Parenting

Jedyne takie miejsce, gdzie czas płynie wolniej

8 grudnia 2016

Mówią, że najlepsze dzieciństwo można spędzić tylko na wsi. I ja podpisuję się pod tym rękoma i nogami. Zgadzam się w 100% bo sama wychowywałam się z czwórką mojego kuzynostwa do 6. roku życia na wsi, w jednym domu, na takim prawdziwym gospodarstwie, gdzie kury chodziły po podwórku, zwierzęta były w stajni, były żniwa, wykopki, uprawianie grządek, sprzęt rolniczy i wszystko, co najfajniejsze dla dzieciaków. Był jeden sklep na całą wieś z panią „sklepową, która wiedziała wszystko o wszystkich i zawsze z uwagą zapytała co tam słychać”. Tu nie liczyły się firmowe buty, koszulka z odpowiednim znaczkiem, czy w jakim fajnym, modnym miejscu ostatnio się było. Tu buty były do tego czasu odpowiednie, dopóki dziury w podeszwie pozwalały na bieganie. Tu czas płynął wolniej, z dala od „ulepszaczy”, które oferuje miasto. Właśnie stąd mam najbardziej trwale i najwspanialsze wspomnienia z dzieciństwa. Wiele osób wspomina jego smaki, a ja wspominam zapachy tego okresu. Czym pachnie dla mnie moje? Pachnie świeżo skoszonym sianem w stodole, w której do wielkich drewnianych bel umocowane były huśtawki ze sznurków i deski, pachnie kurzem i pyłem unoszącym się w gorącym. letnim powietrzu nad polem, gdzie kombajn kosił zborze, pachnie mokrą ziemią po letnim deszczu i truskawkami rosnącymi na grządkach za domem, siekaną pokrzywą z której babcia przygotowywała pokarm dla kaczek, świeżym miodem i masłem na pajdzie chleba, pachnie wiosennym deszczem, który nigdy nie przerywał nam zabawy na dworze, pachnie spalinami z traktora, który robił kulig wszystkim dzieciakom na wiosce, pachnie beztroską i wieczną zabawą, do której nie potrzebne były nam żadne sklepowe zabawki, pachnie węglem wrzucanym przez babcię rano do pieca aby zagotować wodę na herbatę, w końcu pachnie mną, bo cala przesiąkłam tym zapachem.
Bardzo żałuję, że mój Mały poniekąd okradziony jest z tych wrażeń, jego wspomnienia nie tylko za sprawą innych już czasów, ale z powodu miejsca zamieszkania będą zupełnie inne niż moje. Nie mówię, że gorsze, po prostu inne. Jak tylko przyjeżdżamy w moje stare okolice, do których mnie ogromnie ciągnie, staram się aby moje dziecko powąchało choć trochę tego wszystkiego, co oferuje wieś. Z resztą, dziwnym trafem od początku jego zainteresowania kręciły się tylko wokół traktorów i wszystkiego, co ze wsią związane. Może jednak wyssał coś z mlekiem matki?
Tak się złożyło, że tym razem w wakacje mogliśmy w naszym całym, starym, kuzynowskim gronie pobyć trochę razem. Powspominać i ponarzekać na ten czas, który zdecydowanie za szybko leci. Byliśmy w nadkomplecie, bo pojawiły się dwie nowe latorośle w naszym, niegdyś niezłomnym, składzie, Rumcajsik i synek mojej kuzynki. Były zabawy w traktorze, karmienie krów pasących się na łące i w końcu bieganie do upadłego po okurzonym podwórzu. Nikt nie zwracał uwagi na wygląd, że buty ubrudzone, dziura w koszulce, nie, miało być wygodnie. Tak, jak kiedyś. I tak patrzyłam na ich zabawy, obserwowałam nasze reakcje, na przekraczanie przez chłopców ustalanych przez nas granic, tak jak to kiedyś reagowali nasi opiekunowie i odniosłam wrażenie, że oto życie zatoczyło koło.

Sprawdź inne wpisy

2 komentarze

  • Odpowiedz Marta 16 stycznia 2017 at 00:00

    To byly czasy. Zawsze ciaglo mnie do miasta ale teraz bym duzo oddala zeby wrocic na wies.
    Moze kiedys moje marzenie sie spelni. Pozdrawiam 😀

    • Odpowiedz Anna Popis 16 stycznia 2017 at 10:37

      Większość rzeczy człowiek docenia dopiero z czasem. A dzieciństwo na wsi to najlepszy miejsce i okres jaki można sobie wyobrazić! Wiedzą to tylko „wioskowe” dzieci, które z czasem poznały ” miastowe ” życie 😉

    Zostaw odpowiedź