Parenting Sport i Zdrowie

Jak przyspieszyć naukę jazdy na rowerze z PEDAŁAMI bez dodatkowych kół?

21 marca 2017

 

To pytanie wraca do mnie jak boomerang, gdy mój Mały rozpędzony na rowerze mija innych rodziców z małymi dziećmi, które o takiej jeździe narazie mogą tylko pomarzyć. „ No jaak to zrobiliście? No jak?” i miny oczekujące jednej odpowiedzi rozwiązującej tą zagadkę. Moje dziecko za miesiąc skończy 3,5 roku, a od prawie 3 miesięcy śmiga na rowerze z PEDAŁAMI bez dodatkowych kółek.

Dlaczego piszę z „ PEDAŁAMI Caps lockiem? Bo dla mojego Rumcajsika to słowo jest kluczowe. Ono oddziela Go od grupy, jak to określa „cienkich Bolków”, którzy takiej sztuki jeszcze nie opanowali. Tak, to zdecydowanie bardzo ważny etap dla nas wszystkich, szczypta samodzielności i niezależności dla Malucha i cała masa odpowiedzialności i biegania dla mnie, bo podczas takich wypadów nieraz serce mam w gardle. Kto jest ze mną na bieżąco na fanpage Viva la Zycie – (jeśli nie, to koniecznie dołącz do naszej grupy), ten wie, jak wielkie emocje i wzruszenie wzbudził we mnie ten nowy etap. No to Jak To w końcu zrobić?

 

No jak?

 

I teraz pewnie szybko śledzisz tekst wyczekując, podobnie jak mijani przez nas rodzice, tej Jednej, Jedynej odpowiedzi. Oto ona – nie wiem! Wiem natomiast, jak można w znacznym stopniu wspomóc tę ciężką naukę.

Dla własnego bezpieczeństwa, nauczona trzymiesięcznym doświadczeniem w prowadzeniu bloga:-) i kilkoma – nastoma negatywnymi komentarzami, muszę wspomnieć, że żadna ze mnie specjalistka z dziedziny sportu, fizjologii czy rozwoju ruchowego. Wiem też, że każde dziecko jest inne, to co sprawdziło się u nas nie oznacza, że sprawdzi się i u Was. Dzielę się zawsze tylko RADAMI, które możesz spróbować zastosować, albo olać sprawę i powiedzieć w MYŚLACH co za bzdury ona gada i opuścić stronę bez szkody dla siebie i dla mnie. W tekście mogą pojawić się żartobliwe wątki, które są zamierzonym działaniem autorki tego tekstu. Mogą też, niestety, pojawić się błędy w konstrukcji zdania, interpunkcji, tudzież ortografii (chociaż raczej nie) i wcale nie oznacza to, że jestem „ ALFABETĄ”, a zwykłym człowiekiem, który do popełniania takich błędów daje sobie prawo 🙂 Ok, skoro mamy to za sobą, to jedziemy z tym koksem.

 

No właśnie tak!

 

Moje dziecko jest bardzo energiczne, ciągle w ruchu i to właśnie tego zawsze najbardziej potrzebuje. Rzadko siedzimy w domu, a wraz z nastaniem wiosny do domu przychodzimy tylko na posiłki. Wierzę, że to czas spędzony na dworze, przemierzone, przebiegane spacerowe kilometry i przepływane długości basenów poprawiały jego koordynację. Zawsze był ruchowo lepiej rozwinięty od rówieśników – taka jestem nieskromna!

Od kiedy skończył 14 miesięcy oswajaliśmy go z rowerkiem biegowym. Nie wiem, czy to wcześnie, czy późno, ale nigdy nie zrobiliśmy nic wbrew niemu i zawsze intuicyjnie wyczuwałam, że to Ten moment, kiedy gotowy jest pójść krok dalej. Rowerek zawsze był w pogotowiu w dużym pokoju. Na początku miał obawy, podchodził, dotykał, próbował siadać. Gdy poczuł się na tyle pewnie, żeby „dać się powozić” z chęcią to robiliśmy. Nie ważne, że pod koniec dnia chodziliśmy zgarbieni jak dzwonnik z Notre Dame, ważne że stymulował on rozwój zdolności motorycznych mojego Malucha, a on z każdym dniem czuł się na nim pewniej.

I to właśnie dzięki temu rowerkowi tak szybko opanowaliśmy sztukę jeżdżenia na jednośladzie. Kiedy Mały pewnie zasuwał już w parku na biegówce, inni rodzice dopiero podchodzili do nas i pytali, czy warto coś takiego kupić dla swojej pociechy. Odpowiedź była jedna, oczywiście, że warto, im wcześniej tym lepiej, choćby miał stać w pokoju i służył tylko do dotykania i obracania kołami – kup Go!

 

Czego nie robić?

 

Od jakiegoś czasu obserwuję na Instagramie i niektórych blogach modę na trójkołowy rowerek bez pedałów, najczęściej drewniany, w wieelkimi kołami, koniecznie od znanego producenta. Wygląda dosyć okazale, dla mnie wręcz komicznie. I tak zastanawiam się, czemu ma on służyć. Modzie na pewno. Na pewno też „specjaliści od tematu” podniosą larum, że to doskonały krok ku nauce jazdy na biegówce. Tylko po co? Po co zabierać dziecku możliwość jak najwcześniejszej nauki równowagi na rowerze biegowym i rozleniwiać go takim ustrojstwem? Wiem, że gdybym posadziła moje dziecko na czymś takim, pewnie z biegówki nie wyszłabym jeszcze przez conajmniej 2 lata. Daj mu szansę, jak najwcześniej.

 

No to wio koniku i wielka przeszkoda po drodze

 

 

Ok, w końcu zdecydowaliśmy się na przejście na rower z pedałami. Kolejny dylemat przed jakim staniemy, to jaki rower wybrać? Gdzieś czytałam, że producent rowerów X będzie lepszy na początek, bo i nauka na jego rowerze będzie przyjemniejsza dla małego użytkownika. Może…My wybraliśmy najtańszy rower, z przeświadczeniem, że to nie producent pojedzie za nasze dziecko. Tak więc nabyliśmy rower w Decathlonie, ciężki jak cholera, niezbyt urodziwy, ale za to z fajnym dzwonkiem:-)Dziecku jest to naprawdę obojętne, czy będzie on kosztował 200 zł czy 1000 zł, ważny dla niego jest aspekt wizualny i dzwonek. Dla Ciebie aż tak obojętne to chyba nie jest. U nas wizualnie nie wypada zbyt ciekawie, za to dokupiony dzwonek to szał pał na podwórku. I tutaj jest mały/ duży haczyk, bo rowery są w zestawie z dodatkowymi kołami, a te koła to nasza, rodzicielska zguba.

Dziecko, które śmigało na biegówce niczym zawodowiec na BMX-ie po przejściu na rower z pedałami i dodatkowymi kołami, szybko straci nim zainteresowanie. Po pierwszej fazie fascynacji „dorosłym rowerem” przychodzi wypalenie i znudzenie. Bo co to za frajda siedzieć na tyłku i tylko pedałować bez balansowania ciałem? My popełniliśmy ten błąd i zbyt długo pozwoliliśmy na jazdę z dodatkowymi kołami. Tym samym Mały po dwóch tygodniach nie chciał nawet na niego spojrzeć. Zrobiliśmy krok wstecz i ponownie wróciliśmy na kilka dni do biegówki, po czym nastąpiła od razu przesiadka na normalny rower, tym razem bez wspomagaczy. Pierwsza jazda odbyła się beze mnie, bo chyba przepłaciłabym to zawałem. I za pierwszym razem zaskoczyło!

Pamiętam, to była sobota wczesnym popołudniem, siedziałam przed kompem nad kolejnym wpisem, gdy zza okna dobiegł śmiech mojego męża i najsłodsze na świecie głośne „Maaamaaa zobać”, a mamie popłynęły po policzkach łzy szczęścia i wzruszenia, bo oto powitaliśmy kolejny etap. Etap jazdy na rowerze z pedałami. I takich łez, oby jak najszybciej życzę i Wam kochani!

 

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź