Lifestyle

Jesienne klimaty

4 października 2017

 

Jak zapewne już wiecie, uwielbiam jesień, szczególnie ten okres do pierwszych tygodni listopada. Zawsze kojarzy mi się z lekko zamglonym słońcem, zapachem palonych liści na ogródkach, ciepłymi, jasnymi, gruboplecionymi swetrami i poukładanymi na zgrabną kupkę dyniami na straganach. Jest przytulnie i tak jakoś Ten czas zdecydowanie ma w sobie coś magicznego, nostalgicznego. Ale jest to też doskonały okres na wzięcie się za siebie. Na nadrobienie zaległości książkowych, ponowne podjęcie próby wdrożenia w codzienny grafik dnia ćwiczeń – tym razem nie mamy już wymówki, że „za gorąco” na Chodakowską, a także zadbanie o cerę, która na pewno wymaga odżywienia i odświeżenia po lecie.

Akcja „ Promienna cera”

Przyznam się bez bicia, że zaniedbałam się ostatnio. Mam okresy kiedy nie jem słodyczy wcale, a po nich następuje okres wyżerania wszystkiego słodkiego co tylko napotykam na swojej drodze. Trochę podobnie jak z wodą – okresy suszy totalnej, gdzie oprócz kawy nie przyswajam nic innego i okresy, w których wodę piję hektolitrami…Niestety te drugie nie występują u mnie często i długo. Wracając do słodyczy, najbardziej lubię galaretki w czekoladzie i cukierki śliwki w czekoladzie:/ Im niestety nigdy nie odmówię…A one w zamian obdarowują mnie niespodziankami na twarzy – jeszcze bardziej niż zwykle rozszerzonymi porami i nadprodukcją sebum, a stąd już krótka droga do wyprysków i zaskórników. Sama jestem sobie winna, wiem. Dodatkowo konieczność codziennego nakładania makijażu do pracy mocno zapchał moje pory i zanieczyścił cerę. Byłam też na bakier z peelingami i maseczkami…Ach zresztą, co ja będę wymieniała…Do ideału jej bardzo daleko i postanowiłam trochę podratować sytuację. Idealnie się składa, że mamy jesień, bo większość zabiegów poprawiających wygląd cery możemy wykonać tylko w tym okresie!

Pierwsze po co sięgnę, to lekki krem z kwasem migdałowym na noc. Stosowałam już kilka – kwas glikolowy, salicylowy, mlekowy, ale ten krem z kwasem migdałowym o 5-cio % stężeniu działa na mnie najlepiej i w okresie jesienno – zimowym wracam do niego regularnie. Jest na tyle delikatny, że nie widać łuszczenia skóry i zaczerwienienia i na tyle silny, że daje szybki, bardzo zauważalny efekt. Skóra jest po nim wyrównana, ujędrniona, oczyszczona, a pory zwężone. Bardzo lubię ten krem i ogromnie Wam go polecam.

Ciągle jednak szukam idealnego kremu na dzień. Póki co używam Effeclar Duo +, który dobrze poradził sobie z zanieczyszczeniem cery i „wyleczeniem” wielu niespodzianek. Jednak moja skóra już się przyzwyczaiła do niego i szukam czegoś nie gorszego, a nieco bardziej nawilżającego. Myślałam o kremie Mizon ze śluzem ślimaka. Podobno efekty rewelacyjne, macie jakieś doświadczenia ze „ślimaczymi” kremami?

Podejmę też tysięczną już próbę wyrobienia nawyku regularnego sięgania po wodę. Póki co, od kilku dni idzie mi całkiem nieźle i w pracy pochłaniam 1,5 – litrową butelkę. Mam nadzieje, że tym razem uda mi się wytrwać dłużej w postanowieniu.

 

Wracam do ćwiczeń.

Na tym polu też się zaniedbałam i to bardzo…Nastał niestety ten czas, że samej trudno jest mi się zmobilizować do ćwiczeń. Chociaż nigdy nie praktykowałam zajęć w grupach, bo kojarzyły mi się z podskakującymi paniami w fitness clubach, tak doszłam do wniosku, że za głęboko zapuściłam korzenie, aby ruszyć dobrowolnie dupsko. Impulsem okazało się spontaniczne wybranie na zajęcia TRX. Wiele o tym słyszałam , jednak nigdy nie próbowałam…Powiem jedynie tyle, że żadne siłownie i inne zajęcia grupowe nie mogą się z tym równać! Nie ma zbędnego podskakiwania, czego osobiście nie znoszę, jak ta innych fitnessowych rzeczach, jest natomiast rzeźbienie każdego mięśnia siłą własnego ciężaru. Dla mnie bomba! Najgorzej zacząć, później jednak, kiedy po pierwszych zajęciach poczujemy, że każdy mięsień dostał w kość, załapiemy bakcyla! Gwarantuję!

Wiecie, z czym kojarzy mi się jeszcze jesień? Z filmami grozy, które uwielbiam! Co prawda, w kulminacyjnych momentach zasłaniam oczy, ale lubię ten dreszczyk emocji. Może kiedyś przełamię się i odważę obejrzeć cały film bez ich zamykania? Póki co mam listę pozycji, które chętnie obejrzę. Jako, że uwielbiam hiszpańskie kino, chyba nikogo nie zdziwi mój wybór 🙂 Słodkich snów w reżyserii Jaume Balaguero, Oczy Julii Guillem’a Morales’a, Sierociniec J.A. Bayona, czy też Labirynt Fauna Guillermo del Toro to filmy, które z przyjemnością obejrzę pod ciepłym kocem. Jeśli macie jakieś produkcje, które kojarzą Wam się z jesiennymi klimatami, nie koniecznie filmy grozy, dajcie koniecznie znać w komentarzach:) Wszystkie na tym skorzystamy 🙂

 

Ostatnio pisałam Wam, że „przymierzam się” do jakiegoś serialu i na pierwszy ogień pójdzie najprawdopodobniej House of Cards! I tak też się stało, obejrzałam pierwszy sezon i wpadłam! Zdecydowanie za bardzo wciągający, a ja na takie luksusy nie mam czasu. Każdą minutę mam rozplanowaną, a 50 minut (tyle trwa odcinek) wyrwanych z życiorysu to prawdziwe marnotrawstwo! Żeby to jeszcze był jeden odcinek dziennie…!Dlatego podziękowałam Franc’owi Underwood’owi za współpracę i zlikwidowałam Netflixa! Ha! To się nazywa silna wola:)

 

Uwielbiam owijać się ciepłymi i mięsistymi swetrami, z tym kojarzy mi się ten przytulny, jesienny okres:)

 

 

 

Ostatnio pogoda nam dopisała i mogliśmy się w pełni cieszyć urokami jesieni. Jak w każdą pierwszą niedzielę miesiąca byliśmy na targu staroci. To już nasza mała rodzinna tradycja 🙂

 

 

Jakiś czas temu dostałam przepis na dżem z jabłek i dyni. Nigdy wcześniej nie robiłam nic z dyni, dlatego tym entuzjastyczniej podeszłam do sprawy. Pomyślałam, że to musi być świetne połączenie smaków. Doczytałam, że w składzie są jeszcze goździki i cynamon i już byłam pewna, że to nie może się nie udać. Jako, że jesień dyniami stoi, to wybranie najładniejszej nie stanowiło większego problemu.
Zrobienie dżemu okazało się bajecznie proste, a wyrób naprawdę pyszny. Do cieplutkiej chałki, naleśników, czy racuszków pasuje idealnie! A oto, jak zrobić ten smakołyk:

Składniki :

• ok. 1 kg mąższu dyni, najlepiej odmiana o mocno pomarańczowej barwie
• ok. 1 kg jabłek odm. Antonówka
• 2 szkl. cukru
• 2 cytryny
• 1 łyżka goździków (ok. 15 szt.)
• 1 łyżeczka mielonego cynamonu
• ok. 1/2 szkl. filtrowanej wody

 

Jak to zrobić

Dynię, sam miąższ bez skórki i pestek, pokroić w kostkę. Włożyć do garnka, dodać goździki, cukier i ok. 0 , 5 szkl. wody – dusić pod przykryciem na malutkim ogniu aż dynia zacznie się rozpadać. Cytryny wyszorować, otarłam ze skórki i wycisnąć sok. Jabłka obrać ze skórki, wydrążyć gniazda nasienne i pokroić w kostkę. Na koniec polać sokiem z cytryn. Kiedy dynia zmięknie dodać jabłka z sokiem, skórkę cytrynową, wymieszać i smażyć – już bez przykrycia – aż jabłka się rozpadną, a dżem zgęstnieje (ok. 30 – 45 min.)Na koniec dodać cynamon( ja dodałam dodatkową porcję, gdyż uwielbiam tą przyprawę) wymieszać i po chwili wrzący dżem nałożyć do wyparzonych słoików, zakręcić wyparzonymi nakrętkami i odstawić do góry dnem, do ostygnięcia. Smacznego!

 


A na koniec jesienno – przytulnie jest wieczorową porą w pokoju u mojego Rumcajsika:-)

 

Sprawdź inne wpisy

4 komentarze

  • Odpowiedz kfiatushek 5 października 2017 at 06:37

    Ja ostatnio też coraz bardziej lubię jesień. Na targu staroci jeszcze nie byłam, ale muszę kiedyś się wybrać, w końcu to tak blisko 😉
    A dżem musi być pyszny. Muszę koniecznie spróbowac.

    • Odpowiedz Anna Popis 5 października 2017 at 20:02

      Kfiatushku koniecznie! Może za miesiąc będzie dobra okazja aby się spotkać gdzieś pomiędzy starociami? 😉 Dżemik jest pyszny, idealny na jesienne wieczory:)

  • Odpowiedz Ania 8 października 2017 at 09:17

    Kino nie koniecznie na jesień, ale hiszpańsko-włoskie: „Nie boję się”. Piekne zjecia i muzyka i radzę nie czytać wcześniej opisów bo psują niespodziankę. A Guillermo del Toro niedawno zrobił serial animowany „Łowca troli”, ale jeszcze z 10 lat musi poczekać na naszych synków.

    Ostatnio czytam Twoje wpisy w tygodniowych paczkach. Wróciłam do pracy i jeszcze nie wiem jak się nazywam. 🙂 Wielkie dzięki za uspokajający jesienny wpis.

    • Odpowiedz Anna Popis 9 października 2017 at 19:20

      Aniu dziękuję za polecenie, chętnie obejrzę chociaż ostatnio u mnie też kiepskawo z czasem. Zmieniłam pracę i znów musi zazębić się kilka spraw, aby wszystko powróciło do normy, w tym systematyczne wpisy:-) pozdrawiam:-*

    Zostaw odpowiedź