafiają na mistrzów manipulacji, ignorancji i hipokryzji, gdyż w naszym dorosłym świecie analogiczne zachowania dzieci uważane byłyby za rozwydrzenie i niewychowanie. No to jak to się ma do niepisanego obowiązku rodziców, aby dawać dobry przykład dzieciom?

Sprawdź inne wpisy

7 komentarzy

  • Odpowiedz Channing tatum 4 lipca 2017 at 19:55

    Fajny wpis:-) juz reklamowalem tobie gdzie jest wpis ale napisalasz :-)ten byl fajny „short”ale fajny no bo bralem udzial w nim:-)fajnie sie czyta wpis jak jestem czescuom jego hm zle no jak wiem jak bylo rzecziwiescie na miejscu…..

    • Odpowiedz Anna Popis 4 lipca 2017 at 20:28

      :-* buziak za odwagę,że pomimo nieznajomości polskiej pisowni i gramatyki odważyłeś się:-)

  • Odpowiedz kfiatushek 5 lipca 2017 at 07:40

    hmm Prawda jest taka, że niektórzy rodzice nie mają za grosz wyobraźni i zdrowego rozsądku, a cierpią na tym tylko dzieci. I choćby tłum ludzi zwracał im uwagę, oni i tak wiedzą swoje, a inni się czepiają.

    • Odpowiedz Anna Popis 5 lipca 2017 at 17:39

      🙂 dokładnie tak! :-*

  • Odpowiedz MaSza 5 lipca 2017 at 08:35

    Chociaż zgadzam się z Tobą to czuję się w obowiązku stanąć w obronie mamusiek z dzieckiem w galerii handlowej. Sama też czasem chodzę z synem i wiem, że to żadna atrakcja dla niego. Ale nie oszukujmy się, nie zawsze mamy możliwość zastawić dziecko w domu/pod opieką kogoś innego/w przedszkolu…. Też wolałabym pójść sama, na spokojnie tylko, że nie zawsze tak się da. Więc odwiedzamy empik, kupujemy książeczkę dla zabicia nudy i załatwiam co mam do załatwienia.
    Oczywiście mam na myśli sporadyczne sytuacje, nie nagminne łażenie bez celu przez 5 godzin 😉
    pozdrawiam :-*

    • Odpowiedz Anna Popis 5 lipca 2017 at 17:39

      Masza masz całkowitą rację! Sama zawsze robiłam zakupy z moim dzieckiem mimo, że nie był zachwycony. Jednak tu odniosłam się do pory dnia – wieczór, kiedy moje dziecko jest już dawno w łóżku i śpiocha, a sklepy otwarte do conajmniej 21…W ciągu dnia nie ma bata, musiał wytrzymać te katusze bo nie miałam z kim Go zostawić:-) Czasami wychodzą niedomówienia, taka specyfika słowa pisanego:-) Pozdrawiam Cię ogromnie:-*

      • Odpowiedz MaSza 5 lipca 2017 at 19:58

        No tak, małe nieporozumienie 🙂
        Kupiliśmy dziś ” Upartego jeżyka”. Cudo ta bajka, piękne ilustracje. Dzięki za polecenie :-*

    Zostaw odpowiedź